Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA MŁODZIEŻOWA / YOUNG ADULT. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LITERATURA MŁODZIEŻOWA / YOUNG ADULT. Pokaż wszystkie posty

18:31:00

Zapiski o twoim zniknięciu

Zapiski o twoim zniknięciu

W końcu nastąpił przełom! Po serii książek średnich i niezadowalających mam tytuł, który spełnił oczekiwania!

Tytuł: Zapiski o twoim zniknięciu
Tytuł oryginału: Notes on Your Sudden Disappearance

Autor: Alison Espach
Tłumacz: Agnieszka Matkowska

Rok: 2026
Wydawnictwo: Poznańskie
ISBN: 978-83-68692-59-4 

Z Alison Espach już miałam okazję się poznać przy tytule Goście weselni. Chociaż już wtedy byłam pozytywnie zaskoczona (recenzję przeczytacie tutaj!), to ten tytuł wypadł chyba jeszcze lepiej! 

Główną postać - Sally - poznajemy, gdy zaczyna wakacje kończące siódmą klasę. Jest gotowa na upały, czas spędzany na basenie i przygody z siostrą. Jednak starsza o kilka lat Kathy wchodzi w okres dojrzewania i pierwszych miłości. I wprawdzie razem obserwują jak gwiazda szkolnej drużyny koszykówki - Billy Barnes - podrywa wszystkie dziewczyny ze szkoły, to różnica wieku między siostrami staje się coraz bardziej znacząca. 


 

Billy i Kathy zaczynają się jednak spotykać ze sobą, a Sally zaczyna tracić grunt pod nogami, gdy siostra, której nigdy nie odstępowała na krok, zaczyna żyć własnym życiem. Aż do tragedii, która przez wiele lat będzie wpływać na dwie rodziny. 

Chociaż książka ma wyczuwalny klimat historii o dorastaniu, takiego dusznego pokoju nastolatek, gdzie jednocześnie pachnie truskawkowym błyszczykiem i bałaganem, to jest to znów głębsza opowieść o radzeniu sobie ze stratą, przetrwaniu mimo wszystko i znalezieniu miłości wbrew sobie i otoczeniu. 

Espach stworzyła postać pełną ironii, bólu i chęci przetrwania, ale która de facto nie umie pogodzić się nie ze stratą, ale z tym, że to ona jest główną bohaterką swojego własnego życia. Postacie drugoplanowe pokazane są w rozsypce, gniewie, depresji. Ale ostatecznie też jedyne, czego pragną to spokój i miłość, na którą boją się uwierzyć, że zasługują. 

Mimo przejmującego tematu jest to lekka narracja, wręcz zabawna, taka, w której trzymamy kciuki za bohaterów, bo chcemy się wzruszyć i zaśmiać razem z nimi. Polecam bardzo!

13:34:00

Zaklinaczka duchów

Zaklinaczka duchów

Pierwszy tom, czyli Zaklinaczka kości (recenzja TUTAJ!) wywołał mieszane uczucia - nie oszukujmy się, nie jest to dzieło wybitne. Ale chemia miedzy bohaterami, którzy na początku chcieli się pozabijać, została tak dobrze poprowadzona, że skusiłam się na drugi tom!

Tytuł: Zaklinaczka duchów
Tytuł oryginału: Ghostsmith

Autor: Nicky Pau Preto
Tłumacz: Aleksandra Łatacz

Rok: 2025
Format: audiobook

Wspólna przygoda Wren, Leo i Juliana nie kończy się w pierwszym tomie happy endem. Gdy akcja się zagęszcza, a na jaw wychodzi kilka sekretów, okazuje się, że różnice w priorytetach są silniejsze niż potencjalne zauroczenie i wstępne sojusze. 


 

Autorka tym razem nie postawiła na budowanie relacji, ale na rozwiązanie politycznych intryg i rodzinnych konfliktów. Oznacza to, że bohaterowie, którym kibicujemy właśnie ze względu na romantyczny potencjał, zostają rozrzuceni po dominiach i prowadzą swoje kampanie niezależnie. Ale jednak ostatecznie ze wspólnym celem. Na szczęście pokonanie armii nieumarłych i Królowej Trupów staje się zadaniem także tych postaci, na które wcześniej nie zwracaliśmy większej uwagi, więc mamy się na czym skupić.  

Walka o władzę jest jednak odrobinę przeciągnięta i przegadana, a pokonanie największych zwyrodnialców ostatecznie nieproporcjonalnie ukrócona. Nie czytało/słuchało się tego źle, ale liczyłam na szybsze ponowne spotkanie Wren i Juliana, na więcej dialogów i interakcji. Bo tego właśnie oczekiwałam. 

Przez brak większej głębi wydaje się, że autorka nie podołała wyzwaniu stworzenia rozległego świata o skomplikowanych konfliktach. Wychodzi z tego zatem kolejny fanfik, który no... nie fanfikuje, jak bym tego oczekiwała!

Cieszę się zatem, że nie ma kolejnych tomów i szukam bardziej ambitnego audiobooka na spacery!  

13:02:00

Zaklinaczka kości

Zaklinaczka kości

Po ostatnich audiobookach, które można bez trudu zaliczyć do klasyki literatury, musiałam sięgnąć po coś bardziej współczesnego! Padło na dość mroczną fantastykę, która no... na samym początku mnie tak bardzo nie wciągnęła...

Tytuł: Zaklinaczka kości
Tytuł oryginału: Bonesmith

Autor: Nicky Pau Preto
Tłumacz: Aleksandra Łatacz

Rok: 2025
Format: audiobook

Może się okazać, że po śmierci nie zaznasz spokoju. Dzięki tajemniczemu źródłu magii możesz powstać jako upiór, który będzie szukał zemsty na żywych. Ale takie mary da się pokonać - istnieje klan Zaklinaczy kości, którzy mogą oddzielić duszę od ciała i pomóc zachować względny spokój w Dominiach. 


 

Wren pochodzi z dumnego i wysoko postawionego rodu, ale nie można się po niej spodziewać ogłady i opanowania. To typ buntowniczki, która za wszelką cenę chce zaskarbić sobie miłość nieobecnego ojca, ale wybiera niezbyt odpowiednie środki. 

Jesteśmy wrzuceni do nieznanego świata chwilę przed najważniejszą próbą sił - egzaminem praktycznym, którego zaliczenie pozwoli głównej bohaterce zostać walkyrą. Oznacza to oficjalne zdobycie stanowiska poskramiaczki nieumarłych. Dochodzi jednak do pewnych zawirowań losu, zdrady i sabotażu i bądź co bądź wybitna w walce dziewczyna nie przechodzi tej próby. No i robi to w tak spektakularny sposób, że na dodatek zostaje wygnana na Mur graniczny, za którym nieumarli stanowią zupełnie inne zagrożenie (coś jak w Grze o tron).

Po drodze mamy jednak spisek, dość czarującego księcia, który również czuje się odrzucony przez rodzinę i wrogiego żołnierza, który ze względów politycznych nie będzie pałał do Wren sympatią. 

Fabuła się zagęszcza, gdy bohaterowie odkrywają intrygę na najwyższych poziomach władzy, tajemnice z przeszłości, ale przede wszystkim zaczynają rozumieć, czym jest odpowiedzialność.

O ile wskoczenie do świata Zaklinaczki kości było dla mnie dość chaotyczne i nie porwało mnie za serce, to wątek enemies to lovers jest tu świetnie poprowadzony! Jest odpowiednia chemia, wątpliwości, kilka drobnych zdrad i poznawanie samych siebie. 

Końcówka za to staje się bardziej polityczna, chociaż nie brakuje scen walki, więc w sumie można tu znaleźć sporą różnorodność. No i wbrew wykorzystaniu standardowych motywów, książka napisana jest przyzwoitym językiem i nie czujemy się zażenowani poziomem! 

Dla chemii między bohaterami oczywiście sięgam zaraz po drugi tom, więc tak, mimo topornych początków, jednak się wkręciłam! 

12:53:00

Emily ze Srebrnego Nowiu

Emily ze Srebrnego Nowiu

Pamiętam, że czytałam całą opowieść o Emilce ze Srebrnego Nowiu jak miałam jakieś 13 lat - byłam wtedy strasznie chora, więc spędzając całe dnie w łóżku, pochłonęłam od razu wszystkie trzy tomy. A teraz Anna Bańkowska (odpowiedzialna za nowe tłumaczenie przygód o rudowłosej Ani - moja recenzja pierwszego tomu tutaj) bierze na warsztat Emily!

Tytuł: Emily ze Srebrnego Nowiu
Tytuł oryginału: Emily of New Moon

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumacz: Anna Bańkowska

Rok: 1923 / 2026
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-68549-83-6

Emily straciła matkę, gdy była malutka. Od tamtej pory wychowywała się u boku ciepłego, wrażliwego i liberalnego ojca, z którym łączyła ją ogromna miłość i zrozumienie. Niestety, dziesięcioletnia Emily traci również i jego. Gdy choroba zabiera najbliższą jej osobę, okazuje się, że opieki nad nią ma się podjąć ktoś z rodziny jej matki - z rodziny, która nigdy nie wybaczyła młodej dziewczynie, że uciekła z biednym dziennikarzem. 

 

W ten sposób Emily trafia do Srebrnego Nowiu - posiadłości prowadzonej przez dwie ciotki i wujka - Elizabeth, Laurę i Jimmy'ego. Opuszczona i samotna dziewczynka musi zdać się na łaskę osób, których duma, zimne wychowanie i różnice charakterów bardzo mocno odciskają się na wrażliwej duszy dziecka. 

Z czasem jednak Emily zaczyna dostrzegać otaczające ją piękno, poznaje przyjaciół, którym pomaga rozwikłać rodzinne tajemnice oraz oddaje się (gorszącej jak na tamte czasy i ten staroświecki dom) pisaniu poezji i opowiadań. 

Chociaż z wyglądu dziewczynka nijak nie przypomina Anne Shirley, to widzimy tu sporo podobnych motywów - osierocenie, zimny wychów, ucieczka w świat marzeń i zachwyt przyrodą Wyspy Księcia Edwarda. Z noty biograficznej dowiadujemy się, że to tak naprawdę motywy autobiograficzne kanadyjskiej pisarki, ale schematyczność nie przeszkadza nam bardzo w lekturze. 

Chociaż do Ani mam większy sentyment ze względu na jej charakter, to widzę też, że historia Emily nie jest tak samo bogata w przygody. Co nie musi działać na niekorzyść - po prostu dostajemy więcej codziennych przygód, które czyta się także z ciepłem w sercu. 

Po tylu latach od pierwszej lektury miałam wrażenie, że książka będzie krótsza - ale jednak jej objętość mnie zaskoczyła. Nie spodziewam się, że dodano tutaj jakieś brakujące rozdziały jak w przypadku nowego tłumaczenia Błękitnego zamku (tutaj recenzja i moje oburzenie), ale jest to przyjemna i lekka lektura, którą na pewno jako dorosła kobieta odbieram trochę inaczej. 

Dlatego jeśli znacie tę historię - warto do niej wrócić. A jeśli możecie komuś ją polecić, to myślę, że młode czytelniczki też będą umiały zakochać się w Wyspie Księcia Edwarda widzianej oczami kolejnej marzycielki. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy!

12:35:00

Lady Makbet

Lady Makbet

Polujecie czasem na książkę, ale wszechświat nie sprzyja? Fabuła mnie zaintrygowała, ale nie inwestuję w nowe książki tak jak kilka lat temu. Biblioteki nie skusiły się na ten tytuł, na targach pozwoliłam sobie na zupełnie inną książkę... ale prezent pod choinką zrobił ogromną niespodziankę! 

Tytuł: Lady Makbet
Tytuł oryginału: Lady Macbeth

Autor: Ava Reid
Tłumacz: Anna Kłosiewicz

Rok: 2024
Wydawnictwo: StoryLight
ISBN: 978-83-68053-12-8


Początek zaczął się świetnie - dostajemy zupełnie nową perspektywę opowieści, którą doskonale znamy. Ale tym razem skupiamy się na kobietach! Lady Makbet nie ma dobrej sławy, to według mnie jedna z bardziej wyszukanych kreacji kobiecych u Shakespeare'a, motywowana ambicjami, zżerana przez wyrzuty sumienia, tutaj przedstawiona jest jako młoda dziewczyna wydana politycznie za nieokrzesanego szkota-barbarzyńcę. 

Jako siedemnastolatka wykazuje się niemałym sprytem, żeby poradzić sobie w nowym kraju, na nowym dworze, wśród obcych i wrogich postaci. No i przede wszystkim skupia się na tym, żeby mąż trzymał się od niej jak najdalej. 

To daleko posunięta aberracja sztuki, żeby nie powiedzieć, że dość swobodne fanfiction, ale czyta się to naprawdę świetnie! Przez pierwszą połowę książki rzeczywiście śledzimy dworskie intrygi, niektóre przepowiednie tracą magiczną moc, tylko po to, żeby szybko okazało się, że magia znajduje ujście w zupełnie nowych wątkach. 

Głowna bohaterka zmaga się podobnymi emocjami co pierwowzór, ale doświadcza też innych wzlotów i upadków. Nie odnosi samych sukcesów w swoich intrygach i dopuszcza do głosu również łagodniejsze i pozytywne uczucia. 

Im dalej w las (Birnamski, hehe!), tym bardziej odbiegamy od znanych motywów, ale jeśli będziemy traktować tę historię już jako żyjącą własnym życiem, to nikogo to nie oburzy. 

To taka kobieca fantastyka opierająca się na motywach z young adult. Naprawdę przyjemna w odbiorze, raczej nie wzniosła, ale oddająca głos żeńskim postaciom. Autorka dość ambitnie próbuje przedstawić mieszankę kulturową w warstwie językowej, zwraca uwagę na pozycję kobiet w społeczeństwie (czasem może zbyt patetycznie), ale nie gryzie to się jakoś wybitnie z ogólnym wydźwiękiem. 

Tytuł wart uwagi jeśli kochacie Shakespeare'a i kobiece kreacje, które stworzył w swoich sztukach. A samo wydanie to perełka!

12:24:00

Klub smutnych duchów

Klub smutnych duchów

Polowałam na tę książkę jeszcze w tamtym roku, ale kolejka do wypożyczenia nie miała końca. Tym razem, spontanicznie sprawdzając tytuł w bibliotece, udało się od razu! I przez ten czas zdążyłam zapomnieć, że to powieść graficzna! 

Tytuł: Klub smutnych duchów
Tytuł oryginału: The Sad Ghost Club

Autor: Lize Meddings
Tłumacz: Agnieszka Kalus

Rok: 2021 
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-8318-378-7

Opowieść o nastoletnim chłopcu, który zostaje na weekend sam w domu może być poprowadzona w różnych kierunkach. Pierwsze co nam przychodzi do głowy, to zlekceważenie pracy domowej, przygotowanego przez rodziców obiadu i wypad na szaloną imprezą, która zakończy się aresztem, wypadkiem lub kacem stulecia. 


 

Ale nie tym razem! Nasz bohater naprawdę przykłada się do nauki, pamięta żeby kupić jedzenie dla kota i ze smakiem zje przygotowaną wcześniej porcję jedzenia z lodówki. A jak dostaje wiadomość o imprezie organizowanej przez znajomych ze szkoły, to... wpada w panikę! Oczywiście, że chciałby pójść, ale się boi. Nie jest popularny, nie czuje że ma z kim porozmawiać, boi się wyśmiania, jak pójdzie i wykluczenia, jeśli zostanie w domu. 

W końcu jednak przełamuje swoje obawy i zdobywa na odwagę. Owszem, nie wszystko idzie od razu gładko i po jego myśli, ale wieczór kończy się w zupełnie niespodziewany dla niego sposób!

To krótka opowieść o wychodzeniu ze strefy komfortu, otwieraniu się na nowych ludzi i nowe poglądy, o nie uleganiu presji rówieśników i próbie dotarcia do podobnych sobie osób. 

Lektura nie zajmie Wam dłużej niż godzinkę (z przerwą na spacer z żółwiem lub herbatę), a wpuści ciepłą iskierkę do Waszego serca - podniesie Was na duchu, bo nie jesteśmy sami ze swoimi wątpliwościami, a jak już odważymy się zaufać, to mogą spotkać nas magiczne rzeczy. 

I tak, dorosłym też się taka lektura przyda, żeby z większą uważnością podchodzili do młodego pokolenia - nie wszyscy jego przedstawiciele są źli, naburmuszeni i lekceważący z natury! :)  

18:26:00

Wisteria

Wisteria

Spodziewałam się, że połknę tę książkę w kilka dni, że będzie trzymała tak przyzwoity poziom, jak pierwsze dwa tomy. Belladonna (klik - recenzja!) była przecież świetnym romantasy z gotyckimi tajemnicami i balami maskowymi. Foxglove (klik - recenzja!) w sumie też trzymało poziom i stanowiło dobre domknięcie fabuły. Ale trzeci tom mogliśmy sobie już odpuścić. 

Tytuł: Wisteria
Tytuł oryginału: Wisteria

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska 

Rok: 2024 / 2025
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8387-615-3

Signa i Śmierć - czyli najważniejsze postacie dwóch poprzednich tomów - są tutaj bohaterami drugoplanowymi. Autorka postanowiła, że tym razem skupi się na historii Blythe - kuzynki, która poważnie chorowała w drugim tomie i wplątała się w małżeństwo z aroganckim Arisem, który jest personifikacją Losu. 

 

Ich wspólne pożycie zaczyna się oczywiście od uszczypliwości, obelg, robienia sobie na złość - no czysta wojna. Z czasem jednak, im więcej poświęcają sobie uwagi, dostrzegają, że każde ma swoje własne zmartwienia, bolączki, ale i pozytywne cechy charakteru. Zrozumienie prowadzi do rozejmu, a w między czasie pojawia się też iskra bardziej fizyczna. No klasyczne enemies to lovers i retelling Pięknej i Bestii

Przecież to bardzo chwytliwe motywy, wręcz moje ulubione, co zatem mogło pójść nie tak? Styl jest lekki, ale może właśnie zbyt powierzchowny. Chemia między bohaterami niby rozwija się podręcznikowo, ale w ogóle nie umiałam się wczuć w tę relację. Trochę mamy pobocznych intryg, ale one nic nie wnoszą w fabułę, więc warsztatowo książka leży. 

Końcówka za to (czyli jakieś 50 stron, które powinno mnie z butów wyrywać) jest oczywiście przewidywalna i przez to nudna jak flaki z olejem. Musiałam się wręcz zmuszać, żeby doczytać książkę do końca i tylko kilka ostatnich zdań epilogu uratowało sytuację.

Dobry spin-off nie jest zły, ale ten w ogóle nie musiał powstawać - wystarczyło domknąć historię Signy i Śmierci w dwóch książkach i przejść do innych projektów. Jeśli docelowym czytelnikiem jest 16latka, która wciągnie całą pozycję w weekend, to spoko, szanuję, ale mnie książka pozostawia z dużym niedosytem.  

15:01:00

Sofia, dziewczyna z kościanego domu

Sofia, dziewczyna z kościanego domu

Chyba naszła mnie potrzeba wyczytania kilku pozycji, które zalegają na półkach od dłuższego czasu. Nie do końca nazwę to stosem hańby, skoro mam 138 takich pozycji... ale nie od razu Rzym zbudowano!

Tytuł: Sofia, dziewczyna z kościanego domu
Tytuł oryginału: A Secret of Birds and Bones

Autor: Kiran Millwood Hargrave
Tłumacz: Maria Jaszczurowska

Rok: 2020/2022
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-07491-6 

Czytałam już dwie książki tej autorki: Dziewczynkę z atramentu i gwiazd (recenzja!) oraz Wyspę na końcu świata (recenzja!). Stąd też wiem, że autorka nie buduje tak po prostu fabuły dla dzieci, ale oczarowuje poważnymi tematami, w których dominują tęsknota, troska i ciepło. I o ile poprzednie dwie książki mnie urzekły, to trzecia pozycja tej autorki, która wykorzystuje w kółko te same motywy, zaczyna brzmieć po prostu depresyjnie. 


 

Główna bohaterka ma dwanaście lat i mieszka w średniowiecznej Sienie. Jej brat niedawno przeszedł ciężką chorobę, a matka ma oryginalny zawód ossuarystki, czyli artystki rzeźbiącej w kościach. Przygotowuje szkatuły na relikwie lub zmyślne mechanizmy z samych kości. 

I choć kobieta przyrzeka, że w końcu przestanie przyjmować zlecenia, żeby spędzać więcej czasu z dziećmi, to pewna wizyta tajemniczego gościa sprawia, że zgadza się wykonać jeszcze jedną usługę. Okazuje się jednak, że nie wraca do domu, tak jak planowała. 

Dzieci oczywiście okazują się nieposłuszne i udają się na gonitwę, na którą matka zabroniła im pójść. Pakują się tarapaty, zostają okradzione, trafiają do sierocińca, a na koniec pakują się w jeszcze większe tarapaty. 

Schemat książki jest toczka w toczkę jak poprzednio: dzieci nawiązują przyjaźnie, pakują się w kłopoty, są zdradzone przez rzekomych przyjaciół, zaczynają przejawiać jakieś magiczne zdolności, wybaczają i doprowadzają do uratowania całej społeczności z rąk złoczyńcy. 

Rodzic oczywiście jest jeden, ma poważne skazy charakteru, jest słaby, nierozsądny i uczy się życia od własnego dziecka. Plus obsesja na punkcie podwodnych rzek i jaskiń. A no i w sumie włoskiego klimatu nie poczujecie w ogóle. 

Niestety tym razem nie dałam się oczarować autorce, która wprawdzie zmienia lokalizację i imiona, ale nie daje swoim książkom już nic oryginalnego. Brak tu głębi i refleksji. Postacie płytkie i denerwujące. Nie polecam ani młodszym, ani starszym czytelnikom. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.  

 

 

 

11:53:00

Anne z Zielonych Szczytów

Anne z Zielonych Szczytów

Nowe tłumaczenie nie zawsze jest dobrym pomysłem. Szczególnie unikałam Ani w nowym wydaniu, bo przecież tak umiłowana powieść nie powinna być przerabiana tylko ze względu na ego tłumacza. Ale chyba niepotrzebnie się bałam...

Tytuł: Anne z Zielonych Szczytów
Tytuł oryginału: Anne of Green Gables

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumacz: Anna Bańkowska

Rok: 1908 / 2022
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-67022-63-7 

Marzycielskiej duszy Ani nie trzeba nikomu przedstawiać. Jeśli nie omawialiście tej książki w podstawówce, to pewnie musieliście żyć pod kamieniem, żeby w ogóle nie znać fabuły. W nowym tłumaczeniu Ania (bo chyba jednak zawsze będzie dla mnie Anią) ma te same cechy charakteru. Jest wybuchowa, pełna zachwytów i miłości do świata, wytrwała, spracowana i skrzywdzona. Aż w końcu znajduje swoje miejsce, swój dom, kochających opiekunów i z chudego dziecka wyrasta na mądrą i żądną wiedzy młodą dziewczynę. 

 

Bańkowska przyznaje, że dla wielu pokoleń 'zabiła' Anię i powołała do życia Anne, żeby młodszy czytelnik nie dziwił się, że na Wyspie Księcia Edwarda wcale nie mieszkał Mateusz, tylko Matthew, nie Małgorzata, ale Rachel, a że Białe Piaski to jednak White Sands. I jako filolog i tłumacz w pełni rozumiem chęć oddania oryginału jak najwierniej. Zwłaszcza, że pokój na facjatce to tak naprawdę szczytowe pomieszczenie, a tytułowe Zielone Wzgórza to po prostu szczyty domu pomalowane na zielono, a nie wybrzuszenie terenu, czy sam kolor dachu. 

Jednak dysonans (może odrobinę dyskomfort) czułam. Nie dlatego, że tekst jest zły, czy koślawy. Po prostu poprzednia wersja jest tak głęboko zakorzeniona w mojej świadomości, że czuję się jakbym się właśnie dowiedziała, że ktoś, kogo znam całe życie, ma na imię zupełnie inaczej niż myślałam. 

Nie zmienia to jednak faktu, że powrót do lektury sprawił mi ogromną przyjemność i rozlał się po sercu ciepłem i wzruszeniem. Z uśmiechem pochłaniałam dobrze znane rozdziały o rudej marzycielce, która ma tyle wiary w ludzi i taką miłość do otaczającego ją świata. Wzruszyłam się na tych samych fragmentach, żeby nie powiedzieć też, że spłakałam się jak nieludzkie stworzenie pod koniec.  

Powrót do Ani po tak wielu latach okazał się idealnym pomysłem, bo przypomniał mi jak kocham tę postać i że w każdym wieku warto pielęgnować wyobraźnię i pamiętać o zachwytach.  Z przyjemnością przypomnę sobie kolejne tomy, gdy tylko przyjdzie taka okazja!

 

22:30:00

Dziesięć tysięcy drzwi

Dziesięć tysięcy drzwi

To, co się zadzieje w tej recenzji, to wina gwiazdy z Kot(ek) Książkowy, bo u niej w relacji widziałam ten tytuł. Niestety obawiam się, że nie ja byłam targetem, a starałam się przychylnie patrzeć na książkę!

Tytuł: Dziesięć tysięcy drzwi
Tytuł oryginały: The Ten Thousand Doors of January

Autor: Alix E. Harrow
Tłumacz: Andrzej Goździkowski

Rok: 2019/2020
Wydawnictwo: Iuvi
ISBN: 987-83-7966-061-2

January jest wychowywana w opływającej w dostatki rezydencji Pana Locka, który z zamiłowaniem kolekcjonuje wszelkie intrygujące artefakty z całego świata. I to ojciec January takie wyjątkowe okazy dostarcza bogatemu mężczyźnie. W January płynie gorąca krew i nie bardzo chce się dać zaszufladkować w arystokratyczne wychowanie, guwernantki i kulturę osobistą. Ona chce jeździć z ojcem na tajemnicze wyprawy, biegać po buszu w słomkowej spódniczce i udowadniać wszystkim, jaka jest krnąbrna.


Lata mijają, January dorasta, ale ta krnąbrność jakoś nie przekłada nam się na czyny. Największym szaleństwem, na jakie ją stać jest jeden spacer na gigancie i spoglądanie na wszystkich spode łba, bo jako dziecko z mieszanych kultur ma przecież dziwny kolor skóry, nieokiełznane włosy i nigdzie nie czuje się jak u siebie. Hormony, nadchodźcie!

Wkroczenie w wiek dorosły miało się wiązać z nowymi przywilejami, ale January coś się odkleja w ostatnim momencie i stwierdza, że chrzani to wszystko. Nie jest to do końca przemyślana akcja, spontaniczność nie jest jej mocną stroną, a stawianie się bogatym i fizycznie postawnym mężczyznom ma różnorakie konsekwencje. Ale paniusia, która dorastała w atłasach i podróżowała wagonami pierwszej klasy nagle chce żyć przygodą.

No i stąd moje wątpliwości, czy aby na pewno byłam docelowym odbiorcą. Gdybym miała 13 lat, może łyknęłabym fabułę jak głodny pelikan. Dzieje się dużo, tempo gna, mamy historię prowadzoną z różnych perspektyw i okresów, świat przedstawiony nawet ma jakieś ręce i nogi. Ale bohaterka jest tak naiwna i pozbawiona zwykłych instynktów samozachowawczych, że trudno to nawet zrzucić na jej młody wiek.

Doczytałam do końca, bo książka w pewnym momencie nabiera rumieńców, chociaż chce się od czasu do czasu przewrócić oczami. Ale autorka już na 37 stronie zalicza wtopę jako ‘była pani historyk’ (jak twierdzi opis na okładce). Bo jeśli bohaterka w 1903 podróżuje do Londynu, który ma dla niej ‘posmak Małej księżniczki’ to mamy strzał w kolano. Ta klasyka została wydana w 1905, więc January nie może się powoływać na jej znajomość! Mały szczegół, ale płachta na byka dla kogoś, kto pisał magisterkę z krytyki społeczeństwa brytyjskiego w literaturze dziecięcej 😃

Zatem tak… jeśli macie w pełni rozwinięty płat czołowy, to ta książka Was zmęczy. Jeśli macie dzieci, kuzynów lub młodsze rodzeństwo, to im możecie ten tytuł polecić!

16:29:00

The Atlas Paradox

The Atlas Paradox

Ja tak bardzo chciałam, żeby to była dobra książka! A tak naprawdę, to w ogóle nie umiem powiedzieć, o czym ona była...

Tytuł: The Atlas Paradox
Tytuł oryginału: nie zgadniecie... The Atlas Paradox, bo po co to tłumaczyć

Autor: Olivie Blake
Tłumacz: Marta Ziegler

Rok: 2022 / 2024
Wydawnictwo: Akurat
ISBN: 978-83-287-2802-8

Pierwszy tom recenzowałam tutaj (klik!) i zaintrygował mnie na tyle, że po drugi sięgnęłam bez mrugnięcia okiem. A ostrzegaliście mnie, że nie będę zadowolona!


Pierwszy rok nauki skończył się zwrotem akcji, którego rzeczywiście czytelnik się nie spodziewa. Czy rodzi to jakieś poważne konsekwencje? Nie bardzo. Czy drugi rok w murach Towarzystwa przebiega w konkretnym rytmie? Nie, bohaterowie są pozostawieni sami sobie, bo przecież mają prowadzić niezależne badania. No i rzeczywiście, dowiadujemy się, że coś tam zamawiają w bibliotece, ale nie przekłada się to w sumie na żadne konkretne dyskusje.

Wątki podjęte na koniec pierwszego tomu ograniczają się do kilku mętnych rozdziałów, wybuchów złości i poszukiwania swojej tożsamości seksualnej. Postacie, które najbardziej chcielibyśmy widzieć razem mają dosłownie jedną interakcję przez prawie 500 stron. A cała reszta to jakieś przegadane, przefilozofowane banialuki i nie czuję, że połapałam się, o co w tej książce chodzi.

Czy alternatywą dla depresji będzie stworzenie równoległego wszechświata? Czy rozwinięcie nowych umiejętności pozwoli bohaterom uporać się z trudną relacją z tatusiem? Czy odgarnięcie przerośniętej grzywki sprawi, że zaburzy się czyjś kompas moralny? Czy bycie seks bombą to jedyna magiczna umiejętność? Czy jeśli uwierzę w kompleks boga, to mogę oficjalnie stać się wredną małpą? Czy jeśli będę dla innych wystarczająco odpychający, to w końcu zauważą, jak bardzo cierpię? Tyle pytań, tak mało wniosków.

Serio, cała akcja zamknęłaby się w cztero-rozdziałowej broszurce. Nie wiem, co ten tytuł miał wnieść – ani w życie odbiorcy, ani w kunszt literacki autorki. To już jej trzecia książka, którą przeczytałam w tym roku, bo lubię sarkazm i błyskotliwe dialogi. Ale tutaj... po prostu się umęczyłam, a czytałam tę książkę w samolocie i nawet nie czułam, że zabijam czas, tylko własne endorfiny.

Nie polecam i w sumie nie wiem, czy robić sobie tę krzywdę i sięgać po trzeci tom. Bo jak tam nie będzie zakończenia fabuły, ani wyjaśnienia wątków, które są traktowane po macoszemu, to znowu stracę tydzień.

13:27:00

The Atlas Six

The Atlas Six

BookTok made me do it! Trochę tak, bo słyszałam o tej książce dużo. A trochę jednak byłam ciekawa stylu autorki, bo po Masters of  Death (które recenzowałam niedawno - klikać i czytać!) słyszałam, że ten cykl jest jeszcze lepszy. Czy aby na pewno?

Tytuł: The Atlas Six
Tytuł oryginału: The Atlas Six

Autor: Olivie Blake
Tłumacz: Stanisław Bończyk

Rok: 2020 / 2022
Wydawnictwo: You&YA; Muza S.A.
ISBN: 978-83-287-2410-5

Nie mam siły komentować pozostawienia oryginalnego tytułu, bulwersowałam się przy wielu innych recenzjach, jak widać marketingowcy cały czas uważają młodego czytelnika za półgłówka, który nie dotrze do książki, jeśli nie będzie mieć tego samego tytułu, który zobaczył w zagranicznych mediach. 

Ale do brzegu! Wkraczamy w świat, w którym magia może nie jest powszechna, ale na pewno na porządku dziennym. Oznacza to, że chodzą po ziemi ludzie zwani Medejami, w których żyłach płynie domieszka magii. Jedni mają jej więcej, inni mniej, ale nie ma wątpliwości, że społeczeństwa i światowe gospodarki nauczyły się z tych darów korzystać. 


Istnieje jednak tajne stowarzyszenie, które chroni wiedzę gromadzoną przez stulecia. Wyobraźcie sobie manuskrypty i badania naukowe rozwijane od czasów biblioteki aleksandryjskiej, która, by the way, wcale nie spłonęła! 

A teraz pomyślcie, że stowarzyszenie prowadzi co dziesięć lat nabór szóstki najpotężniejszych magów pokolenia, żeby do niego dołączyło. Mają spędzić razem rok - douczać się i dokształcać, zgłębiać tajemnice wszechświata, ale po roku muszą wyeliminować jednego z uczniów. Jak mają wybrać? Na czym polega eliminacja? Tutaj fabuła się zagęszcza! Zwłaszcza, że grupa naszych bohaterów ma przeróżne umiejętności - od modyfikacji świata fizycznego po telepatię i wpływanie na emocje. 

Brzmi dobrze? Mnie fabuła wciągnęła i na pewno niedługo sięgnę po kolejny tom, ale konstrukcja książki jest bardzo nierówna. Wpadamy w świat, który jest fascynujący, ale później, przez jakieś 300 stron, mało co się dzieje. Byłam na tyle zdeterminowana, żeby książkę dalej czytać i na tym wygrałam. Druga połowa nabiera tempa, w końcu zaczyna się coś dziać i mamy coraz więcej pytań!

Ale właśnie z tymi pytaniami jest tak, że autorka nie rozwija wszystkich wątków - zupełnie jak z Masters of Death, gdzie brakowało mi wyjaśnień całkiem ciekawych intryg. I nie chodzi o to, że autorka zostawia coś do interpretacji... to raczej prześlizgnięcie się przez tematy, które warto lepiej opisać. 

Dużym plusem jest narracja, sarkastyczne dialogi, autentyczna chemia i antagonizmy między bohaterami. 

Dnem natomiast są przypisy redakcji, która (jak wspominałam wcześniej) ma czytelnika za idiotę. Krótko mówiąc, przypisy w tekście to kompromitacja. Np. jeden z bohaterów pochodzi z Kuby i chce przygotować popularne tam danie ropa vieja. W wolnym tłumaczeniu to stara szmata, a tak naprawdę to przepyszne danie z długo duszonego mięsa. Redakcja stwierdza, że to danie z resztek w lodówce, mimo że postać wyraźnie mówi o tym, że mięso będzie się długo robiło. To naprawdę wystarczyło zgooglować! Redakcja zakłada też, że koniecznie trzeba wyjaśnić czytelnikom znaczenie takich słów jak elitystyczny (robiąc kopiuj-wklej ze słownika PWN) lub mansplaining... Przypominam, że odbiorcą jest człowiek wychowany na TikToku... 

Oprócz takich mankamentów, czuję, że zaraz popędzę do biblioteki po drugi tom! Tylko wygrzebię się jeszcze z innych książek, które ułożyły się w stos wyższy niż sama szafka nocna. Trzymajcie kciuki!

15:40:00

Ballada ptaków i węży

Ballada ptaków i węży

Igrzyska śmierci czytałam tak dawno, że nawet nie znajdziecie recenzji na tym blogu. Pamiętam doskonale, gdy jeszcze w dobie tumblra (tak, miałam tam świetnego bloga!) odkryłam tę serię, gdy zobaczyłam pierwsze gify ze zwiastunów ekranizacji. 

I nigdy nie dałam się nabrać na marketingowy trójkąt miłosny! Zanim pierwszy film wszedł do kin, pochłonęłam całą oryginalną trylogię i zachwycałam się dystopijnym światem, gdzie Kapitol zwyciężył, pozostałe dystrykty są ciemiężone, a główna bohaterka wbrew sobie staje się twarzą rebelii. 

W końcu dostałam książkę, gdzie nie mówimy o osieroconej, przeciętnej dziewuszce, która jakimś cudem odkrywa magiczne moce i skrada serce największego ciacha w klasie. Nope, tutaj było brutalnie, niesprawiedliwie i wbrew pozorom bardzo życiowo politycznie. Do tego stopnia, że na jednej z konferencji literackich wygłosiłam referat o tym, jak przedstawiane są główne bohaterki nurtu!

Czy dziwicie się więc, że zastrzygłam uszami na wieść, że powstała Ballada...? Pewnie nie. Ale ponieważ lata nastoletnie i studenckie już dawno minęły, okazało się, że po powieść sięgnęłam długo po premierze filmu. 

Tytuł: Ballada ptaków i węży
Tytuł oryginału: A Ballad of Songbirds and Snakes

Autor: Suzanne Collins
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska, Piotr Budkiewicz

Rok: 2020
Wydawnictwo: Must Read / Media Rodzina
ISBN: 978-83-8265-564-3

Młody Coriolanus Snow jeszcze nie jest tym prezydentem, którego znamy z oryginalnej trylogii. Ma osiemnaście lat, jest uczniem z ambicjami, ale znajduje się też w trudnej sytuacji materialnej. Rodzina, która do tej pory miała wszystko, po wojnie musi liczyć się z każdym groszem i przymierać głodem. 


 

Dziesiąte Igrzyska to jednak szansa, aby młody tyran się wykazał. Powstaje bowiem pomysł, aby trybuci mieli opiekunów w postaci ich rówieśników z Kapitolu. Pomysł szalony, brutalny i nieprzemyślany - jeśli nie dotrze do nas świadomość, że na tym etapie Igrzysk wszystko jest jeszcze eksperymentem. Kapitol dopiero uczy się swojej brutalności, otrzepuje kurz po bombardowaniach i walkach.

Snow nie jest zadowolony, że trafiła mu się dziewczyna z dwunastego dystryktu. Nie ocenia wysoko jej szans, ale ona już od momentu dożynek okazuje się nieprzewidywalna. Między Lucy Gray a jej mentorem nawiązuje się więź - początkowo chodzi o przetrwanie - ona nie chce zginąć na arenie, on pragnie dostać stypendium, żeby utrzymać kuzynkę i babcię. Ale z czasem.. 

Książka jest obszerna - ponad 500 stron young adult mogłoby zniechęcić, ale Collins wie, jak budować nastrój. Szybkie tempo, zwroty akcji, kilka wewnętrznych przemyśleń głównego bohatera, ale to tylko pomaga zrozumieć rozwój jego charakteru. 

Podobało mi się też, że przygotowania i same igrzyska nie stanowiły całej opowieści - tu się jeszcze dużo dzieje po wszystkim! Zakończenie ciekawe, pomysł prequela bardzo dobry. Jedyny minus, że w ogóle nie czułam chemii pomiędzy bohaterami. O ile w trylogii mi to nie przeszkadzało, bo to nie był główny wątek, to tutaj ten motyw bardzo dużo zmienia. 

Dajcie znać, czy czytaliście Balladę... i jak według Was wypada na tle Igrzysk... Ja teraz poluję na film, ale obawiam się, że nie ma go na żadnej z wykupionych przeze mnie platform!

22:04:00

Foxglove

Foxglove

Pamiętacie, jak pisałam o Belladonnie (no jak nie, jak tak? tutaj link do recenzji!)? Moje zamiłowanie do trujących roślin i gotyckich powieści znalazło ujście w tej powieści. Ale czy drugi tom trzyma poziom?

Tytuł: Foxglove
Tytuł oryginału: Foxglove

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8319447-9

Pierwszy tom zakończyliśmy chwilą napięcia i fabuła kontynuacji nie zwalnia ani na chwilę. Nowe intrygi, nowe postacie, nowe zdolności! Chociaż Signa odkryła swoje przeznaczenie, zagadkowa postać Losu nagle robi wszystko, by pokrzyżować jej plany i odzyskać dawno utraconą miłość. 

Śmierć - czuły kochanek - nagle może stracić swoje szczęście, rodzina głównej bohaterki może uszczuplić się o kolejnego członka, tym razem skazanego na stryczek, a sama dziewczyna musi wybierać między relacjami, które łączą ją z otoczeniem. 

Suknie balowe, tajemnicze cienie wypełzające z kątów, nadprzyrodzone zjawy i konflikty bardzo bliskie ludzkiej naturze. 

Jak na kontynuację, czyta się tę pozycję bardzo dobrze, ale wiele wątków wymagałoby dopracowania. Zakończenie książki chyba pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi, niektóre konflikty rozwiązywane są jednym zdaniem, a inne (te mniej wciągające) rozciągają się na całe rozdziały. 

Signa nie nabrała głębi, ale nie dlatego po taką książkę się sięga. Chociaż pikantnych momentów jest tu chyba nawet mniej niż w pierwszym tomie. 

Nie złoszczę się nawet na pozostawienie oryginalnego tytułu, bo jako nazwa posiadłości Foxglove brzmi lepiej niż polska naparstnica. 

Zatem jeśli urzekła Was Belladonna, ten tytuł na pewno jest na liście obowiązkowej. W pewnym stopniu trzyma poziom, ale chciałoby się więcej - lepszego dopracowania fabuły i postaci. 

08:39:00

Belladonna

Belladonna

Czy mam coś idealnego na spadek romantyzmu we krwi? Oj, tak! Czy była to powieść wybitna? Oj, nie. Ale spełniła swoją rolę i rewelacyjnie umiliła czas!

Tytuł: Belladonna
Tytuł oryginału: Belladonna

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
format: audiobook / empik Go

Signa ma nietypowe zdolności - zawsze, gdy ktoś w jej pobliżu umiera jest w stanie zobaczyć Śmierć - postać owianą mrokiem i chłodem, ponurego żniwiarza, który jest odpowiedzialny za odbieranie dusz z tego świata. 


Problemem jednak nie jest sama zdolność dostrzegania tej nadprzyrodzonej postaci, ale fakt, że trup ściele się gęsto przez całe dzieciństwo i nastoletnie lata dziewczyny. Ponieważ jej rodzina zmarła nagle i pozostawiła po sobie olbrzymi majątek, który ma przejść w ręce dziewczyny, gdy będzie na tyle dorosła, aby wkroczyć również na salony, okazuje się, że poszczególni opiekunowie za nic mają zdrowie i samopoczucie dziewczyny, a skupiają się na jej dobrach materialnych. 

W końcu jednak Signa trafia do Thorn Grove, dworu który owiany jest złą sławą. Tajemnicze zgony, rozpustne imprezy i rodzina pełna tajemnic. Signa dochodzi do wniosku, że tym razem zrobi wszystko, co w jej mocy, aby tym ludziom nie stała się krzywda. Nie wie jeszcze tylko czy Śmierć jej w tym pomoże, czy stanie na przeszkodzie. Ale ta postać intryguje, przeraża i wzbudza w dziewczynie całkiem nowe uczucia...

Chociaż główna bohaterka jest raczej płasko skonstruowaną postacią, to fabuła ma świetny potencjał. Budzące się namiętności są odpowiednio wyważone, intryga się rozwija w idealnym tempie, w końcu dostajemy zbliżenia (opisane w niewulgarny sposób!) i piękną obietnicę drugiego tomu! Miałam wypieki, bo to przyzwoite young adult, fantastyka i romans w jednym!

12:29:00

Żniwo

Żniwo

Dłuższa przerwa w recenzjach, bo i dłuższą książkę postanowiłam skończyć, zanim zabiorę się za cokolwiek innego! Terminy w bibliotece goniły, a pierwsze sto stron nie przekonało do lektury... 

Tytuł: Żniwo
Tytuł oryginału: The Toll

Autor: Neal Shusterman
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8318-798-3

Na wstępie zaznaczam, że jest to trzeci i ostatni tom cyklu. Chociaż staram się unikać spoilerów w swoich recenzjach, może nie będziesz chcieć czytać dalej. 

Tutaj znajdziesz recenzję tomu pierwszego - Kosiarze.
I tomu drugiego - Thunderhead

Po wydarzeniach kończących drugi tom nie chciałam zwlekać, już, natychmiast chciałam poznać dalsze losy bohaterów. Autor w świetny sposób potrafi bowiem zakończyć opowieść, stworzyć taki "cliff hanger", że trzeba się rzucić na kolejną książkę. 

Tylko że oczekiwania z każdym tomem rosły. Żniwo zaczyna się dobrze, ale nie towarzyszą nam skrajne emocje. Myślę, że właśnie dlatego pierwsze sto stron (a książka ma ich prawie 700) stanowiło wyzwanie. Dodatkowo Shusterman nie rozwija już tak bardzo swoich postaci, nie przestawia ich w nowym świetle, a przynajmniej nie do tego stopnia, żeby ich działania szokowały. 

To przyzwoicie poprowadzona fabuła z postaciami, które znamy. Nie jest przewidywalna, ale chyba zabrakło tych fajerwerków, do których przyzwyczaił nas autor. Czy to szczęśliwe zakończenie? I tak i nie. Czy problemy Kosiarzy zostały jednoznacznie rozwiązane? Odpowiedź również nie jest taka prosta. Czy mamy poczucie zamkniętej opowieści - tak, autor wyraźnie postawił satysfakcjonującą nas kropkę. Dlatego raczej nie będą mnie interesowały kolejne książki z tego uniwersum, ale jestem zadowolona, że dowiedziałam się, jak kończą się losy Citry, Rowana, Greysona i innych postaci, którym mniej lub bardziej kibicowałam.

09:52:00

Thunderhead

Thunderhead

Z drugą książką cyklu jak z kontynuacją filmu - nigdy nie wiadomo czy autor udźwignie temat na tyle, żeby dało się zagłębiać w fabułę bez rozczarowania. Ale tym razem piszę recenzję z wypiekami na twarzy! Bo jakie to było dobre!

Tytuł: Thunderhead
Tytuł oryginału: Thunderhead

Autor: Neal Shusterman
Tłumacz: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Rok: 2018/2023
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8318-478-4

Po dramatycznym zakończeniu pierwszego tomu zamykamy książkę w osłupieniu. Jesteśmy ciekawi dalszych losów głównych bohaterów, ale też chcemy wiedzieć więcej o świecie, w którym sztuczna inteligencja wiedze prym, a tylko specjalnie przeszkoleni i wybrani kosiarze mają prawo, a wręcz obowiązek odbierać życie w społeczeństwie, które pokonały choroby, wojny i kataklizmy. 


Citra i Rowan, nowicjusze, którzy dopiero próbują odnaleźć swoje miejsce w tym elitarnym zgromadzeniu, dzięki wiedzy przekazywanej przez swoich mentorów, są w stanie walczyć o swój kompas moralny i wplątują się w polityczne rozgrywki pomiędzy starą gwardią a kosiarzami nowego porządku. 

Stara gwardia wierzy w starożytne idee miłosierdzia, przedstawiciele nowego porządku to brutalni kosiarze, którzy czerpią przyjemność z masowego i brutalnego zabijania. 

I choć lody głównych bohaterów oddalają ich od siebie, mają oni wspólny cel - uchronić Kosodom przed zagładą, do której sam doprowadza. 

O ile często tego typy dystopijne kontynuacje skupiają się na polityce, to tutaj mamy po prostu ciąg dalszy machinacji z pierwszego tomu. Dzięki temu autor nie zniechęca nas do lektury, główne postacie nadal intrygują, a fabuła rozwija się na oszałamiające sposoby. Dodatkowo nowe postacie nie są tylko pionkami w tle dla zapełnienia kilku rozdziałów, ale dołączają rangą do postaci, którym kibicowaliśmy w pierwszym tomie. 

Zwroty akcji, nieszablonowe rozwiązania na wątki i stałe napięcie sprawiają, że książkę czyta się jednym tchem. Dawno nie czytałam tak dobrego cyklu i już nie mogę się doczekać, aż dorwę się do trzeciego tomu. Ostatni rozdział rozbudza taką ciekawość, że jest to po prostu nieuniknione. 

Polecam, polecam, polecam! Ale koniecznie zacznijcie od pierwszego tomu: recenzja Kosiarzy wisi tutaj dla przypomnienia! (klik!)

16:19:00

Payback's a Witch

Payback's a Witch

Ostatnio na Instagramie dałam znać pod czyimś postem, że jak czytam książki, to albo z biblioteki, albo ze stosu hańby. Jednak nie uwzględniłam w tej wypowiedzi książek, które dostaję! A to czarujące cudeńko dostałam na poprawę humoru po bardzo wymagających tygodniach pracy. 

Tytuł: Payback's a Witch
Tytuł oryginału: Payback's a Witch

Autor: Lana Harper
Tłumacz: Natalia Mętrak-Ruda

Rok: 2021/2023
Wydawnictwo: Wydawnictwo Czarna Owca / See Ya
ISBN: 978-83-8252-540-3

Zanim mnie spytacie, dlaczego tytuł nie został przetłumaczony, od razu odpowiadam: nie wiem. Nie mam pojęcia skąd ten trend. Rozumiem zabawną grę słów w oryginale, ale nie róbmy z polskiego czytelnika nieogara, który jak zobaczy fajną książkę na anglojęzycznym TikToku, to nie będzie w stanie znaleźć jej na polskim rynku wydawniczym. 

 

Ale o czym to ja...? Emmy jest czarownicą, która od magii stara się uciec. Pochodzi z jednego z czterech założycielskich rodów, ale od czasów, gdy skończyła liceum unika rodzinnego miasteczka jak ognia. A dokładniej, jak swojego byłego! Paskudne rozstanie, urażona duma, koniec świata, jak się patrzy!

Ponieważ w żyłach jej rodziny magia płynie najsłabiej, Emmy łatwo odnajduje swoje miejsce w "zwykłym" świecie. Kończy studia, pracuje w start-upie, który (o, ironio!) tworzy paczki pełne (nie)magicznych przedmiotów dla instagramowych wiedźm i... tęskni za najbliższymi, czemu bardzo stara się zaprzeczyć.

Z okazji wielkiego turnieju magicznego musi jednak wrócić do miasta. Jej rodzina od pokoleń pełni funkcję arbitrów, którzy czuwają nad prawidłowym przebiegiem rywalizacji pomiędzy trzema pozostałymi rodzinami. 

I cały misterny plan odgrodzenia się od uroczego miasteczka, przyjaciół i rodziny bierze w łeb, gdy okazuje się, że były chłopak złamał serce nie tylko jej, ale także jej najlepszej przyjaciółce i Talii, dziewczynie, której urok (nie tylko ten magiczny) wręcz zwala z nóg. Emmy postanawia dorzucić swoje trzy grosze do planu zemsty, który od dawna powstawał w głowach zranionych dziewczyn. Ale szybko okazuje się, że jej serce zaczyna szybciej bić nie tylko na myśl o cieple rodzinnego domu. 

Przezabawna historia, pełna ciętego i dobrze przetłumaczonego humoru! Akcja jest wartka, magiczne uniwersum nieprzekombinowane, a postacie od razu dają się polubić. Gdyby powstał ciąg dalszy, z radością bym po niego sięgnęła!

11:24:00

Fable

Fable

Kolejna książka wypatrzona na Instagramie – tym razem zagranicznym. Przyznaję, że początkowo skusiła mnie sama okładka. Później zorientowałam się, że będą tam moje ulubione motywy morskie – żaglowce, piraci, przemyt i portowe intrygi. Tak długo jednak zwlekałam z lekturą, że tytuł ukazał się na naszym rynku – a nawet w mojej lokalnej bibliotece!

Tytuł: Fable
Tytuł oryginału: Fable

Autor: Adrianne Young
Tłumacz: Malwina Drozdowska

Rok: 2020/2023
Wydawnictwo: Filia
ISBN: 978-83-8280-818-6


Fable jest poławiaczką – ma wyjątkowe umiejętności rozpoznawania i wyławiania z głębin morskich wszelkiego rodzaju kamieni szlachetnych i minerałów. Gdyby nie te zdolność, prawdopodobnie już dawno zginęłaby na wyspie pełnej złodziei, gdzie cztery lata wcześniej porzucił ją ojciec. Ma zaledwie siedemnaście lat, a już nauczyła się walki o przetrwanie. Pamięta też doskonale zasady, które wpoił jej ojciec – najpotężniejszy handlarz w całej krainie Narrows. Jej największym wyzwaniem jest wydostanie się z wyspy i odnalezienie ojca, aby udowodnić mu swoją wartość.

Fable, chociaż ma być zatwardziała w walce o przetrwanie, ma w sobie cały czas młodzieńczy urok pakowania się w kłopoty. Choć z jednej strony może to być irytujące, skoro ma swoje żelazne zasady, to autorka pokazuje, że niewinności nie da się tak łatwo wyplenić. Mimo trudów życia.


Dziewczyna w końcu osiąga swój cel, ale okazuje się, że dotarcie do rodzica wcale nie jest takie proste. Sztormy, zatargi z innymi handlarzami, a nawet z załogą, do której na czas przeprawy przystała okazują się równie wymagające co walka z okrutną konkurencją na wyspie, którą zamieszkiwała.

Akcja jest wartka, książkę szybko się czyta, choć nie czułam specjalnej chemii między bohaterami. Ot, przygodówka, z wręcz wymuszonym romantyzmem w tle. Ale… czytałoby się zdecydowanie lepiej, gdyby nie tłumaczka, która chyba przepuściła tekst przez Google Translator i nawet nie pokusiła się o sprawdzenie podstawowych zagadnień. Co ja mówię?! Nawet zaimków nie ogarnęła w prostych zdaniach!

Jak pisałam na Instagramie, mam to szczęście, że żyję z marynarzem, który 12 lat pływał po całym świecie. Gdy go spytałam, co to do cholery jest „burta gwiaździsta”, to myślałam, że mnie śmiechem zabije! Chodziło o „starboard” czyli...  „sterburtę”, która nie ma z gwiazdami nic wspólnego! Takich kwiatków zresztą w tekście było więcej! Tak koszmarnie przetłumaczonej książki to już dawno nie czytałam. Sam fakt, że ktoś wisi na stronie Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury i mieszka w Londynie, nie oznacza od razu, że ma kompetencje do tłumaczenia książek. Nawet young adult. Wydawnictwo Filia powinno się wstydzić takiej współpracy.


Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger