12:53:00

Emily ze Srebrnego Nowiu

Pamiętam, że czytałam całą opowieść o Emilce ze Srebrnego Nowiu jak miałam jakieś 13 lat - byłam wtedy strasznie chora, więc spędzając całe dnie w łóżku, pochłonęłam od razu wszystkie trzy tomy. A teraz Anna Bańkowska (odpowiedzialna za nowe tłumaczenie przygód o rudowłosej Ani - moja recenzja pierwszego tomu tutaj) bierze na warsztat Emily!

Tytuł: Emily ze Srebrnego Nowiu
Tytuł oryginału: Emily of New Moon

Autor: Lucy Maud Montgomery
Tłumacz: Anna Bańkowska

Rok: 1923 / 2026
Wydawnictwo: Marginesy
ISBN: 978-83-68549-83-6

Emily straciła matkę, gdy była malutka. Od tamtej pory wychowywała się u boku ciepłego, wrażliwego i liberalnego ojca, z którym łączyła ją ogromna miłość i zrozumienie. Niestety, dziesięcioletnia Emily traci również i jego. Gdy choroba zabiera najbliższą jej osobę, okazuje się, że opieki nad nią ma się podjąć ktoś z rodziny jej matki - z rodziny, która nigdy nie wybaczyła młodej dziewczynie, że uciekła z biednym dziennikarzem. 

 

W ten sposób Emily trafia do Srebrnego Nowiu - posiadłości prowadzonej przez dwie ciotki i wujka - Elizabeth, Laurę i Jimmy'ego. Opuszczona i samotna dziewczynka musi zdać się na łaskę osób, których duma, zimne wychowanie i różnice charakterów bardzo mocno odciskają się na wrażliwej duszy dziecka. 

Z czasem jednak Emily zaczyna dostrzegać otaczające ją piękno, poznaje przyjaciół, którym pomaga rozwikłać rodzinne tajemnice oraz oddaje się (gorszącej jak na tamte czasy i ten staroświecki dom) pisaniu poezji i opowiadań. 

Chociaż z wyglądu dziewczynka nijak nie przypomina Anne Shirley, to widzimy tu sporo podobnych motywów - osierocenie, zimny wychów, ucieczka w świat marzeń i zachwyt przyrodą Wyspy Księcia Edwarda. Z noty biograficznej dowiadujemy się, że to tak naprawdę motywy autobiograficzne kanadyjskiej pisarki, ale schematyczność nie przeszkadza nam bardzo w lekturze. 

Chociaż do Ani mam większy sentyment ze względu na jej charakter, to widzę też, że historia Emily nie jest tak samo bogata w przygody. Co nie musi działać na niekorzyść - po prostu dostajemy więcej codziennych przygód, które czyta się także z ciepłem w sercu. 

Po tylu latach od pierwszej lektury miałam wrażenie, że książka będzie krótsza - ale jednak jej objętość mnie zaskoczyła. Nie spodziewam się, że dodano tutaj jakieś brakujące rozdziały jak w przypadku nowego tłumaczenia Błękitnego zamku (tutaj recenzja i moje oburzenie), ale jest to przyjemna i lekka lektura, którą na pewno jako dorosła kobieta odbieram trochę inaczej. 

Dlatego jeśli znacie tę historię - warto do niej wrócić. A jeśli możecie komuś ją polecić, to myślę, że młode czytelniczki też będą umiały zakochać się w Wyspie Księcia Edwarda widzianej oczami kolejnej marzycielki. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Marginesy!

4 komentarze:

  1. Bardzo rzetelna recenzja, która przywołuje moje własne wspomnienia z dzieciństwa, choć wtedy Emily wydawała mi się nieco mroczniejsza niż Ania. Dobrze wiedzieć, że mimo zmiany perspektywy na dorosłą ta historia wciąż zachwyca, więc chętnie sprawdzę nowe tłumaczenie od Anny Bańkowskiej i wydawnictwa Marginesy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tak! Też mi się wydawało, że opowieść jest trochę bardziej mroczna, ale jak teraz czytałam po latach, to najbardziej tajemniczy wątek został bardzo szybko rozwiązany - wręcz ucięty!

      Usuń
  2. Czytałam sto lat temu i pamiętam głównie dwie sceny: przedstawienie Emily rodzinie i jej powoli rodzący się uśmiech oraz późniejsze oświadczyny jakiegoś kolesia. Odrzucone, przez co ze złości chyba rozbił wazon. Nic więcej nie kojarzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahha! Z tego, co ja pamiętam to to jakiś początek pierwszej części i koniec trzeciej? :D

      Usuń

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger