Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POWIEŚĆ ROMANTYCZNA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą POWIEŚĆ ROMANTYCZNA. Pokaż wszystkie posty

21:21:00

Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą

Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą

No i znowu... Ja naprawdę chciałam, żeby to było dobre! Takie lekkie romansidło "na leżak", może lepszych lotów fanfiction na temat autorki wszech czasów. Swojego rodzaju hołd oddany przez koleżankę po fachu, która przekopała się przez korespondencję, biografie i szczegóły życia Austen. Czy jak w telegraficznym skrócie powiem, że przez tę książkę poczułam zastój czytelniczy, to przeczytacie recenzję do końca?

Tytuł: Jane Austen. Miłość, która stała się literaturą
Tytuł oryginału: Jane Austen und die Kunst der Worte 

Autor: Catherine Bell
Tłumacz: Magdalena Kaczmarek

Rok: 2026
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-68753-63-9


 

Pewnie spora liczba czytelników, którzy zakochali się w powieściach Jane Austen, snuła domysły na temat życia miłosnego autorki. Ponieważ oprócz błyskotliwych spostrzeżeń na temat społeczeństwa, dostajemy przyzwoitą dawkę romantyzmu! Zatem jakie prywatne przygody przeżywała kobieta odpowiedzialna za trzymające w napięciu rozterki i wzruszenia?

Możliwe, że kojarzycie film Zakochana Jane z 2007 r. z Anne Hathaway i Jamesem McAvoyem? Chciałoby się, żeby ta książka miała podobną dawkę spekulacji i chemii. A dostajemy... cóż... luźno powiązane fragmenty życia, dosłownie chaotycznie przedstawione obrazki, w których chronologii trudno się połapać.

Rodzice Jane toczka w toczkę przypominają rodziców Elizabeth Bennet z Dumy i uprzedzenia, ale sama Jane jest lekko roztrzepana, ale nie w ten frywolny i słodki sposób. Nie dość wyniosła, żeby można było uznać to za siłę jej charakteru, miotająca się między ambicjami i gnuśnością i... bardzo trudna do polubienia. 

Sam proces twórczy też woła o pomstę do nieba - a to marzycielka przysypiająca na łące, a to obsesyjnie poprawiająca notatki grafomanka. A żeby zyskać na objętości Belle wciska całe akapity oryginalnych powieści, co daje taki efekt, że po prostu dostajemy po oczach kontrastem między dobrym a złym stylem literackim. 

W sumie mam wrażenie, że przeczytałam książkę o niczym i dlatego tak trudno mi było przez nią przebrnąć. Nie ma tu romansu, nie ma chemii, nie ma miłości - a przynajmniej nie jest ona opisana w sposób poruszający czytelnika. Jeśli natomiast chcecie ciepłą książkę, która nawiązuje do wybitnej pisarki, to sięgnijcie po tytuł Towarzystwo Jane Austen (moją recenzję przeczytacie tutaj - klik!). Dużo przyjemniej spędzicie czas, a nawet poznacie interesujące ciekawostki!

 Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.  

13:34:00

Zaklinaczka duchów

Zaklinaczka duchów

Pierwszy tom, czyli Zaklinaczka kości (recenzja TUTAJ!) wywołał mieszane uczucia - nie oszukujmy się, nie jest to dzieło wybitne. Ale chemia miedzy bohaterami, którzy na początku chcieli się pozabijać, została tak dobrze poprowadzona, że skusiłam się na drugi tom!

Tytuł: Zaklinaczka duchów
Tytuł oryginału: Ghostsmith

Autor: Nicky Pau Preto
Tłumacz: Aleksandra Łatacz

Rok: 2025
Format: audiobook

Wspólna przygoda Wren, Leo i Juliana nie kończy się w pierwszym tomie happy endem. Gdy akcja się zagęszcza, a na jaw wychodzi kilka sekretów, okazuje się, że różnice w priorytetach są silniejsze niż potencjalne zauroczenie i wstępne sojusze. 


 

Autorka tym razem nie postawiła na budowanie relacji, ale na rozwiązanie politycznych intryg i rodzinnych konfliktów. Oznacza to, że bohaterowie, którym kibicujemy właśnie ze względu na romantyczny potencjał, zostają rozrzuceni po dominiach i prowadzą swoje kampanie niezależnie. Ale jednak ostatecznie ze wspólnym celem. Na szczęście pokonanie armii nieumarłych i Królowej Trupów staje się zadaniem także tych postaci, na które wcześniej nie zwracaliśmy większej uwagi, więc mamy się na czym skupić.  

Walka o władzę jest jednak odrobinę przeciągnięta i przegadana, a pokonanie największych zwyrodnialców ostatecznie nieproporcjonalnie ukrócona. Nie czytało/słuchało się tego źle, ale liczyłam na szybsze ponowne spotkanie Wren i Juliana, na więcej dialogów i interakcji. Bo tego właśnie oczekiwałam. 

Przez brak większej głębi wydaje się, że autorka nie podołała wyzwaniu stworzenia rozległego świata o skomplikowanych konfliktach. Wychodzi z tego zatem kolejny fanfik, który no... nie fanfikuje, jak bym tego oczekiwała!

Cieszę się zatem, że nie ma kolejnych tomów i szukam bardziej ambitnego audiobooka na spacery!  

13:46:00

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

Ludzie, których spotykamy na wakacjach

To miała być przyjemna odskocznia po klasyce literatury, lekki przerywnik, który nie przytłoczy treścią, rozbawi, poprawi poziom romantyzmu we krwi. Ale w skrócie: nie było treści, nie było zabawnie, nie było romantycznie. 

Tytuł: Ludzie, których spotykamy na wakacjach
Tytuł oryginału: People We Meet on Vacation

Autor: Emily Henry
Tłumacz: Aleksandra Weksej

Wydawnictwo: Kobiece
Rok: 2022
Format: audiobook 

Aleks i Poppy nie mogą się od siebie bardziej różnić! On zaczytany w klasyce literatury, zdyscyplinowany, zadbany, poukładany, marzący o ustatkowanym życiu i gromadce dzieci. Ona roztrzepana, żywiołowa, spontaniczna i nieokiełznana, niezdolna do utrzymania przy życiu nawet jednej roślinki. 

Poznają się na studiach, gdzie okazuje się, że pochodzą z jednego miasteczka w Ohio. Traf chciał, że dzieląc się kosztami podróży, spędzają ze sobą całą drogę do domu i o dziwo jakoś bardzo się nie drażnią. Z przypadkowego wspólnego przejazdu tworzy się przyjaźń - o tyle naturalna z początku, ponieważ obojgu zdaje się, że w ogóle nie są w swoim typie. 

Od wspólnych wypadów z uczelni do domu, po czas spędzony na przygotowaniach się do egzaminów, szybko wpadają na pomysł, żeby spędzać razem również wakacje. Pomysł początkowo rewelacyjny, później się komplikuje, gdy są w różnych związkach i umówmy się - nie wszyscy partnerzy są zachwyceni pomysłem, żeby nasz chłopak/dziewczyna jechali ze swoją przyjaciółką/przyjacielem na jakiś samotny wypad. 

Lata później, choć Poppy pracuje w magazynie podróżniczym, nadal okazuje się, że wspólne wyjazdy z Aleksem to po prostu szwendanie się od baru do baru i zabijanie czasu jakimiś durnymi atrakcjami w stylu przydrożnych muzeów, o których nikt nie pamięta. No i jeżdżą ciągle na te wakacje, wbrew tytułowi wcale nie spotykają aż tak wielu ludzi, no i oczywiście oszukują się sami, że nic do siebie nie czują (trzymam stronę tych partnerów, którzy zostają w domu i zastanawiają się, czy druga połówka właśnie nie fantazjuje o tym, żeby dobrać się swojej przyjaciółce ze studiów do majtek na wakacjach, na których są sami). 

Oczywiście namiętność bierze górę, moralnie szczęśliwie, gdy i Aleks i Poppy są singlami, ale nieporozumienia, odległość no i oczywiście różnice charakterów robią swoje. 

Książka przewidywalna, nudna, udowadniająca, że nie ma czegoś takiego jak przyjaźń między kobietą a mężczyzną, bo zawsze pojawi się nawet 5% podtekstu seksualnego lub ciekawości "a co by było gdyby?". 

Poppy jak na dziennikarkę podróżniczą szwenda się tylko po knajpach, Aleks jako oczytany fan siłowni jest ucieleśnieniem maślanego ideału i człowiek czeka na coś ciekawego w tej fabule, tylko po to, żeby doczekać się jedynie podziękowań od wydawnictwa za wysłuchanie audiobooka. Żenada - nawet przy założeniu, że to lektura na leżak. 

Biję się z myślami, czy oglądać film - wbrew pozorom może być lepszy niż książka, bo poprzeczka leży na ziemi. Widzieliście? Czytaliście? Co sądzicie? 

18:26:00

Wisteria

Wisteria

Spodziewałam się, że połknę tę książkę w kilka dni, że będzie trzymała tak przyzwoity poziom, jak pierwsze dwa tomy. Belladonna (klik - recenzja!) była przecież świetnym romantasy z gotyckimi tajemnicami i balami maskowymi. Foxglove (klik - recenzja!) w sumie też trzymało poziom i stanowiło dobre domknięcie fabuły. Ale trzeci tom mogliśmy sobie już odpuścić. 

Tytuł: Wisteria
Tytuł oryginału: Wisteria

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska 

Rok: 2024 / 2025
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8387-615-3

Signa i Śmierć - czyli najważniejsze postacie dwóch poprzednich tomów - są tutaj bohaterami drugoplanowymi. Autorka postanowiła, że tym razem skupi się na historii Blythe - kuzynki, która poważnie chorowała w drugim tomie i wplątała się w małżeństwo z aroganckim Arisem, który jest personifikacją Losu. 

 

Ich wspólne pożycie zaczyna się oczywiście od uszczypliwości, obelg, robienia sobie na złość - no czysta wojna. Z czasem jednak, im więcej poświęcają sobie uwagi, dostrzegają, że każde ma swoje własne zmartwienia, bolączki, ale i pozytywne cechy charakteru. Zrozumienie prowadzi do rozejmu, a w między czasie pojawia się też iskra bardziej fizyczna. No klasyczne enemies to lovers i retelling Pięknej i Bestii. 

Przecież to bardzo chwytliwe motywy, wręcz moje ulubione, co zatem mogło pójść nie tak? Styl jest lekki, ale może właśnie zbyt powierzchowny. Chemia między bohaterami niby rozwija się podręcznikowo, ale w ogóle nie umiałam się wczuć w tę relację. Trochę mamy pobocznych intryg, ale one nic nie wnoszą w fabułę, więc warsztatowo książka leży. 

Końcówka za to (czyli jakieś 50 stron, które powinno mnie z butów wyrywać) jest oczywiście przewidywalna i przez to nudna jak flaki z olejem. Musiałam się wręcz zmuszać, żeby doczytać książkę do końca i tylko kilka ostatnich zdań epilogu uratowało sytuację.

Dobry spin-off nie jest zły, ale ten w ogóle nie musiał powstawać - wystarczyło domknąć historię Signy i Śmierci w dwóch książkach i przejść do innych projektów. Jeśli docelowym czytelnikiem jest 16latka, która wciągnie całą pozycję w weekend, to spoko, szanuję, ale mnie książka pozostawia z dużym niedosytem.  

14:20:00

Błękitny zamek

Błękitny zamek

Przeczytałam w wakacje Anne z Zielonych Szczytów, czyli nowe tłumaczenie ukochanej Ani z Zielonego Wzgórza (tutaj recenzja - klik!). Mniejsze udomowienie i oddanie oryginałowi nie zmieniły mojej miłości do rudowłosej marzycielki! Zatem co mogło pójść nie tak przy współczesnym przekładzie innej uwielbianej przeze mnie książki? Oj, dużo!

Tytuł: Błękitny zamek
Tytuł oryginału: The Blue Castle

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumacz: Kaja Makowska

Rok: 1926 / 2025
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-68367-79-9

O tym, jak ważna była postać Joanny (teraz Valancy) może świadczyć fakt, że umieściłam jej przygody w poście sprzed 10 lat, gdzie wymieniałam "10 książek, które odmieniły moje życie" (klik!). Tytuł ten zresztą też czytałam po raz ostatni 10 lat temu (znalazłam starą recenzję tutaj!) i recenzja nadal dobrze oddaje moje uwielbienie. 


 

Valancy ma 29 lat i bezlitośnie wytyka się jej staropanieństwo. Matka i ciotka tłamszą ją i ganią za najdrobniejsze przewinienia. Jedyne ukojenie od szarej rzeczywistości i docinek rodziny Valancy znajduje w książkach przyrodniczych i swojej wyobraźni. Jednak emocjonalne nieszczęścia to nic w porównaniu z chorobą serca, która coraz bardziej jej dokucza. 

W wielkiej tajemnicy udaje się do lekarza i otrzymuje druzgocącą diagnozę. I nie dość, że nigdy nie żyła tak naprawdę, to teraz zostało jej zaledwie kilka miesięcy tej udręki. Ponieważ Valancy ma w gruncie rzeczy wesołą naturę i bystry umysł, postanawia nie tylko zrobić w końcu coś dla siebie, ale także coś dobrego dla innych. 

Po przekomicznej awanturze rodzinnej główna bohaterka wyprowadza się z domu, żeby zajmować się chorą przyjaciółką z dzieciństwa. Uczy się żyć pełną piersią, robić to, na co ma ochotę, a nawet kochać bezgranicznie człowieka, na którym całe miasteczko wiesza psy. 

Na Instagramie pewnie widzieliście moje święte oburzenie tym, że pojawiły się pewne akapity, które zaczęły przedstawiać fabułę w innym, bardziej rozbudowanym kontekście i że niektóre cechy osobowości głównej bohaterki dużo wyraziściej wychodzą na światło dzienne. Już na tym etapie czułam złość do tłumacza wersji, którą wszyscy do tej pory czytali, bo jak to tak sobie wyrzucać żarty czy opisy, które poddajemy własnej cenzurze?

Ale moi kochani, jak doszłam do rozdziału, którego W OGÓLE NIE BYŁO w poprzedniej wersji, to myślałam, że się wścieknę! Klauzula sumienia? Cenzura? Własna wizja artystyczna? Co to do cholery ma być? Poprzedni tłumacz po prostu stwierdził, że nie pasuje mu cały rozdział do jego wizji fabuły? To niech napisze własną książkę, a nie wycina ogromne fragmenty tekstu z oryginału, który ma PRZETŁUMACZYĆ! 

Cały czas szaleje mi ciśnienie... Jeśli kochacie Błękitny zamek, koniecznie przeczytajcie nowe tłumaczenie, bo okaże się że dostaniecie opowieść mniej infantylną niż do tej pory. Jeśli natomiast pierwszy raz słyszycie o Valancy, to polecam z całego serca! Od razu skoczy Wam poziom romantyzmu we krwi i osłodzicie sobie zimowy wieczór!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy.

13:04:00

Kiedy wykluł się księżyc

Kiedy wykluł się księżyc

Czy w końcu dostałam smoki? Tak! Czy była chemia? Tak! Czy po dwóch miesiącach od otrzymania książki pochłonęłam całe 700 stron? Też jestem zdziwiona! Ale zastój czytelniczy pokonany!

Tytuł: Kiedy wykluł się księżyc
Tytuł oryginału: When the Moon Hatched

Autor: Sarah A. Parker
Tłumacz: Piotr Kucharski

Rok: 2023 / 2025
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8387-525-5

Raeve jest skrytobójczynią związaną z rebeliantami, którzy przeciwstawiają się krwawym rządom króla. Jest świetna w swoim fachu, ale też brutalna, pełna żalu i żądzy zemsty. To sprawia, że potrafi czasem być nieostrożna.

Pewnej nocy, wykonując kolejne zadanie, spotyka mężczyznę, co do którego nie wie, czy będzie zagrożeniem, czy po prostu zwykłą przygodą, na która mogłaby sobie pozwolić po wykonaniu polecenia rebeliantów. Gdy wpada w tarapaty, które grożą jej osądem za liczne morderstwa i publicznym straceniem, szybko okazuje się, że tajemniczy mężczyzna może zaoferować pomoc. Ale Raeve nie ufa obcym.


Autorka z Nowej Zelandii stworzyła wszechświat w którym fae żyją dłużej niż przeciętny człowiek i potrafią słuchać żywiołów oraz naginać je do swojej woli. Gdzie największym honorem i umiejętnością jest wykradzenie i zauroczenie nowo wyklutego smoka. Gdzie zdeprawowani królowie gnębią poddanych, ale nieliczni sprawiedliwi nie mają szans w otwartej wojnie. Gdzie cykle Aurory wyznaczają upływający czas. To naprawdę dopracowany świat, w którym chce się spędzić jak najwięcej czasu!

Ale żeby się w niego zagłębić trzeba pokonać dość wymyślny język – w wielu recenzjach spotkałam się z tym, że mamy zbyt wybujałe metafory, że brakuje prostych zdań. Ale no halo! Z biegiem fabuły autorka trochę odpuszcza, ale przecież zanurzamy się w fantastycznej krainie, nie widzę nic złego w tym, że Parker od razu daje nam znać, że będzie wyjątkowo! Jeśli młodych czytelników drażnią zdania złożone i bajeczne porównania, to mamy przekichane jako społeczeństwo.

Wracając do książki! Oczywiście, że są momenty! I całkiem smacznie opisane – jeśli ktoś się krzywi na wilgoć i twardość, to się zdziwi w dorosłym życiu… Napięcie narasta w dobrym tempie i jest to satysfakcjonujący opis (dostajemy więcej niż urywany akapit). Przecież czekamy tyle rozdziałów, żeby ten mężczyzna o wielkim, silnym, pęczniejącym, gorącym… ekhm.. sercu! tak, sercu zbereźnicy! okazał się dobrym władcą, nieustraszonym wojownikiem i czułym kochankiem!

Tylko, że mam dwa ‘ale’! Raeve w pewnym momencie z dość wulgarnej, bezczelnej i nieustraszonej dziewczyny (ok, jest w sumie jak krnąbrna nastolatka) przeistacza się w kobietę, która miesiąc siedzi w lesie i ceruje poszewki na poduszki – liczyłam, że wątek utraty pamięci będzie jakoś inaczej rozwiązany. W ogóle uważam, że ta postać to najsłabszy element całej książki. Drugim problemem jest porzucenie wątków, które wydawało się, że będą tworzyły podstawę historii, a gdzieś po drodze się rozmyły. Chociaż nie powiem, książka wraca do politycznych i sukcesyjnych kwestii na sam koniec, zachęcając, by czekać na drugi tom.

Podsumowując – są smoki, jest kawał przyjemnej fantastyki, chemia między bohaterami 10/10, chciałoby się więcej głębi w fabule, ok. Ale jeśli romantasy to Wasze klimaty, to czytać! Ja właśnie takiej książki teraz potrzebowałam.

17:29:00

Niebezpieczne związki

Niebezpieczne związki

Powieść w całości składająca się z listów. Debiut, arcydzieło, a jednocześnie jedyna książka napisana przez autora. Słynne ekranizacje, zepsucie, zagrywki psychologiczne i żądze cielesne. To tak w kilku zdaniach! A o co dokładnie się rozchodzi?

Tytuł: Niebezpieczne związki
Tytuł oryginału: Les Liaisons dangereuses 

Autor: Pierre Choderlos de Laclos
Tłumacz: Tadeusz Boy-Żeleński

Rok: 1782
format: audiobook

Ile wokół tej książki krzyków niezadowolenia - że nudna, że same listy, że niemoralna i gorsząca. I wyobraźcie sobie, że takie same opinie pojawiają się u nas od mniej więcej stu lat (książkę po raz pierwszy wydano w Polsce w 1912 r.). Oznacza to chyba, że ciągle budzi emocje, bo treść jest wyborna!

 

To książka o manipulacji, pokusach i żądzach, obraz francuskiej arystokracji, która jest jednocześnie znudzona i niezaspokojona oraz naiwna i dewocyjnie pobożna. Wyrachowana sztuka uwodzenia jest przeciwstawiana niewinnej miłości. Intrygi i pożądanie, zaufanie i prawdziwe, głębokie uczucia - wszystko przeplata się na kartach listów wymienianych między bohaterami. 

Literacko jest to zabieg świetny, ponieważ dostajemy żywiołowy opis uczuć każdej z postaci, a wydarzenia są tak jasno relacjonowane, jak w przypadku standardowej narracji. Jedyne, do czego mam zastrzeżenia, to notka na końcu książki, że nie wszystkie listy zostały przetłumaczone... jakby tłumacz miał prawo wybierać! To jest niesmak na skalę Ireny Tuwim...

Główna rozgrywka toczy się między wicehrabią de Valmont a markizą de Merteuil. Aby wrócić do łask tej ostatniej, de Valmont zgadza się na towarzyską rozgrywkę uwodzenia Cecylii de Volanges i prezydentowej de Tourvel. Obie słyną z cnotliwości i nieskalanej reputacji. Tym bardziej podbicie serc, no i nie tylko (nie oszukujmy się! toż to Francja, libertynizm!) ma stanowić wyzwanie. 

Problemem staje się urażona duma, ambicje, poboczne rozgrywki, wyrafinowanie i to, co najbardziej zgubne - prawdziwe, czyste uczucie. Zakończenie jest odpowiednio dramatyczne i sprawiedliwe (na tyle, na ile czujemy satysfakcję z niektórych wątków). 

Wstyd się przyznać, że nie widziałam najgłośniejszej ekranizacji tej powieści (1988) z całą masą gwiazd: Glenn Close, John Malkovich, Michelle Pfeiffer, Uma Thurman i Keanu Reeves to chyba niemało? Plus 3 Oscary w puli. Do nadrobienia!

Ale film, który zmienił chemię mojego mózgu to oczywiście bardziej współczesna wersja tej opowieści, czyli Szkoła uwodzenia (1999). Dlatego pisałam na Instagramie, że jeśli ten film nie zniszczył Was w młodości, to nie możemy się przyjaźnić! Kaseta VHS odtwarzana zbyt często, by uznać to za przyzwoite! Nie żałuję niczego i koniecznie muszę obejrzeć teraz oba te filmy! 

A książkę polecam, jeśli jesteście otwarci na coś więcej niż obyczajówki pisane na jedno kopyto i top 10 z empiku!

12:47:00

Towarzystwo Jane Austen

Towarzystwo Jane Austen

Kolejna spontaniczna zdobycz biblioteczna, którą w sumie pomyliłam z innym tytułem! Byłam przekonana, że widziałam w internecie fragment adaptacji, a po lekturze dopiero zorientowałam się, że na podstawie tej książki jeszcze nic nie powstało (chociaż serial jest w planach).

Tytuł: Towarzystwo Jane Austen
Tytuł oryginału: The Jane Austen Society

Autor: Natalie Jenner
Tłumacz: Katarzyna Malita

Rok: 2020/2023
Wydawnictwo: Świat Książki
ISBN: 978-83-659-2818-4


Akcja książki rozgrywa się krótko po II Wojnie Światowej w małej miejscowości, w której słynna pisarka spędziła ostatnie lata życia. Rolnik, który poświęcił wszystko dla rodziny i majątku, młoda i ambitna nauczycielka, ostatnia przedstawicielka rodu spokrewnionego z bratem Jane Austen, adwokat, głodna wiedzy służąca, lokalny doktor i wielka gwiazda Hollywood. Wydaje się, że nic nie może łączyć tak odmiennych osobowości. Nie dość, że różnią się wiekiem, wykształceniem i pochodzeniem, to prezentują całkiem różne temperamenty. Ale ich wspólna miłość do powieści Jane Austen stanowi świetny początek relacji, o których nawiązanie by się nie podejrzewali. Bo w imię ochrony książek, pamięci i dziedzictwa, są w stanie wyjść ze swoich stref komfortu i podjąć dość trudne życiowe decyzje – zwłaszcza, że każdy poniósł już straty – zarówno w obliczu wojny, jak i tragedii życia codziennego.

Może postacie nie są wybitnie głębokie – wiemy, kto jest zły, do jednego czy dwóch pozostałych bohaterów możemy mieć wątpliwości. Ale jednak jest to ciepła opowieść o trosce, przyjaźni i miłości. Jenner może nie stosuje tutaj jasno rozumianego retellingu, ale doskonale widzimy, które postacie powielają schemat relacji z Perswazji czy Dumy i uprzedzenia. Ale nie wydaje mi się, żeby to stanowiło problem dla miłośników oryginałów!

To przyjemny romans, trochę powieść obyczajowa. Nic pompatycznego, ale poprawi Wam humor, jeśli lubicie oba te gatunki. Fabuła na koniec trochę gna, ale posłowie z ciekawostkami historycznymi wynagrodzi pośpiech. Autorka wyjaśnia na przykład, że wszystkie postacie to fikcja, ale miejsca jak najbardziej się zgadzają. A prawdziwy dom w Chawton został kupiony i przerobiony na muzeum i bibliotekę przez założycieli Cisco Systems – myślę, że większość pracowników korporacji wie, co to za ustrojstwo, bo bez niego nie moglibyśmy wykonywać codziennych obowiązków 😃 Więc nawet jeśli jesteście rozważni w pracy, to po godzinach jak najbardziej możecie być romantyczni!

19:44:00

Córy ziemi

Córy ziemi

Bardzo chciałam zacząć przygodę z tą autorką od tytułu Las zna twoje imię, ale akurat ktoś ją już zwędził z biblioteki. Postawiłam więc na mniej popularny tytuł i moje uczucia podczas lektury zmieniały się średnio co sto stron!

Tytuł: Córy ziemi
Tytuł oryginału: Las hijas de la tierra

Autor: Alaitz Leceaga
Tłumacz: Jerzy Żebrowski

Rok: 2019 / 2021
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 978-83-8215-417-7

Zaczęło się świetnie - trzy siostry rzekomo noszą w sobie diabła. Wszyscy w małym hiszpańskim miasteczku wiedzą, że są opętane, bo są rude, leworęczne, wraz z ich urodzeniem w miasteczku zaczęła panować susza i nieurodzaj, a z plantacji winogron przecież zysk czerpie cała społeczność. Dodatkowo choroba jest dziedziczna i wszystkie kobiety z rodu Veltran-Belasco kończą tragicznie. Najczęściej z winy ciotek-dewot, nieudanych egzorcyzmów lub mężczyzn tyranów. Ale to historia stara jak świat. 


 

Gloria, najstarsza z sióstr próbuje walczyć z przytłaczającym poczuciem winy, niezdrową relacją z bratem bliźniakiem, ale przede wszystkim z wpojonym przekonaniem, że wszystkie kobiety z jej rodziny są szalone. Dopiero z czasem dociera do niej, że jedynymi demonami w jej życiu są mężczyźni wykorzystujący kobiecą niemoc i niewidoczną pozycję w społeczeństwie. 

Gdy ojciec, głowa rodu, zaczyna prowadzić interesy z winiarzami z Francji, Gloria siłą rzeczy nawiązuje nowe relacje i utwierdza się w przekonaniu, że musi zacząć walczyć o swoje. Zarówno w domu, jak i w miasteczku, którym rządzi chory z ambicji burmistrz. 

Trup pada gęsto, przygody sióstr rozciągnięte są na lata, nowe postacie i nowe wątki dodają smaku zwrotom akcji i książkę czyta się w końcu jednym tchem. Jako kobiety, jesteśmy zawsze głodne opowieści o zdobywaniu niezależności, miłości, poświęceniu i zwycięstwie. Choć opowieść umiejscowiono w końcówce XIX w., niektóre motywy i prawdy są wiecznie żywe, nawet gdy mamy prawo głosu i zajmujemy stanowiska kierownicze. 

Zatem fabuła nie rozczarowuje! Prawdę mówiąc miałam wrażenie, jakbym zagłębiała się w filmową historię, którą już kiedyś widziałam, ale nie znalazłam żadnej wzmianki o adaptacji tego tytułu. 

Gorzej jednak z warsztatem literackim. Autorka ma tendencję co trzy strony powtarzać raz już wygłoszony dialog, jakby była bardzo dumna z wymyślonego konceptu. Plus jest taki, że w połowie książki odczuwamy różnicę - chyba w tym miejscu zatrudniono redaktora, bo irytujące powtórzenia znikają, a tekst staje się bardziej płynny.

Inny problem to postacie, które nie są autorce szczególnie potrzebne do fabuły - są one skrupulatnie pomijane, tak jakby nie żyły w tym samym domu / miasteczku co główne bohaterki i nie miały wpływu na ich czynności. Lub są po prostu uśmiercane. Przypomina to jakieś young adult, gdzie postać rodzica jest pominięta, a główny bohater żyje w autonomicznej próżni i wchodzi w interakcje tylko z wybranymi postaciami. Dziwne to i zarazem dość przewidywalne, jak zorientujemy się w schemacie. 

Ale wydaje mi się, że jak dacie książce szansę, to nie powinna Was rozczarować. Co ciekawe, na portalach czytelniczych ma wyższe oceny niż wspominany na początku tytuł, którego szukałam. Dla mnie sięgnięcie po literaturę hiszpańską było wyjściem ze strefy komfortu i czuję, że dobrze zrobiłam, bo opowieść zrekompensowała niedociągnięcia techniczne.

22:04:00

Foxglove

Foxglove

Pamiętacie, jak pisałam o Belladonnie (no jak nie, jak tak? tutaj link do recenzji!)? Moje zamiłowanie do trujących roślin i gotyckich powieści znalazło ujście w tej powieści. Ale czy drugi tom trzyma poziom?

Tytuł: Foxglove
Tytuł oryginału: Foxglove

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
ISBN: 978-83-8319447-9

Pierwszy tom zakończyliśmy chwilą napięcia i fabuła kontynuacji nie zwalnia ani na chwilę. Nowe intrygi, nowe postacie, nowe zdolności! Chociaż Signa odkryła swoje przeznaczenie, zagadkowa postać Losu nagle robi wszystko, by pokrzyżować jej plany i odzyskać dawno utraconą miłość. 

Śmierć - czuły kochanek - nagle może stracić swoje szczęście, rodzina głównej bohaterki może uszczuplić się o kolejnego członka, tym razem skazanego na stryczek, a sama dziewczyna musi wybierać między relacjami, które łączą ją z otoczeniem. 

Suknie balowe, tajemnicze cienie wypełzające z kątów, nadprzyrodzone zjawy i konflikty bardzo bliskie ludzkiej naturze. 

Jak na kontynuację, czyta się tę pozycję bardzo dobrze, ale wiele wątków wymagałoby dopracowania. Zakończenie książki chyba pozostawiło więcej pytań niż odpowiedzi, niektóre konflikty rozwiązywane są jednym zdaniem, a inne (te mniej wciągające) rozciągają się na całe rozdziały. 

Signa nie nabrała głębi, ale nie dlatego po taką książkę się sięga. Chociaż pikantnych momentów jest tu chyba nawet mniej niż w pierwszym tomie. 

Nie złoszczę się nawet na pozostawienie oryginalnego tytułu, bo jako nazwa posiadłości Foxglove brzmi lepiej niż polska naparstnica. 

Zatem jeśli urzekła Was Belladonna, ten tytuł na pewno jest na liście obowiązkowej. W pewnym stopniu trzyma poziom, ale chciałoby się więcej - lepszego dopracowania fabuły i postaci. 

08:39:00

Belladonna

Belladonna

Czy mam coś idealnego na spadek romantyzmu we krwi? Oj, tak! Czy była to powieść wybitna? Oj, nie. Ale spełniła swoją rolę i rewelacyjnie umiliła czas!

Tytuł: Belladonna
Tytuł oryginału: Belladonna

Autor: Adalyn Grace
Tłumacz: Danuta Górska

Rok: 2023
Wydawnictwo: Uroboros
format: audiobook / empik Go

Signa ma nietypowe zdolności - zawsze, gdy ktoś w jej pobliżu umiera jest w stanie zobaczyć Śmierć - postać owianą mrokiem i chłodem, ponurego żniwiarza, który jest odpowiedzialny za odbieranie dusz z tego świata. 


Problemem jednak nie jest sama zdolność dostrzegania tej nadprzyrodzonej postaci, ale fakt, że trup ściele się gęsto przez całe dzieciństwo i nastoletnie lata dziewczyny. Ponieważ jej rodzina zmarła nagle i pozostawiła po sobie olbrzymi majątek, który ma przejść w ręce dziewczyny, gdy będzie na tyle dorosła, aby wkroczyć również na salony, okazuje się, że poszczególni opiekunowie za nic mają zdrowie i samopoczucie dziewczyny, a skupiają się na jej dobrach materialnych. 

W końcu jednak Signa trafia do Thorn Grove, dworu który owiany jest złą sławą. Tajemnicze zgony, rozpustne imprezy i rodzina pełna tajemnic. Signa dochodzi do wniosku, że tym razem zrobi wszystko, co w jej mocy, aby tym ludziom nie stała się krzywda. Nie wie jeszcze tylko czy Śmierć jej w tym pomoże, czy stanie na przeszkodzie. Ale ta postać intryguje, przeraża i wzbudza w dziewczynie całkiem nowe uczucia...

Chociaż główna bohaterka jest raczej płasko skonstruowaną postacią, to fabuła ma świetny potencjał. Budzące się namiętności są odpowiednio wyważone, intryga się rozwija w idealnym tempie, w końcu dostajemy zbliżenia (opisane w niewulgarny sposób!) i piękną obietnicę drugiego tomu! Miałam wypieki, bo to przyzwoite young adult, fantastyka i romans w jednym!

16:38:00

Dewajtis

Dewajtis

Jestem wybrednym czytelnikiem. Jeśli chodzi o powieść pozytywistyczną – znienawidzoną w liceum przez obrzydliwie nudne teksty Prusa i Żeromskiego – gdyby ktoś mnie spytał, czy lubię ten nurt, pewnie powiedziałabym, że absolutnie nie (tak, wiem, tworzyli w różnych nurtach, ale wrzucam ich do podobnego worka z lekturami nudnymi jak flaki z olejem). Ale że w domu pasjami czytało się Rodziewiczównę (sama pochłaniałam ją już w podstawówce!), to ogólna odpowiedź byłaby całkiem odmienna.

Tytuł: Dewajtis
Autor: Maria Rodziewiczówna

Rok: 1889
Wydawnictwo: Atena
ISBN: 83-900246-0-8

Na Instagramie wrzucałam relacje, że oglądam serial – tak, wiem, produkcja TVP, trochę moralnie miałam problem, że podbijam im oglądalność, ale to była bardzo dobra adaptacja! Naprawdę, aktorzy byli dobrze dobrani i fabuła, a nawet dialogi były wierne książce! Przez 7 tygodni regularnie siadałam przed telewizorem (co mi się nie zdarza) i pochłaniałam odcinek za odcinkiem. Nie ma się zatem co dziwić, że szybko wróciłam do oryginału, żeby jeszcze bardziej chłonąć historię Marka Czertwana.



Marek jest pracowity, cichy i spokojny. Ponad wszystko kocha Żmudź i ziemię, o którą dba od najmłodszych lat. Jego despotyczny ojciec, umierając, narzuca na niego jednak dodatkowe brzemię – opiekę nad Poświciem, posiadłością, którą rodzina Czertwanów opiekuje się pod nieobecność prawowitych właścicieli. Chłopak chce się ustatkować, poślubić ukochaną Martę, zająć własną ziemią i pracować w końcu, po latach, dla siebie. Ostatnia wola ojca jednak jest dla niego świętością. I choć los nie jest dla niego łaskawy (dziewczyna, w której się kochał od lat nie chce czekać i postanawia poślubić kogoś innego, przyrodni brat trwoni pieniądze, a złośliwa macocha nie dba o niewygody Marka), chłopak znosi wszystkie nieszczęścia z pokorą i honorem.

Los się dla niego odmienia, gdy z Ameryki przyjeżdża Irena Orwid, prawowita właścicielka Poświcia. Początkowo uszczęśliwiony Marek (przecież zostanie zwolniony z obowiązku opieki nad cudzym majątkiem) doświadcza jeszcze większych krzywd.

I oczywiście, praca, umiłowanie i szacunek do ziemi tworzą podstawy dydaktycznej powieści o wysiłku zmagania się z okrutnym losem. Symbolika tytułowego Dewajtisu, czyli starego dębu, stanowi podstawę tradycji i wytrwałości. Znajdziecie tu podobieństwo zarówno do Nad Niemnem Orzeszkowej, ale też do męskiej wersji Kopciuszka, który „lekceważony i poniżany, na tle innych ostatecznie ukazuje swą wartość i otrzymuje w nagrodę kochaną kobietę oraz wielkie dobra materialne będące jego wyłączną zasługą” (cyt. za Anną Martuszewską).

Ale przede wszystkim, jeśli szukacie pięknej powieści, ze świetnie poprowadzonym wątkiem romantycznym, polecam bardzo! Tylko nie zniechęcajcie się do języka! Jak już przebrniecie przez pierwsze 20 stron, zobaczycie, że warto czytać dalej! Jest tam mnóstwo pięknych opisów i zabawnych postaci, które ożywiają pozornie trudną lekturę.


12:20:00

Miłość w Krainie Czarów

Miłość w Krainie Czarów

Zbliżają się Święta, więc pewnie będziecie szukać literackich inspiracji na ten magiczny, ale chłodny czas. Nic się nie martwcie, już ruszam z pomocą!

Tytuł: Miłość w Krainie Czarów
Tytuł oryginału: Love in Winter Wonderland

Autor: Abiola Bello
Tłumacz: Łukasz Małecki

Rok: 2023
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08336-9

Wiecie, że i mnie czasem spada poziom romantyzmu we krwi. Ale gdy tylko zobaczyłam opis książki, byłam nią szczególnie zainteresowana - Londyn, księgarnia i dwójka wrogo do siebie nastawionych młodych dorosłych (uwielbiam motyw enemies to lovers, więc się nie dziwcie!). 

Trey to przebojowy przystojniak. Ma tysiące obserwatorów na Instagramie, jest otwarty, wygadany i chodzi z jedną z najbardziej popularnych dziewczyn w college'u. Niewiele osób jednak wie, że po szkole pomaga w rodzinnej księgarni, która ostatnio mocno podupadła. W okolicy pojawiła się sieciówka, która oszałamiającymi promocjami zwabia większe rzesze klientów. 

Ariel jest cichą artystką, wiecznie ubrudzona farbą, zmaga się z nieśmiałością i kompleksami. Ale ma za to wielkie serce. Ze wszystkich sił stara się dostać do wymarzonej szkoły plastycznej, ale bez stypendium i dodatkowych środków będzie jej bardzo trudno. Wpada więc na pomysł zatrudnienia się w Krainie Czarów - małej, lokalnej księgarni. 

Dwie różne osobowości, imprezowicz i skryta malarka, bożyszcze szkolnej śmietanki towarzyskiej i dziewczyna, która obserwuje wszystko z ubocza. Od samego początku będą się ze sobą ścierać. Ale może wspólny cel ich zbliży?

Świetnie napisana książka o pokonywaniu barier, o wspieraniu lokalnej społeczności, o kreatywności i przełamywaniu uprzedzeń. Ciepło może na Was spłynąć nawet w najbardziej mroźne dni roku, a solidarność bliskich ludzi odbuduje każdą pewność siebie. 

Oprócz tego, że jest to romantyczna opowieść z przyzwoicie stworzonymi postaciami, to autorka przygotowała dla Was dodatkową gratkę. Ponieważ rozdziały na zmianę pisane są z perspektywy Treya lub Ariel, to każdy z nich jest zatytułowany świąteczną piosenką. Na okładce znajdziecie kody QR z playlistami, żeby dodatkowo podkreślić klimat świątecznej lektury! Świetny pomysł! 

A skoro już jesteśmy przy okładce... Gorąco zachęcam Was do przeczytania tego, co znajdziecie na skrzydełku. Moja własna, osobista, płynąca prosto z rudego serca rekomendacja! Bo czy tytuł książki nie pasuje idealnie do tego profilu? 

Za egzemplarz recenzencki i zaczarowaną współpracę dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!



13:03:00

Księga czarownic

Księga czarownic

Miałam ogromną ochotę przeczytać książkę o czarownicach. Doprecyzujmy, dobrą książkę o czarownicach! Na pierwszy ogień wzięłam Godzinę czarownic Anne Rice, ale po jakichś 150 stronach poddałam się - fabuła w ogóle się nie rozwijała. Postanowiłam poczekać na serial. Drugie podejście było do Księgi czarownic, o której ekranizacji też dużo słyszałam. Czy było dużo lepiej?

Tytuł: Księga czarownic
Tytuł oryginału: A Discovery of Witches

Autor: Deborah Harkness
Tłumacz:Paulina Braiter, Michał Jakuszewski, Grzegorz Komerski, Wojciech Próchniewicz, Anna Reszka, Małgorzata Strzelec

Rok: 2019
Wydawnictwo: MAG
ISBN: 978-837480-567-4

Diana jest czarownicą, która od dzieciństwa stara się nie używać swoich mocy. To właśnie przez ich nadmiar jej rodzice zginęli w niewyjaśnionych okolicznościach. Starając się oddać czynnościom w 100% ludzkim postanawia zostać historykiem i badać średniowiecze - mozolnie i żmudnie przekopując się przez manuskrypty związane z alchemią. Jak widać nie do końca udaje jej się uciec przed tematyką związaną z magią. 


Pewnego dnia zamawia w bibliotece Oxfordzkiej manuskrypt, którego mocy nie podejrzewa, a co gorsza nie rozumie. Nie zdaje sobie także sprawy, że w noc przesilenia będzie w stanie odpieczętować księgę, na którą zakusy mają wszystkie trzy rodzaje istot magicznych - czarownice, demony i wampiry. 

Idiotycznie nieświadoma swoich zdolności, ani tego, jak cenna księga wpadła w jej ręce, Diana odsyła nonszalancko egzemplarz do zbiorów biblioteki. Niestety, machina ruszyła i cały magiczny świat zdążył się zorientować, że księga traktująca o początkach ich gatunków znów ujrzała światło dzienne. 

Matthew, jeden z wampirów zainteresowanych książką, zaczyna obserwować Dianę, aby zrozumieć, w jaki sposób udało jej się odblokować zaklęcia wiążące manuskrypt, zaczyna przejawiać równie niezdrowe zainteresowanie samą badaczką. 

Od słowa do słowa zawiązują sojusz, ponieważ Diana bezmyślnie pakuje się w kłopoty (również z czarownikami) i w końcu dociera do niej, że nie uniknie magii, która płynie w jej żyłach. 

Romans się rozwija w idiotycznie zatrważającym tempie. Chociaż książka ma jakieś 700 stron, więcej w niej opisów Oxfordzkiej biblioteki, tego co właśnie jedzą bohaterowie czy wkładają na siebie, zamiast autentycznie budować napięcie w relacjach. Nie czułam ani odrobiny chemii między postaciami. 


Książka kopiuje fabułę Zmierzchu i chociaż Diana ma mieć doktorat z historii, to jest tak samo nieogarniętą kretynką jak wszystkie nastolatki z romansów z wampirami. Przyznaję, że pierwsze 200 stron czyta się gładko, bo dopiero poznajemy bohaterów, ale później jest naprawdę tylko gorzej. 

To samo tyczy się warstwy językowej. Zauważyliście, ilu tłumaczy zabrało się za ten tytuł? Wygląda na to, że wydawnictwu bardzo zależało na szybkiej publikacji, ale rozbicie pracy między 6 tłumaczy było strzałem w kolano. Już od 12 strony w książce roi się od błędów, język jest niesystematyczny - przeskakujemy od archaicznego słownictwa po kolokwialne wtrącenia - i nie, nie dzieje się to w dialogach, które można wytłumaczyć długowiecznością wampirów. 

Ta książka niestety zalicza się do literackich niewypałów i wiem na pewno, że nie sięgnę po kolejne tomy. Serial obejrzę, przynajmniej kilka odcinków. Ale jeśli twórcy adaptacji nie wytonowali rozbuchanego ego i hormonów przy absurdalnej fabule i płaskich postaciach, to może się okazać, że szybko przełączę się na coś innego.

14:31:00

Czerwony notes

Czerwony notes

Lubię skakać po gatunkach. Po reportażu, horrorze, klasyce i fantastyce dla najmłodszych przyszedł czas na obyczajówkę. To miała być saga w stylu retro. Szwedzka powieść, która chwyci za serce i oczaruje wątkiem romantycznym. 

Tytuł: Czerwony notes
Tytuł oryginału: Den röda adressboken

Autor: Sofia Lundberg
Tłumacz: Ewa Wojciechowska

Rok: 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
format: audiobook

Główną bohaterką jest Doris, 96-latka, która od dzieciństwa zapisywała w czerwonym notesie nazwiska ludzi, których znała. U schyłku życia kobieta zaczyna wspominać najważniejsze osoby, które w jakiś sposób zapisały się w jej pamięci — zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.

Zaczyna od czasów dzieciństwa, kiedy po śmierci ojca matka oddaje ją w służbę do zamożnej damy. Los sprawia, że szybko wyjeżdża ona do Paryża i zabiera Doris ze sobą. Dorastająca dziewczyna błyskawicznie wpada w oko projektantowi mody i zostaje modelką, co pozwala jej poznać uroki Paryża, ale także miłość swojego życia. A później wybucha wojna…

Równolegle do historii z przeszłości poznajemy współczesne życie Doris — wszelkie problemy związane z tak sędziwym wiekiem, ale i relację z Jenny, wnuczką, której chce przekazać wszystkie sekrety swojego dotychczasowego życia. 

Tak nakreślona fabuła wydaje się ciekawa, wzruszająca i ciepła. Mnie ona niestety nie zachwyciła. Przygody Doris są absurdalne. Początkowo myślałam, że winą można obarczyć młody wiek bohaterki. Ale im starsza się staje, tym bardziej niedorzeczne decyzje podejmuje. Okazuje się zatem, że mamy do czynienia z głupią gęsią, która myśli tylko o sobie, a nie z postacią, na której rozwój możemy liczyć.

Jenny zresztą wcale nie jest lepsza. To niespełniona życiowo żona, matka trójki dzieci, która winą za swoją nijakość i brak werwy obarcza wszystkich dookoła. Jedyne co potrafi z siebie wykrzesać to niekontrolowane okrzyki w stylu: "Doris, nie umieraj, bardzo cię potrzebuję!".

"Targana wichrem czasów" idiotka i nieogarnięta legumina razem tworzą mieszankę płaczliwą, beznadziejną i irytującą. W książce absolutnie nie ma chemii i iskrzenia potrzebnego dla zbudowania emocjonującego romansu (którego jest tak mało w książce, że aż trudno to romansem nazwać), dialogi nic nie wnoszą do fabuły, a jak pokusicie się o przesłuchanie audiobooka, to Elżbieta Kijowska zaserwuje Wam tak płaczliwe i infantylne słuchowisko, że będzie Was skręcać w co drugim rozdziale (tylko w co drugim, bo wspomnienia czytane są przez Annę Szawiel).

Może to nie był odpowiedni czas na taką książkę. Może jest ona fatalnie napisana. Może to po prostu książka nie dla mnie. Ale na dzień dzisiejszy zdecydowanie nie polecam.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu W.A.B.

18:43:00

Bezpieczna przystań

Bezpieczna przystań
Po poprzedniej książce, która była literaturą przez duże L, sięgnęłam po coś lżejszego. Książka była wypożyczona dla innego członka rodziny, pomyślałam: „O.K., dam jej szansę”. No i nie do końca było warto. 

Tytuł: Bezpieczna przystań
Tytuł oryginału: Safe Haven

Autor: Nicholas Sparks
Tłumacz: Ewa Wojtczak

Rok: 2010/2011
Wydawnictwo: Albatros 
ISBN: 978-83-7659-362-3

Nicholasa Sparksa zna pewnie każdy. Jeśli nawet nie czytaliście jego książek, to na pewno widzieliście lub słyszeliście o którejś ich ekranizacji. Tak jak King jest najczęściej ekranizowanym pisarzem w gatunku powieści grozy, tak Sparks niewątpliwie ma tak samo zaszczytne miejsce jeśli chodzi o powieść obyczajową z dramatycznym romansem na pierwszym planie. 

Dawno dawno, w zamierzchłych czasach ogromnym sentymentem traktowałam film Pamietnik, który oczywiście jest ekranizacją książki Sparksa. Dopiero po jakimś czasie sięgnęłam po oryginał i pamiętam, że byłam nim niesamowicie zawiedziona. Chociaż to zdanie brzmi nieprawdopodobnie, to film był lepszy niż książka. 

Gdy odczuwam nagły spadek romantyzmu we krwi, oglądam ekranizacje Sparksa (nie wszystkie, oczywiście wolę te ze szczęśliwym zakończeniem), ale wśród nich znajduje się właśnie Bezpieczna przystań. Sięgnęłam po książkę, stawiając na pewnik. Będzie to lektura, która poprawi mi humor po doskonałych, ale dość bolesnych w odbiorze Miedziakach (link do recenzji: klik!). 

Małe nadmorskie miasteczko w Stanach Zjednoczonych, w którym wszyscy się znają. Mieszkańcy z otwartymi ramionami przyjmują tajemniczą młodą kobietę, która szuka domu i zatrudnienia. Katie szybko znajduje pracę w lokalnej restauracji i zaprzyjaźnia się z Alexem, właścicielem małego lokalnego sklepiku oraz nową sąsiadką.

Katie swoje już w życiu przeszła. Ucieka przed mężem, który znęcał się nad nią fizycznie i psychicznie. Jest dziewczyną o mrocznej przeszłości, ale ma wielkie serce, jest pracowita i sympatyczna. Mimo siły i sprytu, którymi wykazała się podczas ucieczki od zwyrodniałego partnera, jest jednak przede wszystkim krucha i potrzebuje opieki.

Alex jest wdowcem. Ma dwójkę małych dzieci i jest byłym wojskowym. Jest szlachetny, honorowy, silny, łagodny, inteligentny, wysportowany, szczodry, zabawny, przystojny (wstaw dowolną cechę charakteru księcia na białym koniu).

Widzicie już do czego zmierzam? Postacie są płytkie i sztampowe. Ona jest damą w tarapatach, a on oczywiście ma wszelkie cechy, których ona w mężczyźnie szuka. Cudownie się uzupełniają, chociaż boją się uczucia między sobą, bo Alex nie wie, czy może sobie pozwolić dojść do siebie po stracie żony, a Katie oficjalnie cały czas jest żoną innego mężczyzny, który oczywiście niedługo znów pojawi się w jej życiu. 
 
Jeśli czytaliście choć jedną książkę Sparksa, to doskonale wyczujecie, w którym kierunku zmierza fabuła i autor zaskoczy Was tylko fatalnym warsztatem i opisami tak cukierkowo słodkich wymian zdań, że co 20 stron będziecie się zastanawiali, czy warto się dalej tak męczyć.

Co więcej, znajdziecie tu religijno-mistyczno-spirytystyczne elementy, które są tak dziwne i tak nie pasują do ogólnego wydźwięku fabuły, że aż złapiecie się za głowę, skąd to się tu w ogóle wzięło i kto tak na dobrą sprawę jest docelową grupą odbiorczą autora. 

Na szczęście tego ostatniego wątku w ekranizacji w ogóle nie ma, więc jeśli dacie szansę fabule (a w filmie jest ona zdecydowanie lepiej przedstawiona i okrojona), to spędzicie o wiele lepiej czas. Przekonacie się, że życie daje drugą szansę i nigdy nie jest za późno na szczęście, niezależnie od tego, co wcześniej przeszliście. Ale książki po prostu nie czytajcie.

Wyświetl ten post na Instagramie.
Post udostępniony przez Redhead in Wonderland (@redhead_in_wonderland)
Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger