12:13:00

Sztuka obsługi penisa 2. Nowe wyzwania

Sztuka obsługi penisa 2. Nowe wyzwania

Przyszedł czas na drugi tom! Jeśli pamiętacie recenzję pierwszej części (klik!), to wiecie, że byłam pozytywnie zaskoczona - zarówno podejściem autorów, jak i lekkością potraktowania ważnego tematu. Sięgając po poniższy tytuł spodziewałam się czegoś podobnego, ale...

Tytuł: Sztuka obsługi penisa 2. Nowe wyzwania
Autor: Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski 

Rok: 2024 / 2025
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08666-7

Jak sugeruje podtytuł, rzeczywiście mamy tu do czynienia z nowymi wyzwaniami. Autorzy nie skupiają się już tak bardzo na podstawowej obsłudze własnych emocji czy tworzeniu intymności. Nie wyjaśniają (wręcz łopatologicznie), że aby wieść prawidłowe pożycie, warto zacząć od głowy, a nie od części intymnych. 

Ale na początek dostajemy bardzo mocną dawkę faktów, ciekawostek i problemów, co do których nie umiem ocenić, jak bardzo są powszechne. I mam tu problem jako kobieta i osoba spoza warszawskiej śmietanki towarzyskiej. 

 

Autorzy zaczynają od chemseksu - czyli wspomagania erekcji nie tylko preparatami ogólnodostępnymi w aptekach, ale też tymi mniej legalnymi. Bardzo poważnie podchodzą do konsekwencji, jakie może mieć dłuższe stosowanie tego typu wspomagaczy - i mowa tu zarówno o stanie zdrowia, jak i o relacjach z partnerami. 

Potem wskakujemy w temat swingowania i rozwodzimy się nad nim bardzo długo. Może żyję pod kamieniem, ale nie zdawałam sobie sprawy, że tego typu rozrywki stanowią tak wielki odsetek problemów małżeńskich. 

Dostajemy wprawdzie też rzetelną rozmowę z urologiem, ale drugim biegunem narracji jest dla mnie etykieta wysyłania dick-picków. Jest tu też ważny rozdział o incelach (czyli mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet za to, że nie pozwalają się źle traktować i nie obniżają swoich standardów na poziom jądra ziemi, żeby chłopcy mogli się rozprawiczyć z hasłami Konfederacji na ustach). Ale też ważny rozdział o tym, co się wyprawia w polskim kościele i dlaczego brak pociągu do kobiet nie równa się powołaniu duchowemu (tak, tej ciemnej masie trzeba to wyjaśniać jak dzieciom). 

No i dostajemy też zgodnie z tytułem kilka wskazówek jak krok po kroku tego penisa prawidłowo obsłużyć. Czyli jak autorzy zaznaczają, jest to odzew na frustracje związane z brakiem takich instrukcji w pierwszej części. 

Książka nadal pisana jest lekko, czyta się ją szybko, tematy się nie powielają, ale czuję, że więcej na lekturze skorzystają mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami (nie tylko homoseksualiści) i pary w otwartych związkach rządne przygód z nieznajomymi niż pary heteroseksualne. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.  

12:10:00

Anna Karenina

Anna Karenina

Kolejna klasyka zaliczona i to znów tytuł z listy BBC (klik!). Tutaj miałam jakiś niepohamowany głód i chociaż objętościowo książka wydaje się onieśmielająca, to przeczytałam ją błyskawicznie. No i jak ja lubię sięgać po takie stare wydania (tutaj z 1956) - wiem wtedy, że książka była czytana przez masę osób i że dołączam do grona moich dziadków i mamy, którzy też trzymali ją w rękach!

Tytuł: Anna Karenina
Tytuł oryginału: Anna Karenina

Autor: Lew Tołstoj
Tłumacz: Kazimiera Iłłakowiczówna

Rok:1875–1877 / 1956
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
ISBN: 83-05-11780-4

Historię kobiety upadłej, odrzuconej przez towarzystwo, targanej uczuciami, obawami i konwenansami wszyscy znamy. Anna - chociaż jest 8 lat w związku małżeńskim z Kareninem, z którym ma zresztą ukochanego synka - wdaje się romans z przystojnym Wrońskim - robiącym karierę wojskową bawidamkiem i lekkoduchem. 

I owszem, tak można skrócić całą fabułę. Ale jest to obraz uproszczony, wręcz ugrzeczniony i powielany w licznych adaptacjach filmowych, które cóż... wygląda na to, że za dużo z oryginału nie czerpały. 

 

Owszem, Anna wdaje się w romans - ale jakoś dziwnie łatwo przychodzi jej rozstanie z synem, którego na początku książki wręcz obsesyjnie wielbi. Jak na kobietę podziwianą i szanowaną, nawet powiedzmy to wprost, że nie zakochaną we własnym mężu, naprawdę błyskawicznie ulega Wrońskiemu. 

Na przestrzeni setek stron nie prezentuje się wcale jak kobieta upadła, ale raczej zepsuta i podła. Nic ją nie obchodzi socjeta, dopóki nie zaczyna dostrzegać, że wszyscy radzą sobie doskonale bez niej i pogardzają jej zachowaniem. Mimo że chorobliwie zazdrosna o Wrońskiego, sama z premedytacją flirtuje z innymi mężczyznami, do tego stopnia że z pełną świadomością chce rozkochać w sobie męża znajomej. I (spoiler? można tak zepsuć komuś klasykę?) nie rzuca się pod pociąg, bo zostaje wykluczona przez społeczeństwo, ale po to, żeby zrobić Wrońskiemu na złość.

A sam Wroński? Owszem, to amant, któremu nie zależy na ustatkowaniu się. Ale im dalej wdaje się w romans z Anną, im bardziej ich uczucie się rozwija, tym bardziej zależy mu na pewnych normach i standardach. Jest gotów wziąć z nią ślub, ale ona nie chce się rozwieźć. Rzuca karierę w wojsku i z sukcesem prowadzi posiadłość na wsi, żeby nie martwić się o to, że Anny nikt w mieście nie przyjmuje. Znosi jej napady zazdrości, złych humorów, dominacji i chorobliwego wręcz uczucia. Ale jest to bohater z krwi i kości, który musi czasem wyjść z domu, pełnić obowiązki zawodowe, odetchnąć! A po jej śmierci jest prawdziwie zdruzgotany!

Zatem jeśli chodzi o tę parę, to przeczytanie książki było dla mnie wywrotowe! To nie jest opowieść o wykorzystanej kobiecie, tylko o toksycznej relacji, niedojrzałości emocjonalnej i o dziwo! przemianie wewnętrznej Wrońskiego.

Ale wbrew pozorom to wcale nie jest najciekawszy wątek. Bałam się zabrać za Tołstoja, bo spodziewałam się tekstu ciężkiego i przegadanego. Ale autor z rozmachem zabiera się za omówienie ogromu zagadnień społecznych i politycznych - dla nas obecnie historycznych. Kwestia podziału dóbr, rozbieżności między arystokracją a chłopstwem, rozwoju Rosji w porównaniu z Europą, sama prezentacja stylu życia obywateli - to wszystko czytałam z zaciekawieniem!

Jak wspomniałam, postacie Anny i Wrońskiego wbrew tytułowi nie stanowią głównego wątku. Przyznaję, że mocno kibicowałam Lewinowi - chociaż palnął kilka głupot po drodze, mocno mnie zirytował i skupiał się na filozofowaniu wtedy, kiedy było to najmniej wskazane. Ale moja reakcja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że bohaterowie Tołstoja są do bólu ludzcy i dopracowani literacko w swoich niedoskonałościach: Obłoński jest błaznem, Kitty się ogarnia, Dolly sama nie wie, czego chce, a Karenin rzeczywiście, im dalej w las, tym bardziej jest odpychający!

Czy polecam? Z całego serca! Wiem, że to nie jest lektura dla każdego i na każde okoliczności. Ale naprawdę zmienia wyobrażenie o tytułowej bohaterce, wprowadza nas we wspaniały i miniony czas oraz w obszerny sposób przedstawia realia epoki, która dawno przeminęła. No złoto! 

13:46:00

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

To miała być przyjemna odskocznia po klasyce literatury, lekki przerywnik, który nie przytłoczy treścią, rozbawi, poprawi poziom romantyzmu we krwi. Ale w skrócie: nie było treści, nie było zabawnie, nie było romantycznie. 

Tytuł: Ludzie, których spotykamy na wakacjach
Tytuł oryginału: People We Meet on Vacation

Autor: Emily Henry
Tłumacz: Aleksandra Weksej

Wydawnictwo: Kobiece
Rok: 2022
Format: audiobook 

Aleks i Poppy nie mogą się od siebie bardziej różnić! On zaczytany w klasyce literatury, zdyscyplinowany, zadbany, poukładany, marzący o ustatkowanym życiu i gromadce dzieci. Ona roztrzepana, żywiołowa, spontaniczna i nieokiełznana, niezdolna do utrzymania przy życiu nawet jednej roślinki. 

Poznają się na studiach, gdzie okazuje się, że pochodzą z jednego miasteczka w Ohio. Traf chciał, że dzieląc się kosztami podróży, spędzają ze sobą całą drogę do domu i o dziwo jakoś bardzo się nie drażnią. Z przypadkowego wspólnego przejazdu tworzy się przyjaźń - o tyle naturalna z początku, ponieważ obojgu zdaje się, że w ogóle nie są w swoim typie. 

Od wspólnych wypadów z uczelni do domu, po czas spędzony na przygotowaniach się do egzaminów, szybko wpadają na pomysł, żeby spędzać razem również wakacje. Pomysł początkowo rewelacyjny, później się komplikuje, gdy są w różnych związkach i umówmy się - nie wszyscy partnerzy są zachwyceni pomysłem, żeby nasz chłopak/dziewczyna jechali ze swoją przyjaciółką/przyjacielem na jakiś samotny wypad. 

Lata później, choć Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, nadal okazuje się, że wspólne wyjazdy z Aleksem to po prostu szwendanie się od baru do baru i zabijanie czasu jakimiś durnymi atrakcjami w stylu przydrożnych muzeów, o których nikt nie pamięta. No i jeżdżą ciągle na te wakacje, wbrew tytułowi wcale nie spotykają aż tak wielu ludzi, no i oczywiście oszukują się sami, że nic do siebie nie czują (trzymam stronę tych partnerów, którzy zostają w domu i zastanawiają się, czy druga połówka właśnie nie fantazjuje o tym, żeby dobrać się swojej przyjaciółce ze studiów do majtek na wakacjach, na których są sami). 

Oczywiście namiętność bierze górę, moralnie szczęśliwie, gdy i Aleks i Poppy są singlami, ale nieporozumienia, odległość no i oczywiście różnice charakterów robią swoje. 

Książka przewidywalna, nudna, udowadniająca, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bo zawsze pojawi się nawet 5% podtekstu seksualnego lub ciekawości "a co by było gdyby?". 

Poppy jak na dziennikarkę podróżniczą szwenda się tylko po knajpach, Aleks jako oczytany fan siłowni jest ucieleśnieniem maślanego ideału i człowiek czeka na coś ciekawego w tej fabule, tylko po to, żeby doczekać się jedynie podziękowań od wydawnictwa za wysłuchanie audiobooka. Żenada - nawet przy założeniu, że to lektura na leżak. 

Biję się z myślami, czy oglądać film - wbrew pozorom może być lepszy niż książka, bo poprzeczka leży na ziemi. Widzieliście? Czytaliście? Co sądzicie? 

12:17:00

La Mamma

La Mamma

Ostatni ze świątecznych prezentów przeczytany! Stosik hańby oczywiście nadal jest imponujący, ale staram się być na bieżąco ze wszystkim, co trafia na moją półkę! 

Tytuł: La Mamma
Autor: Joanna Stopyra-Fiedorowicz

Rok: 2020
Wydawnictwo: Women Power Media 
ISBN: 978-83-958007-0-2

Sama książka reklamuje się jako "najczulsza przewodniczka na drodze do stawania się mamą". Bo umówmy się, że jest to trudny czas, wszystko jest nowe, kobiety stają przed niespodziewanymi wyzwaniami, a społeczeństwo i najbliżsi nie odpuszczają. Nieproszone komentarze, głaskanie po brzuchu bez pozwolenia, ocenianie i cała masa przestarzałych lub niechcianych rad potrafią wkurzyć bardziej niż realizacja, że mamy problem z założeniem skarpetek! 


Autorka patrzy zatem na okres ciąży, połogu i pierwszych miesięcy bycia mamą z perspektywy indywidualnej kobiety, a nie wszystkowiedzącego stereotypu matki Polki (lepiej - nawiedzonej madki, którą można spotkać na forach i grupach internetowych!). 

Dostajemy zatem bardzo osobistą perspektywę, jak to było u niej - z czego się cieszyła, co ją irytowało, kiedy sama kopała się w kostkę za komentarz, który wygłosiła bez refleksji. Nie skupia się na fizyczności i ciele jako takim, ale np. na języku, jakim się posługujemy, podmiotowości dziecka, konieczności dbania o związek z partnerem, ale też na małych tęsknotach, gdy dziecko zaczyna dorastać. 

Osobiście w pełni się zgadzam, że kobieta, która staje się matką nie powinna tracić swojej osobowości. Dziecko nas dopełnia, ale nie wymazuje nas jako osoby (teksty w stylu "mama zrobi..., mama poda..." mogą działać irytująco!). Tak samo w moim słowniku nie ma wyrazu "cyc" i wszelkich pochodnych. Jest to dla mnie wyraz prostacki i wulgarny, a w odniesieniu do kobiety karmiącej brzydkich określeń mamy jeszcze więcej ("dojarka", "chodząca mleczarnia"). Fuj! 

Zatem książka wyraża ogromny szacunek dla kobiet w ciąży i świeżo upieczonych mam. Zmusza do zastanowienia się, czy każdy komentarz trzeba wygłosić na głos oraz podkreśla intymność macierzyństwa. 

Z rzeczy na minus - autorka ewidentnie kochała być w ciąży i epatuje miłością do własnego dziecka z co drugiej kartki. I nie ma w tym nic złego, ale nie każda kobieta musi wielbić ciążę. Nie każda przyszła mama kocha wszystkie dzieci świata. Nie wszystko co związane z pojawieniem się dziecka musi być przelukrowane i "ububione" jak to zwykło się u mnie mawiać.

Ale niewątpliwie będzie to książka, która podniesie na duchu, wywoła wiele refleksji, zada ważne pytania i uspokoi w wielu kwestiach, bo stawia kobietę na pierwszym miejscu. 

Dziękuję Mamo! 

16:28:00

Miasteczko Middlemarch

Miasteczko Middlemarch

Dawno nie było tu recenzji książki z listy 100 tytułów BBC (sprawdzam, co to - klik!) i powiem Wam, że cudownie jest odłożyć współczesną literaturę i sięgnąć po klasykę! Mamy tu inny styl, całkowicie odmienne budowanie fabuły, mnogość tematów społecznych, politycznych i gospodarczych. A poza tym, dostajemy dzieło, które jest naprawdę przemyślane. 

Tytuł: Miasteczko Middlemarch
Tytuł oryginału: Middlemarch, A Study of Provincial Life 

Autor: George Eliot
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook 

 

Pierwsza połowa XIX w., fikcyjne angielskie miasteczko, różne grupy i klasy społeczne, mnogość postaci. Chociaż zaczynamy książkę od poznania Dorothei Brooke, młodej i ambitnej panny na wydaniu, której wizja małżeństwa jest mocno wyidealizowana, to szybko okazuje się, że kolejne części dość opasłego dzieła prezentują wątki równie ciekawe - ambitnego lekarza Tertiusa Lydgate'a, próżnego, choć poczciwego Freda Vincy'ego, dobrodusznej i pracowitej Mary Garth oraz pastorów, finansistów, przedstawicieli mieszczaństwa i chłopstwa, ludzi na wskroś dobrych i takich zepsutych do szpiku kości. 

Chociaż kolejne rozdziały skupiają się na indywidualnych wątkach, to szybko przekonujemy się, że losy bohaterów splatają się w bardziej ścisły lub luźny sposób. Dzięki temu dostajemy przekrój większości społeczności z odmiennymi problemami - moralnymi, finansowymi, no i oczywiście sercowymi, choć nie jest to romans w ścisłym znaczeniu tego gatunku. 

Początkowo wydawało mi się, że jest to dość smętna opowieść, pisana w stylu moralizatorskim. Ale im dalej w las, tym więcej wątpliwości (i ciekawości po stronie czytelnika!). Powieść porusza całą masę tematów, a współczesny odbiorca może zarówno dziwić się, jak to dawniej bywało lub oszołomić progresywnością autorki. Status kobiety w małżeństwie i społeczeństwie, ambicje, nieodpowiedzialność, problemy finansowe, hipokryzja jednostek lub - oddalając lupę od poszczególnych postaci - reformy społeczne, edukacyjne i medyczne. 

Przy tak szerokiej gamie motywów każdy znajdzie wątek, który go poruszy mniej lub bardziej. Z niektórymi postaciami można sympatyzować, innymi pogardzać. Co do niektórych możemy też zmieniać zdanie i po prostu czekać na rozwój wypadków. 

Może jedynym minusem wydania jest przedmowa, która odrobinę zdradza niektóre wątki. Bardzo bawi też postać nazwana Will Ladislaw, która ma być potomkiem jakiegoś polskiego powstańca (W. Ladislaw - czyli nasz swojski Władysław?) Czyżby to jakaś niewiedza autorki, żeby polskie imię rozbić w ten sposób? Nie doszukałam się jeszcze w źródłach żadnej informacji na ten temat, więc jeśli ktoś coś wie, to dawajcie znać!

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger