Moja fascynacja Skłodowską zaczęła się pewnie w liceum - chodziłam do szkoły, której patronką była ta wybitna postać. Jednak dopiero po latach przeczytałam biografię pisaną przez jej córkę, Ewę Curie (recenzja tutaj - klik!). I trochę racji jest w zdaniu "nie poznawaj swoich idoli".
Tytuł: Skłodowska-Curie. Rebeliantka
Autor: Angelika Kuźniak
Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08171-6
Nie zrozumcie mnie źle! Czasem po lekturze biografii widzę więcej człowieka w znanej jednostce. A czasem mniej. W tym przypadku mówimy o kobiecie, która w pełni oddała się nauce, bo tylko w niej znajdywała ukojenie po osobistej tragedii.
Książkę rozpoczynamy oryginalnie, bo nie od narodzin czy dzieciństwa, ale od wydarzenia, które niezwykle mocno wpłynęło na dorosłe życie noblistki - od śmierci Piotra Curie. Był on miłością jej życia, ojcem dwóch córek, wspaniałym partnerem naukowym. Oboje z Marią mieli tak samo pragmatyczne podejście do życia codziennego i zawodowego.
Nie ma złudzeń - kochali się nad życie, ale dowodów istnienia lub początków tej miłości nie ma zbyt wiele. A szkoda, bo o tym czytałoby się może nawet chętniej niż o wszystkich organizacjach, które chciały skorzystać na znajomości ze Skłodowską.
Ale to nastąpiło wiele lat po zdobyciu dwóch nagród Nobla. Jak już przebrzmiały echa romansu z innym naukowcem. Chociaż relacja ta rozwinęła się kilka lat po śmierci Piotra, była na tyle niefortunna, że Paul Langevin był wtedy w związku małżeńskim.
Wydawać by się mogło, że opinia publiczna we Francji podejdzie bardziej liberalnie do takiego związku, ale prasa nie zostawiła na Marii suchej nitki. Plotki rozprzestrzeniały się do tego stopnia, że odradzano jej osobisty odbiór drugiej Nagrody Nobla. Wszystko, aby uniknąć jeszcze większego skandalu.
Nie przypominam sobie, żeby aż tyle informacji związanych z romansem było przedstawionych w biografii napisanej przez córkę.
Kuźniak jednak przekopała się przez masę źródeł, żeby przedstawić jak najpełniejszy obraz naukowczyni. Przybliża relacje z Einsteinem i córkami, ze środowiskiem naukowym i zarys podróży do Ameryki. Jej inicjatywy na froncie, poczucie narodowości - chęć walki o dobro Polski i poczucie głębokiej miłości do Francji.
Poznajemy charakter Marii - skupionej, skromnej, surowej i upartej. Być może nawet jesteśmy w stanie dopatrzeć się pewnej skazy tego charakteru (zwłaszcza w jej reakcji na śmierć tzw. radowych dziewczyn w Stanach lub w relacjach z córkami).
Jednak trudno dopatrzeć się tutaj tej tytułowej rebelii. Całe życie Marii to upór i konsekwentne dążenie do celu. Niektórych rzeczy jednak nawet ona nie była w stanie nie doświadczyć - szowinizmu środowisk naukowych, linczu w prasie, jawnego pomijania osiągnięć lub ignorowania fachowej opinii. Bo Skłodowska cały czas, a dla niektórych przede wszystkim, była kobietą.
I Kuźniak (jak w przypadku biografii Olgi Boznańskiej - klik do recenzji!) stawia na kobietę. Odrzuca patriotyczne patosy, pomija ckliwe opisy dzieciństwa, przedstawia obraz który warto poznać!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

Świetny wpis, bo pięknie pokazujesz, jak po latach zmienia się nasze spojrzenie na znane postacie. Ta dwoistość – wielka naukowczyni i po prostu człowiek ze swoimi trudnymi wyborami czy trudniejszymi cechami charakteru – sprawia, że taka biografia jest o wiele ciekawsza niż pomnikowy laurka. Zdecydowanie zachęciłaś mnie do sprawdzania, jak Kuźniak ugryzła ten temat.
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę! Mam nadzieję, że lektura będzie owocna!
UsuńPewnie kiedyś przeczytam, nawet jeśli na jej obrazie pojawi się jakaś rysa. Zawsze mnie odpala, kiedy czepiacze internetowi (w większości płci męskiej) wycierają sobie nią gęby, że widzicie, tępe dzidy, skoro ona mogła, znaczy nie było wcale tak źle. I standardowo głuchną na argumenty, jak miała pod górkę i ile musiała się namęczyć. Koniec kropka, ona mogła, znaczy dało się. I morda w kubeł, feministki.
OdpowiedzUsuńSerio? Przyznaję, że jestem w szoku - nie spotkałam się chyba z takimi komentarzami, ale to może dlatego, że dzbany, których dyskusje widziałam nie potrafiłyby pewnie przeliterować jej nazwiska poprawnie!
Usuń