Książka przeleżała nietknięta przez rok, bo rozmowa otwierająca całą dyskusję o historii była tak fatalna, że wręcz trzeba było się zmusić do dalszej lektury. A później, no cóż, wszystko zależy od rozmówcy!
Tytuł: Kto pisze naszą historię? Rozmowy polskie wiosną XXI wieku
Autor: Andrzej Nowak
Rok: 2024
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-8308-08503-5
Zawsze lubiłam historię jako przedmiot - anegdotyczność wydarzeń, ciągi przyczynowo-skutkowe, schematyczność niektórych decyzji i poznawanie przeszłości - z całym dziedzictwem kulturowym, społecznym i obyczajowym. Dlatego skusiłam się na ten tytuł, bo dobór osób, z którymi Nowak przeprowadził rozmowy jest na tyle szeroki, że perspektywy muszą się różnić. No i przede wszystkim, jak rozmawiać o historii poza podręcznikiem szkolnym? Jak potraktować tę naukę, która nie ma końca, rozwija się i powstaje na naszych oczach. Byłam zaintrygowana!
Ale rozmowa z Ernestem Bryllem stanowiła tak ogromne zniechęcenie i niesmak, że zaczęłam się zastanawiać, czy warto brnąć dalej. Chociaż autor jest zachwycony rozmówcą, to trudno to nazwać dialogiem - to jakiś zlepek anegdot, które kotłują się w głowie człowieka z demencją. Nie przepraszam, że obrażam czyjś autorytet, każdy ma swoich bohaterów, ale nudne, niepowiązane lub z kolei przeintelektualizowane wypowiedzi sprawiły, że odłożyłam tę książkę na bardzo długo.
Kolejna próba sił z lekturą o niczym? Na szczęście drugi w kolejce był Jacek Dukaj - nie czytałam jego książek, ale z samej rozmowy z nim wynika, jaki to oczytany i inteligentny człowiek (mówię to szczerze, bez przekąsu!). Prawie od niechcenia dzieli się tym, jak zgłębiał filozofie i historie różnych cywilizacji, ale też widać, że trzyma rękę na pulsie jeśli chodzi o czasy współczesne. I chciałoby się go słychać dalej, gdyby nie to, że Nowak ma jakąś swoją agendę tej rozmowy i albo wtrąca się w pół zdania, albo próbuje być mądry na siłę (a za cholerę nie jest precyzyjny w tych swoich teoriach i to Dukaj musi wyjaśniać o co chodziło pytającemu). Szczytem impertynencji jest też to, że Nowak na siłę próbuje zmusić pisarza do autoanalizy, której ten otwarcie i wprost nie chce dokonywać, żeby nie powtarzać w swojej twórczości zidentyfikowanych schematów. Nie wiem, w jakiej atmosferze przebiegała rozmowa, ale Nowak wychodzi na frustrata, który jest zły, że rozmawia z mądrzejszym.
Rozmowa z Ewą Domańską zaczęła się od uwielbienia nauczycieli i profesorów, którzy ukształtowali jej zapał i naukowe podejście. Ale co ciekawe, pojawia się tu fascynujący opis spotkania z Haydenem Whitem, który zaproponował, że zrobi jej - młodej doktorantce - kawę lub herbatę. W 1993 uderzyło ją to, że została potraktowana na równi z tak wybitnym umysłem, bo przecież kobiety, a zwłaszcza doktorantki są od parzenia kawy. Co ciekawe, niewiele się tu zmienia, bo sama pamiętam ze swojego doktoratu sytuację, gdy po zebraniu zakładu, w którym uczestniczyłam, podeszła do mnie jedna pani profesor ze słowami, że jak ona była na moim miejscu, to myła szklanki po takich spotkaniach, a nie zabierała na nich głos! Więc 30 lat później nadal mamy ten sam toksyczny problem w środowisku akademickim!
Antoni Libera natomiast mówi o Becketcie takie rzeczy, których ja na studiach filologicznych nie słyszałam, ale jednocześnie wyznaje pogląd, że jak jesteśmy w UE, to jako państwo działamy pod dyktando Berlina. Wacław Holewiński natomiast dużo mówi o latach '70 i '80, ale w ogóle nie ma perspektywy na przyszłość.
Adam Leszczyński daje się poznać jako kolejne wybitne dziecko, które nauczyło się czytać w wieku 4 lat i to na poczcie królów polskich (przewracam oczami tak mocno, że można to usłyszeć). Ale muszę przyznać, że świetnie się czyta o poglądach, które prezentuje. Nie skupia się na czynnikach zewnętrznych polskiej państwowości i ma dosyć narracji z perspektywy ofiary. Owszem, jako naród dostaliśmy w kość, ale nie szukajmy win tylko poza granicami. Nowak oczywiście widać, że jest fanem martyrologii narodu niezależnie od stulecia i próbuje forsować swoje poglądy. Ale Leszczyński dostaje kolejnego plusa za to, że otwarcie nie jest fanem tradycji insurekcyjnej, która nakazuje porywać się z szabelką na czołgi. Rzadko widzi się krytykę powstań, bo nie każdy historyk ma odwagę mówić o ogromie ofiar, które poległy za ideę, ale nie były w żaden sposób gotowe do konfliktu zbrojnego. N
Nowak oczywiście wchodzi w słowo jak pijany wujas na imprezie i pieprzy o tym, że daliśmy przykład Europie. U nas młodzież czy inteligencja ginęła wcale nie na marne. A Leszczyński podaje złoty przykład Czech, gdzie państwowość, gospodarka i społeczeństwo rozwijały się po cichu, nie przelewając bezmyślnie krwi w romantycznych zrywach.
A jak Nowak się pluje, że ten nie mówi o wartości kultury (Mickiewicze, Sienkiewicze itd.), to Leszczyński sprawnie ripostuje, że może za dużo już o tym romantyzmie? Chłopa oczarowali, cudownie, poszedł ginąć, ale nikt mu już nie wytłumaczył różnic ekonomicznych, nie tłumaczył władzy, pieniędzy i zależności materialnych. Pomijając już, że wspomniani wielcy wieszcze (ale to już moja opinia) pierdolili swoje kocopoły w Paryżu lub sanatoriach w Montreux. Trylogia jest taka długa, bo Henio musiał z czegoś spłacać szwajcarskie spa dla żony!
Podchodzenie pospólstwa pod włos na zasadzie 'wszyscy jesteśmy Polakami, bo czytaliśmy Kordiana w szkole' działa zresztą nadal we współczesnej polityce - bo jak jesteśmy rodziną, to lepiej się nie wykłócać o swoje. No tutaj rozmowa złoto!
Kolejny na warsztat idzie Szczepan Twardoch - być może jeden z najbardziej kulturalnych rozmówców. Pisarz mówi o swoich korzeniach intrygujące rzeczy, które niewątpliwie rzucają światło dzienne na pewne negatywne komentarze dotyczące jego osoby. Ciekawie zauważa, że rycerz potrzebuje dezertera i na odwrót! To nieprzeintelektualizowana rozmowa, gdzie można swobodnie wrzucić rumuńskiego filozofa w rozmowę (Mircea Eliade), nie oczekując poklasku i nie chełpiąc się swoją zajebistością.
Rozmowę z Małgorzatą Musierowicz charakteryzowało to uczucie, gdy nie spodziewasz się niczego, a i tak jesteś rozczarowany. Trochę wspomnień o Poznaniu '56 i rozwodzenia się nad tym, że jej ulubionymi książkami są najbardziej sztampowe lektury szkolne, jakie tylko można wygrzebać z kanonu. Jedyna słuszna refleksja, ale absolutnie nie własna, to taka, że współczesna młodzież ma mniejszy zakres słownictwa, bo więcej przebywa w świecie cyfrowym niż literackim. A na koniec dostajemy ślinienie pierścienia, czyli jak ważna była dla niej pielgrzymka papieża do Polski... Nie czytałam żadnej z jej książek, bo w domu nie były podsuwane, ale nie żałuję. Wisienką na torcie jest jeszcze wielkie zdziwienie, że jak masz podpisaną umowę z wydawnictwem, to nie możesz jej olać... ojej!).
Jeśli chodzi o rozmowę z Jarosławem Markiem Rymkiewiczem, to jest to kolejna laurka Nowaka dla swojego PRL-owskiego idola, który uważa (cytując Słowackiego), że Polska jest "siostrą ukrzyżowanego". Czyli dostajemy kolejny skostniały bełkot o wielkości mitu Mickiewicza i Słowackiego oraz oburzenie, że współczesny czytelnik nie kupuje tego patosu i narodowowyzwoleńczego biadolenia, że nie każdy Polak czuje się Polakiem, a raczej że za mało go interesuje patetyczny, romantyczny patriotyzm. Ciekawe, że Rymkiewicz próbuje stwierdzić, że w sumie to nic go nie obchodzi, że nie robisz sobie dobrze do Pana Tadeusza lub że nie pląsasz sobie trzy razy w tygodniu do Chopina, ale na jednym oddechu wyzwie Cię od "głuchego kretyna" (cytat!), że jednak tak nie robisz. No piękny i tolerancyjny człowiek, pogrzebany żywcem we własnej manii i paranojach - Europa umiera, Rosja jest pusta kulturowo, niech żyje Polska - ale znów tylko ta opisywana z Paryża XIX w.
Jeszcze na koniec słów uwielbienia kilka na temat promotorki i przyjaciółki Nowaka, która w sumie jest po prostu spisem bibliograficznym jej publikacji - czyli o Wiktorii Śliwowskiej w skrócie. Może to być cenny spis źródeł dla studentów rusycystyki lub miły gest dla najbliższych.
Po skończonej lekturze mam wrażenie, że najciekawsze rozmowy to właśnie te, w których Nowak wychodził na sfrustrowanego impertynenta, który jak ten wspomniany wcześniej obleśny wujas na imprezie, opowiada te same anegdoty, czeka na reakcję i wychodzi z niego tak zwany "chuj Schrödingera" - w zależności od Twojej reakcji na obleśny żart okazuje się, czy powinien dostać w ryj, czy zasłużył na kolejnego kielona w ramach uznania. Nowak w ten sposób prowokuje wielu rozmówców teorią Francisa Fukuyamy o tym, że historia już się skończyła i sprawdza, jak bardzo zapalą się do jej obrony.
Powiem tak - przebrnęłam przez tę lekturę i robiłam notatki z każdej rozmowy trochę po to, żebyście Wy już nie musieli! Ale zwróćcie uwagę chociaż na niektóre nazwiska, bo mogą one być ciekawym odkryciem i pokusicie się, żeby zapoznać się z nimi bliżej.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.