wtorek, 27 września 2016

Żywopłot

Tytuł: Żywopłot
Autor: Dorit Rabinyan
Rok: 2014

Z ciekawością i zapałem sięgnęłam po Żywopłot, gdyż jest to książka kontrowersyjna. Wielokrotnie nagradzana i uznawana przez krytyków literackich została wpisana na listę lektur szkolnych w Izraelu. Jednak w pewnym momencie książkę wykreślono jako skandaliczną i propagującą związki mieszane. Po fali protestów i sprzeciwów minister edukacji zmienił swoje stanowisko, a książka zyskała tylko dzięki temu na sławie. 

Fabuła wydaje się prosta - dziewczyna z Izraela, chłopak z Palestyny, spotykają się w Nowym Jorku, na ziemi neutralnej i zakochują się w sobie. Wiele recenzji przedstawia tę pozycję jako książkę o miłości, jako romans przede wszystkim. Dla mnie jednak książka bardziej niż na samym uczuciu, które wydaje mi się przede wszystkim fizyczną atrakcją, skupia się na pochodzeniu tych dwojga. Ich tradycje i kultury - tak bliskie wydawałoby się, a jednak tak odmienne - stają się przyczyną wielu konfliktów i awantur między młodymi. Strach, że rodzice dziewczyny mogliby się dowiedzieć, że spotyka się z Arabem nęka ją przez cały związek, natomiast poglądy polityczne rodziny chłopaka prowokują wybuchy agresji i pasji. Ale jednak jest to miłość między podziałami.
Samo uczucie między postaciami od samego początku ma charakter tymczasowy, gdyż dziewczyna ma spędzić w Ameryce jedynie kilka miesięcy, jednak przeradza się w relację, której nie sposób zakończyć. Para spotyka się przez przypadek i ciągnie ich do siebie tęsknota za domem, za ich rejonem, słońcem i klimatem. Przez większość książki ich związek ma dla mnie wyraz fizyczny, seksualny. Również charaktery postaci są odmienne: Liat jest energiczna, konkretna, racjonalna; Hilmi jest artystą o wrażliwej duszy i słabym charakterze. Są oni zatem od siebie irracjonalnie wręcz odmienni. 

Dlatego też nie traktowałam książki jako opowieści o miłości przede wszystkim. To był raczej pretekst dla tej historii, ponieważ pozycja ta, której akcja dzieje się na początku stulecia otwiera oczy na konflikt narodów, który trwa do dzisiaj. Uświadamia też, że mimo naszej otwartości na światopoglądy nie sposób wyrzec się tradycji i historii własnego narodu.

Interesującym zabiegiem podkreślającym odmienność postaci jest to, że w dialogach znajdujemy wtrącenia z języka arabskiego i hebrajskiego. Książka pisana jest lekko i z łatwością rozumiem czemu tak bardzo przypada licealistom jako lektura. 

Jednak, mimo że postacie wiekiem zbliżają się do trzydziestki i że jest to lektura szkolna w Izraelu, dojrzalsi czytelnicy również powinni po książkę sięgnąć, gdyż jest wciągająca, ale przede wszystkim pouczająca - to opowieść o dwóch narodach, które żyjąc tak blisko siebie, nie potrafią zakończyć wieloletnich konfliktów. 

Za egzemplarz recenzencki i zaufanie dziękuję uprzejmie wydawnictwu Smak Słowa, z którym dzięki tej pozycji miałam możliwość nawiązać współpracę.

piątek, 9 września 2016

Najdalszy brzeg

Tytuł: Najdalszy brzeg
Autor: Ursula K. Le Guin
Rok: 1972

Zbyt długą przerwę zrobiłam sobie od całego cyklu Ziemiomorze, a przecież w postanowieniach noworocznych obiecałam przeczytać całość do końca 2016. Sięgnęłam zatem po trzeci tom cyklu i po pozycjach, które czytałam w wakacje ciężko było mi się przestawić na charakterystyczną narrację autorki. Jej język jest baśniowy, nierealny, właśnie fantastyczny.

W pewnym momencie zawzięłam się jednak, a później sama się zdziwiłam jak bardzo chcę się dowiedzieć co wydarzy się dalej. 
W trzecim tomie znów spotykamy Geda, który jednak jest już starym Arcymagiem. Przybywa do niego młody książę Arren i przynosi wieści o pewnym zachwianiu w Równowadze - coś jakby wysysało energię, radość i magię na zachodzie krainy. Krogulec bez wahania postanawia odnaleźć źródło problemów i zabiera ze sobą młodzieńca, który o nim doniósł. 

Le Guin zabiera nas w podróż po Zachodnich Rubieżach i wyspach, z których każda tworzy osobny krajobraz i przedstawia innych ludzi. Zbierając strzępy informacji, stawiając czoło niebezpieczeństwu i niegodziwości innych ludzi, stary mag i młody książę nawiązują niezwykłą przyjaźń. Niektóre chwile spędzone razem są beztroskie i pełne wzajemnej sympatii, w innych autorka pokazuje zwątpienie młodzieńca w siły mędrca i wynikające z tego konsekwencje. Przeciwstawia młodość i starość, życie i śmierć, dobro i zło.

Głównym tematem książki jest jednak nieśmiertelność - jaką rolę odgrywa w ludzkich żądzach, do czego może doprowadzić chciwość, zawiść i chęć życia wiecznego - oraz jakie wartości we wszechświecie można temu przeciwstawić. 
Książka, która ma w sobie smoki i magię, prezentuje również filozoficzny aspekt, nad którym każdy z nas może się zastanowić, a który nie jest przerysowany pompatycznością gatunku. Niektórzy twierdzą nawet, że jest to najlepszy tom cyklu. Pamiętam, że drugi tom podobał mi się bardziej od pierwszego, jednak trzeci jest moim zdaniem po prostu inny. Książka zawiera w sobie jakiś spokój, który udziela się czytelnikowi im dalej zagłębiamy się w lekturze.

Dla przypomnienia podaję linki to wcześniejszych recenzji:

A Wam który tom przypadł najbardziej do gustu? Może jeden z tych jeszcze nieprzeczytanych przeze mnie?  

wtorek, 6 września 2016

Miniaturzystka

Tytuł: Miniaturzystka
Autor: Jessie Burton
Rok: 2013

Najpierw znalazłam autorkę, później znalazłam książkę. Tak w skrócie można opisać jak dotarłam do Miniaturzystki. Będąc w Glasgow szwendałam się po księgarniach i zaszłam do mojego ulubionego Waterstone's. Sam klimat tych księgarni sprawia, że kupowanie książki samo w sobie sprawia przyjemność. Czarne półki, starannie ułożone ekspozycje, a na nich... nowa książka Jessie Burton The Muse z autografem autorki. Nie miałam jednak czasu zapoznać się dokładnie o czym jest fabuła, gdy już musiałam uciekać z mojej Krainy Czarów na autobus. Ale na lotnisku znów krążyłam po księgarni, odnalazłam ten tytuł i zaczęłam żałować, że nie wydałam ostatnich pieniędzy właśnie na podpisaną książkę. 

Pomyślałam, trudno, dorwę ją w Polsce. Jeszcze się spotkamy! Ale w Polsce mamy wydaną tylko pierwszą powieść tej pisarki - właśnie Miniaturzystkę. I co się okazało? Że opis fabuły też mi się spodobał! Wpisałam zatem książkę na listę życzeń i.. czekałam na urodziny :D
Instagram
Książka opowiada losy młodej dziewczyny, która z prowincji przeprowadza się do siedemnastowiecznego Amsterdamu, ponieważ została żoną bogatego i starszego od siebie kupca. Sytuacja rodzinna nie pozwala jej wybrzydzać, ale mężczyzna wydaje jej się przyzwoitym człowiekiem, z którym chciałaby spędzić przyszłość. Po szybkich zaślubinach dziewczyna sama przyjeżdża do Amsterdamu, lecz w swoim nowym domu nie zastaje męża. Wita ją za to jego siostra - wyniosła i zimna kobieta, pyskata służąca i czarnoskóry niewolnik. 

Gdy mężczyzna w końcu pojawia się w domu po długich wojażach, w prezencie ślubnym Nella dostaje domek dla lalek. Jest to dla niej zniewaga, że traktowana jest jak dziecko i mąż nawet nie chce się do niej zbliżyć. Na złość wszystkim i samej sobie postanawia umeblować prezent, na znak, że chociaż taką namiastkę domostwa będzie mieć we władaniu. Zatrudnia w tym celu tajemniczego miniaturzystę - składa zamówienie i... już w pierwszej przesyłce dostaje więcej figurek niż zamówiła. 

I tutaj zaczyna się gra, gdyż figurki - postacie, zwierzęta i mebelki - zaczynają zdradzać co tak naprawdę dzieje się w tym ciemnym i ponurym domu, a każdy kolejny rozdział odkrywa przed czytelnikiem kolejne sekrety.

Klimat książki z początku przypominał mi Rebekę Daphne du Maurier - moją ukochaną powieść gotycką. Dom jest mroczny, mężczyzna starszy, a panią domu wcale nie zostaje jego młoda małżonka. Jednak im dalej zagłębiamy się w fabułę, tym mniej podobieństw dostrzegamy. Autorka stara się przybliżyć nam obraz Amsterdamu - kupieckiego miasta, którym rządzą jednocześnie zachłanność i bogobojność, zarysowuje sytuację kobiet w społeczeństwie, a jednak swoje postacie kobiece pokazuje jako silne i uwikłane we własne pragnienia - niezależne od woli mężczyzn i... trochę współczesne.

Po rozpoczęciu lektury książkę już nie sposób odłożyć. Ta debiutancka powieść jest niesamowicie wciągająca, mimo że dostrzegamy pewne niedoskonałości warsztatu. Samo zakończenie jest dla mnie zaskakujące, gdyż cały czas spodziewałam się zwrotu akcji. Osobiście przyznaję, że mam niedosyt - niektóre wydarzenia lub wątki zostały dla mnie nierozwiązane. Ale być może właśnie na tym polega urok tej książki. Po przeczytaniu ostatniej strony wciąż myślimy o głównych bohaterach, o tajemniczości niektórych wydarzeń i tak samo jak oni musimy sobie radzić z niewyjaśnionymi sekretami. 
Instagram
Gigantycznym atutem tej książki jest również okładka, która sama w sobie przedstawia domek dla lalek i postacie z książki. Mogłabym się w nią wpatrywać godzinami i przyznaję, że to okładka The Muse zachęciła mnie, żeby zapoznać się z twórczością Jessie Burton. Warto też zwrócić uwagę na dodatkowe zdjęcia, słowniczki, porównanie zarobków w Amsterdamie oraz przykładowe wydatki domowe pod koniec XVII wieku. Autorka dzięki temu wprowadza nas głębiej w świat, o którym czytamy i pozwala zrozumieć poczynania głównych bohaterów. 

Zatem ze swojej strony serdecznie polecam, gdyż mam wrażenie, że mało się o książce mówiło, a warto po nią sięgnąć!