10:55:00

Ross Poldark

Ross Poldark

Po powieści pseudohistorycznej wypada sięgnąć po lekturę, która odbuduje moją wiarę w pisarzy. I po raz kolejny okazuje się, że należy poszperać w starszych książkach!

Tytuł: Ross Poldark
Tytuł oryginału: Ross Poldark

Autor: Winston Graham
Tłumacz: Tomasz Wyżyński

Rok: 1945 / 2016
Wydawnictwo: Czarna Owca
ISBN: 978-83-8015-165-9

Przyznaję, że ominął mnie szał, który rozpętał się wokół serialowej adaptacji, chociaż nie pozostaję całkowicie obojętna na Aidana Turnera. Ale okładka wygląda harlequinowo, nie przekonacie mnie, że jest inaczej!


 

Ross Poldark wraca z Ameryki do Kornwalii. Jego ojciec umarł, majątek jest w opłakanym stanie, służba pije i kradnie, kopalnie nie przynoszą zysku, a ukochana, która miała go kochać nad życie, właśnie wychodzi za mąż za jego kuzyna. Główny bohater miota się między złością a bezradnością i wymaga to wiele wysiłku, żeby powoli, dzień po dniu, zacząć wychodzić na prostą i starać się żyć uczciwie. 

Ale nie dość, że ciągnie się za nim jego własna szemrana przeszłość, to wszyscy w okolicy jeszcze pamiętają rozwiązły i paskudny charakter jego zmarłego ojca. I Ross może znalazłby żonę w arystokratycznym towarzystwie, może zacząłby urządzać bale i stroić się w aksamity. Ale pewnego dnia ratuje na targu wynędzniałą dziewczynę, która jest katowana tylko dlatego, że chciała ochronić swojego jedynego towarzysza - małego kundelka. 

Ross, choć wszyscy wokół plotkują i posądzają go o najgorsze, postanawia przygarnąć dziewczynę - ale że jest nieletnia i z dala od zapijaczonego ojca, ludzie zaczynają szeptać niegodziwości. Mała Demelza odnajduje w posiadłości Poldarka dom, ale z czasem zaczyna coraz bardziej świadomie kierować swoim losem. I tutaj fabuła zdecydowanie się zagęszcza!

Tekst jest pisany wartkim językiem, bez dłużyzn i męczących opisów, a i tak dostajemy przegląd społeczny biednej Kornwalii w drugiej połowie XVIII w. I przyznaję, że w niektórych momentach aż chciałoby się, żeby autor dłużej opisał jakąś scenę lub bardziej zagłębił się w psychikę bohaterów. Co nie zmienia faktu, że może właśnie na tym polega cały urok Grahama. 

Nie ma dramatów, ale są opisane trudy codziennego życia. Nie ma ckliwości, ale mamy żywiołowe oraz dopiero budzące się uczucia. Nie ma zbyt wielu dialogów, a jednak jesteśmy w stanie zrozumieć, czyja posępność kryje szlachetne serce, a czyja ogłada i szyk są tylko pozorami. 

Na pewno jest to bardzo dobre otwarcie długiej (bo aż 12-tomowej) serii i z chęcią sięgnę po kolejny tytuł. Ale żeby się nie zmęczyć za bardzo stylem i autorem, zrobię to dopiero po paru innych książkach!

21:21:00

Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą

Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą

No i znowu... Ja naprawdę chciałam, żeby to było dobre! Takie lekkie romansidło "na leżak", może lepszych lotów fanfiction na temat autorki wszech czasów. Swojego rodzaju hołd oddany przez koleżankę po fachu, która przekopała się przez korespondencję, biografie i szczegóły życia Austen. Czy jak w telegraficznym skrócie powiem, że przez tę książkę poczułam zastój czytelniczy, to przeczytacie recenzję do końca?

Tytuł: Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą
Tytuł oryginału: Jane Austen und die Kunst der Worte 

Autor: Catherine Bell
Tłumacz: Magdalena Kaczmarek

Rok: 2026
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-68753-63-9


 

Pewnie spora liczba czytelników, którzy zakochali się w powieściach Jane Austen, snuła domysły na temat życia miłosnego autorki. Ponieważ oprócz błyskotliwych spostrzeżeń na temat społeczeństwa, dostajemy przyzwoitą dawkę romantyzmu! Zatem jakie prywatne przygody przeżywała kobieta odpowiedzialna za trzymające w napięciu rozterki i wzruszenia?

Możliwe, że kojarzycie film Zakochana Jane z 2007 r. z Anne Hathaway i Jamesem McAvoyem? Chciałoby się, żeby ta książka miała podobną dawkę spekulacji i chemii. A dostajemy... cóż... luźno powiązane fragmenty życia, dosłownie chaotycznie przedstawione obrazki, w których chronologii trudno się połapać.

Rodzice Jane toczka w toczkę przypominają rodziców Elizabeth Bennet z Dumy i uprzedzenia, ale sama Jane jest lekko roztrzepana, ale nie w ten frywolny i słodki sposób. Nie dość wyniosła, żeby można było uznać to za siłę jej charakteru, miotająca się między ambicjami i gnuśnością i... bardzo trudna do polubienia. 

Sam proces twórczy też woła o pomstę do nieba - a to marzycielka przysypiająca na łące, a to obsesyjnie poprawiająca notatki grafomanka. A żeby zyskać na objętości Belle wciska całe akapity oryginalnych powieści, co daje taki efekt, że po prostu dostajemy po oczach kontrastem między dobrym a złym stylem literackim. 

W sumie mam wrażenie, że przeczytałam książkę o niczym i dlatego tak trudno mi było przez nią przebrnąć. Nie ma tu romansu, nie ma chemii, nie ma miłości - a przynajmniej nie jest ona opisana w sposób poruszający czytelnika. Jeśli natomiast chcecie ciepłą książkę, która nawiązuje do wybitnej pisarki, to sięgnijcie po tytuł Towarzystwo Jane Austen (moją recenzję przeczytacie tutaj - klik!). Dużo przyjemniej spędzicie czas, a nawet poznacie interesujące ciekawostki!

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.  

14:36:00

Skłodowska-Curie. Rebeliantka

Skłodowska-Curie. Rebeliantka

Moja fascynacja Skłodowską zaczęła się pewnie w liceum - chodziłam do szkoły, której patronką była ta wybitna postać. Jednak dopiero po latach przeczytałam biografię pisaną przez jej córkę, Ewę Curie (recenzja tutaj - klik!). I trochę racji jest w zdaniu "nie poznawaj swoich idoli". 

Tytuł: Skłodowska-Curie. Rebeliantka
Autor: Angelika Kuźniak

Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08171-6

Nie zrozumcie mnie źle! Czasem po lekturze biografii widzę więcej człowieka w znanej jednostce. A czasem mniej. W tym przypadku mówimy o kobiecie, która w pełni oddała się nauce, bo tylko w niej znajdywała ukojenie po osobistej tragedii. 

Książkę rozpoczynamy oryginalnie, bo nie od narodzin czy dzieciństwa, ale od wydarzenia, które niezwykle mocno wpłynęło na dorosłe życie noblistki - od śmierci Piotra Curie. Był on miłością jej życia, ojcem dwóch córek, wspaniałym partnerem naukowym. Oboje z Marią mieli tak samo pragmatyczne podejście do życia codziennego i zawodowego. 


 

Nie ma złudzeń - kochali się nad życie, ale dowodów istnienia lub początków tej miłości nie ma zbyt wiele. A szkoda, bo o tym czytałoby się może nawet chętniej niż o wszystkich organizacjach, które chciały skorzystać na znajomości ze Skłodowską.  

Ale to nastąpiło wiele lat po zdobyciu dwóch nagród Nobla. Jak już przebrzmiały echa romansu z innym naukowcem. Chociaż relacja ta rozwinęła się kilka lat po śmierci Piotra, była na tyle niefortunna, że Paul Langevin był wtedy w związku małżeńskim. 

Wydawać by się mogło, że opinia publiczna we Francji podejdzie bardziej liberalnie do takiego związku, ale prasa nie zostawiła na Marii suchej nitki. Plotki rozprzestrzeniały się do tego stopnia, że odradzano jej osobisty odbiór drugiej Nagrody Nobla. Wszystko, aby uniknąć jeszcze większego skandalu. 

Nie przypominam sobie, żeby aż tyle informacji związanych z romansem było przedstawionych w biografii napisanej przez córkę. 

Kuźniak jednak przekopała się przez masę źródeł, żeby przedstawić jak najpełniejszy obraz naukowczyni. Przybliża relacje z Einsteinem i córkami, ze środowiskiem naukowym i zarys podróży do Ameryki. Jej inicjatywy na froncie, poczucie narodowości - chęć walki o dobro Polski i poczucie głębokiej miłości do Francji. 

Poznajemy charakter Marii - skupionej, skromnej, surowej i upartej. Być może nawet jesteśmy w stanie dopatrzeć się pewnej skazy tego charakteru (zwłaszcza w jej reakcji na śmierć tzw. radowych dziewczyn w Stanach lub w relacjach z córkami). 

Jednak trudno dopatrzeć się tutaj tej tytułowej rebelii. Całe życie Marii to upór i konsekwentne dążenie do celu. Niektórych rzeczy jednak nawet ona nie była w stanie nie doświadczyć - szowinizmu środowisk naukowych, linczu w prasie, jawnego pomijania osiągnięć lub ignorowania fachowej opinii. Bo Skłodowska cały czas, a dla niektórych przede wszystkim, była kobietą. 

I Kuźniak (jak w przypadku biografii Olgi Boznańskiej - klik do recenzji!) stawia na kobietę. Odrzuca patriotyczne patosy, pomija ckliwe opisy dzieciństwa, przedstawia obraz który warto poznać!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 

11:59:00

I wszystko stało się księżycem

I wszystko stało się księżycem

Georgi Gospodinow był moim odkryciem ubiegłego roku. Jednak książka, która wtedy do mnie trafiła - Ogrodnik i śmierć (recenzja, klik!) - była niezwykle osobistym i wzruszającym pożegnaniem z bliską osobą. Tym razem w moje ręce wpadły opowiadania - różne, choć powiązane, pisane na festiwale i zamówienia, ale tworzące ciekawą kompozycję. 

Tytuł: I wszystko stało się księżycem
Tytuł oryginału: И всичко стана луна 

Autor:  Georgi Gospodinow
Tłumacz: Magdalena Pytlak

Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08878-4 

Z opisu wydawcy: Co można by zrobić w ciągu ostatnich 8 minut i 19 sekund świata? Ile kobiet mieści alfabet? Jak wygląda uojcowienie? I czy istnieje Bóg imion?


 

I choć opowiadania są krótkie (od kilku do kilkunastu stron), pozostawiają w nas pewną myśl przewodnią lub refleksje. Nie gnamy zatem przez tę książkę, chociaż to krótka lektura i możemy sobie dawkować tę bułgarską przyjemność. 

Powtarzającym się motywem jest koniec świata, ostatnie dni i minuty, które nam w życiu pozostają. I nie zawsze jest to globalna apokalipsa. Czasem to cichy koniec jednostki lub desperacki akt zemsty. Opowiadania są lekko ironiczne, jakby dystans, przez który oglądamy każdy poszczególny świat przedstawiony, sprawiał, że czujemy ten sam niesmak, smutek lub zachwyt co bohaterowie krótkiej formy. 

Ale innym istotnym motywem jest postać pisarza - możemy zgadywać, czy to ten sam człowiek we wszystkich tekstach, ile jest tam autobiograficznych przemyśleń Gospodinowa, a na ile to po prostu postmodernistyczny zabieg literacki, który gmera nam w głowie podczas lektury! 

A to nie wszystko. Bo choć wiadomo, niektóre opowiadania są lepsze lub gorsze (pierwsze ze zbioru w sumie w ogóle mnie nie zachwyciło), to większość ma raczej nieoczywiste zakończenia, słodko-gorzkie puenty lub każą nam się na chwilę zapatrzeć na ścianę w zadumie. Booker zasłużony!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu! 

11:24:00

Nordyckie opowieści

Nordyckie opowieści

Zazwyczaj wpadam do biblioteki po pozycję, którą wcześniej zamówiłam. Ale nie odmawiam sobie splądrowania półki z polecajkami pracowników! Nie zawsze są to nowości, nie jest to też tematyczna selekcja. Ale dość często znajdę tam coś dla siebie. I tym razem też sięgnęłam po krótką pozycję, która pozostawiła świetne wrażenie!

Tytuł: Nordyckie opowieści
Autor: Agnes Ársól Bikowska, Kinga Eysturland, Anna A. Prorok, Emiliana Konopka

Rok: 2024
Wydawnictwo: Moc Media
ISBN: 978-83-67133-51-7 

Cztery kobiety związane ze skandynawistyką, propagowaniem kultury farerskiej, tłumaczki zabierają nas na wyprawę w chłodne krainy, które tętnią magicznymi opowieściami. Wyjaśniają jaka jest różnica między elfami i trollami, jak odczarować Nykura (demona pod postacią konia, który pojawia się na nabrzeżu) lub jaki był związek między kościołem a praktykami magicznymi (nie, nie palono od razu na stosach!). 


 

Autorki przybliżają polskiemu czytelnikowi fascynujące legendy i opowiadania, które cały czas żyją w folklorze, a które w zaskakujący sposób łączą Norwegię, Wyspy Owcze i Islandię. Bo mimo odległości, mórz i oceanów, okazuje się, że zadziwiająco wiele legend i zwyczajów ma wspólne elementy!

Każdy rozdział opatrzony jest rzeczowym objaśnieniem tematu, a dopiero później dostajemy zbiór legend. Książka jest ilustrowana - właśnie w takim zimnym, nieociosanym stylu, który świetnie pasuje do klimatu snutych opowieści. Ale jest też współczesny komentarz dotyczący np. tego, jak trolle odnalazły się we współczesnych filmach i książkach. Bo klasycznych inspiracji jest całe mnóstwo w dobrze nam znanej popkulturze. 

Super pomysłem autorek jest też wrzucenie kodów QR w tekst. Na początku byłam sceptycznie nastawiona, ale bezpośrednie przekierowania do obrazów zdigitalizowanych w zagranicznych muzeach lub playlisty, których pewnie sama bym nie szukała na Spotify są świetnym uzupełnieniem lektury. 

No kolejna polecajka! 

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger