13:46:00

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

To miała być przyjemna odskocznia po klasyce literatury, lekki przerywnik, który nie przytłoczy treścią, rozbawi, poprawi poziom romantyzmu we krwi. Ale w skrócie: nie było treści, nie było zabawnie, nie było romantycznie. 

Tytuł: Ludzie, których spotykamy na wakacjach
Tytuł oryginału: People We Meet on Vacation

Autor: Emily Henry
Tłumacz: Aleksandra Weksej

Wydawnictwo: Kobiece
Rok: 2022
Format: audiobook 

Aleks i Poppy nie mogą się od siebie bardziej różnić! On zaczytany w klasyce literatury, zdyscyplinowany, zadbany, poukładany, marzący o ustatkowanym życiu i gromadce dzieci. Ona roztrzepana, żywiołowa, spontaniczna i nieokiełznana, niezdolna do utrzymania przy życiu nawet jednej roślinki. 

Poznają się na studiach, gdzie okazuje się, że pochodzą z jednego miasteczka w Ohio. Traf chciał, że dzieląc się kosztami podróży, spędzają ze sobą całą drogę do domu i o dziwo jakoś bardzo się nie drażnią. Z przypadkowego wspólnego przejazdu tworzy się przyjaźń - o tyle naturalna z początku, ponieważ obojgu zdaje się, że w ogóle nie są w swoim typie. 

Od wspólnych wypadów z uczelni do domu, po czas spędzony na przygotowaniach się do egzaminów, szybko wpadają na pomysł, żeby spędzać razem również wakacje. Pomysł początkowo rewelacyjny, później się komplikuje, gdy są w różnych związkach i umówmy się - nie wszyscy partnerzy są zachwyceni pomysłem, żeby nasz chłopak/dziewczyna jechali ze swoją przyjaciółką/przyjacielem na jakiś samotny wypad. 

Lata później, choć Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, nadal okazuje się, że wspólne wyjazdy z Aleksem to po prostu szwendanie się od baru do baru i zabijanie czasu jakimiś durnymi atrakcjami w stylu przydrożnych muzeów, o których nikt nie pamięta. No i jeżdżą ciągle na te wakacje, wbrew tytułowi wcale nie spotykają aż tak wielu ludzi, no i oczywiście oszukują się sami, że nic do siebie nie czują (trzymam stronę tych partnerów, którzy zostają w domu i zastanawiają się, czy druga połówka właśnie nie fantazjuje o tym, żeby dobrać się swojej przyjaciółce ze studiów do majtek na wakacjach, na których są sami). 

Oczywiście namiętność bierze górę, moralnie szczęśliwie, gdy i Aleks i Poppy są singlami, ale nieporozumienia, odległość no i oczywiście różnice charakterów robią swoje. 

Książka przewidywalna, nudna, udowadniająca, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bo zawsze pojawi się nawet 5% podtekstu seksualnego lub ciekawości "a co by było gdyby?". 

Poppy jak na dziennikarkę podróżniczą szwenda się tylko po knajpach, Aleks jako oczytany fan siłowni jest ucieleśnieniem maślanego ideału i człowiek czeka na coś ciekawego w tej fabule, tylko po to, żeby doczekać się jedynie podziękowań od wydawnictwa za wysłuchanie audiobooka. Żenada - nawet przy założeniu, że to lektura na leżak. 

Biję się z myślami, czy oglądać film - wbrew pozorom może być lepszy niż książka, bo poprzeczka leży na ziemi. Widzieliście? Czytaliście? Co sądzicie? 

12:17:00

La Mamma

La Mamma

Ostatni ze świątecznych prezentów przeczytany! Stosik hańby oczywiście nadal jest imponujący, ale staram się być na bieżąco ze wszystkim, co trafia na moją półkę! 

Tytuł: La Mamma
Autor: Joanna Stopyra-Fiedorowicz

Rok: 2020
Wydawnictwo: Women Power Media 
ISBN: 978-83-958007-0-2

Sama książka reklamuje się jako "najczulsza przewodniczka na drodze do stawania się mamą". Bo umówmy się, że jest to trudny czas, wszystko jest nowe, kobiety stają przed niespodziewanymi wyzwaniami, a społeczeństwo i najbliżsi nie odpuszczają. Nieproszone komentarze, głaskanie po brzuchu bez pozwolenia, ocenianie i cała masa przestarzałych lub niechcianych rad potrafią wkurzyć bardziej niż realizacja, że mamy problem z założeniem skarpetek! 


Autorka patrzy zatem na okres ciąży, połogu i pierwszych miesięcy bycia mamą z perspektywy indywidualnej kobiety, a nie wszystkowiedzącego stereotypu matki Polki (lepiej - nawiedzonej madki, którą można spotkać na forach i grupach internetowych!). 

Dostajemy zatem bardzo osobistą perspektywę, jak to było u niej - z czego się cieszyła, co ją irytowało, kiedy sama kopała się w kostkę za komentarz, który wygłosiła bez refleksji. Nie skupia się na fizyczności i ciele jako takim, ale np. na języku, jakim się posługujemy, podmiotowości dziecka, konieczności dbania o związek z partnerem, ale też na małych tęsknotach, gdy dziecko zaczyna dorastać. 

Osobiście w pełni się zgadzam, że kobieta, która staje się matką nie powinna tracić swojej osobowości. Dziecko nas dopełnia, ale nie wymazuje nas jako osoby (teksty w stylu "mama zrobi..., mama poda..." mogą działać irytująco!). Tak samo w moim słowniku nie ma wyrazu "cyc" i wszelkich pochodnych. Jest to dla mnie wyraz prostacki i wulgarny, a w odniesieniu do kobiety karmiącej brzydkich określeń mamy jeszcze więcej ("dojarka", "chodząca mleczarnia"). Fuj! 

Zatem książka wyraża ogromny szacunek dla kobiet w ciąży i świeżo upieczonych mam. Zmusza do zastanowienia się, czy każdy komentarz trzeba wygłosić na głos oraz podkreśla intymność macierzyństwa. 

Z rzeczy na minus - autorka ewidentnie kochała być w ciąży i epatuje miłością do własnego dziecka z co drugiej kartki. I nie ma w tym nic złego, ale nie każda kobieta musi wielbić ciążę. Nie każda przyszła mama kocha wszystkie dzieci świata. Nie wszystko co związane z pojawieniem się dziecka musi być przelukrowane i "ububione" jak to zwykło się u mnie mawiać.

Ale niewątpliwie będzie to książka, która podniesie na duchu, wywoła wiele refleksji, zada ważne pytania i uspokoi w wielu kwestiach, bo stawia kobietę na pierwszym miejscu. 

Dziękuję Mamo! 

16:28:00

Miasteczko Middlemarch

Miasteczko Middlemarch

Dawno nie było tu recenzji książki z listy 100 tytułów BBC (sprawdzam, co to - klik!) i powiem Wam, że cudownie jest odłożyć współczesną literaturę i sięgnąć po klasykę! Mamy tu inny styl, całkowicie odmienne budowanie fabuły, mnogość tematów społecznych, politycznych i gospodarczych. A poza tym, dostajemy dzieło, które jest naprawdę przemyślane. 

Tytuł: Miasteczko Middlemarch
Tytuł oryginału: Middlemarch, A Study of Provincial Life 

Autor: George Eliot
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook 

 

Pierwsza połowa XIX w., fikcyjne angielskie miasteczko, różne grupy i klasy społeczne, mnogość postaci. Chociaż zaczynamy książkę od poznania Dorothei Brooke, młodej i ambitnej panny na wydaniu, której wizja małżeństwa jest mocno wyidealizowana, to szybko okazuje się, że kolejne części dość opasłego dzieła prezentują wątki równie ciekawe - ambitnego lekarza Tertiusa Lydgate'a, próżnego, choć poczciwego Freda Vincy'ego, dobrodusznej i pracowitej Mary Garth oraz pastorów, finansistów, przedstawicieli mieszczaństwa i chłopstwa, ludzi na wskroś dobrych i takich zepsutych do szpiku kości. 

Chociaż kolejne rozdziały skupiają się na indywidualnych wątkach, to szybko przekonujemy się, że losy bohaterów splatają się w bardziej ścisły lub luźny sposób. Dzięki temu dostajemy przekrój większości społeczności z odmiennymi problemami - moralnymi, finansowymi, no i oczywiście sercowymi, choć nie jest to romans w ścisłym znaczeniu tego gatunku. 

Początkowo wydawało mi się, że jest to dość smętna opowieść, pisana w stylu moralizatorskim. Ale im dalej w las, tym więcej wątpliwości (i ciekawości po stronie czytelnika!). Powieść porusza całą masę tematów, a współczesny odbiorca może zarówno dziwić się, jak to dawniej bywało lub oszołomić progresywnością autorki. Status kobiety w małżeństwie i społeczeństwie, ambicje, nieodpowiedzialność, problemy finansowe, hipokryzja jednostek lub - oddalając lupę od poszczególnych postaci - reformy społeczne, edukacyjne i medyczne. 

Przy tak szerokiej gamie motywów każdy znajdzie wątek, który go poruszy mniej lub bardziej. Z niektórymi postaciami można sympatyzować, innymi pogardzać. Co do niektórych możemy też zmieniać zdanie i po prostu czekać na rozwój wypadków. 

Może jedynym minusem wydania jest przedmowa, która odrobinę zdradza niektóre wątki. Bardzo bawi też postać nazwana Will Ladislaw, która ma być potomkiem jakiegoś polskiego powstańca (W. Ladislaw - czyli nasz swojski Władysław?) Czyżby to jakaś niewiedza autorki, żeby polskie imię rozbić w ten sposób? Nie doszukałam się jeszcze w źródłach żadnej informacji na ten temat, więc jeśli ktoś coś wie, to dawajcie znać!

10:19:00

Ocalić wzruszenie

Ocalić wzruszenie

Myślę, że trudno będzie znaleźć osobę, która nie zna słów "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Nie każdy jednak będzie znał szerszą twórczość autora tego stwierdzenia. Rozumiecie więc, że mocno powodowała mną ciekawość!

Tytuł: Ocalić wzruszenie
Autor: Jan Twardowski

Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08857-9

Zbiór wierszy, który przeczytałam ma podtytuł Autobiografia poetycka i podzielony został na trzy części. Pierwsza z nich ma traktować o życiu, przyjaciołach, prywatnych przeżyciach, druga o przetrwaniu wiary i trzecia o samym pisaniu wierszy. 


Prawie wszystkie jednak wiersze są poświęcone bogu, motywom religijnym, czym dla podmiotu lirycznego jest wiara i posługa, o odnajdywaniu boga w drobnych rzeczach i przyrodzie. Mało jest przeżyć, które z katolicyzmem nie są związane, zatem lektura zaczyna przytłaczać powtarzalnością motywów i refleksji. 

Wierszy o wojnie, stanie wojennym lub ustroju jest niewiele, znajdziemy kilka o elegijnym charakterze, gdzie autor wspomina matkę, dużo obserwacji dotyczących spadających liści, kilku gatunków ptaków i wiewiórek, no i znowu więcej o bogu. 

Język jest prosty i niewyszukany. I rozumiem, że w niektórych przypadkach właśnie taka prostota może nieść najwięcej głębi i poruszeń, ale na jakieś 250 wierszy zaczyna to być infantylne i uwsteczniające. W nocie biograficznej znajdujemy uzasadnienie, że autor posługiwał się prostym językiem, bo uczył dzieci niepełnosprawne - uważam to za naciąganą teorię, dopasowaną do wiecznie prostolinijnego toku myślenia poety. 

Zwłaszcza, że ulubione zwroty stosowane są czasem na zasadzie kopiuj-wklej (np. 'staruszka głowiąca się nad pasjansem, który nie chce wyjść' lub ' ktoś zbyt skromny, żeby czynić cuda'). Że nie wspomnę, że słowo 'brewiarz' używane jest z uporem maniaka - jakby ksiądz nie miał przy sobie innego rekwizytu i stale musiał wszystkim machać nim przed nosem. 

Być może dla osób wierzących taki religijny wydźwięk twórczości jest łatwiejszy do strawienia, ale dla reszty świata to proste wierszyki o bogu - męczące w nadmiarze, nie do końca skłaniające do przemyśleń.  

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.  

12:35:00

Lady Makbet

Lady Makbet

Polujecie czasem na książkę, ale wszechświat nie sprzyja? Fabuła mnie zaintrygowała, ale nie inwestuję w nowe książki tak jak kilka lat temu. Biblioteki nie skusiły się na ten tytuł, na targach pozwoliłam sobie na zupełnie inną książkę... ale prezent pod choinką zrobił ogromną niespodziankę! 

Tytuł: Lady Makbet
Tytuł oryginału: Lady Macbeth

Autor: Ava Reid
Tłumacz: Anna Kłosiewicz

Rok: 2024
Wydawnictwo: StoryLight
ISBN: 978-83-68053-12-8


Początek zaczął się świetnie - dostajemy zupełnie nową perspektywę opowieści, którą doskonale znamy. Ale tym razem skupiamy się na kobietach! Lady Makbet nie ma dobrej sławy, to według mnie jedna z bardziej wyszukanych kreacji kobiecych u Shakespeare'a, motywowana ambicjami, zżerana przez wyrzuty sumienia, tutaj przedstawiona jest jako młoda dziewczyna wydana politycznie za nieokrzesanego szkota-barbarzyńcę. 

Jako siedemnastolatka wykazuje się niemałym sprytem, żeby poradzić sobie w nowym kraju, na nowym dworze, wśród obcych i wrogich postaci. No i przede wszystkim skupia się na tym, żeby mąż trzymał się od niej jak najdalej. 

To daleko posunięta aberracja sztuki, żeby nie powiedzieć, że dość swobodne fanfiction, ale czyta się to naprawdę świetnie! Przez pierwszą połowę książki rzeczywiście śledzimy dworskie intrygi, niektóre przepowiednie tracą magiczną moc, tylko po to, żeby szybko okazało się, że magia znajduje ujście w zupełnie nowych wątkach. 

Głowna bohaterka zmaga się podobnymi emocjami co pierwowzór, ale doświadcza też innych wzlotów i upadków. Nie odnosi samych sukcesów w swoich intrygach i dopuszcza do głosu również łagodniejsze i pozytywne uczucia. 

Im dalej w las (Birnamski, hehe!), tym bardziej odbiegamy od znanych motywów, ale jeśli będziemy traktować tę historię już jako żyjącą własnym życiem, to nikogo to nie oburzy. 

To taka kobieca fantastyka opierająca się na motywach z young adult. Naprawdę przyjemna w odbiorze, raczej nie wzniosła, ale oddająca głos żeńskim postaciom. Autorka dość ambitnie próbuje przedstawić mieszankę kulturową w warstwie językowej, zwraca uwagę na pozycję kobiet w społeczeństwie (czasem może zbyt patetycznie), ale nie gryzie to się jakoś wybitnie z ogólnym wydźwiękiem. 

Tytuł wart uwagi jeśli kochacie Shakespeare'a i kobiece kreacje, które stworzył w swoich sztukach. A samo wydanie to perełka!

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger