10:59:00

Blade Runner

Blade Runner
W ubiegłym roku do kin weszła druga część filmu Blade Runner. Wszechogarniający szum medialny uświadomił mi, że na dobrą sprawę nie widziałam części pierwszej. Co gorsza, przypomniałam sobie, że książki też w całości nie przeczytałam. 

Postanowiłam zatem, że zanim nadrobię kinematograficzne zaległości, wypadałoby dowiedzieć się co autor miał na myśli.

Tytuł: Czy androidy śnią o elektronicznych owcach?
Autor: Philip K. Dick
Rok: 1968
format: audiobook

Sięgnęłam po audiobook, który był amatorskim nagraniem, ale dało się przez niego przebrnąć całkiem sprawnie. Może intonacja była dość nienaturalna, jednak jak na nagranie stworzone na potrzeby własne, jest to kawał całkiem dobrej roboty.
Sama fabuła była mi już znana, a raczej jej zarys. Rok 2021, postapokaliptyczna Ziemia jest zaludniona przez osoby, które z jakichś powodów nie wyemigrowały (albo skażenie odbija się na ich umyśle i fizyczności, albo nie mają na to odpowiednich środków finansowych). Kolonie na Marsie jawią się jako istny raj, gdzie nawet dostaniemy własnego androida do pomocy. 

Ale na Ziemi wyznacznikiem dobrobytu i człowieczeństwa jest posiadanie zwierzęcia. Większość gatunków już wymarła, jednak te okazy, które przeżyły w różnych hodowlach warte są całe majątki. Główny bohater, Rick Deckard, który z zawodu jest łowcą androidów, marzy o posiadaniu żywego, prawdziwego zwierzęcia. Ma wprawdzie owcę, ale jest ona sztuczna. To maszyna zaprogramowana tak, aby zachowywała się jak żywe zwierze. I tak, aby nabrać innych ludzi, że jest naturalnym organizmem. 

Rick jednak chce czegoś więcej. Gdy dowiaduje się, że na Ziemi, w jego okręgu San Francisco pojawia się grupa androidów, która uciekła z Marsa, w zlikwidowaniu ich widzi szansę na uzbieranie odpowiedniej kwoty, aby kupić żywe zwierzę. 

Przystępuje zatem do zlecenia z zapałem, ambitnie, choć czasem ryzykownie i lekkomyślnie. Zmartwiony skomplikowanymi relacjami z żoną, groźnym wypadkiem swojego kolegi z pracy oraz niebezpieczeństwem zadania, zastanawia się po drodze, co to znaczy być człowiekiem? Czym tak naprawdę różnimy się od androidów? Jakie wartości stają się dla nas najistotniejsze w obliczu zagłady i niebezpieczeństwa?

Każdy nowy model androida coraz bardziej przypomina człowieka, tylko reakcje empatyczne są w stanie odróżnić ich od ludzi, chociaż i ci czasem też mają problemy z okazywaniem emocji. Jak merceryzm - nowa filozofia/religia - ułatwia funkcjonowanie w tak wyniszczonym świecie? 

Książka stawia wiele pytań, nie na wszystkie udziela odpowiedzi wprost, ale zmusza do myślenia. Podobno jest to jedna z bardziej przystępnych książek tego autora, fabuła jest dobrze nakreślona, to klasyka gatunku science fiction, na którą na pewno warto poświęcić swój czas.


13:33:00

Papierowa księżniczka

Papierowa księżniczka
Nie ukrywam, że zdarza mi się kupować książki dlatego, że zachwycają mnie ich okładki. Tak właśnie zwróciłam uwagę na omawiany dzisiaj tom. A że dawno nie czytałam żadnej pozycji YA, a o tym tytule już się nasłuchałam w mediach społecznościowych, to postanowiłam zainwestować w... nieprzespaną noc, bo jak widać jeszcze nie jestem tak zupełnie za stara na takie ekscesy!

Tytuł: Papierowa księżniczka
Autor: Erin Watt
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Otwarte
ISBN: 978-83-7515-488-7

Główną bohaterką jest Ella Harper - dziewczyna, która nie ma w życiu lekko. Nie wywodzi się w wyżyn społecznych, ale pracuje ciężko, aby chodzić do szkoły i zarobić na swoje utrzymanie. Ojca nigdy nie znała, matka zmarła na raka. Żeby nie trafić do rodziny zastępczej dziewczyna przenosi się z miasta do miasta podrabiając na dokumentach szkolnych podpis swojej matki i zarabiając na życie pracując w nocnych klubach. Nie, nie jako barmanka. 

Pewnego dnia w jej szkole pojawia się dojrzały mężczyzna, który informuje ją, że jest jej prawnym opiekunem. Cały sekret dziewczyny o tym, że sama się utrzymuje i jej rodzice tak naprawdę nie żyją, wychodzi na światło dzienne, więc Ella opracowuje błyskawiczny plan ucieczki. Niestety nie dość doskonały. 

Tajemniczy mężczyzna odnajduje dziewczynę bez trudu i proponuje ją utrzymywać do czasu aż pójdzie na studia, a nawet i dłużej. Warunek? Musi zamieszkać z nim i jego pięcioma synami. 

I tu kryje się haczyk. Bo ci synowie, olśniewająco przystojni, nieprzyzwoicie chamscy i bezczelni dadzą jej niesamowicie popalić. Najtrudniejszym zadaniem jednak okaże się próba nie zakochania się w tym najbardziej aroganckim. 

Ella wchodzi w świat intryg, prywatnych szkół dla elity, ale też zawiści i rywalizacji - o dziwo nie tylko nastolatków. To pomieszanie Dynastii z Plotkarą - zepsucie najwyższych klas godne podziwu. Książka odrobinę aspiruje, żeby poruszyć temat radzenia sobie z samotnością, traumą po utracie bliskich oraz kwestie wyższości zdrowego rozsądku nad luksusem i deprawacją, ale autorki mają jeszcze sporo pracy przed sobą (tak, Erin Watt to pseudonim dwóch autorek).

Książkę czyta się jednak błyskawicznie i naprawdę nie sposób jej odłożyć. Widoczne są mankamenty językowe, rozwój fabuły też często woła o pomstę do nieba, ale mój boże, jakie tam są "momenty"! 

Chemia między bohaterami jest niesamowita i to głównie dlatego trudno rzucić książkę w kąt. Dodatkowo kończy się ona w takim momencie, że mamy ochotę krzyczeć "gdzie drugi tom?", bo takich rzeczy się po prostu nie robi. To już jest pastwienie się nad czytelnikiem.

I właśnie przez to sięgnę po kolejny tom. I jeszcze nie wbrew sobie ;) 
Dajcie znać w komentarzach, czy czytaliście tę książkę i czy macie zamiar sięgnąć po kolejne tomy!

16:04:00

Kwiat paproci

Kwiat paproci
Dzisiaj recenzja będzie zbiorowa, ponieważ przedstawiam Wam cykl Katarzyny Bereniki Miszczuk Kwiat paproci!

Tytuł: Szeptucha
ISBN: 978-83-280-2662-9
Rok: 2016
Tytuł: Noc Kupały
ISBN: 978-83-280-3687-1
Rok: 2016
Tytuł: Żerca
ISBN: 978-83-280-4463-0
Rok: 2017
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.

Autorka już od pierwszej strony pierwszego tomu zachęca nas do lektury.

Drogi Czytelniku, 
czy  kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?
(fragment książki)
No cóż, długo mnie nie trzeba namawiać, gdy ktoś tak zarysowuje fabułę! Już od pierwszych stron dowiadujemy się, że akcja książki dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Mamy XXI w., owszem, są komórki i Internet, ale Królestwo Polskie nie dość, że nadal jest królestwem z monarchą na tronie, to jeszcze jest potęgą w Europie Wschodniej. Zachowała się również wiara w dawnych bogów i święta.
Główna bohaterka - Gosia (czyli Gosława) - skończyła właśnie studia medyczne i czeka ją obowiązkowy roczny staż u szeptuchy - znachorki, która jest pierwszą pomocą medyczną w każdej wsi, kobiety, która zna się na ziołolecznictwie i zaklęciach, ale która (nie dajmy się zwariować) wyśle do lekarza lub sama go wezwie, gdy choroba będzie tego wymagała. 

Gosia jako słowiańska ateistka oraz bardzo pragmatyczna i sceptyczna osoba wścieka się na samą myśl o tych praktykach, ponieważ nie chce być szeptuchą. Chce zostać lekarzem. Jednak mus to mus. Z przepisami nie wygrasz. Wyjeżdża zatem w rodzinne strony, gdzie okazuje się, że pogańskie bóstwa istnieją, ona od urodzenia wplątana jest w piękną legendę, a na horyzoncie pojawia się Mieszko - mężczyzna, dla którego zarwałam kilka nocy. (Wrzućcie mi wytatuowanego Wikinga do książki, to zobaczycie, ile człowiek może nie spać, bo CZYTA!)
Książki są pisane językiem lekkim i przyjemnym, niepozbawionym dobrego humoru, a fabuła wciąga od pierwszych stron. Jest przepowiednia, są zaklęcia, magia i miłość, ale przede wszystkim dawno zapomniane bóstwa, upiory i demony. Dzięki starodawnym imionom i obchodom np. Jarego Święta lub Zielonych Świątków w pogańskim, starosłowiańskim stylu autorka buduje magiczną i fascynującą atmosferę. Należą się za to piękne podziękowania, ponieważ nasza mitologia, zapomniana i lekceważona, w tym cyklu odżywa, intryguje oraz zaskakuje swoją głębią i grozą!
Przyznaję z ręką na sercu również, że tomy I i III najbardziej przypadły mi do gustu. Styl autorki się odrobinę zmienia, ewoluuje w dobrą stronę, a sam wątek romantyczny przebija się na prowadzenie, jeśli chodzi o ostatnio czytane przeze mnie historie miłosne. Intryga staje się coraz poważniejsza, a to jak kończy się Żerca przyprawia mnie aż o zawroty głowy!  

Teraz pełna frustracji będę wyczekiwała ostatniego tomu - Przesilenia. Nie ma opcji, żebym nie dowiedziała się jak potoczą się losy głównych bohaterów!
Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu W.A.B.

15:35:00

Królik Franek

Królik Franek
Wspominałam ostatnio, że dostałam świetna paczuchę z książkami dla najmłodszych. Dzisiaj kolejna odsłona niespodzianek!

Tytuł: Królik Franek i problem krótkiego ogonka
ISBN: 978-83-280-5068-6
Tytuł: Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy
ISBN: 978-83-280-5069-3
Autor: Marta Krzemińska
Rok: 2018
Wydawnictwo: Wilga


Królik Franek chodzi do przedszkola - jest szczęśliwym małym stworzonkiem, ale w swoim życiu spotykają go sytuacje, które nie należą do najprostszych. Pewnego dnia w szkole pojawia się nowa koleżanka, której ogonek jest krótszy niż powinien. Pierwsze zachowanie małego królika okazuje się nieprzyjemne, czym wprowadza w zdumienie nauczycielkę i rodziców, nie mówiąc już o tym jak czuje się mała kotka, o której była mowa. 

Innego dnia Franek gra z rodziną w grę, w której do tej pory jeszcze nie przegrał. Pokonywał w niej zawsze wszystkich kolegów i koleżanki z klasy, ale nagle okazuje się, że w domu znajduje przeciwników lepszych od siebie. Urażona duma, łzy i złość psują dalszą rozgrywkę. 

Z takimi sytuacjami spotyka się małe zwierzątko, ale są to również emocje, z którymi nie potrafi sobie poradzić i dziecko. Królik ma wielu dobrych przyjaciół i opiekuńczą rodzinę, ale to on sam musi się nauczyć (często na własnych błędach), jak powinien postąpić. 

Książeczki podpowiadają najmłodszemu czytelnikowi (dedykowane są dla dzieci w wieku przedszkolnym), jak radzić sobie ze strachem wobec nieznanych dotąd uczuć, ale też jak zachowywać się uprzejmie i rozsądnie. 

Ponieważ seria powstała w konsultacji z psycholog dziecięcą, na końcu każdej książeczki znajdują się dodatkowe pytania, które pozwalają na zrozumienie omawianego w historyjce problemu oraz na przećwiczenie prawidłowych, kulturalnych i uprzejmych reakcji. 

Myślę, że dodatkowo jest to również świetny sposób, aby rozbudzić w najmłodszych czytelnikach zapał do książek!
 


Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu Wilga!


15:43:00

Basia. Szczęśliwą się bywa

Basia. Szczęśliwą się bywa
O Jerzym Stuhrze słyszał każdy i niewielu jest takich, którzy nie szanowaliby go za jego osobowość sceniczną. Macieja Stuhra, syna, też nie sposób pomylić z kimś innym. Ale ile osób słyszało o Barbarze Stuhr, skrzypaczce, kobiecie, żonie i matce? 

Tytuł: Basia. Szczęśliwą się bywa
Autor: Barbara Stuhr, Beata Nowicka
Rok: 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-4554-5

Złośliwi mogą stwierdzić, że Stuhrowie nic innego nie robią tylko piszą autobiografie. Można powiedzieć zatem, że powinniśmy już wiedzieć o nich wszystko - że Jerzego Stuhra ciągle w domu nie ma, bo gra, że ma trudny charakter i jest pedantyczny. O Macieju można powiedzieć, że jeszcze jest za młody na pisanie o sobie, a jednak kilka własnych książek ma na koncie. Ale co z kobietami w tej artystycznej rodzinie? Czemu o nich się tyle nie słyszy w mediach? Przecież wiadomo, że cała rodzina ma predyspozycje artystyczne - od aktorstwa, przez muzykę, po sztuki plastyczne.

Na światło zatem w tym roku wypływa opowieść o życiu oczami Basi Stuhr - żony Jerzego. Od pierwszych stron dowiadujemy się, że to nie jest książka o rzeczywistości, ale zbiór wspomnień, bo przecież emocje i czas zniekształcają wydarzenia z przeszłości. Zaczynamy zatem od szczerego postawienia sprawy, ale nie musimy się obawiać, że będą to tylko subiektywne i zniekształcone obrazki z minionej epoki. 

W książce znajdziemy wypowiedzi sióstr, przyjaciółek, znajomych, ale też dzieci Barbary. Dzięki temu nasza perspektywa jest bogatsza, uzupełniona, ale zawsze harmonijnie spójna. 

Dowiadujemy się zatem, jacy byli rodzice naszej bohaterki, jak na ich charakter wpłynęło chłoporobotnicze środowisko, z którego pochodzili, jakimi ambicjami kierowali się w życiu oraz jak okazywali uczucia swoim córkom. Kształtuje się z tego bolesny obraz trudnych relacji z matką, bezgranicznej miłości do ojca, ale też dowiadujemy się, skąd się wziął twardy charakter Basi i jej muzyczne ambicje.
źródło: Basia. Szczęśliwą się bywa
Barbara Stuhr jest skrzypaczką. I mimo że nie dorobiła się swojej strony na Wikipedii (dla niektórych jest to jedyne świadectwo odniesionego sukcesu), to jej kariera brzmi olśniewająco - gra w orkiestrach, wyjazdy na ogólnoświatowe festiwale, stworzenie własnego kwartetu smyczkowego, koncerty, płyty. 

Ze strony internetowej Ambasady RP w Abu Zabi dowiadujemy się, że kwartet Amar Corde, którego założycielką i pomysłodawczynią była Basia

koncertował w Finlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Słowacji, Czechach, Szwajcarii, Danii, Belgii, na Węgrzech, we Włoszech, Szwecji, Kuwejcie, Jordanii, Emiratach Arabskich, Francji, Hiszpanii i w Ekwadorze.
 (źródło: Ambasada RP w Abu Zabi - klik!)


Mamy zatem obraz kobiety ambitnej zawodowo, pracującej, praktykującej, mającej na głowie dom, dwójkę dzieci i męża, który do domu przyjeżdża jako gość. Do tego głęboki PRL i stereotyp, ba! wymóg żony, która ma czekać na męża z ciepłym obiadem. Bo przecież on się realizuje zawodowo!

Siła, upór, ale też wewnętrzny spokój i wyrozumiałość - tak można najlepiej podsumować charakter tej kobiety, którą los potrafił doświadczyć chorobami najbliższych, stereotypami, trudnym pożyciem małżeńskim.
źródło: Viva!
Książka wydaje się autentycznie szczera, bez ogródek mowa w niej o żalu, trudnych relacjach z najbliższymi, ale też i o ambicjach, porzuceniu kariery i realizacji na innych polach. To rozmowa z najbliższymi, ale też weryfikacja wcześniej niewypowiedzianych opinii. Ale absolutnie nie jest to pozycja ciężka! Dostajemy mnóstwo anegdot z życia wziętych, a humoru dodają jeszcze opisy zdjęć, które napisał syn Maciej. Cała lekkość narracji sprawia, że wystarczy jeden weekend na przeczytanie książki w całości, bo w końcu możemy spojrzeć na życie kobiety, która stoi za sukcesem innych, ale która sama też dokonała rzeczy niesamowitych.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

14:05:00

Dziewczyny kodują

Dziewczyny kodują
Niedawno dostałam cudowną przesyłkę pełną książek dla najmłodszych! Znalazły się tam tytuły, które nie tylko zafascynują dzieciaczki chodzące do przedszkola, ale także książki skierowane do odrobinę starszych odbiorców.

Pierwsza książka, po którą sięgnęłam to

Tytuł: Dziewczyny kodują. Kod przyjaźni.
Autor: Stacia Deutsch
Rok: 2017
Wydawnictwo: Wilga
ISBN: 978-83-280-5269-7

Główną bohaterką jest Lucy - uczennica szóstej klasy, która za wszelką cenę chce nauczyć się programować. Ma bardzo ambitny i bardzo poważny plan. Chce stworzyć aplikację, która pomoże jej choremu wujkowi, aplikację, która będzie przypominała, kiedy brać odpowiednie leki oraz na kiedy umówione są najbliższe wizyty u lekarza. 

Nie może się zatem doczekać pierwszego spotkania w szkolnym klubie. Jest pełna zapału, chce całą wiedzę otrzymać już, teraz, natychmiast. 

Ku jej zdziwieniu do klubu zapisali się uczniowie, których nie podejrzewała do tej pory o podobne zainteresowania - klasowe śmieszki, znajoma, która pasjonuje się sportem, najlepiej ubrana dziewczyna w szkole, która jest absolutnym guru modowym i członkiem gazetki szkolnej. I jeszcze nowa dziewczyna, która dopiero co przeniosła się do tej szkoły. 

Natomiast ku rozpaczy Lucy na pierwszych zajęciach nawet nie włączyli komputerów. Rozgoryczona i zła zastanawia się skąd uzyskać pomoc i dodatkowe lekcje z programowania, gdy nagle na drzwiczkach jej szafki szkolnej zaczynają pojawiać się liściki z wyzwaniami. Lucy najpierw podejrzewa o kiepskie żarty swojego starszego brata. Jednak listy mają coś wspólnego z programowaniem. 

Zaintrygowana dziewczyna postanawia działać. Jak jednak rozwiązać zagadkę w pojedynkę? Lucy wie, że nie jest to możliwe i zdobywając się na odwagę, zawierając nowe znajomości, zdobywa wiedzę, która okaże jej się niezmiernie pomocna. 

Książka nie jest tylko pozycją, która ma wprowadzić młodego czytelnika w świat programowania, ale też pokazuje siłę przyjaźni i tego, że moc (często dziewczynek, a później kobiet) leży we wspólnym działaniu i wsparciu. 

Dziewczyny kodują to pierwszy tom cyklu zainspirowanego działalnością organizacji Girls Who Code. Fundacja zajmuje się zachęcaniem młodych kobiet, aby wybierały tę ścieżkę kariery wbrew ogólnie panującym męskim standardom zawodowym. Chodzi o wychodzenie ze swojej strefy komfortu, o ryzykowanie, podążanie za własnymi marzeniami, nawet jeśli wszyscy dookoła mówią, że dziewczynka ma ładnie wyglądać, a nie zajmować się programowaniem. 

Myślę, że jest to idea, która powinna napawać optymizmem i dawać siłę najmłodszym, a im wcześniej zaczną wierzyć w swoją moc, tym wcześniej będą mogły i mogli zaprezentować swoją siłę przebicia!
Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję wydawnictwu Wilga! 


10:32:00

Uwagi ku definicji kultury

Uwagi ku definicji kultury
Kto obserwuje konto Redhead in Wonderland (klik!) na Instagramie, pewnie już spodziewał się tej recenzji, bo w relacjach pojawiały się zapowiedzi.

Zatem książka, którą dzisiaj Wam przedstawiam to

Tytuł: Uwagi ku definicji kultury
Autor: T.S. Eliot
Rok: 2016 (Polska) / 1948 (Świat)
Wydawnictwo: Vis-a-vis Etiuda
ISBN: 978-83-7998-105-2

Pierwsze skojarzenie z Eliotem? Ziemia jałowa. Kolejne skojarzenia to podwójne obywatelstwo, Nagroda Nobla, modernizm, Prufrock. Wszystko to łączy się wciąż z twórczością literacką. Jednak Thomas Stearns Eliot to nie tylko autor - to także eseista i osoba mająca silnie ugruntowane poglądy na temat świata i społeczeństwa. 
 
Uwagi... to zbiór esejów, artykułów i zapisów rozmów radiowych, zatem każdy rozdział stanowi pewnego rodzaju wykład. Na podstawie przykładów, analizy i dywagacji Eliot skupia się na różnych aspektach słowa "kultura", próbując dość spójnie dojść do konkluzji czym kultura tak naprawdę jest. Jak ją zdefiniować? Czy to system wartości, ogłada, sztuka czy coś jeszcze innego? Według Eliota kulturą jest sposób życia, zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie, w rodzinach i małych społecznościach, które dopiero później będą się składały na kulturę regionu lub kraju.

Jednak autor przygląda się również dość dokładnie sytuacji intelektualnej współczesnego mu społeczeństwa, predyspozycji intelektualnych jego członków, sposobu wyznaczania elit, roli klas społecznych, edukacji, religii i polityce. Wszystko to w odniesieniu do kultury, która wydaje się tak niepokojąco niestabilna w roku 1948.

Ostatnia część książki skupia się na jedności kultury europejskiej, co znów, w obliczu końca wojny staje się kwestią problematyczną lub wręcz niepokojącą. Według Eliota jedność polega na zróżnicowaniu, ale doszukuje się również siły w wierze chrześcijańskiej, prawicowych poglądach i radykalnych rozwiązaniach.

Czy książka przypadnie Wam do gustu, trudno stwierdzić. Niewątpliwie jednak jest to pozycja odbiegająca od popularnych popłuczyn, które obecnie zalewają półki w księgarniach.


09:35:00

Niewinni

Niewinni
Znacie takich autorów, którym nie ufacie? Których dotychczasowa twórczość wywoływała u Was takie emocje, że obiecywaliście sobie, że już nigdy więcej nie sięgniecie po książkę tego pisarza? Gdzie fabuła doprowadzała Was do szału, nic się nie zgadzało, wszystko było absurdalnie i aż się w Was kotłowało?

Poznajcie mojego ulubieńca w tej kategorii. Przed Państwem Ian McEwan. 

Tytuł: The Innocent 
Autor: Ian McEwan
Rok: 1990
Wydawnictwo: Vintage Books
ISBN: 9780099277095

Pierwszy raz czułam się zdradzona i emocjonalnie wykorzystana po obejrzeniu filmu Pokuta. To ekranizacja książki McEwana, do której jeszcze nie dotarłam, ale wyszłam z kina tak skrzywdzona i w takich spazmach, że dziw bierze, że nie dostałam od nikogo w twarz na otrzeźwienie. Dodałabym na usprawiedliwienie, że byłam wtedy w liceum, ale w sumie teraz silnie reaguję na dramaty postaci fikcyjnych.

Drugie starcie z McEwanem miałam na studiach, gdzie czytałam The Comfort of Strangers (link do recenzji tutaj: klik!). Ale w sumie nie chcecie czytać tamtej recenzji, bo byłam tak wzburzona lekturą, że tekst to jedno wielkie oburzenie, skwitowane komentarzem, że więcej to ja już nie sięgnę po książki tego autora. O ironio.

Co mnie skłoniło, aby jednak przeczytać Niewinnych (tak brzmi polski tytuł). Rekomendacja. Poniekąd. Odwiedziłam znajomą z cudownie pokaźna biblioteką i okazało się, że spośród stosów książek, to właśnie McEwan przyciągał i kusił. I chyba chciałam mu dać drugą szansę. 

Głównym bohaterem książki jest młody i niedoświadczony życiowo Brytyjczyk, który przyjeżdża do Berlina pracować nad tajnym projektem. Współpracując z Amerykanami, Brytyjczycy kopią tunel pod miastem, aby móc podłączyć się pod sowieckie linie telekomunikacyjne. 

Leonard po raz pierwszy odkrywa co to znaczy mieszkać samemu, zaczyna poznawać własne upodobania, ale też obce zwyczaje i kultury. Wychowany wśród sztywnych brytyjskich konwenansów zaczyna poznawać amerykański styl bycia, sytuację Niemców w latach 50tych oraz wrogość i antagonizmy panujące w powojennej Europie. 

Początkowo wręcz śmieszne dylematy niewinnego bohatera z rozdziału na rozdział przybierają odrobinę inny charakter. Od pierwszych samodzielnych zakupów, zameldowania się w jednostce, wtajemniczania w szpiegowskie procedury, po pierwsze zauroczenie i fascynacje seksualne, dojrzewamy razem z Leonardem, spacerujemy z nim późną nocą po zrujnowanym Berlinie, przeżywamy jego dylematy, jego wstyd i miłość.

Na pierwszy rzut oka to książka szpiegowska. Na drugi thriller. Kolejna refleksja zmusza nas do przyznania, że McEwan stworzył kolejną psychologiczno-emocjonalną łamigłówkę.

Wydawałoby się, że dość senna narracja i wydarzenia o niewielkim ładunku emocjonalnym będą stanowić całą treść książki, aż w końcu w połowie McEwan pokazuje nam swoje makabryczne i druzgocące oblicze. Stopniowa i powolna utrata niewinności przez Leonarda nabiera szaleńczego tempa, gdy pewnej nocy musi on zadziałać wbrew swoim instynktom. A może właśnie zgodnie z nimi. 
Dylematy moralne nabierają siły, nieprzemyślane, gorączkowe i paniczne zachowania doprowadzają do serii zdarzeń, które zmienią życie nie tylko Leonarda, ale całej jego jednostki oraz najbliższych mu ludzi. Uwikłany w sytuację, która go pozornie nie dotyczy, dopuszcza się on czynów i zbrodni, o które byśmy go nie podejrzewali.

Fabuła, która z początku może męczyć, przybiera tak niespodziewany kierunek, że drugą połowę książki czytamy już zachłannie, byle poznać zakończenie. A ostatnie rozdziały? Niby udzielają odpowiedzi na najważniejsze pytania, ale jednak pozostawiają w nas niepokój i niedosyt. Czyli cały McEwan!

18:04:00

Murphy

Murphy
Dzisiaj znowu będzie irlandzko. I znowu zabierzemy się za klasykę. Na warsztat idzie...

Tytuł: Murphy
Autor: Samuel Beckett
Rok: 1938
Wydawnictwo: John Calder
ISBN: 0 7145 0042 9 

Większość czytelników na pewno będzie kojarzyła Becketta ze sztukami teatralnymi. Pierwszy tytuł, który przyjdzie nam do głowy, to zapewne Czekając na Godota. Osoby bardziej zainteresowane tematem, czyli teatrem absurdu, na pewno przypomną sobie jeszcze takie dramaty jak Końcówka (Endgame), Kroki (Footfalls) lub Nie ja (Not I). 

Ale ilu przeciętnych czytelników będzie pamiętało, że Beckett zajmował się również prozą? Murphy jest powieścią awangardową, tragikomiczną, ironiczną, sarkastyczną i językowo trudną. Od razu zaznaczam, że nie doszukałam się informacji, żeby została ona przetłumaczona na język polski, chociaż znalazłam w Internecie szczątkowe cytaty.

Książka rozpoczyna się pięknym zdaniem zwiastującym sarkastyczne i stosunkowo gorzkie spojrzenie na świat.
The sun shone, having no alternative, on the nothing new.
(fragment książki)

Wyczuwamy tutaj coś, co ja pieszczotliwie nazywam "chochlikiem". Będzie trochę komicznie, trochę pikantnie, ktoś dostanie po uszach, a my będziemy czuli, że spędzamy dobrze czas. 

I już w drugim akapicie przechodzimy do opisu głównego bohatera, Murphy'ego, który nagi przywiązuje się do krzesła. Po co? Jest to postać, która w sposób bezlitosny nawiązuje do stereotypu leniwego Irlandczyka. Nasz bohater bowiem stawia sobie za główny cel w życiu, aby zrobić jak najmniej. Nie chce chodzić do pracy, nie chce zaprzątać sobie głowy kontemplacją. Jego marzeniem jest osiągnąć stan, w którym umysł będzie niezależny od ciała, w którym będzie mógł egzystować, nie martwiąc się o otaczający go świat. Stąd fascynacja deprywacją sensoryczną i przywiązywanie się do krzesła. Ale mnie już o szczegóły nie pytajcie. 

Ku jego wielkiemu nieszczęściu, Murphy zakochuje się w Cecylii, która stawia mu warunek: jeśli mają być razem, to on musi zacząć zarabiać. Po długich wysiłkach prowadzących do unikania zaangażowania się w uzyskiwanie dochodów, Murphy jednak znajduje pracę jako pielęgniarz w szpitalu dla osób psychicznie chorych. 

Zafascynowany ich nieuświadomioną "wolnością", okazuje się być idealnym pracownikiem, który wręcz nie chce opuszczać zakładu. 
Jednak fabuła przewiduje również inne postacie - trójkąt (lub może jednak raczej czworokąt miłosny), wroga, który zaczyna w pewnym momencie myśleć o Murphym jak o przyjacielu, najemnika, który nigdy nie siada i nie zdejmuje kapelusza oraz pewnej damy, która miała związek z Murphym, jego wrogiem i jeszcze jednym panem zamieszanym w całą akcję. To komiczne towarzystwo przyjeżdża z Irlandii w ślad za Murphym, który... no cóż. Nie kończy najlepiej. 

Barwny, zidiomatyzowany język, ironia, która podpowiada nam, abyśmy kwestionowali ostateczne konkluzje i kwestia wolności utożsamiana z życiem samym umysłem - takie tematy znajdziemy u Becketta. Dodatkowo dochodzi jego fascynacja szachami i nieodłączny smutek lub raczej bezsens ludzkiej egzystencji. Niewątpliwie będzie to pozycja dla wytrwałych, ale przecież Nobla nie przyznaje się za byle co.

13:06:00

Trufla

Trufla
Tajniki kulinarne Patrycji Doleckiej znanej z bloga Trufla (klik!) rozpoczynają się nietuzinkowo. Pierwsze strony poświęcone są ciepłym i wzruszającym podziękowaniom dla dziadków autorki i pokazują ile możemy wynieść z rodzinnego domu oraz jak wiele wspomnień, smaków, chwil i ulotnych obrazków z dzieciństwa zostaje nam w pamięci i kształtuje nas przez całe dorosłe życie. 

Tytuł: Trufla. Same dobre rzeczy
Autor: Patrycja Dolecka
Rok: 2017
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-4697-9

Książka, która trafiła do mnie z ręcznie pisaną i spersonalizowana dedykacją od autorki sprawiła, że zapoznanie się z jej treścią stało się zupełnie nieznanym dotąd przeżyciem. Czułam się, jakby ktoś zaprosił mnie do swojego magicznego świata smaków, przepisów i kulinarnych odkryć.

Autorka nie postrzega gotowania jako konieczności. To sposób na okazywanie uczuć - miłości, troskliwości, a nawet próba zdobycia czyjegoś serca. Wspólne spędzanie posiłków, to czas, w którym wymieniamy wrażenia, opowiadamy o swoim życiu, ale też momenty, które świadczą o zwykłej radości i swobodzie panującej w domu. 

Mając na uwadze takie nastawienie do przygotowywania posiłków, jesteśmy w stanie zrozumieć, że to, co zdrowe nie musi oznaczać diety, po której chce nam się płakać z tęsknoty za pełnowartościowym posiłkiem. Zdrowe jedzenie wg autorki, to bogactwo smaków połączone ze zdrowym rozsądkiem i wsłuchiwanie się w to, co podpowiada nam nasz własny organizm. 

A co konkretnego znajdziemy w książce? Przede wszystkim podział na śniadania, obiady i kolacje, desery oraz napoje i przetwory. Każdy przepis jest opatrzony żartem, krótką anegdotą lub po prostu osobistą refleksją na temat konkretnego dania. Dzięki temu nie dostajemy suchej instrukcji jak ugotować obiad, ale czujemy się, jakbyśmy przygotowywali ten posiłek wspólnie z autorką. 

Dania, od tych prostszych, po bardziej egzotyczne, ale niekoniecznie bardzo skomplikowane, zachęcają nie tyle do eksperymentowania ze składnikami, ale raczej emocjami!

... sam proces gotowania to bardziej alchemia niż arytmetyka. Wspomnienia to nie tylko obrazy, to przede wszystkim smaki, zapachy.
(fragment książki)

Dlatego kulinarna przygoda z Truflą niezmiennie wywołuje uśmiech, niezależnie na której stronie otworzymy książkę.

Co mnie szczególnie urzekło w tej pozycji, to fakt, że wszystkie zdjęcia, które znajdziemy w środku są autorstwa samej Patrycji Doleckiej. To świetne kompozycje, gra światłem i przede wszystkim fotografie wydobywające czasem chłodne piękno z zupełnie codziennych obrazów. Koniecznie zajrzyjcie na jej konto na Instagramie (klik!)


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann.

11:04:00

Portret artysty

Po wielu recenzjach dotyczących nowości wydawniczych nadszedł czas na książkę, która jest klasyką. To powieść, która nadal pozostaje kontrowersyjna, wzbudza różne emocje, ale przede wszystkim zmusza do refleksji i skupienia nad tekstem.

Tytuł: A Portrait of the Artist as a Young Man
Autor: James Joyce
Rok: 1916
Wydawnictwo: Penguin Books

Powieść uznawana błędnie za autobiografię Joyce'a ukazywała się początkowo w odcinkach w piśmie literackim "The Egoist". Mimo, że znając życiorys autora, możemy dostrzec wiele odwołań do jego własnych doświadczeń, edukacji lub problemów rodzinnych, to nie należy uznawać opisywanej pozycji za jego autobiografię. Taki tekst wymagałby innego zrozumienia, innego nastawienia do lektury, a zatem Portret... powinien być traktowany jako fikcyjne dzieło literackie. To przede wszystkim ułatwi nam zrozumienie zagadnień, które się w nim pojawiają. 



Książka przedstawia proces dojrzewania Stephena Dedalusa - wrażliwego dziecka, później młodzieńca, który wystawiony na działanie czynników kulturowych, religijnych i nacjonalistycznych, szuka własnej drogi życiowej. 

Emocje, które nim targają, przeżycia, których doświadcza, kierują go w strony skrajnych zachowań - od postawy hedonistycznej, po religijne, a wręcz męczeńskie umartwianie się w imię pokuty za wcześniejsze grzechy. 

Wszystko to dzieje się na tle politycznych wydarzeń w Irlandii początku XX wieku. Czym dla Stephena jest instytucja kościoła, jak rozumie nacjonalizm i która ze ścieżek okaże się dla niego właściwa? Jak rozumie piękno i wartości estetyczne? Wszystko to znajdziemy w książce, która przyczyniła się do sukcesu Joyce'a, chociaż powstawała przez 10 lat i nie od razu została opublikowana.

Portret... nie dość, że porusza istotne tematy społeczne, połączone z młodzieńczą wrażliwością głównego bohatera, jego walkę o autonomię i wolność (stąd wiele mówiące imię starożytnego architekta), prezentuje także modernistyczne zabiegi językowe. Mowa pozornie zależna, czyli wypowiedź charakteryzująca się tym, że monolog wewnętrzny zostaje wchłonięty przez narrację, czyni lekturę szczególnie intrygującą. 

Powieść w Polsce znana jest głównie z przekładu Zygmunta Allana z 1931 jako Portret artysty z czasów młodości, jednak w 2005 Jerzy Jarniewicz zaprezentował nowe tłumaczenie jako Portret artysty w wieku młodzieńczym. 

Z ogólnie dostępnych recenzji widać, że jest to pozycja wymagająca, nienadająca się dla przeciętnego czytelnika, który zachwyca się grafomanią polskich twórców. Spotkałam się z określeniami, że jest to książka pompatyczna i nudna. Daje to smutny obraz współczesnego czytelnika, który już nie musi lub prawdopodobnie nie umie, wzbić się na pagórki (gdzie tam wyżyny!) intelektu, a książka ma służyć tylko jako rekwizyt do często lajkowanego zdjęcia na Instagramie. To ponownie zmusza do gorzkiej refleksji, że jednak nie warto cieszyć się, że społeczeństwo czyta w ogóle.
Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger