20:38:00

Kasperl i Margit

No i ja znowu bardzo chciałam, żeby spodobała mi się ta książka! Autor zachwycił w Golemie, który rozłożył mnie emocjonalnie na łopatki - tutaj znajdziecie recenzję. Ale tym razem, byłam rozdrażniona lekturą. 

Tytuł: Kasperl i Margit
Autor: Maciej Płaza

Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08884-5

Z okładki dowiemy się, że to monumentalna powieść. I owszem, objętościowo mamy tutaj 650 stron, fabuła rozwija się na przestrzeni trzech dekad, a bohaterowie krążą nie tylko między Poznaniem i Berlinem, ale wyprawiają się na Węgry lub do Salzburga. Nie jest to jednak ani powieść historyczna, ani powieść drogi. 

Kasperl pochodzi z bardzo ubogiej warstwy społecznej. I chociaż chciałoby się to romantyzować, że bieda, że głód, że trudne czasy, to po prostu jest wychowywany w najgorszej patologii i nią przesiąka na wskroś i na dekady do przodu. Chociaż ma wspaniały słuch muzyczny, bardziej zwraca uwagę to, że kradnie, z czasem pilnuje lokalnych prostytutek, a później w zasadzie jest tylko o krok od zabójstwa. Mało mnie ruszają te jego prostackie ballady i przygrywanie na akordeonie. 

Margit, a w zasadzie Małgorzata, na odwrót - pochodzi ze szlacheckiej rodziny, ale jej marzeniem jest zostać aktorką. I o dziwo rodzice zaczynają ją posyłać na prywatne lekcje, a na początku XX wieku to jednak szemrany zawód. Wprawdzie wychodzi za młodego lekarza niemieckiego pochodzenia, ale gdy ten jest na wojnie, ona z wiernością ma pewne kłopoty. 

Ale nie jest to też powieść ściśle o klasach społecznych. Kasperl niby pnie się w hierarchii poznańskich rzezimieszków, ale bierze też udział w powstaniu wielkopolskim. Mimo że dorasta, wciąż jest prostakiem i wulgarnym chamem. Margit przyjmuje węgierski pseudonim artystyczny i spektakularnie się stacza - z doniosłych sztuk przerzuca się na obrzydliwe erotyczne spektakle bardzo niskiej kategorii.  

I choć losy bohaterów się przeplatają, a w końcu splatają na dobre, to nie jest to też powieść o miłości. Starsza o dziesięć lat kobieta ma problemy z zaufaniem, ale przede wszystkim nie wie, czego chce. Chłopak jest równie nieogarnięty życiowo, ale jest klaunem i cwaniakiem. W pięknych słowach można powiedzieć, że miotają nimi żądze i wydarzenia historyczne, a oni i tak niestrudzenie poszukują swojej tożsamości. Ale na litość boską, ile można nie wiedzieć, czego się chce od życia?!

Jednak pomijając to, że nie polubiłam żadnej postaci, starałam się docenić hołd złożony Poznaniowi. Większość fabuły właśnie tam się rozgrywa. Ale koszmarem stała się dla mnie warstwa językowa. Kasperl posługuje się gwarą - ale tak do bólu wręcz niezrozumiałą. Rozdziały z jego perspektywy to męka dla oczu, uszu i intelektu. I gdy poznajemy go jako jedenastoletniego chłopaka, jesteśmy w stanie jeszcze co nieco sobie uzasadnić. Ale im bardziej wyrywa się z tego lumpiarstwa, tym bardziej chciałoby się usłyszeć, jak posługuje się językiem polskim. Niestety. A wiedząc, że postać jest nieukiem i wulgarnym prostakiem, dostajemy ohydny bełkot. Czy to przez dofinansowanie z budżetu Województwa Wielkopolskiego, czy przez oryginalny zamysł, Płaza faszeruje czytelnika bardzo niszowym słownictwem. W wersji papierowej, którą dostałam w okolicach premiery na szczęście jest słowniczek! 

Przebrnęłam przez tę książkę, ale niestety mi się nie podobała. Wszystko dałoby się skrócić o jakieś 300 stron, gdyby autor na siłę nie wciskał poznańskiej gwary posługując się ciągle tymi samymi zwrotami tylko po to, żeby przećwiczyć użycie tego słownictwa w pełnym zdaniu. Postacie są odpychające, Poznań nie zachwyca, a Berlin nie jest aż tak dobrze opisany. 

Może osoby z Poznania lepiej odniosą się do tej lektury. Ja odkładam ten tytuł na półkę bardzo zmęczona. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.  

  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger