Pośmialiśmy się, że ohoho, jaki tytuł, jaki temat! I że kobieta będzie to czytać! Dużo reakcji pojawiło się pod relacjami na Instagramie i widzę, że masa osób reaguje nerwowym śmiechem (mężczyźni też!), bo intymność to ciągle u nas tabu. Niezależnie od wieku!
Tytuł: Sztuka obsługi penisa
Autor: Andrzej Gryżewski, Przemysław Pilarski
Rok: 2018 / 2025
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08665-0
Jeśli ktoś po tytule wnosił, że jest to uproszczona Kamasutra lub instrukcja zaawansowanego fellatio, to będzie bardzo zaskoczony. Książka jest błyskotliwą rozmową seksuologa i dziennikarza, którzy w swobodny sposób zwracają uwagę na ogromne niezrozumienie pewnych (wydawałoby się) oczywistych zagadnień.
Większość problemów z naszą aktywnością seksualną gnieździ się w naszych głowach - może to być głęboko ukryta trauma z dzieciństwa, przebodźcowanie, konflikt w związku lub nawet zwykłe zmęczenie po ciężkim dniu pracy. Autorzy wielokrotnie zwracają uwagę na to, że nasze ciało nie działa z automatu, mężczyźni nie mogą się spodziewać takich samych reakcji na samą myśl o seksie w wieku 17 i 50 lat, penis nie jest jakimś odosobnionym bytem, który ma w atawistyczny sposób podbudować czyjeś ego, zrobić swoje i nie wychylać się, jak nie jest proszony o działanie!
Ze zgromadzonych rozmów wynika jak wielu mężczyzn ma problem z uświadomieniem sobie, że wyciszenie i relaks, odpowiednia higiena (zarówno fizyczna, jak i psychiczna) mogą rozwiązać całkiem sporo zaburzeń erekcji. Trafna uwaga z książki: człowiek prehistoryczny miałby problemy z polowaniem na mamuta i walką z erekcją w tym samym czasie, więc to nie adrenalina jest potrzebna do szczęścia! Z książki wynika też, że brak komunikacji (i tu mowa o otwartości względem siebie, lekarza czy partnera) i takie 'męskie' zamykanie się w sobie mogą tylko pogorszyć problem.
To nie jest książka, przy której będziemy się rumienić ze wstydu. Lekki ton sprawia, że czyta ją się błyskiem. Ale co jakiś czas przyjdzie nam się złapać za głowę! Stan wiedzy o naszym ciele jest wciąż zatrważająco niski, nie wiemy, gdzie i jak szukać pomocy, bagatelizujemy schorzenia i stawiamy na stereotypy. Jako kobieta, której zależy na dobrej relacji z partnerem miałam kilka zapalających się żaróweczek w głowie. Ale uważam, że mężczyzna czytający tę książkę zrozumie, że po pierwsze nie jest odosobniony w swoich problemach, lękach i obawach. A po drugie, że jego seksualność to temat ważny, o którym powinno się rozmawiać - ale tak rzetelnie, a nie za pomocą podwórkowych wulgaryzmów.
Serio, każdy facet powinien tę książkę przeczytać!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

Z racji zawodu, chętnie przeczytam i podrzucę też mojej drugiej połówce.
OdpowiedzUsuńSuper! A zdradzisz, jaki masz zawód? :)
UsuńPamiętam, jak trafiłam na poradnik o ćwiczeniu mięśni dna miednicy (może też WL?), w materiałach od wydawnictwa była wzmianka o chichraniu się przy samym mówieniu o tym temacie. Pamiętam, jak łypałam ślepkami, bo nie rozumiałam, co w tym zabawnego. Co jakiś czas muszę sobie przypomnieć, że nie każdy jest tak otwarty jak ja - po latach pisania medycznych tekstów. Mnie to trochę rozbraja, kiedy płoni się np. wielodzietna matka, ale bardziej to smutne niż zabawne.
OdpowiedzUsuńTaka dygresja ;)
Na parkingu pod sklepem, ze świeżym pieczywem w koszyku to niektórzy nie mają problemu nazwać kobietę "c*pą", ale jak mają pójść do lekarza, bo prącie boli i sinieje, to już wstyd i hańba, bo nikt tak nie robi. Żeby nie uderzać w stereotyp, że te wieloródki to przy zgaszonym świetle, po ciemku, ze łzami w oczach nawet nie pomyślą o swojej kobiecości. Może za ostro reaguję, ale brak otwartości względem własnego zdrowia jest cały czas u nas przerażający...
Usuń