Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AUDIOBOOKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AUDIOBOOKI. Pokaż wszystkie posty

13:34:00

Zaklinaczka duchów

Zaklinaczka duchów

Pierwszy tom, czyli Zaklinaczka kości (recenzja TUTAJ!) wywołał mieszane uczucia - nie oszukujmy się, nie jest to dzieło wybitne. Ale chemia miedzy bohaterami, którzy na początku chcieli się pozabijać, została tak dobrze poprowadzona, że skusiłam się na drugi tom!

Tytuł: Zaklinaczka duchów
Tytuł oryginału: Ghostsmith

Autor: Nicky Pau Preto
Tłumacz: Aleksandra Łatacz

Rok: 2025
Format: audiobook

Wspólna przygoda Wren, Leo i Juliana nie kończy się w pierwszym tomie happy endem. Gdy akcja się zagęszcza, a na jaw wychodzi kilka sekretów, okazuje się, że różnice w priorytetach są silniejsze niż potencjalne zauroczenie i wstępne sojusze. 


 

Autorka tym razem nie postawiła na budowanie relacji, ale na rozwiązanie politycznych intryg i rodzinnych konfliktów. Oznacza to, że bohaterowie, którym kibicujemy właśnie ze względu na romantyczny potencjał, zostają rozrzuceni po dominiach i prowadzą swoje kampanie niezależnie. Ale jednak ostatecznie ze wspólnym celem. Na szczęście pokonanie armii nieumarłych i Królowej Trupów staje się zadaniem także tych postaci, na które wcześniej nie zwracaliśmy większej uwagi, więc mamy się na czym skupić.  

Walka o władzę jest jednak odrobinę przeciągnięta i przegadana, a pokonanie największych zwyrodnialców ostatecznie nieproporcjonalnie ukrócona. Nie czytało/słuchało się tego źle, ale liczyłam na szybsze ponowne spotkanie Wren i Juliana, na więcej dialogów i interakcji. Bo tego właśnie oczekiwałam. 

Przez brak większej głębi wydaje się, że autorka nie podołała wyzwaniu stworzenia rozległego świata o skomplikowanych konfliktach. Wychodzi z tego zatem kolejny fanfik, który no... nie fanfikuje, jak bym tego oczekiwała!

Cieszę się zatem, że nie ma kolejnych tomów i szukam bardziej ambitnego audiobooka na spacery!  

13:02:00

Zaklinaczka kości

Zaklinaczka kości

Po ostatnich audiobookach, które można bez trudu zaliczyć do klasyki literatury, musiałam sięgnąć po coś bardziej współczesnego! Padło na dość mroczną fantastykę, która no... na samym początku mnie tak bardzo nie wciągnęła...

Tytuł: Zaklinaczka kości
Tytuł oryginału: Bonesmith

Autor: Nicky Pau Preto
Tłumacz: Aleksandra Łatacz

Rok: 2025
Format: audiobook

Może się okazać, że po śmierci nie zaznasz spokoju. Dzięki tajemniczemu źródłu magii możesz powstać jako upiór, który będzie szukał zemsty na żywych. Ale takie mary da się pokonać - istnieje klan Zaklinaczy kości, którzy mogą oddzielić duszę od ciała i pomóc zachować względny spokój w Dominiach. 


 

Wren pochodzi z dumnego i wysoko postawionego rodu, ale nie można się po niej spodziewać ogłady i opanowania. To typ buntowniczki, która za wszelką cenę chce zaskarbić sobie miłość nieobecnego ojca, ale wybiera niezbyt odpowiednie środki. 

Jesteśmy wrzuceni do nieznanego świata chwilę przed najważniejszą próbą sił - egzaminem praktycznym, którego zaliczenie pozwoli głównej bohaterce zostać walkyrą. Oznacza to oficjalne zdobycie stanowiska poskramiaczki nieumarłych. Dochodzi jednak do pewnych zawirowań losu, zdrady i sabotażu i bądź co bądź wybitna w walce dziewczyna nie przechodzi tej próby. No i robi to w tak spektakularny sposób, że na dodatek zostaje wygnana na Mur graniczny, za którym nieumarli stanowią zupełnie inne zagrożenie (coś jak w Grze o tron).

Po drodze mamy jednak spisek, dość czarującego księcia, który również czuje się odrzucony przez rodzinę i wrogiego żołnierza, który ze względów politycznych nie będzie pałał do Wren sympatią. 

Fabuła się zagęszcza, gdy bohaterowie odkrywają intrygę na najwyższych poziomach władzy, tajemnice z przeszłości, ale przede wszystkim zaczynają rozumieć, czym jest odpowiedzialność.

O ile wskoczenie do świata Zaklinaczki kości było dla mnie dość chaotyczne i nie porwało mnie za serce, to wątek enemies to lovers jest tu świetnie poprowadzony! Jest odpowiednia chemia, wątpliwości, kilka drobnych zdrad i poznawanie samych siebie. 

Końcówka za to staje się bardziej polityczna, chociaż nie brakuje scen walki, więc w sumie można tu znaleźć sporą różnorodność. No i wbrew wykorzystaniu standardowych motywów, książka napisana jest przyzwoitym językiem i nie czujemy się zażenowani poziomem! 

Dla chemii między bohaterami oczywiście sięgam zaraz po drugi tom, więc tak, mimo topornych początków, jednak się wkręciłam! 

15:29:00

Moby Dick

Moby Dick

Oj, ciągnie w tym roku do klasyki! W tamtym roku zaniedbałam trochę moją listę 100 tytułów BBC, ale nadrabiam jak mogę. Nawet tytuły, po które obawiałam się sięgnąć. 

Tytuł: Moby Dick
Tytuł oryginału: Moby Dick; The Whale

Autor: Herman Melville 
Rok: 1851
Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook

Klasyka literatury amerykańskiej, o której słyszeli wszyscy i doprawdy, chyba trudno powiedzieć o tej książce coś nowego. Choć narracja jest prowadzona przez Izmaela, który postanawia przez ciekawość wyruszyć na wyprawę wielorybniczą, to tak naprawdę kapitan Ahab najbardziej przyciąga uwagę czytelnika. Tajemniczy, na wpół obłąkany dowódca szybko pokazuje, że głównym celem jego podróży jest chęć zemsty na tytułowym białym kaszalocie, który go okaleczył. 

 

Moby Dick, choć dość upiorny postrach mórz i nieuchwytny stwór, to nie tylko zwierzę, ale przede wszystkim ucieleśnienie pogoni za przeznaczeniem, personifikacja zemsty, a także odniesienie do Biblii. Chociaż powieść może się wydawać po prostu przyrodniczą przygodą, dokładnie opisującą polowania na wieloryby i dość pokaźną wiedzę na ich temat, to znajdziemy w tekście wiele filozoficznych dywagacji o ludzkiej kondycji. 

Bohaterowie przedstawiają różne charaktery i doświadczenia, mają różne priorytety i manieryzmy. I choć większość akcji dzieje się na jednym statku, nie czujemy się przygnębieni monotonią i ograniczoną konstrukcją fabuły - pomiędzy szaleńczymi akcjami harpunników dostajemy też głęboką warstwę psychologiczną. 

Obawiałam się, że książka będzie męcząca w odbiorze, o monotonnej akcji i sztampowym opisie rozwoju szaleństwa. A słuchało się jej bardzo dobrze - na tyle dobrze, że nagłe (choć nie zaskakujące zakończenie) aż wydało mi się za krótkie. 

Jeśli się wahacie, to nie ma się co bać tej lektury. A co klasyka, to klasyka! 

 

 

13:46:00

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

To miała być przyjemna odskocznia po klasyce literatury, lekki przerywnik, który nie przytłoczy treścią, rozbawi, poprawi poziom romantyzmu we krwi. Ale w skrócie: nie było treści, nie było zabawnie, nie było romantycznie. 

Tytuł: Ludzie, których spotykamy na wakacjach
Tytuł oryginału: People We Meet on Vacation

Autor: Emily Henry
Tłumacz: Aleksandra Weksej

Wydawnictwo: Kobiece
Rok: 2022
Format: audiobook 

Aleks i Poppy nie mogą się od siebie bardziej różnić! On zaczytany w klasyce literatury, zdyscyplinowany, zadbany, poukładany, marzący o ustatkowanym życiu i gromadce dzieci. Ona roztrzepana, żywiołowa, spontaniczna i nieokiełznana, niezdolna do utrzymania przy życiu nawet jednej roślinki. 

Poznają się na studiach, gdzie okazuje się, że pochodzą z jednego miasteczka w Ohio. Traf chciał, że dzieląc się kosztami podróży, spędzają ze sobą całą drogę do domu i o dziwo jakoś bardzo się nie drażnią. Z przypadkowego wspólnego przejazdu tworzy się przyjaźń - o tyle naturalna z początku, ponieważ obojgu zdaje się, że w ogóle nie są w swoim typie. 

Od wspólnych wypadów z uczelni do domu, po czas spędzony na przygotowaniach się do egzaminów, szybko wpadają na pomysł, żeby spędzać razem również wakacje. Pomysł początkowo rewelacyjny, później się komplikuje, gdy są w różnych związkach i umówmy się - nie wszyscy partnerzy są zachwyceni pomysłem, żeby nasz chłopak/dziewczyna jechali ze swoją przyjaciółką/przyjacielem na jakiś samotny wypad. 

Lata później, choć Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, nadal okazuje się, że wspólne wyjazdy z Aleksem to po prostu szwendanie się od baru do baru i zabijanie czasu jakimiś durnymi atrakcjami w stylu przydrożnych muzeów, o których nikt nie pamięta. No i jeżdżą ciągle na te wakacje, wbrew tytułowi wcale nie spotykają aż tak wielu ludzi, no i oczywiście oszukują się sami, że nic do siebie nie czują (trzymam stronę tych partnerów, którzy zostają w domu i zastanawiają się, czy druga połówka właśnie nie fantazjuje o tym, żeby dobrać się swojej przyjaciółce ze studiów do majtek na wakacjach, na których są sami). 

Oczywiście namiętność bierze górę, moralnie szczęśliwie, gdy i Aleks i Poppy są singlami, ale nieporozumienia, odległość no i oczywiście różnice charakterów robią swoje. 

Książka przewidywalna, nudna, udowadniająca, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bo zawsze pojawi się nawet 5% podtekstu seksualnego lub ciekawości "a co by było gdyby?". 

Poppy jak na dziennikarkę podróżniczą szwenda się tylko po knajpach, Aleks jako oczytany fan siłowni jest ucieleśnieniem maślanego ideału i człowiek czeka na coś ciekawego w tej fabule, tylko po to, żeby doczekać się jedynie podziękowań od wydawnictwa za wysłuchanie audiobooka. Żenada - nawet przy założeniu, że to lektura na leżak. 

Biję się z myślami, czy oglądać film - wbrew pozorom może być lepszy niż książka, bo poprzeczka leży na ziemi. Widzieliście? Czytaliście? Co sądzicie? 

16:28:00

Miasteczko Middlemarch

Miasteczko Middlemarch

Dawno nie było tu recenzji książki z listy 100 tytułów BBC (sprawdzam, co to - klik!) i powiem Wam, że cudownie jest odłożyć współczesną literaturę i sięgnąć po klasykę! Mamy tu inny styl, całkowicie odmienne budowanie fabuły, mnogość tematów społecznych, politycznych i gospodarczych. A poza tym, dostajemy dzieło, które jest naprawdę przemyślane. 

Tytuł: Miasteczko Middlemarch
Tytuł oryginału: Middlemarch, A Study of Provincial Life 

Autor: George Eliot
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook 

 

Pierwsza połowa XIX w., fikcyjne angielskie miasteczko, różne grupy i klasy społeczne, mnogość postaci. Chociaż zaczynamy książkę od poznania Dorothei Brooke, młodej i ambitnej panny na wydaniu, której wizja małżeństwa jest mocno wyidealizowana, to szybko okazuje się, że kolejne części dość opasłego dzieła prezentują wątki równie ciekawe - ambitnego lekarza Tertiusa Lydgate'a, próżnego, choć poczciwego Freda Vincy'ego, dobrodusznej i pracowitej Mary Garth oraz pastorów, finansistów, przedstawicieli mieszczaństwa i chłopstwa, ludzi na wskroś dobrych i takich zepsutych do szpiku kości. 

Chociaż kolejne rozdziały skupiają się na indywidualnych wątkach, to szybko przekonujemy się, że losy bohaterów splatają się w bardziej ścisły lub luźny sposób. Dzięki temu dostajemy przekrój większości społeczności z odmiennymi problemami - moralnymi, finansowymi, no i oczywiście sercowymi, choć nie jest to romans w ścisłym znaczeniu tego gatunku. 

Początkowo wydawało mi się, że jest to dość smętna opowieść, pisana w stylu moralizatorskim. Ale im dalej w las, tym więcej wątpliwości (i ciekawości po stronie czytelnika!). Powieść porusza całą masę tematów, a współczesny odbiorca może zarówno dziwić się, jak to dawniej bywało lub oszołomić progresywnością autorki. Status kobiety w małżeństwie i społeczeństwie, ambicje, nieodpowiedzialność, problemy finansowe, hipokryzja jednostek lub - oddalając lupę od poszczególnych postaci - reformy społeczne, edukacyjne i medyczne. 

Przy tak szerokiej gamie motywów każdy znajdzie wątek, który go poruszy mniej lub bardziej. Z niektórymi postaciami można sympatyzować, innymi pogardzać. Co do niektórych możemy też zmieniać zdanie i po prostu czekać na rozwój wypadków. 

Może jedynym minusem wydania jest przedmowa, która odrobinę zdradza niektóre wątki. Bardzo bawi też postać nazwana Will Ladislaw, która ma być potomkiem jakiegoś polskiego powstańca (W. Ladislaw - czyli nasz swojski Władysław?) Czyżby to jakaś niewiedza autorki, żeby polskie imię rozbić w ten sposób? Nie doszukałam się jeszcze w źródłach żadnej informacji na ten temat, więc jeśli ktoś coś wie, to dawajcie znać!

16:11:00

Trzech panów w łódce (nie licząc psa)

Trzech panów w łódce (nie licząc psa)

Byłam święcie przekonana, że to pozycja z listy 100 tytułów BBC (tutaj zerkniecie na całą listę). Ale jak już miałam dobre pół książki przesłuchane, to się zorientowałam, że owszem, jest to klasyka literatury, ale wcale nie została uwzględniona we wspomnianym rankingu!

Tytuł: Trzech panów w łódce (nie licząc psa)
Tytuł oryginału: Three Men in a Boat (To Say Nothing of the Dog)

Autor: Jerome K. Jerome
Tłumacz: nie mogłam się doszukać, kto tłumaczył dla wydawnictwa Promatek

Rok: 1889
format: audiobook 

Warto zwrócić uwagę na to, że książka powstała pod koniec XIX w. i taką rzeczywistość i czytelnika należy mieć na uwadze, gdy lekturę się zaczyna.


 

Jest to opowieść o trzech młodych dżentelmenach, którzy postanawiają wybrać się w krótką, bo niespełna 10-dniową, wyprawę po Tamizie. To oczywiście opis przygotowań do samej wyprawy i perypetii, które im się przytrafiają. Ale też masa anegdot i historycznych ciekawostek, ponieważ w pierwotnym zamiarze autora książka miała być przewodnikiem turystycznym opisującym atrakcje położone wzdłuż Tamizy (za Wikipedią). 

Jednak największym walorem ma tutaj być komizm w iście brytyjskim stylu. Panowie nie dość, że niczego w życiu nie potrafią, na niczym się nie znają, to oczywiście przed samymi sobą i przed światem próbują wyjść na znawców w każdej dziedzinie. Własne niedociągnięcia i brak krytyki nie przeszkadzają im, żeby wytykać podobne zachowanie u innych. 

Dużo tu farsy i ironii, humor jest głównie sytuacyjny, ale na początku trudno wyzbyć się wrażenia sporej bufonady i zarozumialstwa. Dopiero, gdy sami złapiemy oddech i dystans, możemy zacząć uśmiechać się pod nosem.  

Widziałam sporo recenzji, że książka kiepsko się zestarzała i wieje nudą. Sama mam wrażenie, że jest to lektura, którą z chęcią poleciłabym mojemu dziadkowi, bo wiem, że uśmiałby się w najlepsze i zrozumiałby brytyjski humor. Co jak co, jest to klasyka i jedno z najlepszych dzieł angielskiej literatury humorystycznej. Więc może warto?

16:19:00

Katia. Cmentarne love story

Katia. Cmentarne love story

Widziałam pozytywne recenzje, sama okładka z nekromantką ubraną w różowy płaszcz też przyciągała oko. Ale też nigdy nie czytałam nic tej autorki, więc październikowa aura wydawała się sprzyjać temu audiobookowi. I jaki to był strzał w dziesiątkę!

Tytuł: Katia. Cmentarne love story
Autor: Aneta Jadowska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Format: audiobook 

Świat, w którym istniejemy nie jest jedynym. Obok Torunia, który kojarzy się z Kopernikiem i pierniczkami, istnieje Thorn - równoległe miasto, gdzie wampiry, nekromanci, wilkołaki, diabły i inne stworzenia magiczne żyją swobodnie. Ba! Nawet mają swoją radę miasta, gdzie polityka wygląda tak samo paskudnie jak u nas!


 

Katia jest nekromantką, czyli od urodzenia związana jest z magią śmierci. Odpowiada na wezwania Matki Natury, zakłada pieczęcie na świeżych grobach, ale także opiekuje się zmarłymi, którzy w tych grobach nie chcą leżeć spokojnie. W wolnych chwilach tworzy urny (dość oryginalne, bo np. w kształcie słojów na ciastka) i zmaga się z dość oryginalną historią randkowania. 

Pewnego dnia jednak sprawy robią się mniej cukierkowe, kiedy przychodzi do niej nieprzytomna z rozpaczy matka dziewczynki, która ze swojego grobu po prostu zniknęła. Katia jest pewna swoich pieczęci, ale coś z magią na cmentarzu jest rzeczywiście bardzo nie tak. Upiorny dozorca też to potwierdza. A coraz więcej tropów, a zarazem pustych grobów prowadzi do Adama - właściciela zakładu pogrzebowego, który jest odpowiedzialny za większość pochówków. 

W pewnym momencie Katia musi wybrać - czy chce do końca życia odpowiadać na wezwania magii śmierci, czy chce kandydować w wyborach do starszyzny i czy przystojny i trochę nieśmiały Adam jest głównym podejrzanym w jej prywatnym śledztwie. Ale nie miejcie złudzeń - paskudnych i parszywych postaci jest więcej!

Chociaż fabuła wygląda na spin-off z uniwersum Dory Wilk, nie przeszkadza to w lekturze, jeśli nie wiecie nic o rudowłosej namiestniczce. To postać drugoplanowa w tej opowieści, więc spokojnie możemy skupić się na nekromantce. Świat przedstawiony jest jednak na tyle przyjemny, że aż chce się sięgnąć po więcej. 

Dawno nie czytałam takiej dobrej polskiej książki - fantastyka jak się patrzy, ale jest to takie słodko-upiorne! Dla kogoś, kto w gimnazjum miał cały osobny notatnik na rysunki kościotrupków i nagrobków, to lektura idealna! Groza była umiarkowana, romans w sumie proporcjonalny, więc to love story w tytule trochę na wyrost. Ale jeśli kochacie Halloween, ale nie gustujecie w horrorach (spooky, not scary!), to tę książkę bardzo polecam! 

Obiecuję też sobie, że w końcu odpalę jakiś audiobook, którego nie będzie czytał Filip Kosior, ale to jeszcze nie jest ten dzień! 

21:15:00

Goście weselni

Goście weselni

Pierwsza książka przesłuchana na Storytel (dostałam cudowny pakiet na imieniny i w końcu nie muszę zostawać z własnymi myślami, gdy sterczę nad stosem prasowania!). Wybór nie padł zupełnie w ciemno, bo widziałam sporo pozytywnych recenzji na Instagramie. 

Tytuł: Goście weselni
Tytuł oryginału: The Wedding People 

Autor: Alison Espach
Tłumacz: Katarzyna Makaruk 

Rok: 2025
Wydawnictwo: Poznańskie
format: audiobook

Phoebe przyjeżdża do stylowego hotelu ubrana w szmaragdową sukienkę i złote szpilki. Ma zamiar patrzeć na morze, zjeść cudowny posiłek, nie kontaktować się z nikim w domu i cóż... popełnić samobójstwo.  

Nie ma męża, nie ma dzieci, nie ma kota, a zawodu wykładowczyni literatury wiktoriańskiej w sumie też nie ma na pełen etat. Zatem ma jeden prostu plan. Rozkoszować się tym jednym ostatnim wieczorem i zakończyć go po swojemu. 


 

Okazuje się jednak, że jej wymarzony hotel jest na cały tydzień zajęty przez gości weselnych, a panna młoda ma dość obsesyjną potrzebę sprawowania kontroli. Nad wszystkim. Nawet nad przypadkowym gościem, którym jest Phoebe, a która może zapewnić kiepską aurę dla najważniejszego dnia w życiu młodej dziewczyny. 

Od zabawnych, do głębokich dialogów, od refleksji nad samotnością i zbawienną mocą poznawania nowych ludzi i nowych perspektyw przechodzimy z zabawnej (choć trochę makabrycznej narracji) przez gorycz rozstania, zdrady i straty, po pełną pozytywnego morału opowieść o ludziach, którzy chcą być kochani, chcą mieć sens w życiu i chcą być wysłuchani. 

Tak jak historia kryminalna, w której wszyscy podejrzani są brani po kolei pod lupę, tak tutaj większość gości weselnych (i główna bohaterka) też są rozkładani na czynniki pierwsze. Ich historie się przeplatają i rozchodzą, a różne perspektywy pozwalają dostrzec czytelnikowi to, co w nich najbardziej wartościowe. 

Chociaż na początku miałam wrażenie, że trochę za blisko mi do głównej bohaterki i nie napawało mnie to optymizmem, muszę przyznać, że książka doskonale spełniła swoją rolę. Nie będziecie nią rozczarowani!

17:29:00

Niebezpieczne związki

Niebezpieczne związki

Powieść w całości składająca się z listów. Debiut, arcydzieło, a jednocześnie jedyna książka napisana przez autora. Słynne ekranizacje, zepsucie, zagrywki psychologiczne i żądze cielesne. To tak w kilku zdaniach! A o co dokładnie się rozchodzi?

Tytuł: Niebezpieczne związki
Tytuł oryginału: Les Liaisons dangereuses 

Autor: Pierre Choderlos de Laclos
Tłumacz: Tadeusz Boy-Żeleński

Rok: 1782
format: audiobook

Ile wokół tej książki krzyków niezadowolenia - że nudna, że same listy, że niemoralna i gorsząca. I wyobraźcie sobie, że takie same opinie pojawiają się u nas od mniej więcej stu lat (książkę po raz pierwszy wydano w Polsce w 1912 r.). Oznacza to chyba, że ciągle budzi emocje, bo treść jest wyborna!

 

To książka o manipulacji, pokusach i żądzach, obraz francuskiej arystokracji, która jest jednocześnie znudzona i niezaspokojona oraz naiwna i dewocyjnie pobożna. Wyrachowana sztuka uwodzenia jest przeciwstawiana niewinnej miłości. Intrygi i pożądanie, zaufanie i prawdziwe, głębokie uczucia - wszystko przeplata się na kartach listów wymienianych między bohaterami. 

Literacko jest to zabieg świetny, ponieważ dostajemy żywiołowy opis uczuć każdej z postaci, a wydarzenia są tak jasno relacjonowane, jak w przypadku standardowej narracji. Jedyne, do czego mam zastrzeżenia, to notka na końcu książki, że nie wszystkie listy zostały przetłumaczone... jakby tłumacz miał prawo wybierać! To jest niesmak na skalę Ireny Tuwim...

Główna rozgrywka toczy się między wicehrabią de Valmont a markizą de Merteuil. Aby wrócić do łask tej ostatniej, de Valmont zgadza się na towarzyską rozgrywkę uwodzenia Cecylii de Volanges i prezydentowej de Tourvel. Obie słyną z cnotliwości i nieskalanej reputacji. Tym bardziej podbicie serc, no i nie tylko (nie oszukujmy się! toż to Francja, libertynizm!) ma stanowić wyzwanie. 

Problemem staje się urażona duma, ambicje, poboczne rozgrywki, wyrafinowanie i to, co najbardziej zgubne - prawdziwe, czyste uczucie. Zakończenie jest odpowiednio dramatyczne i sprawiedliwe (na tyle, na ile czujemy satysfakcję z niektórych wątków). 

Wstyd się przyznać, że nie widziałam najgłośniejszej ekranizacji tej powieści (1988) z całą masą gwiazd: Glenn Close, John Malkovich, Michelle Pfeiffer, Uma Thurman i Keanu Reeves to chyba niemało? Plus 3 Oscary w puli. Do nadrobienia!

Ale film, który zmienił chemię mojego mózgu to oczywiście bardziej współczesna wersja tej opowieści, czyli Szkoła uwodzenia (1999). Dlatego pisałam na Instagramie, że jeśli ten film nie zniszczył Was w młodości, to nie możemy się przyjaźnić! Kaseta VHS odtwarzana zbyt często, by uznać to za przyzwoite! Nie żałuję niczego i koniecznie muszę obejrzeć teraz oba te filmy! 

A książkę polecam, jeśli jesteście otwarci na coś więcej niż obyczajówki pisane na jedno kopyto i top 10 z empiku!

10:58:00

Łódź. Ziemia wymyślona

Łódź. Ziemia wymyślona

Ostatnia książka przeczytana w tym roku. A raczej przesłuchana! I jak ktoś się zaraz oburzy, że audiobook to nie książka, to przypomnę, że nie po to nasi przodkowie przez stulecia celebrowali podania ustne, żeby teraz ktoś mi fikał z takimi opiniami!

Tytuł: Łódź. Ziemia wymyślona
Autor: Błażej Ciarkowski

Rok: 2024
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: audiobook

Lokalny patriotyzm w końcu zrobił swoje. Wprawdzie nie przekonałam się do Ziemi obiecanej, ale fanką Łodzi jestem i jeśli miałabym mieszkać w innym miejscu na świecie, to prędzej za granicą niż w jakimkolwiek innym polskim mieście.

Słynne miasto fabryk, meneli, czterech kultur, filmówki i szarości ma przecież tyle do zaoferowania! Można z żalem ocenić, że Łódź rozwija się wolno, można mieć pretensje do włodarzy i pieklić się na korki, ale jako dziewczyna z Bałut mam do tego miasta ogromny sentyment. I Błażej Ciarkowski ma go również, ponieważ zabiera nas w podróż przez wieki, przez dzielnice, ustroje i perspektywy. Prezentuje brudne zakamarki lokali dla pracowników fabryk i wnętrza Grand Hotelu, gdzie stołowali się fabrykanci i gwiazdy palestry. Opowiada o ulicach, które przez dziesięciolecia zmieniały swoje nazwy i o architekturze najbardziej charakterystycznych (choć nie zawsze udanych) tworów miejskiej zabudowy.

 

A wszystko to oczami i słowami osób, które znamy z historii, ale które są lekko podkolorowane fabułą. Nie mamy przecież pewności, co myślał Reymont, gdy poznawał miasto, które opisał w wielkiej powieści. Jednak Ciarkowski krytycznym okiem stwierdza, że Noblista nie odważył się poznać miasta jak należy, bo literaccy fabrykanci bardziej przedstawiają warszawską śmietankę, niż Lodzermenscha z krwi i kości! Odbrązowiony zostaje także Wajda z jego podejściem do Łodzi i wizji Strzemińskiego, a także sam pionier awangardy, który swoimi kulami lał żonę aż do fioletu. Dostaje się także Osieckiej, która imprezowała w Łodzi aż miło, ale której zarozumiała córeczka twierdzi, że mamusia na pewno na ulicy Kamiennej w Łodzi nogi nie postawiła, bo to poniżej godności.  

Dostajemy obraz Łodzi, który stworzony został z miłością, ale nie jest pozbawiony szczerej i obiektywnej oceny. Co stworzono, co rozkradziono, co zabrał ustrój, a co po nim zostało. Na własne oczy możemy ocenić architekturę, ale dialogi i wypowiedzi są już fikcją literacką. Poruszamy się po autentycznym mieście fabrykantów, ale też po mitach, legendach, prawdach i półprawdach. Mieszanka doskonała dla kogoś, kto chce poznać historie (ale nie historię – jak podkreśla autor) i nie chce utknąć w suchych opisach i datach. Polecam!



23:21:00

Ogniem i mieczem

Ogniem i mieczem

Nie wydaje mi się, żeby ten tytuł trzeba było jakoś szczegółowo przedstawiać. Dla niektórych to była lektura szkolna, inni sięgnęli po powieść z własnej woli. Jeszcze inni znają fabułę z filmu Jerzego Hoffmana z 1999, który swoją drogą jest świetną adaptacją! Ale pytanie brzmi czy dzisiaj Sienkiewicz jest atrakcyjnym autorem w dobie young adult z TikToka, Mroza wydającego co tydzień nowy pseudo-kryminał i obyczajówek pisanych na jedno kopyto?

Tytuł: Ogniem i mieczem
Autor: Henryk Sienkiewicz
Rok: 1884–1888
Format: audiobook / empikGo

Z Sienkiewiczem mam relację stosunkowo trudną. Nie znoszę po prostu jego żeńskich postaci. Stasiu, Stasiu! (wrzeszczane piskliwym głosikiem), Mój ci on... (równie dziecięcym piskiem) i Jam ran twoich niegodna całować… (a żebyś wiedziała! – ale wysapane w palpitacjach) to cytaty, które parodiuję, gdy tylko nadarzy się okazja. Dla równowagi przyznaję, że Jagienka była spoko, ale Kurcewiczówna ma tylko ładny warkocz… (wszyscy się czepiali Scorupco, że taka bez wyrazu, ale co ona tam miała wyrażać prócz maślanych oczu i załamywania rąk?). Postacie męskie za to… ale o tym za chwilę!



Jednak zarzuty, że Sienkiewicz za długo opisuje drzewa są niedorzeczne. Trzeba pamiętać, że powieść pisana ku pokrzepieniu serc, była początkowo wydawana w odcinkach na łamach gazet. Oczywiście, miała podnosić na duchu naród pod zaborami, ale warto pamiętać, że żona Sienkiewicza ze wszystkich sanatoriów wybrała sobie te szwajcarskie, a to kosztuje. Nic więc dziwnego, że chłop kombinował, jak mógł!

Ale pomijając uszczypliwości i to, że momentami mija się z prawdą historyczną, powieść jest wręcz epickim opisem powstania Chmielnickiego w latach 1648–1651 i pokazuje siłę, ale i warcholstwo narodu polskiego. To jak się szlachta żre ze sobą, jak król nie potrafi podjąć męskiej decyzji, jak prywatne interesy biorą górę nad dobrem ogółu, to zawsze jest dla mnie fascynujący temat! To tak, jakbyście patrzyli na coś obrzydliwego, ale jednocześnie nie mogli oderwać wzroku!

Postacie męskie! Ohohoho, wiecie, do czego zmierzam! Ale przyznaję, że lektor, który czytał audiobook doskonale imitował manieryzmy, które znamy z dialogów między Malajkatem, Zborowskim i Kowalewskim. Rzędzian jest cudowny, zdarłby skórę z własnego brata, gdyby tylko mógł na tym zarobić, ale ma serce po dobrej stronie. Zagłoba, mitoman i moczymorda, ale jednak opiekuńczy, oddany towarzyszom, cwany i chociaż woli stronić od walki, to szablą potrafi nawywijać. Wołodyjowskiego stosunkowo mało w tej powieści – wiemy, że jest niedościgniony w walce, ale okazuje się, że co spojrzy na pannę, to od razu się zakochuje. No i dobroć Podbipięty, jego prostoduszność oraz to, jaki koniec go spotyka, raz otulają, raz rozrywają serce. I chociaż każda postać z osobna nie ma miliona płaszczyzn, to jako grupa przyjaciół tworzą obraz kolorowy i miły wyobraźni czytelnika.

Ale do brzegu, bo wszyscy czekamy na to samo – porównanie Skrzetuskiego z Bohunem! Nie da się lubić obu, tu się trzeba jednoznacznie opowiedzieć. Jeśli jeszcze macie jakiekolwiek wątpliwości polecam zestawienie poniżej, bo jednak czuję, że jestem w mniejszości i muszę dość radykalnie bronić swojego stanowiska:

Zatem tak.. jeśli ktoś liczył, że po przeczytaniu książki moje uczucia się zmienią, to chyba rozwiałam wszelkie wątpliwości 😊

Przemilczając moją fascynacje klasycznym bad boyem, czy Ogniem i mieczem dalej się broni jako dobra książka? Tak! Rzeczywiście chciałoby się po prostu powiedzieć, że tera to takich nie piszo! Ale mamy tu doskonałą warstwę językową, rozbudowaną fabułę, wątki historyczne, które wciągają nas przez osobiste przeżycia (backstory Chmielnickiego to też złoto), wątek miłosny i przede wszystkim wartości, o których coraz mniej czytamy we współczesnej literaturze. Romantyczna dusza, która wciąż się we mnie tli lubi czytać o honorze, zawiści, zawziętości, przyjaźni, miłości, oddaniu i zdradzie. Bo co jest złego w literaturze, która oddaje coś więcej niż wydumane problemy, zwykłe kradzieże i sielskie miłostki?


16:32:00

Korowód

Korowód

To nie jest tak, że nie czytam polskich autorów. Po prostu częściej okazuje się, że zagraniczna proza trąca jakimś lepszym kunsztem. To nie jest tak, że każda zagraniczna książka jest dobrze napisana. I to nie jest tak, że nie sięgam po literaturę polską. Ale jak już sięgam, to staram się wybierać książki Jakuba Małeckiego, które nie zawodzą nigdy!

Tytuł: Korowód
Autor: Jakub Małecki

Rok: 2024
Wydawnictwo: Sine Qua Non
format: audiobook

Na blogu widzieliście już kilka recenzji książek Małeckiego – był Horyzont (przechodzę do recenzji!), Saturnin (koniecznie lećcie do mojej opinii), Święto ognia (tutaj tekst o książce) i Sąsiednie kolory (klik, klik!). Nieważne jak zaskoczy nas fabuła, język autora jest kojąco przemyślany w dobie tekstów pisanych na szybko, a prowadzenie narracji wprowadza nas w opowieść w lekko onirycznym stylu.

Po Korowód sięgnęłam w ciemno i cieszę się, że wybrałam audiobook (dostępny na empikGO), bo to nie jest zwykłe odczytanie tekstu, ale słuchowisko w starym stylu, gdzie dodatkowe dźwięki wzbogacają wydźwięk fabuły, a podział na głosy pomaga zmienić perspektywę pomiędzy postaciami.



Mężczyzna z malutkim dzieckiem ucieka przez zamarznięty Bałtyk setki lat temu. Na horyzoncie widzi kształt, sylwetkę, która może zwiastować pomoc lub śmierć. Kilka stuleci do przodu i poznajemy perspektywę Feliksa, młodego marynarza, który w omamach choroby morskiej widzi mężczyznę na lodzie i widzi też kształt – obok, w swojej kajucie. Walcząc z gorączką i mdłościami pisze listy do ukochanej.

Barbara Brzozowska opisuje wakacje na wsi w okresie międzywojennym. Na półce znajduje wydane listy Feliksa i zaczyna marzyć o uczuciu, które młody marynarz przelał na papier. Szybko okazuje się, że jej życie miłosne, rozterki, ale także znajomość z matematykiem Tomaszem Wilczewskim wcale nie będą takie proste.

Lata współczesne, Jakub M. wspomina wakacje u wuja i książkę o genialnym matematyku, którą od niego dostał. Ale wydarzenia z jego dzieciństwa przełożą się na największy zwrot akcji tej powieści.


Realizm magiczny, splatające się losy bohaterów, których życiorysy oddalone są o dziesiątki, a nawet setki lat. Zawsze obecny ‘kształt’ i jego tajemniczy wpływ na wydarzenia. Małecki znów wprowadza wątki autobiograficzne, tym razem chyba najbardziej oczywiste. Fabuła prowadzona jest lekko, ale czekamy na ten zwrot akcji, który przerwie sielankę, zaskoczy czytelnika, każe kończyć książkę mimo zmęczenia i późnej nocnej pory! Chociaż nie powiem, były momenty na początku i w połowie i nawet pod koniec książki, kiedy miałam kręcić nosem. Chciałoby się więcej dowiedzieć o postaciach z początku książki, opowieści nie są proporcjonalne, ale tutaj Małecki ciekawie bawi się formą.

Wiele elementów chciałoby się jeszcze doprecyzować, wyjaśnić, ale może właśnie takie zawieszenie nas w niewiedzy podkreśla wydźwięk tej historii. Saturnin chyba nadal pozostanie moim ulubionym tytułem, ale tej pozycji też koniecznie trzeba dać szansę!



15:34:00

Znaki zodiaku

Znaki zodiaku

Lubię od czasu do czasu sięgnąć po audiobook. Nie stanowią one głównego sposobu poznawania książek, ale przyznaję, że w drodze do pracy lub podczas sprzątania lubię zagłębić się w jakąś ciekawą opowieść. Korzystam głównie z empikGO w pakiecie premium. Ostatnio oznacza to zatem niezwykle ubogi wybór. Ale czasem na korzyść zadziała okładka, którą widziałam już na Instagramie!

Tytuł: Znaki zodiaku
Autor: Maciej Marcisz

Rok: 2024
Wydawnictwo: W.A.B.
format: audiobook

Grupa przyjaciół spędza czas w Toskanii. Pola, właścicielka domu, pochodzi z wyższej klasy społecznej, wydaje się odrobinę oderwana od rzeczywistości i spraw przyziemnych, ale serce ma raczej po dobrej stronie. Nie przeskoczy jednak manieryzmu wynikającego z wychowania w dostatku. 

Maks jest pisarzem, pochodzi z nizin, ale dzięki trylogii, w której opisał swoje trudne dzieciństwo i okres dorastania, wybił się na pozycję osoby, z którą Warszawka się liczy. Stara się pracować nad nową powieścią, ale na jednym ze spotkań autorskich pewien czytelnik zarzuca mu fałsz kreowanych historii i udowadnia, że wie o nim więcej, niż Maks by sobie życzył. 


 

Ida - tłumaczka pogrążona w depresji. Mimo zaręczyn nie czerpie radości ze związku, czy z życia. I nie chodzi tu o chwilowe kłopoty w raju, ale o ogólny kryzys tożsamości, depresję i poczucie bezsensowności istnienia. Czuje, że życie, które prowadzi nie sprawia jej przyjemności, praca nie daje satysfakcji. Gardzi wyższymi sferami, ale jednocześnie trochę jej imponują. 

I Julek - amator tarota, kabały, astrologii, horoskopów, ascendentów, hedonizmu i czytania ludzi. Pewnego dnia nad toskańskim basenem składa propozycję rozczytania tarota dla przyjaciół, którzy znaleźli się we Włoszech z bardzo różnych przyczyn. 

Książki słuchało się świetnie - wprawdzie byłam zaskoczona dość skromną objętością, ale okazała się ona w sam raz do opowiedzenia tej historii. Z łatwością wchodzimy w świat millenialsów, których Marcisz bierze na warsztat. Ciekawi nas rozwój fabuły, kto jak ułoży sobie życie pod sugestią spontanicznej wróżby - czy zmiany będą pozytywne, czy ktoś z kretesem pogrąży swoje dotychczasowe życie. 

Może nie jest to lektura wybitna, raczej dobre czytadło na leżak, ale nie rozczarowuje mocno, jeśli sięgniecie po nią tak, jak ja, nie znając autora. Owszem, znajdziemy tam dużo bólu egzystencjalnego pokolenia Y, sporo sztampowych zwrotów zaczerpniętych żywcem z memów i zakończenie, które wcale nie oznacza rozwiązania wszystkich problemów. Ale jak na randkę w ciemno z książką, zostaniemy z całkiem pozytywnym wrażeniem po wszystkim.

15:08:00

Ślicznotka doktora Josefa

Ślicznotka doktora Josefa

Kolejna książka autorki, która dostała Nagrodę Literacką Gdynia. Czytałam Krótką wymianę ognia – tu recenzja. Czytałam Tkanki miękkie – tu recenzja. Spodziewałam się dobrej literatury, ale to kolejna pozycja pisana na to samo kopyto, więc duże rozczarowanie. Zacznijmy od początku:

Tytuł: Ślicznotka doktora Josefa
Autor: Zyta Rudzka

Rok: 2021
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-910-23

Według opisu wydawcy miała to być „bezkompromisowa opowieść o starości dzieci Holokaustu”. Główna bohaterka, Czechna, mówi o sobie, że była Miss Auschwitz, bo jej nietypowa uroda miała przyciągać uwagę oprawców, którzy wykorzystywali jej ciało do makabrycznych eksperymentów. W przesadny i próżny sposób dba o swój wygląd i patrzy z góry na innych pensjonariuszy domu opieki, w którym przebywa.

Wszyscy bohaterowie powieści mają wprowadzać różne traumy – wojenne, porzucenie przez rodzinę, nieudane małżeństwa, zaburzenia. Ale to nie stanowi głównego wątku opowieści.

Rudzka ma fetysz starości. Skupia się na naturalistycznych opisach, które w połowie książki robią się po prostu obrzydliwe i trudne do zniesienia. To nie traumy obozowe, ale proces starzenia jest opisywany z pasją godną nazistowskich oprawców, którzy z fascynacją przyglądają się owrzodzeniom, gnijącym dziąsłom, zawodzącym zwieraczom, galopującej demencji i psychicznemu zagubieniu. Tęsknota za gorzką przeszłością, walka o czas antenowy w świetlicy, wypieranie się wadliwości własnego ciała i wiecznie dominujące przekonanie o wyższości to istota życia pensjonariuszy.

Jest nam ich żal, ale nie będziemy się z nimi utożsamiać. Opowieść prowadzi donikąd, jest zapętlona jak wspomnienia bohaterów, dostajemy pigułkę trudną do przełknięcia – może nie dlatego, że sami już obawiamy się takiej starości, ale dlatego, że mamy bliskich, którzy takiej starości doświadczają. I właśnie z osobistych przyczyn książka nie wzbudziła we mnie pozytywnych emocji. Z obiektywnych przyczyn to aż nazbyt naturalistyczne studium rozkładu ludzkiego ciała i psychiki, które nie ma żadnej konkluzji.


08:39:00

Belladonna

Belladonna

Czy mam coś idealnego na spadek romantyzmu we krwi? Oj, tak! Czy była to powieść wybitna? Oj, nie. Ale spełniła swoją rolę i rewelacyjnie umiliła czas!

Tytuł: Belladonna
Tytuł oryginału: Belladonna

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
format: audiobook / empik Go

Signa ma nietypowe zdolności - zawsze, gdy ktoś w jej pobliżu umiera jest w stanie zobaczyć Śmierć - postać owianą mrokiem i chłodem, ponurego żniwiarza, który jest odpowiedzialny za odbieranie dusz z tego świata. 


Problemem jednak nie jest sama zdolność dostrzegania tej nadprzyrodzonej postaci, ale fakt, że trup ściele się gęsto przez całe dzieciństwo i nastoletnie lata dziewczyny. Ponieważ jej rodzina zmarła nagle i pozostawiła po sobie olbrzymi majątek, który ma przejść w ręce dziewczyny, gdy będzie na tyle dorosła, aby wkroczyć również na salony, okazuje się, że poszczególni opiekunowie za nic mają zdrowie i samopoczucie dziewczyny, a skupiają się na jej dobrach materialnych. 

W końcu jednak Signa trafia do Thorn Grove, dworu który owiany jest złą sławą. Tajemnicze zgony, rozpustne imprezy i rodzina pełna tajemnic. Signa dochodzi do wniosku, że tym razem zrobi wszystko, co w jej mocy, aby tym ludziom nie stała się krzywda. Nie wie jeszcze tylko czy Śmierć jej w tym pomoże, czy stanie na przeszkodzie. Ale ta postać intryguje, przeraża i wzbudza w dziewczynie całkiem nowe uczucia...

Chociaż główna bohaterka jest raczej płasko skonstruowaną postacią, to fabuła ma świetny potencjał. Budzące się namiętności są odpowiednio wyważone, intryga się rozwija w idealnym tempie, w końcu dostajemy zbliżenia (opisane w niewulgarny sposób!) i piękną obietnicę drugiego tomu! Miałam wypieki, bo to przyzwoite young adult, fantastyka i romans w jednym!

15:39:00

Biel

Biel

Kryminał, który zamyka trylogię Kolory zła. O ile można tę książkę przeczytać jako samodzielny tytuł, to zamyka wątki poruszane w Czerwieni (recenzja!) i Czerni (recenzja!) i całkiem ładnie zamyka prywatną historię prokuratora Bilskiego.

Tytuł: Biel
Autor: Małgorzata Oliwia Sobczak
Rok: 2021
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: audiobook / empikGo

Zima, trójmiasto, studentka prawa wypada z okna sopockiej kamienicy. Na ciele widać ślady krępowania, brutalnego seksu i maltretowania. Mało prawdopodobne, że był to wypadek. Prokurator Bilski wrócił z zesłania do Kartuz i zajmuje się śledztwem (w bardzo amerykańskim stylu, ale o tym pisałam w pierwszej recenzji cyklu). Szybko okazuje się, że tym razem musi zgłębić tajemnice nocnych klubów erotycznych, szajek współpracujących z policją, prostytutek i tancerek.

Pomagają mu w tym zaufani policjanci, była dziewczyna, która znalazła sobie nowego partnera, ale wciąż dzieli z Bilskim pokój służbowy, a także fotograf, która widziała zdarzenie jako pierwsza. Ale nowa kryminalna zagadka prowadzi przede wszystkim do odkrycia tajemnicy sprzed lat. Prokurator cały czas nie dowiedział się, jak zginął jego ojciec. Poznając nowych świadków i podejrzanych sprzed lat, Bilski widzi coraz więcej powiązań między sopockimi bogaczami, a bliskimi współpracownikami ojca sprzed lat.

Przyznaję, że niektóre opisy były dość brutalne, ale przez fabułę bardzo łatwo przebrnąć. Jak w przypadku poprzednich części, mówimy o dość przyzwoicie napisanym kryminale, z którym możemy spędzić kilka jesiennych wieczorów. Autorka nadal ma tendencje do koloryzowania pracy prokuratora w hollywoodzkim stylu, ale na to musimy po prostu przymknąć oko.

Jeśli czytaliście poprzednie tytuły, ten jest zwieńczeniem historii Bilskiego (i śmierci jego ojca), którego mogliście potrzebować.


20:08:00

Kamerdyner

Kamerdyner

Na wstępie zaznaczam, że nie widziałam filmu! Chociaż Gajos, Fabijański i Szyc kuszą nazwiskami, miałam spore wątpliwości co do fabuły, która pojawia się w zbliżonym terminie jedocześnie jako powieść i jej ekranizacja. A może to scenariusz powstał pierwszy?

Tytuł: Kamerdyner
Autor: Marek Klat, Paweł Paliński, Mirosław Piepka, Michał Pruski

Rok: 2018
Wydawnictwo: Agora

ISBN: 9788326826917
Format: audiobook

Główny bohater, Mateusz, jest nieślubnym synem wielkiego pana. Wychowany przy dworze, ale jednak jako prosty, kaszubski chłopak, nie umie znaleźć swojego miejsca w świecie. Widzi wartości obu społeczności, niektóre mu imponują, inne budzą wstręt. Jest jednak przyzwoitym i zdolnym człowiekiem, który zakochuje się w Maricie.

Marita, zarozumiała i rozkapryszona panienka z dobrego domu wodzi chłopaka za nos latami i nie potrafi się zdecydować, czego naprawdę chce od życia. Niby walczy z konwenansami, ale jednak nie jest w stanie zrezygnować z wygody. Chce czuć dreszczyk emocji, ale miota się między popędem fizycznym a zaszczytami, do których ma prawo z racji urodzenia. 

Ta burzliwa „miłość” miała być głównym wątkiem książki, a jest męczącym i infantylnym motywem, który miał jakoś spajać dzieje głównych bohaterów. Ale uwierzcie mi, to nie o to w tej opowieści chodzi – nie o macanie na sianie i wymykanie się na konne przejażdżki.

To opowieść o tożsamości ludzi zamieszkujących Kaszuby w okresie drugiej wojny światowej. Czy czuli się Polakami czy Niemcami? Jak definiowali swoje pochodzenie i korzenie? Kto był tym złym w czasie wojny i czy naprawdę samo nazwisko mogło świadczyć o moralności danej osoby?

Jako powieść historyczna jest to świetne studium Kaszubów i polskich junkrów. To przeprawa przez dwory i posiadłości, które stoją do tej pory, walka o wywłaszczenie, polityka, napięte nastroje wśród społeczności niemieckiej w okolicach roku 1939, a ostatecznie gorzka historia zwykłych osób, które doświadczyły wojny.

Jeśli więc sięgniecie po książkę ze względu na romans, nie dostaniecie pozytywnych wrażeń, na które liczycie. Ale jeśli chcecie poznać wątek historyczny, to będzie to wzbogacająca lektura.

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger