Georgi Gospodinow był moim odkryciem ubiegłego roku. Jednak książka, która wtedy do mnie trafiła - Ogrodnik i śmierć (recenzja, klik!) - była niezwykle osobistym i wzruszającym pożegnaniem z bliską osobą. Tym razem w moje ręce wpadły opowiadania - różne, choć powiązane, pisane na festiwale i zamówienia, ale tworzące ciekawą kompozycję.
Tytuł: I wszystko stało się księżycem
Tytuł oryginału: И всичко стана луна
Autor: Georgi Gospodinow
Tłumacz: Magdalena Pytlak
Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08878-4
Z opisu wydawcy: Co można by zrobić w ciągu ostatnich 8 minut i 19 sekund świata? Ile kobiet mieści alfabet? Jak wygląda uojcowienie? I czy istnieje Bóg imion?
I choć opowiadania są krótkie (od kilku do kilkunastu stron), pozostawiają w nas pewną myśl przewodnią lub refleksje. Nie gnamy zatem przez tę książkę, chociaż to krótka lektura i możemy sobie dawkować tę bułgarską przyjemność.
Powtarzającym się motywem jest koniec świata, ostatnie dni i minuty, które nam w życiu pozostają. I nie zawsze jest to globalna apokalipsa. Czasem to cichy koniec jednostki lub desperacki akt zemsty. Opowiadania są lekko ironiczne, jakby dystans, przez który oglądamy każdy poszczególny świat przedstawiony, sprawiał, że czujemy ten sam niesmak, smutek lub zachwyt co bohaterowie krótkiej formy.
Ale innym istotnym motywem jest postać pisarza - możemy zgadywać, czy to ten sam człowiek we wszystkich tekstach, ile jest tam autobiograficznych przemyśleń Gospodinowa, a na ile to po prostu postmodernistyczny zabieg literacki, który gmera nam w głowie podczas lektury!
A to nie wszystko. Bo choć wiadomo, niektóre opowiadania są lepsze lub gorsze (pierwsze ze zbioru w sumie w ogóle mnie nie zachwyciło), to większość ma raczej nieoczywiste zakończenia, słodko-gorzkie puenty lub każą nam się na chwilę zapatrzeć na ścianę w zadumie. Booker zasłużony!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!