Ja naprawdę chciałam, żeby to było dobre! Chciałam intrygującej fantastyki wrzuconej w szalone lata '20, inspirację baśniami i romans, który chwyta za serce. A dostałam tylko ładną okładkę...
Tytuł: Zaklęta w łabędzia
Tytuł oryginału: Upon a Frosted Star
Autor: M.A. Kuzniar
Tłumacz: Izabela Matuszewska
Rok: 2023/2024
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 978-83-8361-280-5
Forster jest odrzuconym przez rodzinę malarzem. Ledwo wiąże koniec z końcem, ale dzięki wsparciu przyjaciół jest w stanie funkcjonować w tętniącym życiem Londynie. I choć jak pomyślimy o wrzasku wspaniałych lat '20, to przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, to nie zapominajmy, że na całym świecie lał się szampan, a wystawne przyjęcia przechodziły do historii.
Jednym z takich przyjęć jest też doroczny tematyczny bal w posiadłości poza miastem - wydarzenie o tyle tajemnicze, że organizowane jest wraz z pierwszym śniegiem, a zaproszenia pojawiają się w przedziwnych formach na mieście. Forster, będąc na jednym z takich przyjęć, zostaje oszołomiony przez wybitną baletnicę, która daje tam występ. Nieznajoma dziewczyna szybko staje się jego muzą, a cały kolejny rok upływa mu na twórczej pracy i wyczekiwaniu następnej zimy.
Odetta, bo tak dziewczyna ma na imię, okazuje się być organizatorką tych wystawnych bali. Jednak tylko biedny malarz odkrywa jej tajemnicę - dziewczyna przybiera postać człowieka tylko wtedy, gdy na ziemi utrzymuje się śnieg. Wraz z nadejściem wiosny, a raczej ze zmianą pogody (nie oszukujmy się, śnieg w okolicach Londynu nie utrzymuje się długo) dziewczyna zamienia się w łabędzia.
Chciałabym napisać, że wzajemna fascynacja tej pary narasta z czasem, ale ona po prostu od razu się pojawia i nie czujemy ani głębi, ani dramatu ich położenia. Forster oczywiście stara się robić wszystko, żeby klątwę zdjąć, Odetta nie pozwala mu się w sobie zakochać, jest czarnoksiężnik, jest motyw Jeziora łabędzi i to wszystko jakoś tak pozlepiane bez ładu i składu.
Motyw katastrofy Titanica został wprowadzony tylko po to, żeby uśmiercić zbędnych bohaterów, do powieści gotyckiej tego w ogóle nie da się przyrównać, klimat z Wielkiego Gatsby'ego ściągnięty do tego stopnia, że nawet auta mają te same kolory, a chemii między bohaterami nie czułam w ogóle.
Nie jest to "piękna i kunsztownie utkana baśń", jak sugeruje okładka, tylko zlepek motywów, które akurat wpadły autorce do głowy. Plusem jest to, że czyta się szybko (bo w sumie nie ma o czym), więc można łatwo przez tę książkę przebrnąć.
Nie polecam, ale jeśli już koniecznie chcecie, to poszukajcie jej w bibliotece, a nie inwestujcie w książkę tylko dlatego, że to seria butikowa.

Szkoda, że zmarnowano potencjał lat dwudziestych na powierzchowną relację bez chemii. Twoja rzetelna recenzja skutecznie ostudziła mój zapał do zakupu, bo widać, że w tym przypadku ładna oprawa to nie wszystko.
OdpowiedzUsuń