Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REPORTAŻ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą REPORTAŻ. Pokaż wszystkie posty

18:37:00

Mamy trupa i co dalej. Od umierania do pochowania

Mamy trupa i co dalej. Od umierania do pochowania

Chcecie wiedzieć, jaką książkę 14-letnia Karo miałaby na swojej półce? Właśnie tę! Każde szanujące się gotyckie serduszko, które dorosło, zajęło się pracą i płaceniem rachunków zabije teraz mocniej!

Tytuł: Mamy trupa i co dalej. Od umierania do pochowania
Autor: Małgorzata Węglarz, Agnes Tołoczmańska

Rok: 2024
Wydawnictwo: RM
ISBN: 978-83-8151-513-9

Jeśli ktoś zerknąłby mi przez ramię w gimnazjum, na pewno zobaczyłyby uroczy różowy notatnik, a w środku szkice nagrobków. Tak, można śmiało powiedzieć, że to nie był krótki okres przejściowy, bo dzisiaj w każdym pomieszczeniu w domu mam jakiegoś nietoperza (w łazience też), a mój służbowy laptop oklejony jest stosownymi halloweenowymi naklejkami. Rozumiecie zatem, dlaczego jak zobaczyłam czarno-fioletową okładkę z kościotrupkami, to książka nie zagrzała długo miejsca na bibliotecznej półce!

Pomijając mój humorystyczno-makabryczny okres dojrzewania i jego konsekwencje, muszę przyznać, że książka to zbiór bardzo cennych wskazówek - coś w stylu: wszystko, co chcielibyście wiedzieć o pogrzebie, ale baliście się zapytać!


Autorki opowiadają, co się dzieje z człowiekiem po śmierci - ale tak fizycznie. Jakie usługi świadczą zakłady pogrzebowe, czego wymagać, czego się spodziewać. Wyjaśniają tajniki kremacji, czego używa się do makijażu zmarłych lub jakich standardów powinniśmy oczekiwać, żeby nasi najbliżsi mieli godne pożegnanie. 

Ale nie trąca tu chłodem biurokracji. Autorki pochylają się nad zagadnieniem żałoby, cmentarnej etykiety, a nawet przybliżają temat miejsc pochówku dla ukochanych pupili. Wszystko z troską, żeby zmarli wyruszyli w ostatnią drogę z szacunkiem, a ci co zostają, łatwiej poradzili sobie nie tylko z zadaniami, których nikt inny nie wykona, ale także z samą stratą. 

Jednak nie myślcie, że to książka przygnębiająca! Po lekturze będziecie bogatsi nie tylko w wiedzę praktyczną, ale też masę smaczków! Etymologia słowa 'cmentarz'? Jest! Instrukcja, jakie kwiaty są najlepsze i czemu mają być parzyste? Jest! Różnica między piecem kremacyjnym a krematoryjnym? Jest! 'Tanatokosmetolog' nowym słowem w słowniczku? Jest! Dlaczego nie można rozrzucić prochów męża na wietrze? Jest!

To może nie będzie książka dla każdego, ale dziewczyny naprawdę starają się zwiększyć świadomość doświadczeń, które dotkną nas wszystkich. A same też muszą sobie radzić w branży z komentarzami jednego czy drugiego Janusza biznesu w stylu 'młode, to się nie znają, a trupa to się na Kropelkę sklei'.

Jedynym drażniącym tematem jest kryptoreklama firmy zajmującej się dość oryginalnym kamieniarstwem, która zajmuje cały rozdział, ale za to autorki piszą o NecroExpo, o których dowiedziałam się od koleżanki z pracy i jaram się, że takie targi są organizowane! A wiecie, że ostatnio odbył się tam konkurs kopania grobów na czas?! 😃 Dystans, ludzie, bo wszyscy zginiemy! hehe 

10:58:00

Łódź. Ziemia wymyślona

Łódź. Ziemia wymyślona

Ostatnia książka przeczytana w tym roku. A raczej przesłuchana! I jak ktoś się zaraz oburzy, że audiobook to nie książka, to przypomnę, że nie po to nasi przodkowie przez stulecia celebrowali podania ustne, żeby teraz ktoś mi fikał z takimi opiniami!

Tytuł: Łódź. Ziemia wymyślona
Autor: Błażej Ciarkowski

Rok: 2024
Wydawnictwo: W.A.B.
Format: audiobook

Lokalny patriotyzm w końcu zrobił swoje. Wprawdzie nie przekonałam się do Ziemi obiecanej, ale fanką Łodzi jestem i jeśli miałabym mieszkać w innym miejscu na świecie, to prędzej za granicą niż w jakimkolwiek innym polskim mieście.

Słynne miasto fabryk, meneli, czterech kultur, filmówki i szarości ma przecież tyle do zaoferowania! Można z żalem ocenić, że Łódź rozwija się wolno, można mieć pretensje do włodarzy i pieklić się na korki, ale jako dziewczyna z Bałut mam do tego miasta ogromny sentyment. I Błażej Ciarkowski ma go również, ponieważ zabiera nas w podróż przez wieki, przez dzielnice, ustroje i perspektywy. Prezentuje brudne zakamarki lokali dla pracowników fabryk i wnętrza Grand Hotelu, gdzie stołowali się fabrykanci i gwiazdy palestry. Opowiada o ulicach, które przez dziesięciolecia zmieniały swoje nazwy i o architekturze najbardziej charakterystycznych (choć nie zawsze udanych) tworów miejskiej zabudowy.

 

A wszystko to oczami i słowami osób, które znamy z historii, ale które są lekko podkolorowane fabułą. Nie mamy przecież pewności, co myślał Reymont, gdy poznawał miasto, które opisał w wielkiej powieści. Jednak Ciarkowski krytycznym okiem stwierdza, że Noblista nie odważył się poznać miasta jak należy, bo literaccy fabrykanci bardziej przedstawiają warszawską śmietankę, niż Lodzermenscha z krwi i kości! Odbrązowiony zostaje także Wajda z jego podejściem do Łodzi i wizji Strzemińskiego, a także sam pionier awangardy, który swoimi kulami lał żonę aż do fioletu. Dostaje się także Osieckiej, która imprezowała w Łodzi aż miło, ale której zarozumiała córeczka twierdzi, że mamusia na pewno na ulicy Kamiennej w Łodzi nogi nie postawiła, bo to poniżej godności.  

Dostajemy obraz Łodzi, który stworzony został z miłością, ale nie jest pozbawiony szczerej i obiektywnej oceny. Co stworzono, co rozkradziono, co zabrał ustrój, a co po nim zostało. Na własne oczy możemy ocenić architekturę, ale dialogi i wypowiedzi są już fikcją literacką. Poruszamy się po autentycznym mieście fabrykantów, ale też po mitach, legendach, prawdach i półprawdach. Mieszanka doskonała dla kogoś, kto chce poznać historie (ale nie historię – jak podkreśla autor) i nie chce utknąć w suchych opisach i datach. Polecam!



16:11:00

Cunk o wszystkim. Encyklopedia Philomennica

Cunk o wszystkim. Encyklopedia Philomennica

Po ostatnich trudniejszych lekturach (cięższych tematycznie i tych zwyczajnie nietrafionych) sięgnęłam po tytuł z zasady komiczny. Na odreagowanie!

Tytuł: Cunk o wszystkim. Encyklopedia Philomennica
Tytuł oryginału: Cunk on Everything: The Encyclopedia Philomena

Autor: Philomena Cunk
Tłumacz: Katarzyna Dudzik, Michał Strąkow

Rok: 2023
Wydawnictwo: Insignis
ISBN: 978-83-67710-80-0


 

Nie każdy będzie miał ochotę przeczytać, cóż, encyklopedię, ale jeśli znacie ton programów Świat oczami Cunk, to domyślacie się, czego można spodziewać się po książce!

Dla chętnych trailer:

Całość dostępna na Netlixie, gdyby ktoś pytał. Ton programów miał od razu zakładać, że nikt nie chce oglądać dokumentów historycznych, bo są z definicji nudne. Konwencja zatem proponuje nam prowadzącą, która jest równie znudzona omawianymi tematami, ale jednocześnie przekonana o swojej nieomylności. A błędów robi masę! Jeśli chodzi o program, koniecznie oglądajcie w wersji anglojęzycznej (lub z napisami), bo aż roi się tam od przekręceń i gier słownych!

Książka jest swojego rodzaju uzupełnieniem dla produkcji BBC - znajdziemy w niej te same zwroty, ale Cunk ma do powiedzenia dużo więcej. Jest to zatem encyklopedia pisana z przymrużeniem oka i pełna błędów merytorycznych - nie dawajcie jej młodszym czytelnikom, które nie będą w stanie odróżnić prawdy od żartu!

To szybka i przyjemna lektura, nie jakoś szczególnie porywająca - ostatecznie czytacie zbiór definicji. Ale na pewno można się tu kilka razy uśmiechnąć pod nosem, bo często sami tak chcielibyśmy opisać otaczający nas świat.

Tłumacze na pewno odwalili kawał dobrej roboty, ale biorąc pod uwagę oryginalne "błędy" aż chciałoby się przeczytać angielską publikację, bo tam na pewno będzie jeszcze więcej kulturowych odniesień!


10:55:00

Chłopki. Opowieść o naszych babkach

Chłopki. Opowieść o naszych babkach

Wygląda na to, że wszyscy już przeczytali tę książkę. A to oznacza, że nie dość, że było na nią zapotrzebowanie na rynku (posypały się nagrody branżowe), to przede wszystkim okazało się, że te historie były potrzebne czytelnikom. 

Tytuł: Chłopki. Opowieść o naszych babkach
Autor: Joanna Kuciel-Frydryszak 

Rok: 2023
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-67674-31-7

Kobiety wiejskie, zwłaszcza te żyjące na przełomie wieków, ale i w okresie międzywojennym nie mogą poszczycić się szczęśliwym życiem. Nawet jeśli w ogromie obowiązków znalazły miłość, spokój i religijne oddanie, nie możemy tego porównać z dobrostanem, który obecnie rozumiemy jako poczucie spełniania. 

Kuciel-Frydryszak robi obszerną analizę opowieści przekazywanych z ust do ust, dokumentów i wycinków z gazet, życiorysów i ogólnego stanu społeczeństwa. Wchodzi do chłopskich chałup, w których brakuje zwykłej podłogi, a w dwóch łóżkach mieści się dziesięcioosobowa rodzina. Zagląda do garnków, metryk, listów polecających i skarg. Doskonale opracowuje temat, przedstawiając jakim koszmarem było życie wiejskiej kobiety. 

 

Ale zwraca też uwagę (choć nie brzmi to oskarżycielsko), jak niewykształcone, ubogie intelektualnie. mało kreatywne i (nie bójmy się tego powiedzieć) po prostu niedomyte były to kobiety. Nieszanowane, bite, gwałcone, zmordowane pracą, znajdywały pocieszenie w religii. Ale nigdy nie były czułe, troskliwe ani kochające dla swoich dzieci. 

Jak były wychowane, tak wychowywały własne potomstwo. Oschłe, skrzywdzone i traumatyzowane, potrafiły dzielić zapałkę na czworo i starały się wykarmić rodziny samymi ziemniakami i zupą z pokrzywy. Ale o higienie i emocjonalnym zaangażowaniu nie miały pojęcia. Z pogardą patrzyły na wszystko, czego nie mogły osiągnąć, więc większość z nich po prostu stosowała strategię kwaśnych winogron. 

Czy książka mi się podobała? Czytało się ją doskonale ze względu na pracę autorki. To co przedstawiła natomiast wybrzmiewa w mojej własnej rodzinie pochodzącej ze wsi - bierność połączona z zazdrością, pogarda połączona z prymitywizmem, emocjonalne zdystansowanie z powielaniem traum rodzinnych. Nie zawsze brak wyobraźni i tępotę można zrzucić na środowisko, brak opieki społecznej i mentalność 'a przecie wszyscy tak robią'. 

Co jeszcze mnie dziwi w książce i recenzjach to fakt, że i cytowane osoby i recenzenci są jakimś dziwnym trafem zaskoczeni, że ich babki i dziadkowie żyli w nędzy, pogrążeni w analfabetyzmie i kipiącej w nich złości na świat i własną niedolę. Gorzki śmiech we mnie wzbiera na myśl, że ludzie dopiero po przeczytaniu książki tego typu otwierają oczy ze zdumienia, że nie wszyscy pochodzą ze szlachty, nie są piątym pokoleniem mieszczaństwa i inteligencji oraz jakim druzgocącym przeżyciem jest dla nich świadomość, że babka lub prababka w ogóle nie umiała czytać. Takie osoby tylko same z siebie robią pośmiewisko, bo ich ignorancja i nieznajomość nie tyle własnej rodziny, ale historii kraju po prostu przeraża.

13:27:00

Kasta. Korzenie naszej goryczy

Kasta. Korzenie naszej goryczy

Ostatnia recenzja w tym roku i to wcale nie będzie lekki temat!

Tytuł: Kasta. Korzenie naszej goryczy
Tytuł oryginału: The Origins of Our Discontents

Autor: Isabel Wilkerson
Tłumacz: Rafał Lisowski

Rok: 2020 / 2023
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08180-8

Nie ufam rekomendacjom, nawet The New York Timesa. Ale jeśli widzę, że mam do czynienia z laureatką Pulitzera, to inaczej podchodzę do tematu. 

Wilkerson przedstawia odważną tezę, że niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych i jego pokłosie może być porównane z systemem kastowym w Indiach. Porównuje też te systemy do ideologii, którą głosili naziści. Chodzi zatem nie tyle o kolor skóry, ale o hierarchię, którą za wszelką cenę niektórzy starają się utrzymać. 

Wbrew pozorom książka nie sięga tylko daleko w przeszłość - autorka wprowadza nas w temat przywołując czerwone czapki z hasłem "Make America Great Again". Przecież kampania Trumpa była oparta właśnie na frustracjach mas społecznych, które czuły się zagrożone, gdy najważniejszy urząd w państwie objął czarnoskóry kandydat. 

Na postawie licznych porównań, anegdot i prawdziwych, często wstrząsających historii, autorka udowadnia, że "nieczystość" nie wynika z urodzenia, koloru skóry czy religii, ale z agresywnej obrony przed utratą wyższej pozycji - nie koniecznie od razu wysokiej, ale po prostu wyższej od tych ciemiężonych. 

Im dalej w las, tym bardziej jesteśmy przekonani do prezentowanych podobieństw. Jest to niewątpliwie wartościowa lektura, pełna przypisów, ale i prywatnych historii. Jednak objętość książki może zniechęcić - ponad 500 stron, a niektóre argumenty wydają się powtarzać. Dawkujcie ją sobie powoli, czytajcie w skupieniu, a na pewno docenicie przekaz. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

18:19:00

Wygasanie. Zmierzch mojego kościoła

Wygasanie. Zmierzch mojego kościoła

To była trudna dla mnie lektura. Zdecydowałam się na nią, żeby poznać całkowicie przeciwny mi punkt widzenia i było to wyzwanie. Jak pewnie widzieliście po relacjach na Instagramie, towarzyszyło mi wiele emocji. 

Tytuł: Wygasanie. Zmierzch mojego kościoła
Autor: Tomasz P. Terlikowski

Rok: 2023
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08086-3

Pierwszym moim pytaniem było dlaczego Wydawnictwo Literackie wydaje Terlikowskiego. Za tym musiał się kryć jakiś współczesny przekaz, mniej radykalny, bardziej otwarty na krytykę kościoła. 

Ale Terlikowski nie przestaje być sobą, gdy czołobitnie przedstawia rolę kościoła w czasach komunizmu i jego zaangażowanie nie tylko w duszpasterstwo, ale także w politykę kraju. I nie widzi w tym niczego złego. 


Z początkowych rozdziałów już wybrzmiewają pretensje do SB-ków, ale autor nie poświęca myśli księżom, którzy tak chętnie donosili nie tylko na siebie wzajemnie, ale także na swoich parafian. 

Z większości rozdziałów sączy się także uwielbienie Jana Pawła II, chociaż autor sam podkreśla, że we wszystkich jego wystąpieniach wtrącał się w politykę i sztorcował wyznawców, że nie przejęli roli męczennika narodów, który miałby doprowadzić do dominacji katolicyzmu w Europie. 

Chociaż momentami Terlikowski próbuje potępiać księży za przewinienia seksualne, to w szczegóły woli się nie wdawać. Dostrzega hierarchiczne i systemowe błędy instytucji kościoła, ale to dość stonowane oburzenie, bardziej skupione na lamencie, że nie zaproszono go do jakiegoś biskupa po napisaniu artykułu o molestowaniu. 

Terlikowski porusza problem laicyzacji społeczeństwa, winą obarcza internet, a nie księży, którzy tylko grzmią z katedry, potępiają i macają, a nie prowadzą dialogów z młodzieżą. Stwierdza, że licealistki bezpodstawnie i bez głębszego zrozumienia tematu ruszyły na Strajki Kobiet, a nie poświęca sekundy na refleksję dlaczego kobiety odeszły od kościoła. Broń boże (hehe) pochylić się nad prawem człowieka do decydowania o własnym ciele. 

Próba wybielenia swojej postaci jest chyba najbardziej niesmaczną częścią książki, gdzie autor sam stwierdza, że wiedział o pijaństwie, molestowaniu, zgorszeniu i dewiacji księży, ale ZA KAŻDYM RAZEM traktował to jako wyjątki!! I rozkłada w tekście bezradnie ręce, pytając czytelnika: "Co więcej mogłem zrobić? Przecież były inne czasy i byłem w innym miejscu zawodowo i religijnie". Może ktoś to kupi. Ja nie. 

Chciałabym pamiętać, że pod koniec książki Terlikowski przedstawia pomysł na poprawę sytuacji kościoła wśród społeczeństwa, głównie młodych ludzi. Dostrzegam, że przeprasza za swoje komentarze kierowane ku osobom homoseksualnym i transpłciowym. Ale ogólny wydźwięk tej książki pozostawia niesmak i utwierdza mnie w dotychczasowych wyborach i przekonaniach. 

Za egzemplarz recenzencki jednak dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


12:10:00

Hawana. Podzwrotnikowe delirium

Hawana. Podzwrotnikowe delirium

Z reportażami nie zawsze mi po drodze, ale chyba sama zapędziłam się w kozi róg, tworząc taką kategorię w moim bingo. Ale przecież zawsze chodzi o to, żeby czytać książki, które nas ciekawią! Więc nie ma nic lepszego niż literacka podróż!

Tytuł: Hawana. Podzwrotnikowe delirium
Tytuł oryginału: Hawana: A Subtropical Delirium

Autor: Mark Kurlansky
Tłumacz: Tomasz Fiedorek

Rok: 2017
Wydawnictwo: Czarne
ISBN: 978-83-8191-257-0

Hawana jest miastem kolorowym, dusznym, pachnącym rewolucją, cygarami i rumem. Miałam szaloną przyjemność odwiedzić to miejsce i zachwycić się nim jak tysiące osób przede mną. Sięgając po książkę, mogłam wrócić do wspomnień sprzed kilku lat. 

Kurlansky opisuje miasto chronologicznie, ale jednocześnie zwraca uwagę na różne aspekty. Dowiemy się, jak miasto powstawało, czyje wpływy odczuło najsilniej, przeczytamy o podbojach piratów, Hiszpanów i Amerykanów. Zajrzymy do domów zwykłych ludzi, do ich kuchni i salonów, ale także do hoteli i restauracji, które obecny ruch w interesie zawdzięczają np. niespotykanemu nigdzie indziej na świecie kultowi Ernesta Hemingwaya. 

Od wytwórni lodów, która miała przyćmić blask Stanów Zjednoczonych, przez domowe potrawki z kurczaka, po przepisy na znane na całym świecie cuba libre lub daiquiri - tutaj wręcz rozsmakujemy się w kuchni kubańskiej. 

Ale odwiedzimy także rewolucyjne place, zaułki, cmentarze, dowiemy się co nieco o muzyce i poezji, wciąż mając rewolucję z tyłu głowy. To nie jest książka, która opowiada o Fidelu i Che, to (przyznaję, dość pobieżny, ale informacyjny) obraz miasta, którego fenomen wciąż zachwyca i oczarowuje. 

Nie nastawiajcie się więc na rozkładanie rewolucji na części pierwsze, ale skupcie się na próbowaniu mozaiki smaków, zapachów, dźwięków i zwyczajów w literackiej formie!

11:45:00

Modopolis

Modopolis

Większość kobiet uwielbia kupować ubrania, śledzić nowe trendy i po prostu czuć się modnie. Niewiele z nas jednak zastanawia się podczas zakupów nad całym przemysłem odzieżowym, a nawet te, które robią zakupy świadomie, pewnie nie znają wszystkich tajników współczesnej mody. 

Z pomocą może zatem przyjść ta książka:

Tytuł: Modopolis. Dlaczego to, co nosimy, ma znaczenie
Tytuł oryginału: Fashionopolis: The Price of Fashion — and the Future of Clothes

Autor: Dana Thomas
Tłumacz: Hanna Pasierska

Rok: 2019/2021
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-07408-4

Wszyscy wiemy, że ubraniami możemy wyrazić siebie. To jak ubierzemy się na egzamin, rozmowę kwalifikacyjną, a nawet imieniny cioci, którą chcemy w końcu doprowadzić do zawału, może zadecydować o naszych dalszych losach. (Osobiście nie znoszę, gdy na egzamin studenci przychodzą w wymiętych koszulkach i jeansach, lekceważąc powagę uczelni, ale biję brawo, gdy widzę na ulicy kobietę, która z oszałamiającą pewnością siebie porusza się w krwistoczerwonej sukience). 

Coraz częściej jednak myśląc o naszym fashion statement wybieramy marki, które nie czerpią z wyzysku azjatyckich dzieci lub takie, które oferują materiały z recyklingu. Sama przez ostatni rok z dumą zauważyłam, że kupiłam zdecydowanie mniej ubrań niż w roku poprzednim i bardziej świadomie podchodzę do materiałów. 

Książka ma na celu zapoznanie czytelnika z przemysłem modowym od podszewki i rzeczywiście dowiemy się o okropnych zaniedbaniach w szwalniach, nieprzestrzeganiu przepisów BHP, tonach śmieci, zużyciu wody i recyklingu. Zrozumiemy na czym polega sukces Zary, dlaczego słynna scena z Diabeł ubiera się u Prady z niebieskim sweterkiem odzwierciedla hierarchię branży i dlaczego powinniśmy bardziej świadomie nosić nasze ubrania. 

Ale odniosłam wrażenie, że autorka nie kieruje swoich słów do przeciętnego człowieka, który ubiera się w tak zwanych sieciówkach, tylko do nieprzyzwoicie bogatych, rozpieszczonych paniuś, którym trzeba jak krowie na rowie wyłożyć, że kupowanie 30 sukienek w tygodniu może na dłuższą metę zaszkodzić środowisku. 

W oczach autorki Stella McCartney urosła do miana bożyszcza, które jako jedyne i pierwsze i najlepiej myśli o zrównoważonym rozwoju, a projektanci haute couture mają najgorzej na świecie, bo wszyscy z nich ściągają projekty. Natomiast niszowe przedsiębiorstwa, których zyski sięgają kilku (a nie kilkudziesięciu) milionów dolarów rocznie to męczennicy branży, którzy sami niosą krzyż oświecenia na plecach. No czyli skromnie, ale godnie. Jezu...

Przez taki wydźwięk niestety z trudem przebijałam się przez kolejne rozdziały, z których z czasem przestały przebijać się informacje dotyczące naturalnej bawełny i zaawansowanych technologii, a pozostały tylko szczegółowe opisy fryzur osób, z którymi autorka rozmawiała. 

Tutaj zatem sami musicie zdecydować, czy chcecie po tę książkę sięgnąć, bo może nie będą Was drażnić takie rzeczy, a z chęcią dowiecie się nieco więcej o tym wielkim przemyśle.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

12:08:00

Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota

Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota

Stale próbuję oswoić się z reportażem, chociaż wiem, że jest to dla mnie zawsze lektura trudna. Początkowo myślałam, że chodzi o formę, która jest często zbyt beletrystyczna lub umoralniająca. Podświadomie wiem jednak, że częściej chodzi o tematy, jakie w reportażu są omawiane, a które sprawiają fizyczny dyskomfort podczas lektury. Ponieważ książka pokazała ohydny upadek moralny, a moje emocje wzięły górę, recenzja może zakrawać o bycie jednym wielkim spoilerem. Czytacie zatem na własną odpowiedzialność.

Tytuł: Płuczki. Poszukiwacze żydowskiego złota
Autor: Paweł Piotr Reszka

Rok: 2019
Wydawnictwo: Agora
ISBN: 978-83-268-2949-9

Reszka skupia się na obozach zagłady w Bełżcu i Sobiborze, a dokładniej na tym, jakich precedensów dopuszczały się hieny cmentarne, które okolicę zamieszkiwały. I nie bójmy się tak nazywać osoby, które grzebały w spopielonych lub często jedynie rozkładających się zwłokach w poszukiwaniu złotych zębów, koronek, pieniędzy lub biżuterii. 

Z wypowiedzi zebranych w tej krótkiej książce wynika, że motywem tak okropnej grabieży była ogólnie panująca bieda. Po wojnie nigdzie nie żyło się lekko, ale trudna sytuacja życiowa szybko przeradza się w chęć łatwego wzbogacenia się. Jeśli czytać tę książką ze stosowną uwagą, zrozumiemy, że ta praktyka rozciągała się na dekady po wojnie, stanowiła główne źródło utrzymania osób, którym często najzwyczajniej nie chciało się iść do pracy, a złoto wygrzebane ze zwłok fundowało nie podstawową strawę, ale huczne wesela, bogate posagi, alkohol i próżne błyskotki.

Upadek moralny złodziei, a raczej ich zezwierzęcenie, widoczny jest także w relacjach między nimi samymi, gdy próbują wydrzeć sobie nawzajem łupy, a także gdy powołują się na brak tablic mówiących im wprost, że mają do czynienia z terenem obozu zagłady. Przy czym większość osób, do których dotarł Reszka wychowywała się w okolicy i doskonale wiedziała, co się dzieje za murami pilnowanymi przez Niemców. 

Ujęci powoływali się właśnie na brak odpowiedniego oznakowania terenu oraz niskie wykształcenie, co często skutkowało łagodniejszym wymiarem kary — jak nic świadczącym o porażce systemu, który jeszcze nie potrafił otwarcie mówić (a może nadal nie umie) o sprawie żydowskiej. 

Można tutaj spytać, czy tak prosta społeczność była upominana przez przedstawicieli duchowieństwa. Otóż mimo że na środku jednego z obozów stoi kaplica, w której odbywały się nabożeństwa, żaden z mieszkańców okolicznych wsi nie przypomina sobie, aby duchowni zabierali głos w tej sprawie. Ale chociaż w niedzielę nikt nie chodził kopać, bo przecież dzień święty, więc jakiś szacunek trzeba sile wyższej okazać. 

Gdy próbowałam zwalczyć zalewającą mnie z każdym rozdziałem krew, musiałam jednak zwrócić uwagę na postawę Reszki. Wypaczenie moralne okolicznych mieszkańców nie jest niczym usprawiedliwione w oczach reportera, który z brutalną wiernością cytuje wypowiedzi ośmieszających się nawet po latach złodziei. Z odpowiedzi widać, w jaki sposób pytanie zostało zadane, ale także jak zmienia się opinia rozmówcy, gdy dociera do niego, że czyn, który jeszcze przed chwilą potępiał, zaczyna usprawiedliwiać i uzasadniać, skojarzywszy, że chodzi o jednego z członków jego rodziny. 

Najbardziej absurdalnym wyjaśnieniem było powtarzające się przekonanie, że wszystkiemu winny jest Niemiec, bo to on zakorzenił niechęć do Żydów. Szkoda, że jednocześnie oznacza to, że etycznie czysty jak łza Polak samodzielnie myśleć nie potrafi. A może potrafi? Bo przecież Żyd jest dobry, gdy pożycza pieniądze na wódkę, ale staje się zły, gdy tych pieniędzy nie chcemy oddać i tracimy świnię na weksel. 

Jestem tą książką niezwykle poruszona — zarówno obrzydliwymi występkami w niej opisanymi, jak i perfekcyjnym warsztatem autora. To opowieść smutna, niewygodna, ale ważna, bo dopóki nie mówimy o błędach, dopóty nie będziemy w stanie wyciągnąć z nich odpowiedniej nauki.

13:50:00

Synapsy Marii H.

Synapsy Marii H.

Najnowsza książka Hanny Krall trafiła także i w moje ręce. Po lekturze Białej Marii (link do recenzji) cały czas byłam nastawiona na reportaże, ale ta lektura chyba wydała mi się bardziej przystępna.

Tytuł: Synapsy Marii H.
Autor: Hanna Krall

Rok: 2020
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-07067-3

Maria Twardokęs-Hrabowska, polska opozycjonistka więziona w 1981 roku za wspieranie strajku, zmaga się z trudną teraźniejszością. W społeczeństwie nieczułym na inność i nieprzygotowanym na to, co odbiega od przyjętej normy, wychowuje cierpiącego na autyzm syna. W jej historii pojawia się także Maria Hrabowska, „matka jej męża”, która przeżyła piekło II wojny światowej i współczesnego terroryzmu – atak na wieże WTC.

Książka składa się ze wspomnień obu kobiet pozyskanych przez Krall na podstawie rozmów i korespondencji. Znów zostajemy wrzuceni w opowieść pełną emocji, lęków, ale tym razem i codzienności. 

Autorka i w tym reportażu wymaga od nas czujności, dokładnego prześledzenia, o której Marii H. czytamy. Historyczne zawieruchy doświadczyły przecież obie kobiety, ale bieżące sprawy nie pozwalają na chwile spokoju. 

Bo opisując na przykład zwykły niedzielny obiad, autorka potrafi nas przenieść do innego posiłku, tego przed laty, który był pełen zupełnie innych emocji. To zatem kolejna próba Krall zmierzenia się z tym, co zapamiętujemy, a które wspomnienia porzucamy lub ulatują nam samoczynnie. Przywołując współczesność, zaprasza nas do podróży w przeszłość po tytułowych synapsach, które w ułamek sekundy przenoszą nas do traum, nieszczęść i chwil niepewności. Bo gdy przeżyło się Holocaust, to czy możemy liczyć na jeszcze jeden łut szczęścia, będąc w centrum zamachu terrorystycznego?

To kolejna trudna i wymagająca lektura, nadal nie wpisująca się w ramy typowego reportażu. I chociaż to książka krótka, jest warta uwagi. Fakt, że została opatrzona ilustracjami Amandy Hrabowski, córki jednej z bohaterek, dodatkowo sprawia, że niełatwo przejść obojętnie obok tak poruszających zmagań jednej rodziny.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

10:58:00

Biała Maria

Biała Maria

Rzuciłam się na tę książkę z ogromną ciekawością, bo pamiętam, jakie wrażenie zrobiło na mnie lata temu "Zdążyć przed Panem Bogiem". Hanna Krall jest przecież uznawaną na świecie reporterką, więc co mogło pójść nie tak?

Tytuł: Biała Maria
Autor: Hanna Krall

Rok: 2020
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-07068-0

Druga wojna światowa, polskie małżeństwo zobowiązuje się zostać rodzicami chrzestnymi żydowskiej dziewczynki. Nie dotrzymują słowa, powołując się na przykazanie: Nie mów fałszywego świadectwa…

Historia o tyle straszna, że zamiast uratować czyjeś życie, wydawałoby się dobro najwyższe, para decyduje się na przestrzeganie skostniałych przykazań, pomijając moralny wydźwięk swoich decyzji. 

To także historie innych postaci, które stawały przed trudnymi wyborami, których nie oszczędziła wojna, czas, ani obcy ludzie. To opowieść o tym, jaki koniec może nas spotkać, gdy startujemy z podobnych pozycji, ale nasz wewnętrzny kompas i przekonania zagnają nas w różne kierunki. Kto zostanie katem, a kto ofiarą (także po wojnie)? Kto zostanie zapomniany, a kto zyska głos? 

Trudno mi wpisać tę pozycję w ramy zwykłego reportażu, ponieważ to opowieść tkana emocjami, często się rwąca, na pierwszy rzut oka chaotyczna. Być może nawet krucha, jak Biała Maria — ta słynna tytułowa porcelana, która w obliczu wojennej zawieruchy traci swoją wartość lub wręcz przeciwnie, ratuje życie, jeśli w najczarniejszej godzinie wymieni się ją na bochenek chleba.

Lektura bardzo trudna, wymagająca od czytelnika doskonałej znajomości kontekstów i niuansów historycznych. Reportaż odwołuje się także bardzo często i ściśle do filmów Krzysztofa Kieślowskiego, prywatnych rozmów, nie wiadomo na ile prawdziwych, na ile dopasowanych do potrzeb historii.

To pozycja wymagająca skupienia na każdym kroku, zbliżona w odbiorze do przekopywania się przez cudze pamiątki, samemu mając szczątkowe pojęcie o danej osobie. 

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

 


Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger