sobota, 3 stycznia 2015

Zaczynamy od czarnoksięstwa

Pożeracze książek!

Możecie być ze mnie dumni :D Bo sama z siebie jestem. Jest dzień 3 stycznia, a ja już mogę wpisać jedną książkę na listę.

Tytuł: Czarnoksiężnik z Archipelagu
Autor: Ursula K. LeGuin
Rok: 1968/1996

Jest to pierwsza książka z cyklu Ziemiomorze (w tym jedyna przetłumaczona przez niedawno zmarłego Stanisława Barańczaka), do której robiłam liczne podchody. Ale nie dlatego, że sama chciałam ją przeczytać, tylko planowałam dać ją w prezencie mojemu Wikingowi. Zwłaszcza, że najnowsze wydanie zawiera wszystkie książki cyklu i kolekcję opowiadań w jednym tomie. Zastanawiałam się długo czy będzie to odpowiedni prezent, czy może już jednak mój mężczyzna czytał ten cykl. I zawsze znajdywałam coś innego, inne książki, inne prezenty. Zgadnijcie moją minę i radochę jak otwierałam świąteczny prezent :D Okazało się, że Wiking mnie uprzedził i to ja dostałam Ziemiomorze! Bo to jedna z jego ulubionych książek. No nieźle :D

Zatem jak tylko skończyłam Sapkowskiego zabrałam się za pierwszą pozycję z całego cyklu. Format jest duży, ale czyta się przyjemnie. Książka pochłonięta została w dwa dni!

Jednak rozwój fabuły mnie trochę dziwi. Z map zawartych w książce, języków i run, które spotykamy w tekście wynika, że świat stworzony na potrzeby książki jest rozbudowany i złożony na miarę tolkienowskich dzieł. Ale wątek.. no cóż, tutaj trochę książka zaczyna kuleć. Losy głównego bohatera są ciekawe, ale jednowątkowe. Opisy jego przygód są dokładne, ale wygląda to tak jakby wstęp do głównego wydarzenia zajmował 90% rozdziału, a sam punkt kulminacyjny tylko jedną stronę. Na przykład zabicie 5 smoków odbyło się na przestrzeni jednego akapitu. Dowiadujemy się o motywach Geda, o jego rosnącej złości, błędach, nauce, ale sama wartka akcja ściśnięta zostaje do minimum.

Przy okazji czytając nową książkę odkryłam kolejny ściągnięty w Eragonie motyw - Dawna Mowa oraz zabieg ukrywania prawdziwego imienia istot i rzeczy. Niby mała rzecz, a jednak znów irytuje, gdy się pomyśli o włoskim gówniarzu, który zbił małą fortunę na plagiatowaniu klasyki fantasy.

Wracając jednak do omawianej książki muszę przyznać, że bardzo mi się podobała i z chęcią przeczytam pozostałe tomy!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz