11:59:00

I wszystko stało się księżycem

I wszystko stało się księżycem

Georgi Gospodinow był moim odkryciem ubiegłego roku. Jednak książka, która wtedy do mnie trafiła - Ogrodnik i śmierć (recenzja, klik!) - była niezwykle osobistym i wzruszającym pożegnaniem z bliską osobą. Tym razem w moje ręce wpadły opowiadania - różne, choć powiązane, pisane na festiwale i zamówienia, ale tworzące ciekawą kompozycję. 

Tytuł: I wszystko stało się księżycem
Tytuł oryginału: И всичко стана луна 

Autor:  Georgi Gospodinow
Tłumacz: Magdalena Pytlak

Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08878-4 

Z opisu wydawcy: Co można by zrobić w ciągu ostatnich 8 minut i 19 sekund świata? Ile kobiet mieści alfabet? Jak wygląda uojcowienie? I czy istnieje Bóg imion?


 

I choć opowiadania są krótkie (od kilku do kilkunastu stron), pozostawiają w nas pewną myśl przewodnią lub refleksje. Nie gnamy zatem przez tę książkę, chociaż to krótka lektura i możemy sobie dawkować tę bułgarską przyjemność. 

Powtarzającym się motywem jest koniec świata, ostatnie dni i minuty, które nam w życiu pozostają. I nie zawsze jest to globalna apokalipsa. Czasem to cichy koniec jednostki lub desperacki akt zemsty. Opowiadania są lekko ironiczne, jakby dystans, przez który oglądamy każdy poszczególny świat przedstawiony, sprawiał, że czujemy ten sam niesmak, smutek lub zachwyt co bohaterowie krótkiej formy. 

Ale innym istotnym motywem jest postać pisarza - możemy zgadywać, czy to ten sam człowiek we wszystkich tekstach, ile jest tam autobiograficznych przemyśleń Gospodinowa, a na ile to po prostu postmodernistyczny zabieg literacki, który gmera nam w głowie podczas lektury! 

A to nie wszystko. Bo choć wiadomo, niektóre opowiadania są lepsze lub gorsze (pierwsze ze zbioru w sumie w ogóle mnie nie zachwyciło), to większość ma raczej nieoczywiste zakończenia, słodko-gorzkie puenty lub każą nam się na chwilę zapatrzeć na ścianę w zadumie. Booker zasłużony!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 

11:24:00

Nordyckie opowieści

Nordyckie opowieści

Zazwyczaj wpadam do biblioteki po pozycję, którą wcześniej zamówiłam. Ale nie odmawiam sobie splądrowania półki z polecajkami pracowników! Nie zawsze są to nowości, nie jest to też tematyczna selekcja. Ale dość często znajdę tam coś dla siebie. I tym razem też sięgnęłam po krótką pozycję, która pozostawiła świetne wrażenie!

Tytuł: Nordyckie opowieści
Autor: Agnes Ársól Bikowska, Kinga Eysturland, Anna A. Prorok, Emiliana Konopka

Rok: 2024
Wydawnictwo: Moc Media
ISBN: 978-83-67133-51-7 

Cztery kobiety związane ze skandynawistyką, propagowaniem kultury farerskiej, tłumaczki zabierają nas na wyprawę w chłodne krainy, które tętnią magicznymi opowieściami. Wyjaśniają jaka jest różnica między elfami i trollami, jak odczarować Nykura (demona pod postacią konia, który pojawia się na nabrzeżu) lub jaki był związek między kościołem a praktykami magicznymi (nie, nie palono od razu na stosach!). 


 

Autorki przybliżają polskiemu czytelnikowi fascynujące legendy i opowiadania, które cały czas żyją w folklorze, a które w zaskakujący sposób łączą Norwegię, Wyspy Owcze i Islandię. Bo mimo odległości, mórz i oceanów, okazuje się, że zadziwiająco wiele legend i zwyczajów ma wspólne elementy!

Każdy rozdział opatrzony jest rzeczowym objaśnieniem tematu, a dopiero później dostajemy zbiór legend. Książka jest ilustrowana - właśnie w takim zimnym, nieociosanym stylu, który świetnie pasuje do klimatu snutych opowieści. Ale jest też współczesny komentarz dotyczący np. tego, jak trolle odnalazły się we współczesnych filmach i książkach. Bo klasycznych inspiracji jest całe mnóstwo w dobrze nam znanej popkulturze. 

Super pomysłem autorek jest też wrzucenie kodów QR w tekst. Na początku byłam sceptycznie nastawiona, ale bezpośrednie przekierowania do obrazów zdigitalizowanych w zagranicznych muzeach lub playlisty, których pewnie sama bym nie szukała na Spotify są świetnym uzupełnieniem lektury. 

No kolejna polecajka! 

14:42:00

Sally. Trudno być wiedźmą

Sally. Trudno być wiedźmą

Czasem trudno trafić na tytuł, który tak świetnie wpasowuje się w gatunek. Ale tym razem narzekać nie będę! Chciałam cosy fantasy i dostałam cosy fantasy! Przy okazji czułam się jakbym znów miała 11 lat i po raz pierwszy czytała Harry'ego Pottera!

Tytuł: Sally. Trudno być wiedźmą
Autor: Marek Maruszczak

Rok: 2025
Wydawnictwo: Flow Books
ISBN: 978-83-240-9545-2 

Sally właśnie kończy akademię magiczną. Dokładniej podchodzi do końcowych egzaminów tylko po to, żeby jednocześnie narozrabiać i zdobyć najwyższe noty. Taki już jej żywot - jest przekonana o swoich wybitnych umiejętnościach, ale raczej trudno nawiązywać jej przyjacielskie relacje z innymi wiedźmami. 

 


Odkrywając pewne znamię wewnątrz (!) jednorożca jednocześnie potwierdza swoje zdolności, ale wplątuje się też w intrygę, która przerosłaby niejednego wielkiego maga. W ramach kary/nagrody zostaje wysłana do Charmwood - dość wyjątkowego skrawka Cesarstwa, gdzie będzie mogła odbyć nauki pod okiem wiedźmy, o której wręcz krążą legendy. 

Jednak problemów przybywa, gdy w podróż z Sally wyrusza nieproszony gadający kot, demoniczna kukułka w postaci wielkiego kruka ze smykałką do szemranych interesów zostaje ich przewodnikiem, a wiedźma, która ma ją do siebie przyjąć zniknęła. A... plus to, że w lesie aż roi się od jakiegoś magicznego robactwa, a niektóre zwierzęta zachowują się dziwnie - nawet jak na magiczną krainę!

Przygoda pędzi, ale nie myślcie sobie, że jest tylko cukierkowo! Żarty są błyskotliwe (naprawdę super, bo co i rusz wybuchamy na głos śmiechem!), dzikie stwory momentami dość makabryczne, a fabuła potrafi zaskoczyć. Jest wesoło i jest miło. 

Tak, na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to przygodówka dla młodzieży, ale jeśli w moim wieku czytelnik tak się ubawi podczas lektury, to chyba nie ma lepszego podsumowania! Ale największym zaskoczeniem i tak jest to, że autora znamy z takiej publikacji jak Głupie ptaki Polski (recenzja - klik!). Nie spodziewałam się, że można tak płynnie przeskakiwać między gatunkami!  

18:50:00

Kiedyś były tu wilki

Kiedyś były tu wilki

Kolejna świetna książka, chociaż tutaj nie spodziewałam się aż takich fajerwerków. Głównie dlatego, że tytuł był mocno zachwalany na Instagramie, a zaczęłam już dość sceptycznie patrzeć na takie rekomendacje. Dałam książce szansę i o, wow!

Tytuł: Kiedyś były tu wilki
Tytuł oryginału: Once There Were Wolves

Autor:Charlotte McConaghy
Tłumacz: Katarzyna Bażyńska-Chojnacka

Rok: 2021 / 2026
Wydawnictwo: Filia
ISBN: 978-83-8441-192-6 

Inti przybywa do Szkocji, żeby wprowadzić na łono natury wilki. Okazuje się bowiem, że bez naturalnych drapieżników jelenie wyjadają zbyt dużo roślin i młodych pędów, aby naturalna gospodarka mogła zdrowo funkcjonować. 

Projekt badawczy budzi jednak spore kontrowersje. Okoliczni mieszkańcy żyją głównie z hodowli owiec. Jasne jest zatem, że wypuszczenie do lasów wilków będzie stanowiło dość oczywisty konflikt interesów. Inti i jej zespół są gotowi podjąć wszelkie środki, żeby ich misja zakończyła się sukcesem. Nawet jeśli będą wchodzić w grę wątpliwe moralnie posunięcia. 


 

Inti szybko podpada wielu Szkotom, ale z jednakową łatwością zdobywa też ich serca. Problem polega jednak na tym, że trudno przychodzi jej otworzyć swoje własne. Do Szkocji przybywa ze swoją siostrą bliźniaczką. Między kobietami jednak jest coś więcej niż tylko pokrewieństwo - łączy je też trauma z przeszłości, która być może jest zbyt makabryczna, żeby obie dziewczyny były w stanie normalnie funkcjonować. 

Ciekawostką jest również niezwykła przypadłość głównej bohaterki - synestezja lustrzana. To rzadka przypadłość neurologiczna, przez którą bohaterka fizycznie odczuwa to, co odczuwają ludzie w jej pobliżu. Empatia na zupełnie innym poziomie! Ale gdy Inti znajduje w lesie zmasakrowane zwłoki jednego z mieszkańców miasteczka, nie zdobywa się na współczucie. Zrobi wszystko, żeby jej wilki miały szansę na przetrwanie w naturalnym środowisku. Nawet jeśli oznacza to ukrycie zbrodni. 

Książkę czyta się błyskawicznie! Motyw zbrodni bardzo przypominał mi Prowadź swój pług przez kości umarłych Tokarczuk (recenzja tutaj - klik!). A motywy ekologii i próby odwrócenia szkód w środowisku dowolne książki Mai Lunde (np. Błękit - recenzja! lub Sen o drzewie - recenzja!). Ale ta pozycja wypada dużo lepiej!

Mogłabym się przyczepić pewnych irracjonalnych zachowań u bliźniaczek, pewnych luk w fabule, bo czasem przeskoki w narracji zbijały mnie z tropu. Ale jednak książka okazała się strzałem w dziesiątkę i nie mogłam się od niej oderwać. Dużo tu współuzależnienia, trudnych relacji i thrillera, który ukazuje całą masę innych napięć niż wypuszczenie 14 wilków na wolność. Polecam bardzo!

18:31:00

Zapiski o twoim zniknięciu

Zapiski o twoim zniknięciu

W końcu nastąpił przełom! Po serii książek średnich i niezadowalających mam tytuł, który spełnił oczekiwania!

Tytuł: Zapiski o twoim zniknięciu
Tytuł oryginału: Notes on Your Sudden Disappearance

Autor: Alison Espach
Tłumacz: Agnieszka Matkowska

Rok: 2026
Wydawnictwo: Poznańskie
ISBN: 978-83-68692-59-4 

Z Alison Espach już miałam okazję się poznać przy tytule Goście weselni. Chociaż już wtedy byłam pozytywnie zaskoczona (recenzję przeczytacie tutaj!), to ten tytuł wypadł chyba jeszcze lepiej! 

Główną postać - Sally - poznajemy, gdy zaczyna wakacje kończące siódmą klasę. Jest gotowa na upały, czas spędzany na basenie i przygody z siostrą. Jednak starsza o kilka lat Kathy wchodzi w okres dojrzewania i pierwszych miłości. I wprawdzie razem obserwują jak gwiazda szkolnej drużyny koszykówki - Billy Barnes - podrywa wszystkie dziewczyny ze szkoły, to różnica wieku między siostrami staje się coraz bardziej znacząca. 


 

Billy i Kathy zaczynają się jednak spotykać ze sobą, a Sally zaczyna tracić grunt pod nogami, gdy siostra, której nigdy nie odstępowała na krok, zaczyna żyć własnym życiem. Aż do tragedii, która przez wiele lat będzie wpływać na dwie rodziny. 

Chociaż książka ma wyczuwalny klimat historii o dorastaniu, takiego dusznego pokoju nastolatek, gdzie jednocześnie pachnie truskawkowym błyszczykiem i bałaganem, to jest to znów głębsza opowieść o radzeniu sobie ze stratą, przetrwaniu mimo wszystko i znalezieniu miłości wbrew sobie i otoczeniu. 

Espach stworzyła postać pełną ironii, bólu i chęci przetrwania, ale która de facto nie umie pogodzić się nie ze stratą, ale z tym, że to ona jest główną bohaterką swojego własnego życia. Postacie drugoplanowe pokazane są w rozsypce, gniewie, depresji. Ale ostatecznie też jedyne, czego pragną to spokój i miłość, na którą boją się uwierzyć, że zasługują. 

Mimo przejmującego tematu jest to lekka narracja, wręcz zabawna, taka, w której trzymamy kciuki za bohaterów, bo chcemy się wzruszyć i zaśmiać razem z nimi. Polecam bardzo!

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger