Polowałam na tę książkę jeszcze w tamtym roku, ale kolejka do wypożyczenia nie miała końca. Tym razem, spontanicznie sprawdzając tytuł w bibliotece, udało się od razu! I przez ten czas zdążyłam zapomnieć, że to powieść graficzna!
Tytuł: Klub smutnych duchów
Tytuł oryginału: The Sad Ghost Club
Autor: Lize Meddings
Tłumacz: Agnieszka Kalus
Rok: 2021
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-8318-378-7
Opowieść o nastoletnim chłopcu, który zostaje na weekend sam w domu może być poprowadzona w różnych kierunkach. Pierwsze co nam przychodzi do głowy, to zlekceważenie pracy domowej, przygotowanego przez rodziców obiadu i wypad na szaloną imprezą, która zakończy się aresztem, wypadkiem lub kacem stulecia.
Ale nie tym razem! Nasz bohater naprawdę przykłada się do nauki, pamięta żeby kupić jedzenie dla kota i ze smakiem zje przygotowaną wcześniej porcję jedzenia z lodówki. A jak dostaje wiadomość o imprezie organizowanej przez znajomych ze szkoły, to... wpada w panikę! Oczywiście, że chciałby pójść, ale się boi. Nie jest popularny, nie czuje że ma z kim porozmawiać, boi się wyśmiania, jak pójdzie i wykluczenia, jeśli zostanie w domu.
W końcu jednak przełamuje swoje obawy i zdobywa na odwagę. Owszem, nie wszystko idzie od razu gładko i po jego myśli, ale wieczór kończy się w zupełnie niespodziewany dla niego sposób!
To krótka opowieść o wychodzeniu ze strefy komfortu, otwieraniu się na nowych ludzi i nowe poglądy, o nie uleganiu presji rówieśników i próbie dotarcia do podobnych sobie osób.
Lektura nie zajmie Wam dłużej niż godzinkę (z przerwą na spacer z żółwiem lub herbatę), a wpuści ciepłą iskierkę do Waszego serca - podniesie Was na duchu, bo nie jesteśmy sami ze swoimi wątpliwościami, a jak już odważymy się zaufać, to mogą spotkać nas magiczne rzeczy.
I tak, dorosłym też się taka lektura przyda, żeby z większą uważnością podchodzili do młodego pokolenia - nie wszyscy jego przedstawiciele są źli, naburmuszeni i lekceważący z natury! :)

Uwielbiam takie historie, które przełamują schemat imprezowego nastolatka. Super, że autorka pokazała tę drugą stronę – lęk i szukanie swojej grupy. Czasem faktycznie potrzeba nam takiej lektury na godzinkę, żeby po prostu poczuć się lepiej. No i ten spacer z żółwiem mnie rozbroił :)
OdpowiedzUsuńHahah! żółwie mam dwa, więc wiem, co mówię :D
Usuń