Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100 TYTUŁÓW BBC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 100 TYTUŁÓW BBC. Pokaż wszystkie posty

12:11:00

Pani Bovary

Pani Bovary

Głód na klasyczne pozycje nadal doskwiera! A że wyczytuję domową biblioteczkę, to sięgnęłam po tytuł, który po Annie Kareninie (recenzja tutaj!) chodził mi po głowie od kilku tygodni!

Tytuł: Pani Bovary
Tytuł oryginału: Madame Bovary

Autor: Gustaw Flaubert
Tłumacz: Aniela Micińska

Rok: 1857 / 1957
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
ISBN: brak

Chyba znowu nie ma co się rozwodzić nad fabułą - Emma Bovary jest postacią, którą utożsamiamy z cudzołóstwem, rozwiązłością i zgorszeniem. Ale jak się to wszystko zaczęło? 


 

Młody wdowiec, lekarz z malutkiej francuskiej miejscowości, zakochuje się w córce jednego ze swoich pacjentów. Panna kształcona w klasztorze, ale nie zmanierowana religijnie, zaczytująca się romansami, ale ucieleśnienie cnót, piękna, bystra i wydawałoby się, odwzajemniająca uczucie. A że małżeństwu przychylny jest ojciec, szybko dochodzimy do ślubu. 

Emma jednak, chociaż pozornie pasuje do powyższego opisu, skrywa ambicje i marzenia, które szybko zderzają się z nową rzeczywistością. Samo wesele wcale nie jest wystawne, a raczej prostackie i wiejskie. Mąż, chociaż ją uwielbia aż do przesady, wcale nie spełnia jej oczekiwań - jest nudny, nijaki i pospolity. Życie w małej społeczności nie zapewnia rozrywek, nie sprzyja rozwijaniu ambicji, wręcz mierzi naszą bohaterkę. 

Dlatego kobieta ucieka w świat marzeń, raz rzuca się w wir religijnych uniesień, raz odgrywa przykładną żoneczkę, ale ostatecznie to w zdradzie odnajduje tę pasję i adrenalinę, której codzienne życie nie zapewnia. Szybko okazuje się jednak, że nawet w rozwiązłości kryje się nuda, relacje z kochankami stają się toksyczne, a sieć kłamstw doprowadza Emmę także na skraj bankructwa!

Chociaż nie trzymamy za nią kciuków i także w obecnych czasach potępiamy zdradę, to Flaubert stworzył świetną postać - w ironiczny sposób pokazuje każde zderzenie marzeń z rzeczywistością, każde zachłyśnięcie się niby to wyższymi sferami i emocjami w kontraście z dawniejszymi jeszcze obyczajami, każdą próbę rozniecenia namiętności zestawia z wypalającym się uczuciem i brutalną nudą związku. 

Oczywiście 'momentów' tutaj nie ma, ale doskonale wiemy, dlaczego książka została wpisana na listę ksiąg zakazanych. Jest tam też sporo wprost wyrażonej krytyki samego kościoła, więc nie tylko o rozwiązłość i lekkie obyczaje tutaj chodzi!

Jak pisałam na Instagramie, miałam wyobrażenie o świecie wielkiej francuskiej arystokracji, a dostajemy małe francuskie miasteczko, w którym nazbyt rozbuchane emocje i oczekiwania jeszcze bardziej dają się we znaki głównej bohaterce. 

A jeśli chodzi o samo wydanie - przedmowa Jana Parandowskiego daje tutaj również szczególny kontekst życia i twórczości autora - bez zagłębiania się w fabułę dostajemy szerszy kontekst powstawania dzieła, ale też wzloty i upadki związane z publikacjami innych tytułów. Zatem naprawdę warto sięgać po starsze wydania  i to nie tylko z sentymentu, że pół rodziny trzymało tę samą książkę w rękach 💜

15:29:00

Moby Dick

Moby Dick

Oj, ciągnie w tym roku do klasyki! W tamtym roku zaniedbałam trochę moją listę 100 tytułów BBC, ale nadrabiam jak mogę. Nawet tytuły, po które obawiałam się sięgnąć. 

Tytuł: Moby Dick
Tytuł oryginału: Moby Dick; The Whale

Autor: Herman Melville 
Rok: 1851
Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook

Klasyka literatury amerykańskiej, o której słyszeli wszyscy i doprawdy, chyba trudno powiedzieć o tej książce coś nowego. Choć narracja jest prowadzona przez Izmaela, który postanawia przez ciekawość wyruszyć na wyprawę wielorybniczą, to tak naprawdę kapitan Ahab najbardziej przyciąga uwagę czytelnika. Tajemniczy, na wpół obłąkany dowódca szybko pokazuje, że głównym celem jego podróży jest chęć zemsty na tytułowym białym kaszalocie, który go okaleczył. 

 

Moby Dick, choć dość upiorny postrach mórz i nieuchwytny stwór, to nie tylko zwierzę, ale przede wszystkim ucieleśnienie pogoni za przeznaczeniem, personifikacja zemsty, a także odniesienie do Biblii. Chociaż powieść może się wydawać po prostu przyrodniczą przygodą, dokładnie opisującą polowania na wieloryby i dość pokaźną wiedzę na ich temat, to znajdziemy w tekście wiele filozoficznych dywagacji o ludzkiej kondycji. 

Bohaterowie przedstawiają różne charaktery i doświadczenia, mają różne priorytety i manieryzmy. I choć większość akcji dzieje się na jednym statku, nie czujemy się przygnębieni monotonią i ograniczoną konstrukcją fabuły - pomiędzy szaleńczymi akcjami harpunników dostajemy też głęboką warstwę psychologiczną. 

Obawiałam się, że książka będzie męcząca w odbiorze, o monotonnej akcji i sztampowym opisie rozwoju szaleństwa. A słuchało się jej bardzo dobrze - na tyle dobrze, że nagłe (choć nie zaskakujące zakończenie) aż wydało mi się za krótkie. 

Jeśli się wahacie, to nie ma się co bać tej lektury. A co klasyka, to klasyka! 

 

 

12:10:00

Anna Karenina

Anna Karenina

Kolejna klasyka zaliczona i to znów tytuł z listy BBC (klik!). Tutaj miałam jakiś niepohamowany głód i chociaż objętościowo książka wydaje się onieśmielająca, to przeczytałam ją błyskawicznie. No i jak ja lubię sięgać po takie stare wydania (tutaj z 1956) - wiem wtedy, że książka była czytana przez masę osób i że dołączam do grona moich dziadków i mamy, którzy też trzymali ją w rękach!

Tytuł: Anna Karenina
Tytuł oryginału: Anna Karenina

Autor: Lew Tołstoj
Tłumacz: Kazimiera Iłłakowiczówna

Rok:1875–1877 / 1956
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
ISBN: 83-05-11780-4

Historię kobiety upadłej, odrzuconej przez towarzystwo, targanej uczuciami, obawami i konwenansami wszyscy znamy. Anna - chociaż jest 8 lat w związku małżeńskim z Kareninem, z którym ma zresztą ukochanego synka - wdaje się romans z przystojnym Wrońskim - robiącym karierę wojskową bawidamkiem i lekkoduchem. 

I owszem, tak można skrócić całą fabułę. Ale jest to obraz uproszczony, wręcz ugrzeczniony i powielany w licznych adaptacjach filmowych, które cóż... wygląda na to, że za dużo z oryginału nie czerpały. 

 

Owszem, Anna wdaje się w romans - ale jakoś dziwnie łatwo przychodzi jej rozstanie z synem, którego na początku książki wręcz obsesyjnie wielbi. Jak na kobietę podziwianą i szanowaną, nawet powiedzmy to wprost, że nie zakochaną we własnym mężu, naprawdę błyskawicznie ulega Wrońskiemu. 

Na przestrzeni setek stron nie prezentuje się wcale jak kobieta upadła, ale raczej zepsuta i podła. Nic ją nie obchodzi socjeta, dopóki nie zaczyna dostrzegać, że wszyscy radzą sobie doskonale bez niej i pogardzają jej zachowaniem. Mimo że chorobliwie zazdrosna o Wrońskiego, sama z premedytacją flirtuje z innymi mężczyznami, do tego stopnia że z pełną świadomością chce rozkochać w sobie męża znajomej. I (spoiler? można tak zepsuć komuś klasykę?) nie rzuca się pod pociąg, bo zostaje wykluczona przez społeczeństwo, ale po to, żeby zrobić Wrońskiemu na złość.

A sam Wroński? Owszem, to amant, któremu nie zależy na ustatkowaniu się. Ale im dalej wdaje się w romans z Anną, im bardziej ich uczucie się rozwija, tym bardziej zależy mu na pewnych normach i standardach. Jest gotów wziąć z nią ślub, ale ona nie chce się rozwieźć. Rzuca karierę w wojsku i z sukcesem prowadzi posiadłość na wsi, żeby nie martwić się o to, że Anny nikt w mieście nie przyjmuje. Znosi jej napady zazdrości, złych humorów, dominacji i chorobliwego wręcz uczucia. Ale jest to bohater z krwi i kości, który musi czasem wyjść z domu, pełnić obowiązki zawodowe, odetchnąć! A po jej śmierci jest prawdziwie zdruzgotany!

Zatem jeśli chodzi o tę parę, to przeczytanie książki było dla mnie wywrotowe! To nie jest opowieść o wykorzystanej kobiecie, tylko o toksycznej relacji, niedojrzałości emocjonalnej i o dziwo! przemianie wewnętrznej Wrońskiego.

Ale wbrew pozorom to wcale nie jest najciekawszy wątek. Bałam się zabrać za Tołstoja, bo spodziewałam się tekstu ciężkiego i przegadanego. Ale autor z rozmachem zabiera się za omówienie ogromu zagadnień społecznych i politycznych - dla nas obecnie historycznych. Kwestia podziału dóbr, rozbieżności między arystokracją a chłopstwem, rozwoju Rosji w porównaniu z Europą, sama prezentacja stylu życia obywateli - to wszystko czytałam z zaciekawieniem!

Jak wspomniałam, postacie Anny i Wrońskiego wbrew tytułowi nie stanowią głównego wątku. Przyznaję, że mocno kibicowałam Lewinowi - chociaż palnął kilka głupot po drodze, mocno mnie zirytował i skupiał się na filozofowaniu wtedy, kiedy było to najmniej wskazane. Ale moja reakcja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że bohaterowie Tołstoja są do bólu ludzcy i dopracowani literacko w swoich niedoskonałościach: Obłoński jest błaznem, Kitty się ogarnia, Dolly sama nie wie, czego chce, a Karenin rzeczywiście, im dalej w las, tym bardziej jest odpychający!

Czy polecam? Z całego serca! Wiem, że to nie jest lektura dla każdego i na każde okoliczności. Ale naprawdę zmienia wyobrażenie o tytułowej bohaterce, wprowadza nas we wspaniały i miniony czas oraz w obszerny sposób przedstawia realia epoki, która dawno przeminęła. No złoto! 

16:28:00

Miasteczko Middlemarch

Miasteczko Middlemarch

Dawno nie było tu recenzji książki z listy 100 tytułów BBC (sprawdzam, co to - klik!) i powiem Wam, że cudownie jest odłożyć współczesną literaturę i sięgnąć po klasykę! Mamy tu inny styl, całkowicie odmienne budowanie fabuły, mnogość tematów społecznych, politycznych i gospodarczych. A poza tym, dostajemy dzieło, które jest naprawdę przemyślane. 

Tytuł: Miasteczko Middlemarch
Tytuł oryginału: Middlemarch, A Study of Provincial Life 

Autor: George Eliot
Tłumacz: Anna Przedpełska-Trzeciakowska

Wydawnictwo: Aleksandria
Format: audiobook 

 

Pierwsza połowa XIX w., fikcyjne angielskie miasteczko, różne grupy i klasy społeczne, mnogość postaci. Chociaż zaczynamy książkę od poznania Dorothei Brooke, młodej i ambitnej panny na wydaniu, której wizja małżeństwa jest mocno wyidealizowana, to szybko okazuje się, że kolejne części dość opasłego dzieła prezentują wątki równie ciekawe - ambitnego lekarza Tertiusa Lydgate'a, próżnego, choć poczciwego Freda Vincy'ego, dobrodusznej i pracowitej Mary Garth oraz pastorów, finansistów, przedstawicieli mieszczaństwa i chłopstwa, ludzi na wskroś dobrych i takich zepsutych do szpiku kości. 

Chociaż kolejne rozdziały skupiają się na indywidualnych wątkach, to szybko przekonujemy się, że losy bohaterów splatają się w bardziej ścisły lub luźny sposób. Dzięki temu dostajemy przekrój większości społeczności z odmiennymi problemami - moralnymi, finansowymi, no i oczywiście sercowymi, choć nie jest to romans w ścisłym znaczeniu tego gatunku. 

Początkowo wydawało mi się, że jest to dość smętna opowieść, pisana w stylu moralizatorskim. Ale im dalej w las, tym więcej wątpliwości (i ciekawości po stronie czytelnika!). Powieść porusza całą masę tematów, a współczesny odbiorca może zarówno dziwić się, jak to dawniej bywało lub oszołomić progresywnością autorki. Status kobiety w małżeństwie i społeczeństwie, ambicje, nieodpowiedzialność, problemy finansowe, hipokryzja jednostek lub - oddalając lupę od poszczególnych postaci - reformy społeczne, edukacyjne i medyczne. 

Przy tak szerokiej gamie motywów każdy znajdzie wątek, który go poruszy mniej lub bardziej. Z niektórymi postaciami można sympatyzować, innymi pogardzać. Co do niektórych możemy też zmieniać zdanie i po prostu czekać na rozwój wypadków. 

Może jedynym minusem wydania jest przedmowa, która odrobinę zdradza niektóre wątki. Bardzo bawi też postać nazwana Will Ladislaw, która ma być potomkiem jakiegoś polskiego powstańca (W. Ladislaw - czyli nasz swojski Władysław?) Czyżby to jakaś niewiedza autorki, żeby polskie imię rozbić w ten sposób? Nie doszukałam się jeszcze w źródłach żadnej informacji na ten temat, więc jeśli ktoś coś wie, to dawajcie znać!

12:59:00

Miłość w czasach zarazy

Miłość w czasach zarazy

To jest chyba rok Noblistów – sięgam po kolejnego z nieprzymuszonej woli i już na początku lektury zastanawiam się, czy będzie to hit, czy kit, bo ostatnio właśnie do tego to się sprowadza. Lektura w zasadzie wybrana pod kątem lokalizacji, żeby zgrała się z motywem podróży poślubnej, idealnie sprawdziła się podczas dni spędzonych na otwartym oceanie.

Tytuł: Miłość w czasach zarazy
tytuł oryginału: El amor en los tiempos del colera

Autor: Gabriel García Márquez
Tłumacz: Carlos Marrodán Casas

Rok: 1985 / 2008
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 978-83-7495-418-1

Florentino Ariza zakochuje się na zabój w młodziutkiej dziewczynie imieniem Fermina Daza. Jego wytrwałość i upartość po godzinach przesiadywania przed jej domem zostają nagrodzone, gdy ciotka dziewczyny pozwala nieszczęśnikowi dostarczyć list, w którym będzie mógł wyznać swoje uczucia. W ten sposób nawiązuje się korespondencja naiwna, czuła, pełna marzeń i planów, których nie przyjdzie im zrealizować. Jest to wymiana listów, która trwa latami i pozwala młodym przeżyć rozłąkę. Czar jednak pryska, gdy po latach Fermina spotyka na żywo swojego oblubieńca i stwierdza, że no, to chyba nie to. Mówiąc oględnie!


Florentino śmiertelnie przeżywa odrzucenie – na tyle dramatycznie, że objawy niespełnionej miłości są w gorącym klimacie mylone z cholerą – a Fermina wychodzi za Juvenala Urbino, lekarza, który może nie kocha jej płomiennym uczuciem, ale mimo jej temperamentu jest nią oczarowany. Florentino oczywiście przeżywa, skamle i lamentuje, poprzysięga dozgonną miłość i uwielbienie, a nawet śluby czystości, dopóki jednak seksu nie spróbuje i się w nim nie rozsmakuje!

Mijają lata, bohaterowie pokonują trudy życia, mijają się w nienazwanym, choć wszystko wskazuje na to, że kolumbijskim mieście, cierpią, radują się, bawią.

Márquez zachwyca językiem! Książka, która opisuje dekady i jest praktycznie pozbawiona dialogów, nie dłuży się, a wydarzenia przechodzą płynnie z anegdoty w anegdotę, tworząc sieć wydarzeń, które pochłaniają czytelnika. Noblista ma genialne poczucie humoru i sarkazmu. Ten ostatni jest tak wysublimowany, że możemy sobie wyobrazić komentarze rzucane w towarzystwie, gdzie tylko najbardziej inteligentni się obrażą, gdy są obrażani, a idioci będą się śmiali, gdy to z nich właśnie się kpi. Dosłownie widzimy złośliwy uśmieszek, który musiał błąkać się na ustach autora, gdy pisał najlepsze (i najśmieszniejsze) sceny!

Wygląda na to, że książka to jednak hit, ale głównie w warstwie językowej i warsztatowej. Fabularnie nie kupuję zakończenia, a największą miłość widzę w (nieidealnym) małżeństwie Ferminy Dazy z Juvenalem Urbino, bo to relacja oparta na wspólnym życiu, trosce, cierpliwości i zrozumieniu. Według mnie prawdziwa miłość to właśnie taka, która przetrwa różnice charakterów i okaże cierpliwość w natręctwach. Taka, która będzie czerpała siłę z wytrwałości i radość z codziennych drobiazgów. A nie jakaś chorobliwa obsesja, która ma się niby ciągnąć pięć dekad, bo jakaś znękana męczymorda nie umie pogodzić się z odrzuceniem. I żeby nie było, że się zestarzałam i nie wierzę w płomienną miłość! Florentino Ariza niby usycha z tęsknoty, ale jednocześnie r*cha wszystko, co na drzewo nie spierd*la! Czystości nie zachowuje pod żadnym względem, wchodzi w relacje skandaliczne, a wręcz obleśne! Fizjonomia nietoperza, naiwność i wiecznie niezaspokojona chuć tworzą z niego ohydnego ‘jebakę’ (cytując za Márquezem, żeby nie było!), któremu nie sposób współczuć.

Święte oburzenie na tak obrzydliwą postać ciągle trzyma i przy tak obmierzłym kochanku trudno mówić o romansie wszech czasów. Ale jak widać jest to książka, która budzi emocje, napisana wspaniałym stylem i przedstawiająca subtelności na wielu płaszczyznach. Zatem polecam!

P.S.
To jeden z tytułów wpisanych na listę BBC! Tutaj link do listy, klik!

P.S.2
Wiedzieliście, że na potrzeby ekranizacji z 2007 roku sam Gabriel García Márquez poprosił Shakirę, żeby skomponowała dwa utwory do filmu? No to teraz wiecie!


20:55:00

Trzej muszkieterowie

Trzej muszkieterowie

Niektórzy na siłowni puszczają w słuchawkach muzykę, inny wsłuchują się we wrzaski pakerów, którzy zachowują się jak dzicz i swołocz, a ja słucham audiobooków. I w ten oto sposób pochłonęłam kolejna klasykę!

Tytuł: Trzej muszkieterowie
Tytuł oryginału: Les Trois Mousquetaires

Autor: Aleksander Dumas
Rok: 1844
Format: audiobook

Czy pasjami oglądałam film z 1993 z Kieferem Sutherlandem i Charlie Sheenem? Być może. Czy soundtrack nagrany przez Stinga, Bryana Adamsa i Roda Stewarda powinien być na każdej możliwej składance muzyki filmowej? Prawdopodobnie. Czy okazało się, że fabuła w książce jest całkiem odmienna od kinowych adaptacji? No nie może być!

Chyba nie muszę tworzyć zarysu opowieści, ale akcja ma się toczyć wokół postaci D'Artagnana – młodego, narwanego i nieobytego z Paryżem Gaskończyka, który szybko poznaje tytułowe postacie i wplątuje się w dworskie intrygi. I od razu przyznaję, że nigdy nie sympatyzowałam z młokosem – to Atos, Portos i Aramis byli najciekawszymi postaciami (zarówno w filmach, jak i w książce). Pchanie na środek sceny nieułożonego narwańca z mlekiem pod wąsem jakoś mnie nie urabia. Ale siedemnastowieczny Paryż, muszkieterowie, pojedynki i powieść z gatunku płaszcza i szpady to jest to! Dlatego bardzo szybko pochłonęłam cały tytuł! Ale czy jest jakieś ‘ale’?

Historyczne osadzenie fabuły zgadza się z tym, co pamiętam z dzieciństwa, tylko że postacie w książce mają zupełnie inne charaktery! Pod koniec lektury doszłam do wniosku, że Ludwik XIII jest idiotą, Buckhingham jest fircykiem, ale do królowej Francji żywi prawdziwe i szczere uczucie, Milady jest złem wcielonym i aż żal ściska, że sami nie możemy ukatrupić postaci w książkach, a kardynał Richelieu to po prostu ambitny i inteligentny gracz na arenie międzynarodowej! Rochefort nie jest taki zły, Konstancja ma męża rympoła, a w ramionach D'Artagnana owszem, ląduje, ale w zupełnie innych okolicznościach niż w filmie.

Nie chcę publikować spoilerów, ale ta książka kończy się mniej romantycznie niż większość ekranizacji i zawiera więcej wątków (które może nawet słusznie zostały wycięte w adaptacjach). O ile przy lekturze Hrabiego Monte Christo (recenzja - klik!) byłam pozytywnie zaskoczona oryginalnymi rozwiązaniami, to Trzej Muszkieterowie wprowadzają mnie w dysonans poznawczy, bo znam po prostu inną opowieść! Piszę to ze śmiechem, ale szok nadal nie odpuszcza 😃

Jeśli chodzi o dzieła Dumasa, serce zdobył Hrabia Monte Christo, ale jeśli chcecie się przekonać, jak wyglądają oryginalne dzieje muszkieterów, to po tę książkę też musicie sięgnąć!

P.S.
Kolejna pozycja ze 100 tytułów BBC (link - klik!) wykreślona! Woohoo!

P.S. 2
Absolutnie nie polecam nagrania w empikGO, gdzie lektor komicznie przejaskrawia tekst i tak długie słuchowisko staje się zwyczajnie męczące i irytujące. Znajdźcie wersję papierową – dostępnych jest teraz tyle pięknych wydań, że to będzie czysta przyjemność!


15:12:00

Hrabia Monte Christo

Hrabia Monte Christo

Są takie historie, które uwielbiamy, ale w nieco zmienionej wersji. Hrabiego Monte Christo znałam głównie z ekranizacji (moją ulubioną adaptacją był zawsze serial z Gerardem Depardieu, a nie późniejsza wersja filmowa z młodym Henrym Cavillem). Ale jakie było moje zdziwienie, gdy dotarłam do samego końca książki!

Tytuł: Hrabia Monte Christo
Tytuł oryginału: Le Comte de Monte-Cristo

Autor: Aleksander Dumas (ojciec)
Tłumacz: Julian Rogoziński

Rok: 1844/1988
Wydawnictwo: Iskry
ISBN: 83-207-1194-0

Do książki robiłam już wcześniej kilka podejść, ale okoliczności nigdy nie sprzyjały. Tym razem jednak wzięłam wszystkie 3 tomy na wakacje i stwierdziłam, że na leżaku przeczytam je błyskiem. Okazało się, że wracając z wakacji, byłam dopiero w połowie przygód!

Nie miejmy złudzeń, historia (chociaż bardzo wciągająca) pisana jest językiem, którego już się nie używa. Piękny, dramatyczny, kolorowy, ale i wymagający dla współczesnego czytelnika. Zaplanujcie więc sobie na tę książkę więcej czasu. Także ze względu na poboczne wątki, które spójnie się przeplatają i na koniec prowadzą do upragnionej kulminacji!

Samej historii Edmunda Dantesa chyba nie trzeba nikomu przypominać - podstępnie wtrącony do więzienia młody i uczciwy chłopak traci wszystko - dobre imię, narzeczoną, kochającego ojca i wolność. Spędzając lata w zamknięciu poznaje w celi obok starego księdza, którego wszyscy uważają za szaleńca. Zdradza on jednak chłopakowi, gdzie ukrył wielką fortunę, ale także uczy go języków, historii i filozofii. 

Gdy po latach Edmund wraca do Paryża nikt nie rozpoznaje w nim ufnego chłopaka sprzed lat. Motywowany zemstą, z nieograniczonymi zasobami finansowymi, obyty, zimny i wyrachowany odnajduje po kolei wszystkie osoby, które doprowadziły do jego krzywdy. Trzeba jednak przyznać, że cały czas ma serce dobre i wrażliwe na nieszczęście ludzi niewinnych, zakochanych i w potrzebie. 

Mamy bohatera idealnego! Knującego, skrzywdzonego przez los, nienaiwnego, bystrego, takiego, który nie porzuca swojego oryginalnego zamysłu tylko dlatego, że rozpłakała się przed nim kobieta, którą kochał przed laty! Co więcej, Mercedes w książce jest inną postacią niż w ekranizacjach i ich wspólna historia kończy się w zaskakujący dla mnie (i jakże cudowny) sposób!

Dopracowane intrygi, pojedynki, wyrównywanie rachunków, konsekwentne postacie, spójne wątki - wszystko to trzyma w napięciu. Nie ma się zresztą co dziwić, skoro powieść ukazywała się w odcinkach i musiała stale wzbudzać zainteresowanie czytelnika. Zdrada, zemsta i zakończenie, na które wszyscy czekają z rumieńcem, fascynacja Napoleonem, motywy z mitologii greckiej i rzymskiej oraz współczesny obraz Paryża - znajdziemy tu wszystko!

Jak widać jestem tą książką zafascynowana. Dodatkowo znalazłam też w niej cytat idealny: "Czekać i nie tracić nadziei", motywację do długoterminowych planów, a także wykreśliłam jedną z pozycji na liście 100 tytułów BBC, o której wszyscy już zapomnieli (link do listy - klik!). Lepiej być nie może!

A, czekajcie! W 1863 kościół wpisał tę książkę na Indeks ksiąg zakazanych! :D

10:21:00

Wyznania gejszy

Wyznania gejszy

Lista 100 tytułów BBC wraca do łask! (klik!) A tym tytułem wykreślam także kolejną pozycję z plakatu-zdrapki, który dostałam od moich dziewczyn. Najgłośniej o tej historii zrobiło się po przepięknej ekranizacji z 2005 r., która stała się jednym z moich ulubionych filmów. 

Tytuł: Wyznania gejszy
Tytuł oryginału: Memoirs of Geisha     

Autor: Arthur Golden
Tłumacz: Witold Nowakowski

Rok: 1997
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 978-83-7985-504-9

Sayuri zostaje sprzedana przez swojego ojca do renomowanej szkoły gejsz w Kioto. Od tej pory dziewięcioletnia dziewczynka musi wtopić się w świat, którego nie zna, poznać kulturę, o której słyszała jedynie opowieści i walczyć o przetrwanie w świecie wystudiowanych gestów, zawiłych ceremonii i zawistnych spojrzeń. 

Dorastając, dziewczyna uświadamia sobie, że chęć zostania gejszą to nie wszystko - marzy o prawdziwym uczuciu, o miłości, która wypełni pustkę w jej sercu. Wszystkie jej działania będą od tej pory prowadziły do spełnienia tego marzenia. Jednak złośliwość, żal i okrucieństwo otaczających ją ludzi nie będą bohaterce ułatwiały tego zadania. 

 

Autor z wyczuciem wprowadza czytelnika w kulturę japońską, opisując rytuały parzenia herbaty, zakładania kimona, czesania włosów, a nawet makijażu. Szczegółowe opisy nie są nużące, choć wplatane z niezwykłą częstotliwością w fabułę. Pod tym względem książka uchyla przed nami drzwi do innej kultury, do innego świata, który rządzi się całkowicie odmiennymi prawami. 

Książka jest określana mianem jednej z najważniejszych i najpiękniejszych opowieści o miłości. Nie umiem się zgodzić z tym określeniem, ale przyczyny mogą być różne. Z jednej strony może to być warsztat literacki - opowieść, choć długa, przyciąga uwagę i jest wartka. Problem jednak mam z budowaniem emocji pomiędzy bohaterami, którzy są powściągliwi, prowadzą ze sobą dosłownie garść dialogów i brak między nimi napięcia. 

Być może jest to po prostu udana próba osadzenia uczucia w dalekowschodniej kulturze, która cechuje się inną wrażliwością, a także innym kanonem wyrażania emocji. Książki autorów pochodzenia azjatyckiego zazwyczaj wydają mi się właśnie powściągliwe w tej kwestii. Rzadko to przyznaję, ale relacja głównych bohaterów lepiej budowana jest w filmie - sympatyzujemy z nimi, widzimy rodzące się przywiązanie i fascynację, a w końcu także miłość. Podczas lektury o wiele trudniej o takie reakcje. 

Niewątpliwie jest to historia warta poznania, ale sami musicie ocenić, czy na pewno jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości.

12:14:00

The Bell Jar

The Bell Jar

Lista 100 tytułów BBC została przeze mnie w tamtym roku zaniedbana, ale ostatnio nadrabiam zaległości. A że zawsze z przyjemnością sięgam po klasyki, myślałam, że lektura przyniesie mi spodziewaną satysfakcję. Zwłaszcza, że wszyscy mi tę książkę bardzo polecali. (Polski tytuł: Szklany klosz).

Tytuł: The Bell Jar
Autor: Sylvia Plath

Rok: 1963
Wydawnictwo: Faber & Faber
ISBN: 978-0-571-26886-3

Główną bohaterką jest Esther, która przyjeżdża do Nowego Jorku na krótki staż w redakcji gazety. Jest młoda, ładna, bardzo zdolna i ma ogromną chęć poznawać świat. Szybko jednak okazuje się, że nie umie cieszyć się z hucznych zabaw, nowych znajomości, a umiejętności, które przydawały się na uniwersytecie nie są doceniane w życiu codziennym. 

Co gorsza, pod koniec stażu Esther musi zdecydować, co dalej chce robić ze swoim życiem. Jest już świadoma, że odstaje od swoich rówieśniczek, nie zgadza się z pozycją kobiety w społeczeństwie, nie umie przyjąć pewnych norm. Ale jednocześnie nie potrafi ubrać w słowa swoich potrzeb i pragnień. Załamanie nerwowe, którego doświadcza, jest w tym momencie nieuniknione i skrajne.

Przyznaję, że im dalej w las, tym trudniej było mi przebrnąć przez tę książkę. Głównie ze względu na przerażającą ilość motywów, z którymi mogłam się utożsamiać. Z jednej strony otwartość, z jaką Plath opisuje problemy psychiczne, jest godna podziwu, ale lektura może okazać się dość niebezpieczna dla osób z podobnymi zaburzeniami. 

Jeśli chodzi o gatunek literacki, to rzeczywiście jest to powieść o dojrzewaniu, swojego rodzaju bildungsroman, a sam niewyszukany język przypominał mi czytanego niedawno Buszującego w zbożu. Ale także i przy tej powieści okazuje się, że doświadczenia głównej bohaterki wcale nie wprowadzają jej łagodnie w świat dorosłych. Na takie wydarzenia jak staż, oświadczyny, czy sukcesy naukowe dziewczyna reaguje zdezorientowaniem i pogrąża się w chorobie psychicznej. 

To także krytyka oczekiwań, którym musiały sprostać kobiety w latach 50. i 60. Młoda dziewczyna miała być pewna siebie, uśmiechnięta, najlepiej odrobinę infantylna i niegrzesząca inteligencją, żeby zadowolić mężczyznę. Esther zatem zostaje zmuszona do ukrywania swojej cynicznej natury i czarnego humoru, z nikim nie może przedyskutować tego, co ją gnębi — świat czasopisma modowego jest zmanierowany i krzykliwy, a relacje z mężczyznami opierają się jedynie na nieporozumieniach, braku zaufania i brutalności.

Ale nie można przejść obojętnie nad tematem ówczesnej psychiatrii, czy w zasadzie medycyny ogólnie. Arogancja lekarzy przyprawia o mdłości, a brak empatii jest obrzydliwy. Autorka zwraca tu szczególną uwagę na podejście mężczyzn, którzy są z siebie tak zadowoleni i zadufani, że nie słuchają pacjentek, błędnie je diagnozują i przepisują fatalne w skutkach i bolesne zabiegi, które oczywiście okazują się nieskuteczne. 

Im dłużej myślę o tych motywach, tym bardziej dociera do mnie jak ponadczasowa jest to powieść. Bo przecież czy obecnie dla kobiety nadal nie jest lepiej, jeśli nie będzie okazywała swojej inteligencji i przytakiwała mężczyźnie? Czy lekarze nie patrzą z góry na pacjentów i często nie są zainteresowani ich zdrowiem? Czy wyłamywanie się normom nadal nie jest piętnowane w społeczeństwie, co doprowadza do nerwicy, zaburzeń, lęków i depresji?

W zasadzie jeszcze trudniej przełknąć tę lekturę (opublikowaną pierwotnie pod pseudonimem Victoria Lucas), wiedząc, że autorka popełniła samobójstwo miesiąc po publikacji. Więc czytajcie ostrożnie.

13:18:00

The Catcher in the Rye

The Catcher in the Rye

Mam potrzebę czytania klasycznych dzieł literatury. Nie oznacza to, że potrzeba ta jest realizowana skutecznie. Czasem to kwestia nastroju, dyskusji z kimś, kto też jest przytłoczony nowościami na rynku literackim. Czasem to wizyta u przyjaciółki, która obrabowała pół wydziałowej biblioteki i oczy aż się świecą na widok jej półek ;) 

Plan był taki, żeby przeczytać tę książkę we wrześniu, kiedy obchodzony jest tydzień książek zakazanych. Wychodzi jednak na to, że ostatnio sięgam spontanicznie po pozycje ze stosów hańby, które zdobią moje półki i nie ma co planować na zapas.

Tytuł: The Catcher in the Rye
Autor: J.D. Salinger

Rok: 1951
Wydawnictwo: Bantam Books
ISBN: 055311722X

Buszujący w zbożu to nie tylko klasyka literatury amerykańskiej, ale i światowej. Klasyczna opowieść o dojrzewaniu, buncie i bolesnym pożegnaniu z dzieciństwem została przetłumaczona na wszystkie najważniejsze języki świata. Choć początkowo uznawana była za powieść dla dorosłych, teraz znajduje się w kanonie lektur szkolnych w krajach anglojęzycznych, a co roku sprzedaje się około miliona egzemplarzy!

Powieść spotkała się ze sporą krytyką ze względu na język i seksualizację młodzieży, ale także na buntowniczą naturę głównego bohatera, którym jest Holden Caulfield. Po wyrzuceniu z kolejnej szkoły Holden wraca do rodzinnego Nowego Jorku i spędza tam trzy dość burzliwe dni, z których zdaje czytelnikowi relację. 

Przyznaję, że nie wiem, jak to się stało, że na studiach tej książki nie omawiałam. Jest tu tak wiele motywów, które zasługują na odnotowanie, a na które na pewno nie starczy miejsca w tej recenzji!

Pierwsze, co rzuca nam się w oczy, to oczywiście krytyka dorosłych, którzy w oczach nastolatka są fałszywi, nieszczerzy i płytcy. Holden wielokrotnie podkreśla niechęć do takich osób, które, co gorsza, w ogóle nie zdają sobie sprawy ze swojej hipokryzji. Pretensjonalni dorośli stanowią uosobienie wszystkiego, co złe w świecie, a po każdym kontakcie z nimi główny bohater tylko utwierdza się w przekonaniu, że izolacja jest najlepszym sposobem na uniknięcie tego rodzaju powierzchowności. 

Kolejnym dominującym motywem jest wyidealizowany świat dzieciństwa i ból związany z dorastaniem, a zatem porzuceniem tej idylli, która nadal budzi w Holdenie radość i spokój. Doskonale to widać w jego relacjach z młodszą siostrą, która jest ucieleśnieniem szczerości, bezpośredniości i ciekawości. 

Warto też zwrócić uwagę, że Holden, oprócz prezentowania krytycznego spojrzenia na świat, zmaga się także z traumą emocjonalną. Pojawia się motyw psychoanalizy, który w obecnych czasach w ogóle nie powinien nikogo szokować. Jego niezdolność do podejmowania działań może wynikać zatem nie tylko z rozgoryczenia światem dorosłych, ale też z braku emocjonalnej stabilizacji w rodzinie. 

Wszystkie te elementy, łącznie z krytyką kultury masowej, motywem religii, wyobcowaniem jako systemem ochrony, sprawiają, że mamy do czynienia z dziełem ponadczasowym. Wiele osób podkreśla, że jest to powieść z gatunku bildungsroman, czyli typowa książka o dorastaniu. Pokłóciłabym się (jak to mam w zwyczaju w takich okazjach), czy aby na pewno? Ostatecznie Holden robi wszystko, aby w dorosłość nie wkroczyć, neguje ją i odrzuca. Boi się zmian i jest onieśmielony ich złożonością, więc chroni się w świecie fantazji, zasłania cynizmem. 

A to, jak kończy się powieść, jest na swój sposób jednocześnie satysfakcjonujące pod względem literaturoznawczym, ale pewnie frustrujące jeśli chodzi o nasze zamiłowanie do oczywistych konkluzji. 

Niewątpliwie jest to książka, którą warto przeczytać ze zrozumieniem. Wydaje się, że po tylu latach wciąż stanowi ona kwestię sporną jeśli chodzi o interpretację, ale pokazuje także, że każde pokolenie zmaga się z tymi samymi problemami.

12:06:00

Diuna

Diuna
Na pewno fani gatunku już słyszeli o tym, że ma powstać nowy film na podstawie Diuny. Umówmy się, że ekranizacja Davida Lyncha z 1984 roku pozostawia wiele do życzenia (chociaż nawet Sting tam zagrał). Gdy tylko zobaczyłam nową obsadę, od razu zdałam sobie sprawę, że będzie głośno o tym filmie i koniecznie trzeba będzie się na niego wybrać do kin. Nie dość, że sama już jestem zaintrygowana nową produkcją, to jeszcze mój Mateusz jest fanem samej książki. A że tytuł jest wpisany na listę 100 tytułów BBC, to motywacja tylko rosła!

Tytuł: Diuna
Tytuł oryginalny: Diune

Autor: Frank Herbert
Tłumacz: Marek Marszał

Rok: 1965/2011
Wydawnictwo: Dom Wydawniczy Rebis
ISBN: 978-83-7818-023-4

Arrakis, pustynna planeta zwana Diuną, jest jedynym we wszechświecie źródłem melanżu — silnie uzależniającej przyprawy o zróżnicowanych właściwościach (w tym przedłużających życie). Jasne zatem jest, że kto ma we władaniu planetę, zyskuje najsilniejszą pozycję wśród możnowładców. Do tej pory planetą zarządzał ród Harkonnenów, ale z rozkazu Imperatora musi ją opuścić. 

Jasne staje się, że nie będą zadowoleni z utraty pozycji i niewyobrażalnego źródła dochodu. Ich miejsce zajmuje ród Atrydów. Konflikt tym bardziej się pogłębia, że dwa wspomniane rody są zaciekłymi wrogami.

Leto Atryda jest człowiekiem walecznym i sprawiedliwym, chociaż nie bez skazy. Z największym poświęceniem i gotowością przejmuje we władanie Diunę, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to propozycja nie do odrzucenia i niewiele ma wspólnego z nobilitacją i poprawą kondycji finansowej. Jest czujny, spodziewa się ataku Harkonnenów, którzy już wkrótce będą chcieli odzyskać planetę. Podejrzewa również, że w całym przedsięwzięciu maczał palce sam Imperator. 

Nie spodziewa się jednak zdrady od osoby zaufanej, nieskalanej, której wykształcenie i przeszłość od początku eliminowały ją z kręgu podejrzanych. 

W nieuniknionym ataku o nieprzewidywalnej skali oddziały Atrydów padają jeden za drugim. Jednak młodemu Paulowi Atrydzie, synowi Leto, udaje się wydostać z atakowanej twierdzy. Wyrusza z matką w głąb pustyni, która kryje więcej niebezpieczeństw i niewiadomych niż można przypuszczać. 

Brak wody, obecność wielkich, przerażających czerwi i pustynnego ludu to tylko garstka zagrożeń, gdy dowiadujemy się o nowych zdolnościach Paula, starych przepowiedniach oraz planach i intrygach zakonu Bene Gesserit, których realizacja rozpoczęła się wiele pokoleń wcześniej.

Paul musi poznać prawdę o sobie, ale przede wszystkim zjednać sobie rdzennych mieszkańców Arrakis i zemścić się na Imperatorze za zdradę. 

Książka napisana jest z niewiarygodnym rozmachem — mamy tu do czynienia ze światem rozbudowanym do tego stopnia, że znajdziemy w nim osobną religię, język, a nawet fragmenty innych tekstów, ściśle osadzonych w całym uniwersum. 

Herbert czerpie z wielu znanych nam religii, tworząc swojego rodzaju zlepek wierzeń i zasad, wyjaśniając genezę powstania (wymyślonych przez siebie) tekstów i źródeł. Jeśli chodzi o języki ludów plemiennych, całkiem zrozumiałe jest, że ściśle wzoruje się na językach arabskich, posługując się terminami, których znaczenie służy fabule i opisom. 

Futuryzm przemieszany jest z mitologizacją niektórych wydarzeń. Cała akcja dzieje się bowiem ponad 10 000 lat po Dżihadzie Butleriańskim — wieloletniej wojnie ludzi z myślącymi maszynami. Niektóre (wydawałoby się na pierwszy rzut oka) prymitywne zachowania i metody mają więc swoje uzasadnienie w świecie, w którym wprawdzie odbywają się podróże śród-galaktyczne, ale zakazane jest użycie wszelkiej zaawansowanej technologii ze sztuczną inteligencją.

Zadziwia również ekologiczny wydźwięk opowieści wydanej w 1965 r.! A pomyśleć, że wtedy ludzie nie martwili się takimi zagrożeniami jak brak wody i efekt cieplarniany. To wręcz złowrogi współcześnie wydźwięk, ale Herbert odnosi się do ekologów z szacunkiem już od pierwszych stron swojej powieści. 

Bez wątpienia świat Diuny jest niezwykły, dawno nie spotkałam się z tak dogłębnie opracowanym uniwersum i jest to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów fantastyki naukowej. Mimo że książka jest długa, czyta się ją szybko. 

Wszystkie postacie jednak są bardzo racjonalne, brakuje im emocji i spontaniczności i niestety nie umiałam się zżyć lub choćby odrobinę utożsamiać z żadną z nich. Znów miałam wrażenie, że autor wybierając dominującą cechę charakteru dla danego bohatera, stwierdza, że nie warto skupiać się na wielowymiarowości i głębi, chociaż momentami rzeczywiście takie próby podejmuje.

Tempo akcji jest zróżnicowane, polityczne intrygi są świetne, ale bardzo dziwiło mnie, że postać, która wydawała mi się istotna dla fabuły nagle schodzi na dalszy plan lub po prostu zostaje uśmiercona. Gdy uznawałam, że niektóre dialogi do czegoś prowadzą, to okazywało się, że spodziewałam się po nich więcej niż de facto ze sobą niosły. 

Również wydarzenia dość kluczowe dla fabuły zostawały pominięte. Dowiadujemy się o nich z wypowiedzi innych osób, a nie z samych opisów, co trochę mnie frustrowało, bo właśnie te pominięte sceny miały niewiarygodny (według mnie oczywiście) potencjał. 

I przyznaję, że cały mistycyzm i filozofia działań po prostu mnie przytłoczył. Ze wszystkimi przepowiedniami, zakonami, intrygami i podniosłymi wyzwaniami nie wiązały się żadne prawdziwe uczucia, co sprowadza mnie znów do tego, że bohaterowie wyzuci są z emocji, kierują się tylko cichą kalkulacją i opanowaniem. 

Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo cieszę się, że zapoznałam się z książką jeszcze przed premierą filmu! Na pewno w grudniu będę lepiej rozumiała oglądaną historię, a kto wie, może lubiani aktorzy tchną więcej życia w bohaterów literackich niż sam autor i zachęci mnie to do czytania kolejnych tomów!

Wyświetl ten post na Instagramie.
Post udostępniony przez Redhead in Wonderland (@redhead_in_wonderland)

18:43:00

Atlas chmur

Atlas chmur
Ten tytuł pewnie większości będzie znany dzięki ekranizacji (wiadomo, że skoro grał tam Tom Hanks, to musiało być to coś ważnego!). Ponadto jest to kolejna pozycja z listy 100 tytułów BBC. Przyznaję, że miałam problem z napisaniem tej recenzji, bo w książce dużo się dzieje, więc i emocje musiałam troszkę wyciszyć.

Tytuł: Atlas Chmur
Tytuł oryginału: Cloud Atlas

Autor: David Mitchell
Tłumacz: Justyna Gardzińska

Rok: 2004/2012
format: audiobook
 
Rok 1850 — Amerykański prawnik Adam Ewing przemierza Pacyfik w podróży służbowej. Spisuje swoje wspomnienia, przeżycia, to, co zobaczył i jaki świat poznał. Zauważa nieuczciwość plantatorów, okrucieństwo żeglarzy i dobro ciemiężonych jednostek. Niestety zapada na ciężką tropikalną chorobę i nie jest pewny czy uda mu się wytrwać w cierpieniu na tyle długo, aby wrócić do domu i zobaczyć się raz jeszcze ze swoją rodziną. 

Rok 1931 —  Robert Frobisher jest spłukanym kompozytorem. W Wielkiej Brytanii już nie ma jak szukać zarobku, ojciec za niego nie poręczy, a i na łaskę przyjaciół nie ma co liczyć. Wyrusza zatem do Belgii, aby odnaleźć schorowanego muzyka, u którego najmuje się jako sekretarz i pomocnik. Szybko wdaje się jednak w romans z kobietą, z którą nie powinien mieć nic wspólnego. Ta część książki pisana jest w formie listów do Rufusa Sixsmitha — jego przyjaciela i dawnego kochanka.

Rok 1975 — Luisa Ray jest Amerykańską dziennikarką. Pracuje w gazecie, którą łatwo można określić szmatławcem i zaczyna ją to męczyć. Ma bystry umysł, a smykałka do reportażu jest u niej wręcz dziedziczna. Na pewnej imprezie spotyka Rufusa Sixsmitha, naukowca, który chce jej opowiedzieć o katastrofalnej w skutkach zmowie atomowej. Dziewczyna zgadza się na zapoznanie się z raportem starego naukowca i obiecuje zbadać całą sprawę. 

Czasy współczesne — Wielka Brytania. Timothy Cavendish jest wydawcą, który tonie w długach. Ma problemy z dostosowaniem się do współczesnych wymagań rynku, ale udaje mu się wydać powieść, która z dnia na dzień zyskała oszałamiającą popularność. Jednak wraz z zyskami ze sprzedaży, wzrosła liczba osób ubiegających się o spłatę długów. Timothy musi szybko zniknąć, jednak prosi o pomoc brata, którego poczucie humoru obraca się w koszmarny żart — nasz wydawca, zamiast do hotelu, trafia do domu spokojnej starości. 

Połowa XXII w. — futurystyczna dystopia, Korea przyszłości jest przerażająca. Ta część książki to nagrane zeznanie Sonmi 451 — sztucznie stworzonej fabrykanty. Pracuje ona w restauracji, nie kwestionuje wpajanych jej zasad, dba o dobro społeczności, składającej się z sobie podobnych kobiet, żywi się specjalnie przygotowanymi substancjami i zawsze jest gotowa do pracy. To obraz społeczeństwa podzielonego na kasty, napędzanego konsumeryzmem i wykorzystującego klony jako tanią siłę roboczą. Problem zaczyna się pojawiać, gdy pojedyncze jednostki zaczynają zyskiwać świadomość. 

Postapokaliptyczne społeczności zamieszkujące Hawaje — fabuła przeskakuje o kilka dekad od zeznania Sonmi. Narratorem jest Zachariasz, opowiada on dzieje swojej młodości. Przy wykorzystaniu sztucznie stworzonego dialektu prezentuje świat, który nie przetrwał zagłady, a ludzie muszą uczyć się, jak przeżyć, mając do dyspozycji tylko włócznię i żadnej technologii. 

Autor zaplanował opowieść w najdrobniejszych szczegółach. Pierwsze pięć rozdziałów kończy się w kulminacyjnych momentach i nie dostajemy wszystkich informacji od razu. Środek książki, swojego rodzaju złowieszcze centrum stanowi rozdział o Zachariaszu. Tylko ten jest opowiedziany w całości.  Następnie autor cofa się w chronologii wydarzeń i dostajemy dokończenie opowieści Sonmi, wyjaśnienie sytuacji pechowego wydawcy, zakończenie śledztwa Luisy Ray, dokończenie romantycznej opowieści o młodym i nieszczęśliwym kompozytorze, a w końcu dowiadujemy się, co się stało z pechowym prawnikiem.

Pierwszy raz spotkałam się z takim zabiegiem literackim i jestem nim zachwycona! Oczywiście niektóre rozdziały interesowały mnie bardziej, inne mniej, jednak w każdym z nich znajdywałam pewnego rodzaju satysfakcję z poznanej historii, rozplątywałam supełki zagadek, które intrygowały w pierwszej części i odkrywałam dodatkowe aspekty opowieści. 

Mitchell nie podaje nam wszystkiego na tacy, raczej puszcza oko do czytelnika, rzucając drobne uwagi, pojedyncze zdania. W ten sposób okazuje się, że pamiętniki Ewinga stają się lekturą dla Frobishera. Listy kompozytora trafiają w ręce dziennikarki, a powieść przedstawiająca jej dokonania jest redagowana przez Cavendisha. Sonmi natomiast obejrzy film o wydawcy, a Zachariasz… no dobrze, wszystkiego Wam nie zdradzę! 

Uwaga! Spoilery w analizie! ↓↓↓
Ale sam autor mówi otwarcie, że prawie wszystkie postacie w jego książce są swoimi ponownymi wcieleniami. Świadczy o tym charakterystyczne znamię, które jest wspomniane w prawie każdym rozdziale. To nie tylko komentarz dotyczący reinkarnacji, ale uniwersalności natury ludzkiej, tego, że jesteśmy z góry skazani na pewne sukcesy i niepowodzenia, że niektórych rzeczy nie umiemy zmienić. Choćbyśmy się bardzo starali i choć same przejawy będą inne, nie oszukamy tego, że naszym przeznaczeniem jest zachowanie drapieżnika — jednostki żerującej na jednostce, grupy żerującej na grupie, narodu lub plemienia żerującego na innym narodzie lub plemieniu. Stąd tytuł: „atlas” oznacza stałość naszej natury, „chmury” natomiast zmienność tego, w jaki sposób się ona przejawia. 
Koniec spoilerów.↑↑↑
To gorzka refleksja, ale tak niesamowicie trafna. Teraz będę musiała przekonać się czy film też wzbudza takie emocje. Książka bowiem podzieliła krytyków i czytelników nie ze względu na przekaz, ale na formę. Mimo wszystko jednak została nominowana do Nagrody Bookera. Sami jednak musicie się przekonać, czy trafi w Wasze gusta, bo to trochę tak jakby Haruki Murakami spotkał George'a Orwella. Ja przyznaję, że im więcej o tym myślę, tym bardziej się zachwycam!




Wyświetl ten post na Instagramie.

Wszyscy tak pięknie nadrabiają zaległości teraz, a ja tę książkę musiałam sobie przemyśleć, a te przemyślenia poukładać. Okładka wprawdzie filmowa, ale na Toma Hanksa jeszcze nikt nie narzekał. W tej książce zaskakuje forma, wbrew oczekiwaniom nie znajdziemy tu lekkich tematów, bo kondycja naszej natury zawsze prowadzi do gorzkiej refleksji. Ale to powieść wartościowa, kolejne zaskoczenie roku. Trochę tak jakby Haruki Murakami spotkał George'a Orwella. Ale na listę 100 tytułow BBC i książek nominowanych do Bookera nie trafia się za czytadła. Długa recenzja na blogu, wchodźcie! . . . . #davidmitchell #atlaschmur #cloudatlas #britishliterature #bookerprize #audiobook #dystopia #bookoftheday #filmadaptation #tomhanks #bookoftheday #bookphotography #bookstagrampl #bookcommunity #książkanadziś #takczytam #novel #czytaniejestfajne #bookworm #plantsforlife #instabooks #kochamksiążki #samsung #eksperymentyzformą #bookgoals #readingissexy #bookishlove #booksbooksbooks #bookpic #bookishlife
Post udostępniony przez Redhead in Wonderland (@redhead_in_wonderland)
Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger