Myślę, że trudno będzie znaleźć osobę, która nie zna słów "spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą". Nie każdy jednak będzie znał szerszą twórczość autora tego stwierdzenia. Rozumiecie więc, że mocno powodowała mną ciekawość!
Tytuł: Ocalić wzruszenie
Autor: Jan Twardowski
Rok: 2026
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: 978-83-08-08857-9
Zbiór wierszy, który przeczytałam ma podtytuł Autobiografia poetycka i podzielony został na trzy części. Pierwsza z nich ma traktować o życiu, przyjaciołach, prywatnych przeżyciach, druga o przetrwaniu wiary i trzecia o samym pisaniu wierszy.
Prawie wszystkie jednak wiersze są poświęcone bogu, motywom religijnym, czym dla podmiotu lirycznego jest wiara i posługa, o odnajdywaniu boga w drobnych rzeczach i przyrodzie. Mało jest przeżyć, które z katolicyzmem nie są związane, zatem lektura zaczyna przytłaczać powtarzalnością motywów i refleksji.
Wierszy o wojnie, stanie wojennym lub ustroju jest niewiele, znajdziemy kilka o elegijnym charakterze, gdzie autor wspomina matkę, dużo obserwacji dotyczących spadających liści, kilku gatunków ptaków i wiewiórek, no i znowu więcej o bogu.
Język jest prosty i niewyszukany. I rozumiem, że w niektórych przypadkach właśnie taka prostota może nieść najwięcej głębi i poruszeń, ale na jakieś 250 wierszy zaczyna to być infantylne i uwsteczniające. W nocie biograficznej znajdujemy uzasadnienie, że autor posługiwał się prostym językiem, bo uczył dzieci niepełnosprawne - uważam to za naciąganą teorię, dopasowaną do wiecznie prostolinijnego toku myślenia poety.
Zwłaszcza, że ulubione zwroty stosowane są czasem na zasadzie kopiuj-wklej (np. 'staruszka głowiąca się nad pasjansem, który nie chce wyjść' lub ' ktoś zbyt skromny, żeby czynić cuda'). Że nie wspomnę, że słowo 'brewiarz' używane jest z uporem maniaka - jakby ksiądz nie miał przy sobie innego rekwizytu i stale musiał wszystkim machać nim przed nosem.
Być może dla osób wierzących taki religijny wydźwięk twórczości jest łatwiejszy do strawienia, ale dla reszty świata to proste wierszyki o bogu - męczące w nadmiarze, nie do końca skłaniające do przemyśleń.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz