Ostatni ze świątecznych prezentów przeczytany! Stosik hańby oczywiście nadal jest imponujący, ale staram się być na bieżąco ze wszystkim, co trafia na moją półkę!
Tytuł: La Mamma
Autor: Joanna Stopyra-Fiedorowicz
Rok: 2020
Wydawnictwo: Women Power Media
ISBN: 978-83-958007-0-2
Sama książka reklamuje się jako "najczulsza przewodniczka na drodze do stawania się mamą". Bo umówmy się, że jest to trudny czas, wszystko jest nowe, kobiety stają przed niespodziewanymi wyzwaniami, a społeczeństwo i najbliżsi nie odpuszczają. Nieproszone komentarze, głaskanie po brzuchu bez pozwolenia, ocenianie i cała masa przestarzałych lub niechcianych rad potrafią wkurzyć bardziej niż realizacja, że mamy problem z założeniem skarpetek!
Autorka patrzy zatem na okres ciąży, połogu i pierwszych miesięcy bycia mamą z perspektywy indywidualnej kobiety, a nie wszystkowiedzącego stereotypu matki Polki (lepiej - nawiedzonej madki, którą można spotkać na forach i grupach internetowych!).
Dostajemy zatem bardzo osobistą perspektywę, jak to było u niej - z czego się cieszyła, co ją irytowało, kiedy sama kopała się w kostkę za komentarz, który wygłosiła bez refleksji. Nie skupia się na fizyczności i ciele jako takim, ale np. na języku, jakim się posługujemy, podmiotowości dziecka, konieczności dbania o związek z partnerem, ale też na małych tęsknotach, gdy dziecko zaczyna dorastać.
Osobiście w pełni się zgadzam, że kobieta, która staje się matką nie powinna tracić swojej osobowości. Dziecko nas dopełnia, ale nie wymazuje nas jako osoby (teksty w stylu "mama zrobi..., mama poda..." mogą działać irytująco!). Tak samo w moim słowniku nie ma wyrazu "cyc" i wszelkich pochodnych. Jest to dla mnie wyraz prostacki i wulgarny, a w odniesieniu do kobiety karmiącej brzydkich określeń mamy jeszcze więcej ("dojarka", "chodząca mleczarnia"). Fuj!
Zatem książka wyraża ogromny szacunek dla kobiet w ciąży i świeżo upieczonych mam. Zmusza do zastanowienia się, czy każdy komentarz trzeba wygłosić na głos oraz podkreśla intymność macierzyństwa.
Z rzeczy na minus - autorka ewidentnie kochała być w ciąży i epatuje miłością do własnego dziecka z co drugiej kartki. I nie ma w tym nic złego, ale nie każda kobieta musi wielbić ciążę. Nie każda przyszła mama kocha wszystkie dzieci świata. Nie wszystko co związane z pojawieniem się dziecka musi być przelukrowane i "ububione" jak to zwykło się u mnie mawiać.
Ale niewątpliwie będzie to książka, która podniesie na duchu, wywoła wiele refleksji, zada ważne pytania i uspokoi w wielu kwestiach, bo stawia kobietę na pierwszym miejscu.
Dziękuję Mamo!

Ciekawa recenzja. Dobrze, że autorka zwraca uwagę na podmiotowość kobiety i ten cały chaos wokół nieproszonych rad, bo to faktycznie bywa męczące. Twoje podejście do zachowania własnej osobowości w macierzyństwie też bardzo do mnie trafia.
OdpowiedzUsuńDziękuję! Cały czas mam wrażenie, że rozmowy o świadomym macierzyństwie i nie robienie z kobiety jakiegoś rozpłodowego przedmiotu nie są zbyt popularne!
UsuńNie wątpię, że pozycja potrzebna, ale nie jestem targetem. Rozczulanie się nad ciążą czy samym macierzyństwem to dla mnie egzotyka, więc nie ma sensu sięgać.
OdpowiedzUsuńCzytanie dla samej zasady nie ma sensu - zgadzam się!
Usuń