11:42:00

Klątwa lutnisty

Klątwa lutnisty
Zgodnie z postanowieniami noworocznymi - które jeszcze przez pierwszy tydzień nowego roku udaje mi się spełniać - czytam codziennie. Dzięki takiej rutynie, która sobie narzucam, nawet nie zauważyłam jak szybko udało mi się przeczytać niesamowitą powieść, której obszerność z początku mnie onieśmieliła.

Tytuł: Hotel Varsovie. Klątwa lutnisty
Autor: Sylwia Zientek
Rok: 2017
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-1487-9

Książka jest starannie rozbudowaną sagą rodzinną, która odkrywa przed czytelnikiem intrygi, romanse i pasje w bardzo przemyślany sposób. Naszą przygodę rozpoczynamy w XIX w. od tragicznego i niewyjaśnionego samobójstwa głowy rodziny Żmijewskich, która to jest w posiadaniu tytułowego hotelu. Długi, skandale, których dopuszczają się dzieci zmarłego, despotyzm i tajemnicze zachowanie jego żony, wszystko to stawia przyszłość hotelu pod znakiem zapytania. Do tego okazuje się, że historia tej nobliwej rodziny nie do końca jest zgodna z tym, co z taką dumą zawsze powtarzali przodkowie.
 
Autorka następnie przenosi nas do XVII wieku, gdzie chronologicznie rozpoczyna się nasza opowieść.Głównym bohaterem jest Laurenty Żmij, lutnista królewski, który marzy o założeniu własnego zajazdu w prężnie rozwijającej się Warszawie. Laurenty nie jest świętym człowiekiem, ale ciąży na jego rodzie klątwa za zbrodnie dokonane przez jego ojca. Do tego miasto staje w płomieniach i muzyk musi walczyć o przetrwanie w odbudowywanej Warszawie. Rodzinne perturbacje, żądze, które targają mężczyzną oraz realia życia spajają się w intrygującą historię.

Ostatnim przeskokiem na osi czasu jest nawiązanie do roku 2016, kiedy to zza oceanu przyjeżdża do Polski rzekoma właścicielka działki, na której przed wojną stał hotel Varsovie. Przyznaję, że współczesnych rozdziałów obawiałam się najbardziej, ponieważ byłam zafascynowana tymi częściami książki, które opisywały bardziej zamierzchłe czasy. Jednak to właśnie wątek odzyskiwania kamienicy i nawiązanie do współczesnych problemów dotyczących stolicy stanowią intrygujące otwarte zakończenie.

Mimo że książka ma ponad 600 stron i styl pisania autorki nie oferuje zbyt wielu dialogów, pozycję tę czyta się błyskawicznie. Rozdziały przeplatają się chronologicznie, a co ciekawe, te części, które kontynuują opowieść, opisują wydarzenia w kilkuletnich odstępach czasowych. Sylwia Zientek zadbała o to, aby opisywane zwyczaje, stroje, wydarzenia i kultura były bardzo dokładnym odzwierciedleniem tego, co naprawdę działo się w czasach panowania Zygmunta III Wazy lub w czasach, gdy Bolesław Prus tworzył nie tylko Lalkę, ale także Kroniki Warszawskie. Dowiemy się zatem jakie smaki panowały na stołach możnowładców, ale także jakie stroje były najmodniejsze w odpowiednim stuleciu.

Z noty "Od Autorki" możemy dowiedzieć się jak niewiarygodny był zakres badań pisarki, dzięki którym tak wprawnie i z takimi szczegółami była w stanie opisać życie w Warszawie na przestrzeni kilku stuleci. 




Jak już wspomniałam, fabuła jest intrygująca, napięcie rośnie stopniowo, a motywy zbrodni, żądz, skandali i intryg sprawiają, że nie sposób oderwać się od lektury.

Sama Warszawa, która oryginalnie miała być pięknie rozbudowanym tłem dla całej opowieści, wydaje mi się jednak być głównym motywem, dla którego powstała książka. Opisy ulic, kamienic, procesów przebudowy miasta, dbałość o szczegóły zabudowy będą stanowić nie lada gratkę dla miłośników stolicy, ale także dla osób, które z historycznym zacięciem szukają pozycji, która realistycznie i żywiołowo przeniesie nas w zupełnie inne czasy. Ponadto ilustracje, plany miasta, ale też i drzewa genealogiczne stanowią bardzo wartościowe uzupełnienie książki.

Jeśli tytuł Was zainteresował, to podpowiem, że już w lutym ukaże się drugi tom sagi zatytułowany Hotel Varsovie. Bunt chimery. Bądźcie czujni!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

15:00:00

2018 - here we go!

2018 - here we go!
Przyszedł czas na podsumowanie roku 2017 oraz wybranie wyzwań czytelniczych na rok 2018. Zaraz przekonacie się ile pozycji udało mi się odhaczyć z mojej magicznej listy oraz co będę próbowała osiągnąć w nadchodzących miesiącach!

Ubiegły rok skończył się bez śniegu za oknem, ale zamiast zasp, przez które trzeba się przedzierać miałam (i mam) całe stosy książek! Pochwalić się mogę, że dokupiłam 3 całkiem spore szafki, które  miały pomieścić te skarby i praktycznie całe są już zapełnione. A stosów wciąż przybywa! 

Jeśli chodzi o statystyki, to udało mi się przeczytać 42 książki, zatem znów pobiłam swój rekord (w 2015 r. wynosił on 35 pozycji). Tak, wiem, że wiele osób czyta szybciej i więcej, ale to nie wyścig. Nie czytam książek na czas, tylko dla własnej przyjemności i staram się z nich wyciągać jak najwięcej wrażeń i wartości. 

Jeśli jesteście ze mną dość długo, to wiecie, że 1 stycznia publikuję wyzwania na nadchodzący rok. Aby przypomnieć sobie listę z 2017 wystarczy kliknąć tutaj: klik! 

Jak zauważycie, systematycznie wykreślałam kategorie, do których udało mi się dopasować przeczytane pozycje. Na 40 punktów wyzwania podstawowego udało mi się zrealizować 30 zagadnień. Z 12 punktów w wyzwaniu dodatkowym odhaczyłam ich aż 9!

Dzięki zaprzyjaźnieniu się z formatem audiobooków zaczęłam również nadrabiać zaległości w liście tytułów BBC - przeczytałam (lub raczej odsłuchałam) 5 pozycji! Do całej listy traficie przez ten link: klik! lub przez banner na górze strony.

A co czeka mnie w 2018? Znów z zamiłowaniem sięgam po wyzwanie Popsugar Reading Challenge, które zawsze przynosi mi dużo radości, a czasem każe sięgnąć po pozycje, które na pierwszy rzut oka nie wydają się dedykowane specjalnie dla mnie.

Wersja do pobrania i wydrukowania: klik!

Dla ułatwienia wersja w języku polskim poniżej: 
  • książka, której ekranizację już widzieliśmy
  • książka z gatunku true crime (akcja oparta jest na prawdziwej zbrodni)
  • kolejna książka z serii, którą już zaczęliśmy
  • książka, w której pojawia się motyw napadu
  • książka z gatunku nordic noir (współczesny skandynawski nurt powieści kryminalnej)
  • powieść oparta na prawdziwej osobie
  • książka, której akcja rozgrywa się w kraju, którym jesteśmy zafascynowani
  • książka, w której tytule pojawia się pora dnia
  • książka o czarnym charakterze lub antybohaterze
  • książka o śmierci lub rozpaczy
  • książka autorstwa kobiety, która używa męskiego pseudonimu
  • książka, której główny bohater/bohaterka należą do grupy LGBTQ+
  • książka, która jest również sztuką teatralną lub musicalem
  • książka, której autor jest odmiennego pochodzenia etnicznego niż my
  • książka o feminizmie
  • książka o zdrowiu psychicznym
  • książka, którą pożyczyliśmy lub którą dostaliśmy
  • książka, która ma dwóch autorów
  • książka o sporcie lub w której pojawia się motyw sportu
  • książka napisana przez miejscowego pisarza
  • książka, w której tytule znajduje się nasz ulubiony kolor
  • książka, w której tytule zachodzi aliteracja (powtórzenie w celach ekspresywnych jednej lub kilku głosek na początku lub w akcentowanych pozycjach kolejnych wyrazów tworzących zdanie lub wers)
  • książka o podróżach w czasie
  • książka, w której tytule znajdziemy termin związany z pogodą
  • książka, której akcja rozgrywa się na morzu
  • książka, w której tytule znajduje się zwierzę
  • książka, której akcja rozgrywa się na innej planecie
  • książka, w której tytule znajdują się słowa piosenki
  • książka o święcie Halloween lub której akcja dzieje się danego dnia
  • książka o postaciach, które są bliźniętami
  • książka, która została wspomniana w innej książce
  • książka, która jest omawiana w klubie książek założonym przez celebrytę
  • klasyczna pozycja literatury dziecięcej, której nigdy nie czytaliśmy
  • książka wydana w 2018 r.
  • książka, która w przeszłości wygrała plebiscyt Goodreads Choice Awards
  • książka, której akcja rozgrywa się w dekadzie, w której się urodziliśmy
  • książka, którą mieliśmy przeczytać w 2017 r., ale się nie udało
  • książka z brzydką okładką
  • książka, w której pojawia się księgarnia lub biblioteka
  • książka, która spełnia ulubioną kategorię wyzwania Popsugar Reading Challenge z 2015, 2016 lub 2017 r.
Kategorie dodatkowe:
  • bestseller wydany w roku, w którym skończyliśmy liceum
  • książka z gatunku cyberpunk (odmiana fantastyki naukowej, skupiająca się na negatywnych konsekwencjach funkcjonowania ludzi w otoczeniu zaawansowanej technologii komputerowej i informacyjnej)
  • książka, którą widzieliśmy, że czyta nieznana nam osoba w miejscu publicznym
  • książka związana z naszym pochodzeniem (rodowodem)
  • książka, w której tytule znajduje się owoc lub warzywo
  • alegoria
  • książka, której autor ma takie samo imię lub nazwisko co my
  • mikrohistoria (praktyka historiograficzna polegająca na historycznym opisie niewielkich przestrzeni terytorialnych i czasowych, oraz silnie akcentująca zainteresowanie problemami życia codziennego, świadomości, przekonań, obyczajów członków społeczności lokalnych)
  • książka o problemie, z którym zmaga się współczesne społeczeństwo
  • książka polecona nam przez osobę, która również bierze udział w wyzwaniu Popsugar
W tym roku czeka na nas 50 pozycji - 40 podstawowych i 10 dodatkowych. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby jedna książka pozwalała nam wykreślić kilka kategorii. 

Z moich prywatnych postanowień na pewno będę chciała nadgonić odrobinę moją listę BBC, ale również wprowadzić pewien rygor - czytać przynajmniej 20 stron dziennie. Codziennie. Zobaczymy czy mi się to uda! ^_^

 
Póki co serdecznie zachęcam Was do wzięcia udziału w proponowanym przeze mnie wyzwaniu czytelniczym. Jeśli widzieliście już w Internecie inne wyzwania lub stworzyliście własne, koniecznie pochwalcie się nimi w komentarzach!

Z okazji Nowego Roku chciałam też serdecznie podziękować wszystkim bliskim mi osobom, które mimo moich zaległości literackich niezmiennie obdarowują mnie nowymi, wspaniałymi pozycjami, zakładkami i inspiracjami! Dziękuję również wydawnictwom, z którymi współpracowałam już wcześniej, ale też tym, które obdarzyły mnie zaufaniem w 2017 r.!

Dziękuję też moim Czytelnikom, którzy zaglądają tu z coraz większą regularnością. Dziękuję, że jesteście, czytacie, komentujecie i inspirujecie! Mam nadzieję, że w tym roku będzie Was jeszcze więcej!

Szczęśliwego i zaczytanego Nowego Roku! 

Tak, Leo na Nowy Rok musi być! :D


19:30:00

Fashion Victim

Jakiś czas temu obejrzałam kilka filmów, które przedstawiają kulisy świata mody. Dużo się mówi o bezlitosnych wymogach branży, o drastycznych metodach, po które sięgają młode dziewczyny które chcą zaistnieć, o tym jak zostają złamane przez świat rzekomo tak dobrze im znany. I mimo że świadomość świata wzrasta, to wciąż przybywa dramatów. Ale co się stanie, gdy dziennikarka zaczyna ubierać ten świat w fabułę? Co się stanie, gdy ktoś odważy się zedrzeć te powierzchowną warstwę tiulu i cekinów? Dostajemy thriller, który trzyma klimat do samego końca, lekturę, od której nie sposób się oderwać. 

Tytuł: Fashion Victim
Autor: Corrie Jackson
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: W.A.B
ISBN: egzemplarz recenzencki

Zbrodnie w świecie mody nie dotyczą tylko złego połączenia kolorów lub założenia pary szpilek, która królowała na salonach w ubiegłym sezonie. Autorka, która sama jest dziennikarką z piętnastoletnim stażem, przedstawia nam świat o wiele bardziej niebezpieczny i mroczny. 

Sophie Kent, dziennikarka śledcza, szukając informatorów, którzy mogliby dostarczyć jej materiału o zbrodni dokonanej na nastolatku, poznaje młodą Rosjankę, która przyjechała do Londynu w poszukiwaniu lepszego świata. Młoda, wystraszona dziewczyna jest w stanie zrobić wszystko, żeby zaistnieć i nie wracać do domu z pustymi rękoma. Jest gotowa przemilczeć sprawy, o których powinno się krzyczeć, a nawet przypłacić to śmiercią.




Poinformowana przez anonimowego SMSa Sophie, dowiaduje się, że dziewczynę zamordowano tuż przed rozpoczęciem światowego tygodnia mody w Londynie. Główna bohaterka, która wielokrotnie przekraczała granice, podążając za wątkiem do dobrego artykułu, tym razem nie może pozbyć się przeczucia, że mogła zapobiec tej zbrodni. 

Dziennikarka, która zmaga się z osobistą tragedią, angażuje się w rozwikłanie tej niepokojącej zagadki. Zwłaszcza, że stan zwłok i miejsce zbrodni są pełne tropów i piętrzą pytania. Razem z Sophie odkrywamy brudne tajemnice świata mody, wykorzystywanie młodych dziewczyn, sztuczki, do których uciekają się agencje, fotografowie, ale przede wszystkim dziennikarze. Od kuchni możemy zajrzeć w mechanizmy rządzące światem plotkarskich magazynów i niestety już mniej poczytnych gazet z górnej półki. Autorka z taktem komentuje to, że w obecnych czasach bardziej liczy się dobry hasztag i "klikalność" artykułu niż jego rzetelność i zachowanie zasad moralnych. 

Mimo że książka jest debiutem autorki, to widać, że wprawnie posługuje się ona słowem, buduje fabułę wciągającą i głęboką. Postacie również nie są płytkie, wydarzenia przeplatają się i łączą tam gdzie trzeba, a niedopowiedzenia rozmieszczone są perfekcyjnie.

Klimat książki rozwija się stopniowo, dzięki czemu atmosfera nie tylko się zagęszcza, ale towarzyszy jej uczucie niepokoju. Akcja jest wartka, ale wszelkie opisy są na tyle rozbudowane, że przeskok do następnego rozdziału nie wybija nas z rytmu. Zakończenie zagadki dopracowane jest w najdrobniejszych szczegółach. Jeśli nawet coś podejrzewamy w trakcie czytania, to nie jesteśmy w stanie odkryć nawet połowy prawdy. Zaryzykuję stwierdzenie, że jest to thriller doskonały, przypominający klimatem film Siedem, choć może mniej makabryczny.

Jeśli jest to pozycja, która już Was zaintrygowała, to szukajcie jej na półkach księgarni już 17 stycznia, bo naprawdę warto!

Za cudowną niespodziankę, którą okazał się egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.!

20:36:00

Spektrum. Leonidy

Spektrum. Leonidy
Już dawno nie czytałam takiej pozycji. Po części dlatego, że głowni bohaterowie mają po 15 lat. Po części dlatego, że duża część akcji dzieje się w szkole. Myślałam, że trudno będzie mi się przestawić na sposób myślenia nastolatków. Ale Nanna Foss wie jak poprowadzić fabułę.

Tytuł: Spektrum. Leonidy
Autor: Nanna Foss
Rok: 2016 (Świat) / 2017 (Polska)
Wydawnictwo: Driada
ISBN: 978-83-945-990-1-0

Poznajcie Emi - główną bohaterkę, która jest nerdem i się tego nie wstydzi. Lubi siedzieć cicho na lekcjach, mimo że jest bystra i dobrze się uczy. Nie pochodzi z najbogatszej rodziny w mieście, nie jest najbardziej popularną osobą w szkole, ale jednak, jak na piętnastolatkę, jest zadowolona z tego kim jest, jaką ma rodzinę i przyjaciół. Z pasją oddaje się rysowaniu, nie ma ponadprzeciętnych mocy, to normalna, zwyczajna dziewczyna. 

Wszystko do czasu, gdy śni jej się przedziwny sen - znajduje się w pomieszczeniu, którego nigdy wcześniej nie odwiedzała, widzi chłopaka (super przystojnego chłopaka), którego nie zna i dostaje ataku paniki, który ją z tego snu wyrywa. I pewnie szybko by o tym śnie zapomniała, gdyby nie fakt, że następnego dnia ten chłopak pojawia się w jej szkole jako nowy uczeń. Razem ze swoją siostrą bliźniaczką. 

W wyniku fortunnych lub niefortunnych zdarzeń w szkole pojawia się też nowy nauczyciel, który nie znając nastrojów panujących w klasie, łączy uczniów w tylko sobie znany sposób do szkolnych projektów - wszystkie muszą być związane z kosmosem! Ponieważ w miasteczku mieszka pewien znany naukowiec, Emi, jej dwóch przyjaciół, koleżanka, z którą robi projekt, chłopak ze snu i jego siostra bliźniaczka, wybierają się na wykład poświęcony zagadnieniom potrzebnym im do projektów. 
Sprawa zaczyna wyglądać coraz bardziej podejrzanie, gdy naukowiec jest zdziwiony, że ktokolwiek do niego przyszedł, bo żadnego wykładu nie organizował. Ponieważ jednak widzi zapał wśród niektórych nastolatków, zaprasza ich do siebie. Gdy wchodzą do obserwatorium, Emi dostaje nagłego ataku paniki - to jest pomieszczenie, które jej się śniło. Znajduje się w nim również pewien przyrząd, który dla samego naukowca jest zagadką. To rodzaj szyfrowanego kompasu, któremu jednak brakuje ostatniego elementu.

Ten element natomiast ma Noa - nowy chłopak. Nikt nie podejrzewa co się stanie, gdy tajemniczy pryzmat z zawieszki nastolatka trafi do urządzenia. Ogrom bólu, światła i oszołomienia jest jedynym co nastolatkowie zapamiętują z tego wieczoru. A później odkryją, że są w stanie robić rzeczy, o które by się nigdy nie podejrzewali. 

Książka pisana jest prostym, przyjemny językiem, dość młodzieżowym, z masą anglojęzycznych zwrotów. Fabuła jest wartka i nie zauważamy jak przewracamy kartkę za kartką, chcąc się dowiedzieć co się wydarzy w następnym rozdziale. 

Oczywiście głównym motywem każdej książki młodzieżowej będą kwestie przyjaźni, pierwszych miłości i nauki podejmowania ważnych życiowych decyzji. Ponieważ właśnie tego oczekujemy po tej pozycji, książka nie rozczarowuje. Nie są to jednak przyjaźnie typowe, sztampowe - otrzymujemy powiew świeżości, który zwiastuje, że autorka wie jak uatrakcyjnić swoją twórczość. Dodatkowo, widać, że problemy nastolatków nie są jej obce. 

Książka na tym jednak nie poprzestaje. To nie tylko problemy szóstki nastolatków, którzy przypadkowo znaleźli się w nieodpowiednim miejscu, w nieodpowiednim czasie. Fabuła z rozdziału na rozdział nabiera tempa, od przypadkowych wypadków, po śmiertelne niebezpieczeństwo i morderstwo. Brzmi ciekawie?

Miłym akcentem na rynku jest też to, że akcja dzieje się w Danii i to właśnie z duńskiego jest tłumaczona książka. Widać pewne zwroty, które tłumacz musiał "przekalkować" z języka oryginału, ponieważ po polsku brzmią odrobinę koślawo, ale książkę i tak czyta się przyjemnie. 

Na pewno będzie to świetna pozycja dla młodzieży, chociaż i starsze osobniki mogą się na nią skusić. Od razu jednak zaznaczyć trzeba, że jest to pierwszy tom cyklu, zatem możemy spokojnie czekać na kontynuację! Ja dałam się wciągnąć!

A za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Driada.

18:33:00

Grudniowe inspiracje vol. 3

Grudniowe inspiracje vol. 3
Kochani, mamy grudzień, zbliżają się święta, a zatem przyszedł również czas na post pełen inspiracji. Na pewno w każdej rodzinie, czy kręgu znajomych znajdzie się osoba, która uwielbia czytać. Często wydaje nam się, że nowa książka będzie najlepszym i najbardziej oczywistym prezentem. Jeśli dobrze znamy gusta tej osoby, możemy jej sprawić nie lada radochę. Czasem jednak zdarza się, że nie mamy zielonego pojęcia co kupić i żadne gazetki, listy rankingowe lub posty z rekomendacjami nie pomogą.

I tutaj z pomocą przychodzę ja! ;) Jak co roku już przedstawiam Wam propozycje prezentów dla moli książkowych, które mogą zachwycić, rozbawić lub umilić czas nad dowolną lekturą.

Zatem do dzieła!

1. Lampka w kształcie książki.

Może nie jest to idealne źródło światła do czytania, ale bez wątpienia taka ozdoba doda uroku każdej biblioteczce. Znalazłam dwa warianty takich lampek. Pierwsza, rozkładana wersja dostępna jest w różnych sklepach, nawet na Amazonie. Jej zaletą jest to, że możemy ją układać w różnych pozycjach, a nawet dobierać różne warianty kolorystyczne.
  

Dostępne na: Luminate Book (klik!) oraz Amazon (klik!)

Druga natomiast, opatrzona tytułem The Enlightenment (Oświecenie), dostępna jest tylko na oficjalnej stronie produktu. Sprzedaż tych lampek połączona jest akcją Humanistisch Verbond - holenderskiego stowarzyszenia promującego zasady świeckiego humanizmu. Część dochodu ze sprzedaży przeznaczona jest na działania wspierające wolność słowa w krajach, gdzie krytyczne wypowiedzi wobec dominujących religii są karane.

Dostępne na: Light up your world (klik!)

2. Doniczki w kształcie książek

Pomysł może wydawać się śmieszny, ale jeśli komuś brakuje miejsca na nowe pozycje i zaczyna je upychać po parapetach, może się okazać, że takie doniczki pozwolą na utrzymanie chociaż odrobiny zieleni w pokoju, w którym wszystkie powierzchnie zajęte są książkami ;)


Dostępne na: Etsy (klik!)

Tylko uważajcie przy podlewaniu, żeby nie zalać prawdziwych książek!!

3. Poduszki  

Mole książkowe czytają o wszystkich porach dnia i nocy. I zdarza nam się bardzo często zasnąć nad książką (nie zawsze dlatego, że jest nudna!), co kończy się sztywnym karkiem przez cały następny dzień. Może czas na prezent, który trochę ułatwi życie? ;)

 
 

Dostępne na: Think Geek (klik!)
W sprzedaży znajdziemy trzy warianty: Przygody Sherlocka Holmesa, Wyspa skarbów i Alicja w Krainie Czarów.

4. Ekslibris

Mole książkowe uwielbiają mieć porządek w swojej biblioteczce. Rok temu proponowałam prezent, który ułatwi zapamiętanie komu pożyczyliśmy swoje skarby. Teraz proponuję prezent, który ułatwi nam zapamiętanie, które książki są nasze!

Ekslibris może być karteczką przyklejoną do okładki, pieczątką lub wytłoczonym znakiem! Jeśli prezent ma być niespodzianką, warto ograniczyć się do prostej grafiki i/lub imienia i nazwiska osoby obdarowywanej. Jeśli planujecie odważniejszą i bardziej złożoną grafikę, warto to jednak skonsultować, żeby ekslibris był używany z zadowoleniem i dumą! ;) 
 

Dostępne np. na: DaWanda (klik!) lub w dowolnym sklepie robiącym pieczątki na zamówienie.

5. Foremki do ciasteczek 

Nawet jeśli Wasi introwertyczni znajomy nie organizują przyjęć, na których mogliby częstować ciastkami prezentującymi twarzoczaszkę Williama Shakespeare'a lub Emily Dickinson, to nie oznacza, że nie będą piekli takich ciasteczek tylko dla siebie! Osobiście jestem zachwycona pomysłem i teraz tylko muszę zdecydować kogo bym schrupała!
 

Dostępne na: Etsy (klik!)

Oprócz Poe, Dickinson, Austen i Shakespeare'a znajdziemy również Chaucera, Freuda, Teslę, Dickensa i parę innych osobistości, więc warto zajrzeć choćby z ciekawości ;)

Jeśli tegoroczne pomysły Was nie zainspirowały, zachęcam serdecznie do przejrzenia świątecznych postów z 2015 (klik!) i z 2016 roku (klik!). Może właśnie tam znajdziecie coś dla siebie i swoich bliskich. 

Przypominam również, że do świąt zostało:



Planując zakupy przez Internet pamiętajcie o uwzględnieniu czasu dostawy.
Linki, które pojawiły się w poście nie są linkami sponsorowanymi.






17:18:00

Ostatnie srebrniki

Ostatnie srebrniki
"Polska nareszcie doczekała się autora, który potrafi połączyć historię ze współczesnością we wciągającej kryminalno-sensacyjnej powieści."

"Autor - wzorem Dana Browna i Umberto Eco - po mistrzowsku prowadzi nas przez zaułki historii, pokazując jak wydarzenia z przeszłości wpływają na jej bieg, wywołują tragiczne skutki w ciągu dwóch tysięcy lat i powodują śmiertelne zagrożenie dla współczesnych Europejczyków."

Trudno się nie skusić, czytając takie słowa zachęty. Jednak hasła drukowane na okładce dodają książce wartości, której treść nie jest w stanie obronić.

Tytuł: Ostatnie srebrniki
Autor: Tadeusz Biedzki
Rok: 2017
Wydawnictwo: Bernardinum
ISBN: 978-83-7823-990-1

Para głównych bohaterów, o których nie wiemy nic, spędza wakacje na Cyprze i kupuje tam od znajomego handlarza zabytkową szkatułkę, która podobno ma sprowadzać na właścicieli ogromne nieszczęścia. Kilka miesięcy później, będąc w Barcelonie, są świadkami okrutnego morderstwa na duchownym. Po złożeniu zeznań na komisariacie postanawiają ni stąd, ni zowąd samodzielnie rozwikłać zagadkę morderstwa, które wygląda rytualnie i dość makabrycznie. Sprawa zaczyna prezentować się coraz bardziej intrygująco, gdy bohaterowie dowiadują się, że policja całą sprawę zatuszowała, ale szczęśliwym zbiegiem okoliczności dowiadują się o supertajnym stowarzyszeniu, powołanym raptem kilka lat wcześniej, składającym się z garstki osób, które mają na celu zniszczenie chrześcijaństwa na całym globie. To rzeczywiście przypomina Browna, wręcz trąca bardzo niedopracowanym plagiatem.

Równolegle czytamy o srebrnikach, które Judasz uzyskał za zdradę Jezusa. Najpierw poznajemy ich historię z perspektywy Piłata, później kolejnych osób, w których ręce wpadły pieniądze i szkatuła, w której zostały ukryte. I przyznaję, że ten wątek prezentuje się w książce najciekawiej. Autor przedstawia drogę pechowego artefaktu na przestrzeni dwóch tysiącleci. Wszystko jednak jest szyte grubymi nićmi, bo każdy z właścicieli zostawia po sobie jakąś formę notatki lub dokumentu, które opisują dotychczasowe losy szkatuły. Wątek traci na atrakcyjności jeśli rozpatrzymy jak wielce nieprawdopodobne jest to zachowanie.

Historia, która ma się splatać ze względu na konsekwencje wydarzeń historycznych, łączy się w jeden wątek tylko dzięki przypadkowi - dzięki temu, że dwoje Polaków, którzy najwyraźniej mają nieograniczone fundusze i czas, żeby z dnia na dzień podróżować po całej Europie, natyka się na szkatułkę i tajny zakon. Nie ma tu zatem żadnych spajających wydarzeń, a fabuła może i opiera się na Brownie i Eco, jednak daleko jej do mistrzowskich dzieł, którymi zaczytuje się cały świat.

Język książki jest prosty, brakuje opisów, rozbudowy wydarzeń. Autor skacze między kontynentami, godzinami, zdarzeniami z akapitu na akapit i ma się wrażenie, że czytamy wstępny scenariusz filmowy, w którym ktoś koniecznie chciał streścić cały pomysł, ale ma zamiar jeszcze go doszlifować.

Bohaterowie są płytcy, nic o nich nie wiemy, zwłaszcza o głównych postaciach. O kobiecie wiemy, że ma na imię Wanda. Imię mężczyzny ujawnione jest dopiero na ostatnich kilku stronach. Z podziękowań można wywnioskować, że autor wykorzystał osobę własną i swojej żony, aby stworzyć Ostatnie srebrniki (te same imiona).

Trzeba jednak przyznać, że autor ma wiedzę historyczną, którą się dzieli. Mnogość przypisów może zniechęcić niektórych czytelników, ale niewątpliwie dzięki nim jesteśmy w stanie zrozumieć niektóre jednostki miar i wag, wydarzenia, architekturę i chronologię. Więc plus za research, którego podjął się Biedzki - na końcu książki znajdziemy również literaturę źródłową. Ale minus za przepisywanie Wikipedii, żeby przekroczyć 200 stron druku. Autor nawet się z tym nie kryje i w tekście znajdziemy zwroty w stylu "cytując za Wikipedią...". To nie tylko brak szacunki do własnej książki, ale też i do czytelnika.

Kuleje również to, jak autor "powołuje do życia" zakon, który ma na celu zniszczyć chrześcijaństwo. Otóż nie składają się na niego osoby, które od pokoleń zgłębiały naukę o i wzniecały nienawiść do danej wiary z różnych mistycznych lub ekonomicznych powodów. Autor wielokrotnie podkreśla, że wyimaginowana instytucja składa się z reprezentantów "lewicowych i lewackich sił w Europie", które nawet w Polsce mają swoje szpony. Przykładem z książki jest bezczeszczenie krzyża i pogarda dla miesięcznic odbywających się pod Pałacem Prezydenckim w Warszawie. Wniosek, który daje się również odszyfrować z niektórych komentarzy oznacza, że gender i homoseksualizm dążą do przemocy wymierzonej przeciwko kościołowi, co zaczyna trącać obłędem.

Książka niewątpliwie jednak przemówi do niektórych środowisk i to im życzę owocnej lektury.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Bernardinum.


17:12:00

Alicja w Krainie Czarów

Alicja w Krainie Czarów
Gnam w tym roku z listą tytułów BBC (klik!), ale niestety nie każda pozycja trafia w mój gust. Dzisiaj zatem nie będzie o fabule, ale o ciekawostkach, aby książka zyskała zarówno w moich oczach, jak i w Waszych! ;)

Tytuł: Alicja w Krainie Czarów
Autor: Lewis Carroll
Rok: 1865
format: audiobook 

Opowieść o Alicji, która podąża za białym królikiem, miota się między zmianą rozmiarów, wędruje po wyśnionej krainie i jest tak nieprzyzwoicie tępa, że obraża wszystko co tylko napotyka na swojej drodze, jest znana pewnie każdemu dziecku i każdemu dorosłemu. 

W dzieciństwie rzadko oglądałam tę bajkę, mimo że miałam ją na własnej kasecie VHS i nigdy nie potrafiłam ani utożsamiać się z główną bohaterką, ani sympatyzować z pozostałymi postaciami. Dosłownie można powiedzieć, że to nie moja bajka. Nie bawiły mnie te żarty, nie wciągał ten rodzaj fantazji, ale skoro już zaczęłam słuchać audiobooka, to nie wypadało mi przerwać w połowie. 

Jednak w tym miejscu należy się również sprostowanie dotyczące nazwy bloga! Zbieżność wydaje się jednoznaczna, jednak moja Kraina Czarów nie ma nic wspólnego z opisywaną tutaj książką. Mój "Wonderland", to każda kraina, do której przenoszę się dzięki lekturze, mój własny "Błękitny zamek" jak kto woli i mam nadzieję, że Wy również macie taką swoją własną wyśnioną krainę dziwów, do której uciekacie przed rzeczywistością właśnie dzięki książkom! ^_^
Wersja, na którą trafiłam była tłumaczona przez Roberta Stillera. Dlaczego o tym wspominam? Bo Alicja... doczekała się aż 11 różnych przekładów na język polski. Nie jest to chyba jednak wynik rekordowy, bo na język niemiecki tłumaczono ją aż 35 razy. Za każdym razem spierano się o fantazyjność i lekkość tekstu, a ostatnimi czasy zaczęto go "spłaszczać", aby był dostosowany do języka współczesnych odbiorców, co według mnie jest okropnym bezczeszczeniem tekstu i nie zdziwię się, jeśli idąc tym tropem za 30 lat będziemy sprowadzać klasykę do formy powieści graficznej, mówiąc ładnie, a komiksu, mówiąc otwarcie, tylko dlatego, że kolejne pokolenia nie będą umiały się skupić na blokach tekstu dłuższych niż 2 zdania. 

Ale tłumaczenie Stillera (z 1986r.) na pewno musiało lepiej brzmieć w formie pisemnej, ponieważ zirytowany poprzednimi tłumaczeniami, po wielu latach upraszania się o poprawki, sam zabrał się za przekład i opatrzył go dodatkowo przypisami, które 
wyjaśniały niuanse umykające [czytelnikom] bez dokładnego poznania epoki wiktoriańskiej i genezy książki.
źródło: Wikipedia

I tutaj aż żałuję, że to wszystko w audiobooku zniknęło, chociaż samo słuchowisko było przyjemnym zabiegiem, opatrzonym dodatkowymi efektami dźwiękowymi i muzyką!

Jednak wracając do samej książki, postacie, które w niej występują są inspirowane znajomymi z otoczenia autora i ta ciekawostka sprawia, że wszelkie cechy osobowości zaczynają w końcu być zabawne, biorąc po uwagę, że prawdziwi ludzie tak się zachowywali. 

Absurdalna narracja snu staje się zatem przykrywką, satyrą obśmiewającą niektóre wady otoczenia. Tak więc Alicja wzorowana jest na Alice Pleasance Liddell, dziewczynce, która była również fotomodelką autora, Mysz, która panicznie boi się kotów była prawdopodobnie odzwierciedleniem postaci guwernantki z domu Liddellów, a Dodo jest karykaturą samego autora.

Znając trochę lepiej rys historyczny epoki i język angielski, jesteśmy w stanie też dojść do tego, skąd się wzięły inne postacie. Szalony Kapelusznik powstał z idiomu "mad as a hatter", czyli dosłownie "szalony jak kapelusznik".
Kapelusznicy podobno naprawdę miewali stany psychotyczne i tzw. „drgawki kapelusznicze” ze względu na opary rtęci, którą się posługiwali przy wyrobie filcu.
źródło: przypis z książki tłumaczenia Stillera

Zając Marcowy również był inspirowany idiomem. "Mad as a March hare" to nic innego jak "szalony jak marcowy zając", a imię Fałszywego Żółwia 
pochodzi od "mock turtle soup" (pol. "fałszywa zupa żółwiowa"), przyrządzanej z głowy cielęcia, przypominającą zupę żółwiową.
źródło: tamże
Stąd rysunki tej postaci z cielęcą głową, ogonem i nogami! 

Znając takie ciekawostki, dostrzegamy w książce nowe znaczenia, lektura staje się rozszyfrowywaniem zagadek kulturowych i językowych, a sama irracjonalna fabuła i płytkość głównej bohaterki przestają drażnić. Bądź co bądź, Carroll był wykładowcą matematyki, więc możemy zrozumieć jego zamiłowanie do zagadek. Stąd też pomysł na pracę pod innym nazwiskiem. Lewis Carroll tak naprawdę nazywał się Charles Lutwidge Dodgson. Pseudonimu artystycznego używał, aby oddzielić

matematyczne dzieła naukowe i popularnonaukowe prace o matematyce i grach logicznych (które sygnował prawdziwym nazwiskiem) od literatury pięknej, wydawanej pod pseudonimem.
źródło: Wikipedia
Wiedząc to wszystko, ja jestem w stanie inaczej spojrzeć na książkę, którą rzeczywiście coraz trudniej nazwać tylko i wyłącznie lekturą dla dzieci. A Wy? Czytaliście Alicję...? A może macie własną ulubioną ekranizację?

13:58:00

Mirror, mirror

Mirror, mirror
Kiedy słyszymy, że ktoś z innej branży zabiera się za pisanie książki, pewnie myślimy sobie, że to musi być pomyłka, niewypał, marketing, albo że ktoś już się "znudził" pierwotnym zajęciem. Takie głosy pojawiały się w mediach, gdy brytyjska modelka Cara Delevingne zaczęła pojawiać się w filmach. Okazało się, że nie jest w tym tak zła jak większość się spodziewała. Te same jednak głosy zaczęto podnosić, gdy okazało się, że dziewczyna wyda swoją książkę! I co o tej książce można powiedzieć?

Tytuł: Mirror, mirror
Autor: Cara Delevingne, Rowan Coleman
Rok: 2017
Wydawnictwo: Jaguar
ISBN:978-83-7686-620-8

Jak widać brytyjska gwiazda nie napisała książki sama, nie zatrudniła też ghost writera, ale nawiązała współpracę z bardziej doświadczoną pisarką i uczciwie nie chce nikomu wmawiać, że wszystko w książce jest jej dziełem. 

Poznajemy grupę znajomych, którzy są zmartwieni zaginięciem ich koleżanki z zespołu. Grupa ta jest dość specyficzna - na pierwszy rzut oka w ogóle do siebie nie pasują. Gdyby jeden z nauczycieli nie połączył ich dość przypadkowo, aby stworzyli zespół muzyczny w ramach zajęć z muzyki, pewnie nigdy by nie nawiązali ze sobą znajomości. Są outsiderami, ale każde z nich ma ku temu inne przyczyny - agresywny brat, alkoholizm rodzica, trauma z przeszłości lub skrajne zainteresowanie obcą kulturą, którego nasze otoczenie nie akceptuje. A wszystko to w sercu Londynu, które tętni życiem i daje młodym ludziom schronienie, to miejsce, w którym czują się dobrze, którego atmosferę kochają.

Wszystkie krzywdy i niepewności związane z dorastaniem wychodzą w zachowaniu, ubiorze i sposobie bycia tych szesnastolatków, przez co nierzadko czują się źle we własnej skórze lub stwarzają pozory, maski, które ukrywają jacy tak naprawdę są. 

I w momencie, gdy przepada jedna osoba z grupy, policja i rodzice nie wierzą reszcie nastolatków, że to do tej dziewczyny już niepodobne. Dorośli biorą pod uwagę podobne ekscesy z przeszłości i nie dopuszczają myśli, że zaginiona w końcu "wyszła na prostą" dzięki przyjaźniom, które nawiązała w zespole. 

Ale dziewczyna się w końcu odnajduje. Pobita, nieprzytomna, dryfująca w Tamizie, w śpiączce. I tylko jej przyjaciele zauważają rzeczy, na które dorośli nie zwrócili uwagi, np. pojawienie się dziwnego tatuażu na nadgarstku, a dziewczyna nienawidziła tatuaży, jej dziwne zachowanie w mediach społecznościowych, zmiana stylu ubierania tuż przed zaginięciem. I tylko oni dostrzegają, że coś tutaj nie gra.

Powieść, która zaczyna się jak standardowa książka dla nastolatków, przeradza się w thriller, który nie tylko mówi o problemach związanych z dorastaniem, odkrywaniem własnej seksualności, dręczeniem w szkole, ale też o tym jak rodzice i inni dorośli podchodzą do "faz", przez które przechodzą dzieci i jak łatwo można dać się zwieść, gdy otrzymamy tylko odrobinę szacunku i zaufania. A co, jeśli te "fazy", to nie zawsze są etapy przejściowe? Gdzie należy zdać sobie sprawę, że powinno się szanować młodych ludzi?

Książka raczej trzyma w napięciu i muszę przyznać, że jej druga połowa może zmrozić krew w żyłach. Pozycja pisana jest językiem odważnym, przedstawia prawdziwą komunikację, niepozbawioną przekleństw i odbywającą się głównie przez media społecznościowe. 

Na lubimyczytac.pl znalazłam opinię, że książka

źródło: lubimyczytac.pl
i przyznaję, że mogę się pod tym podpisać. Co więcej, książka, po którą sięgnie wiele osób ze względu na nazwisko autorki, ma kilka naprawdę dobrych zabiegów literackich i zwrotów akcji, których używała w swojej twórczości np. Virginia Woolf (swoją drogą brawa dla tłumacza, za trzymanie czytelnika w niepewności!), więc może nie trzeba od razu skreślać tej pozycji za głośną promocję. 

Cara Delevingne przyznała, że wiele czerpała z własnych przeżyć nastolatki, z otoczenia i środowiska i książka posiada widoczny ładunek emocjonalny, którego nie udałoby się wcisnąć w fabułę, gdyby zabrał się za to autor po czterdziestce. Więc jeśli dziewczyna łapie swoje 5 minut i wykorzystuje je w nieskandaliczny sposób, to nie ma się co oburzać. Bo, swoją drogą, na Toma Hanksa nikt nie naskakuje, że wydał książkę, prawda?

Za egzemplarz recenzencki i zaufanie dziękuję wydawnictwu Jaguar!
Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger