15:59:00

Przesilenie

Przesilenie
Ostatni tom cyklu, w którym zakochało się mnóstwo czytelników! Kwiat paproci pojawiał się u mnie na blogu już od dłuższego czasu - były recenzje pojedynczych tomów, była zbiorcza recenzja dotycząca trzech części (i do tej najbardziej Was zachęcam, nie będzie spoilerów - klik! klik!). 

Ale przyszedł czas na ostatni tom i pożegnania. 

Tytuł: Przesilenie
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: egzemplarz recencencki

Trzeci tom cyklu - Żerca - skończył się w bardzo niepokojącym momencie. To ten typ zawieszenia akcji, gdzie jesteśmy wściekli na pisarza, że wbija nam nóż w plecy. 

Główna bohaterka nie dość, że znajduje się w niebezpieczeństwie, to jej ukochany jest załamany rewelacjami, które wykrzykuje. Wszyscy bogowie chyba znowu się sprzysięgli, aby uprzykrzyć życie Gosławie. Na wolności szaleje żądny krwi upir, mama naszej szeptuchy jak zwykle strzela fochy, a Mieszko jest przystojny. 

Pojawia się nowy wątek naprzykrzającej się dziennikarki, która wściubia nos w nie swoje sprawy, ale wprowadzony jest on nagle i znika równie szybko. Zapominamy o nim na dobre 300 stron, tylko po to, żeby znów się pojawił i zakończył w tak absurdalny i pozbawiony emocji sposób, że jest to aż żenujące. 

Niestety jest to najsłabszy tom cyklu. Nie dzieje się w nim prawie nic. W podziękowaniach autorka zwraca się do swojego męża, który miał okazywać wyrozumiałość w chwilach, gdy dopadała ją "histeria, zbliżał się termin oddania książki, a ona nie wiedziała co pisać".

Niestety ta niemoc twórcza jest widoczna przez 400 stron. Nasza bohaterka miota się od rozmów ze Swarożycem po namiętne chwile z Mieszkiem, ale niestety żar i ogień towarzyszą tylko tym pierwszym. Chociaż może "stety", bo Swarożyc jest najlepszą postacią w tym tomie. On jeden ma więcej niż jedną płaszczyznę i czymś czytelnika zaskakuje. Szkoda zatem, że do promocji tego tomu zaangażowano kogoś, kto ma problem ze skleceniem zdania złożonego. 

Czy cykl kończy się dobrze? Zależy dla kogo. Mamy pewien fortel, mamy obietnice, mamy dość zaskakującą końcówkę, która raczej cieszy niż rozczarowuje. Tutaj nie będę narzekać. Ale Gosława jest tak samo naiwna i niedojrzała jak w pierwszym tomie. Fabuła całej książki jest bardzo płytka, a te postacie, które najbardziej uwielbialiśmy z poprzednich części, nie robią tutaj praktycznie nic. Duże rozczarowanie, które ewidentnie zostało pisane pod dyktando terminu oddania tekstu. Moc kwiatu paproci już tutaj nie działa.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.




12:38:00

Italia do zjedzenia

Italia do zjedzenia
Są tutaj miłośnicy pysznego jedzenia? A mamy miłośników Włoch? Ostatnio z kim bym nie rozmawiała, to okazuje się, że mówimy właśnie o tym kraju i o niesamowitych przysmakach, które można tam dostać - od lodów, po wina, sery, makarony i pomidory. 

Osobiście chyba i tak zawsze będę stawiać na sycylijskie cannoli, ich cudownie aromatyczne cytryny, pomidory oraz szynkę parmeńską. Ale ja tu się zatracam we wspomnieniach, a miało być o książce! I będzie bardzo w temacie!

Tytuł: Italia do zjedzenia
Autor: Bartek Kieżun
Rok: 2017
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-4696-2

Autor tej przepięknej pozycji mówi już na wstępie, że lubi jedzenie, podróżowanie i sztukę. I wszystkie te pasje odnajdujemy w jego książce! To swoisty hołd oddany nie tylko kuchni, ale całemu krajowi, który jest przesycony słońcem, sztuką, pięknem, aromatami i smakami!

To książka kucharska, przewodnik turystyczny, podręcznik historii sztuki. Takiej książki jeszcze nie mieliście w rękach.

To bardzo osobista podróż - podróż która odbywała się w ciągu wielu lat. Dostajemy anegdoty z życia miast, z targów, placów, kościołów i plaż. Ale autor dzieli się z nami też swoimi przygodami, powodami podróży - miłością do słońca, wyprawą rodzinną, tanimi biletami! Upomina nas, żebyśmy uważnie czytali przewodniki, zwraca uwagę na smaczki z historii sztuki, których nie znajdziemy na Wikipedii, ale przede wszystkim mówi o jedzeniu!

Kto był we Włoszech, ten wie, że jedzenie smakuje tam po prostu inaczej. Dzięki tej książce mamy szansę odkryć przepisy, których nie wyciągnęlibyśmy od najstarszej Włoszki lub które są przekazywane tylko z pokolenia na pokolenie. 

Italia... jest podzielona według dań. Zaczynamy od chleba i przystawek, żeby później omówić dania właściwe i deser. Skaczemy zatem po mapie, odkrywając smakołyki, które oferują nam dane miejsca i rejony i odkrywamy je na nowo.

Z przepisów, które zaciekawiły mnie najbardziej mamy chleb dyniowy, sałatkę z bobu z pecorino i miętą, penne z sosem orzechowym, wołowinę w czerwonym winie z czosnkiem, pieprzem i rozmarynem, kurczaka w cytrynie i rozmarynie i tartę cytrynową. I naprawdę muszę, muszę w końcu przetestować przepis na ciasteczka cytrynowe z Pizy! 

To tylko garść przykładów, które skradły moje serce (a raczej żołądek)! Książka ma prawie 300 stron przepisów, ciekawostek i zdjęć. I tutaj należy zwrócić uwagę, że Bartek Kieżun jest odpowiedzialny zarówno za teksty, jak i za zdjęcia, dzięki czemu dostajemy do ręki dziennik podróżnika pełen zdjęć, których nie pobierzemy z wyszukiwarki Google, które przedstawiają miasta i krajobrazy takimi, jakie naprawdę są. 

To odrobinę dekadencka, odrobinę szalona podróż przez Włochy i ich smaki, która zachwyca rozmachem!



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann!

P.S. 
Wiadomość sprzed kilku chwil dosłownie!
Bartek Kieżun otrzymał Nagrodę Magellana 2018 w kategorii "przewodnik kulinarny" właśnie za tę pozycję! Gratulacje!

Tak, gif z Leo zawsze "robi robotę" :D

14:42:00

Manga sprzątania

Manga sprzątania
Dzisiaj wracamy do tematu pierwszego poradnika, który pojawił się na tym blogu. Jeśli jesteście ze mną dość długo, na pewno pamiętacie moje wrażenia (i silne emocje), które towarzyszyły mi podczas lektury książki Tokimeki. Dla przypomnienia link do recenzji: klik, klik!

Dzisiaj swoista kontynuacja Magii sprzątania ma w Polsce swoją premierę. Co jest takiego niezwykłego w kolejnej pozycji Marie Kondo? 

Tytuł: Manga sprzątania. Obrazkowy przewodnik po japońskich porządkach
Autor: Marie Kondo
Rok: 2017 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Muza S.A.
ISBN: 978-83-287-0989-8

Tak, dobrze przeczytaliście tytuł - MANGA! Autorka we współpracy z rysowniczką Yuko Uramoto postanowiła wydać kolejną odsłonę swojego sukcesu w tak popularnej w Azji formie!

Mamy tu zatem opowieść o Chiaki - dwudziestodziewięcioletniej dziewczynie, która ma straszny problem ze sprzątaniem. Spędzanie czasu we własnym domu nie sprawia jej radości, jest tak zagubiona wśród swoich klamotów i niepotrzebnych rzeczy, że nie potrafi powiedzieć, co tak naprawdę sprawia jej w życiu radość. 

I tu pojawia się KonMari! I o dziwo, wcale nie zaczyna od sprzątania! Bo sprzątanie to nie tylko wycieranie kurzy i uporządkowywanie rzeczy, które są w nieładzie. To cała filozofia życia!

Zaczynamy od tego, jak chcemy, żeby nasze mieszkanie wyglądało - możemy je opisać, narysować lub zrobić kolaż ze zdjęć wyciętych z różnych magazynów. A potem zaczynamy wyrzucać!

Dzielimy rzeczy na kategorie, np. ubrania, i zastanawiamy się, co nam daje radość, w czym się dobrze czujemy, a co nie wzbudza w nas żadnych emocji. I uwaga - nie mylmy radości z sentymentem!

I tak przechodzimy od kategorii do kategorii, zmniejszając ilość rzeczy, które nas otaczają. Dzięki temu zostaną w naszym mieszkaniu tylko te elementy, które sprawiają nam radość i które pozytywnie wpływają na naszą energię!

Więcej szczegółów oczywiście znajdziecie w książce, która niesamowicie motywuje do porządków. Samo czytanie tej wersji jest przyjemną rozrywką, choć nadal mamy do czynienia z bardzo radykalnymi poglądami. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o filozofii Marie Kondo, zapraszam do przeczytania recenzji, do której odsyłałam Was na początku. 


Książka już od dzisiaj dostępna jest w księgarniach!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza S.A.

14:49:00

Ogarnij się!

Ogarnij się!
Nie wiem, jak to się dzieje, że czytam jak szalona, ale brakuje czasu na napisanie recenzji!

Dzisiaj zatem szybciutko, w przerwie od pracy, przedstawię Wam książkę, która pomoże Wam ogarnąć się, jeśli macie podobne problemy: nie wiecie jak zacząć spełniać swoje marzenia, jak rozpocząć pracę nad gigantycznym projektem (zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym) lub po prostu na nic nie starcza Wam czasu, a tak naprawdę nie wiecie, na co go poświęcacie!

Tytuł: Ogarnij się
Autor: Sarah Knight
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Muza S.A.
ISBN: 978-83-287-0919-5

Get Your Sh*t Together (oryginalny tytuł) to książka tej samej autorki, która wzbudziła tak szalone emocje w mediach społecznościowych i wśród czytelników pozycją Magia olewania. Pierwsza książka była swoistym powiewem świeżości wśród poradników (tutaj link do recenzji: KLIKAMY, KLIKAMY!). 

Będąc zatem w świetnej sytuacji, gdy o książce ciągle dużo się mówi, autorka błyskawicznie podpisała z wydawnictwami umowę na kolejny poradnik, który poniekąd nawiązuje do pierwszego tytułu. Ale podczas gdy Magia olewania pomagała nam w ożywczy i obrazowy sposób zdecydować, co w naszym życiu jest najistotniejsze, o tyle Ogarnij się mówi nam jak się uporać z tym, co nam zostaje. 

Ogarnianie się to po prostu dobra organizacja, którą autorka próbuje w nas zakorzenić na podstawie przykładów z życia wziętych. Mówi zatem z jakimi problemami ona sama się zmagała (ta książka w ogóle serwuje nam całkiem sporo prywatnych anegdot), ale też i o problemach czytelników, wśród których autorka przeprowadziła ankietę.

Cała magia polega na trzech prostych zadaniach, które porównujemy do wychodzenia z domu. Musimy mieć przecież zawsze przy sobie klucze, telefon i portfel. I te trzy elementy stają się naszą mantrą i narzędziami, dzięki którym w końcu przestaniemy trwonić czas (własny i cudzy), ale też zabierzemy się za realizację krótko- bądź długoterminowych celów.

Klucze to strategia, którą opracowujemy przy problematycznych zadaniach, telefon oznacza zdolność do koncentracji, a portfel to nasze zaangażowanie. Proste? Pewnie, że proste, tylko czasem potrzebujemy, żeby ktoś nam wyłożył podstawy dorosłego życia jak krowie na rowie :D

Autorka przedziera się przez różne zagadnienia - od zmiany pracy, kończenie toksycznych związków, przeprowadzki, oszczędzanie, ale i robienie najzwyklejszego prania! Metoda małych kroków ma zastosowanie w większości z tych przypadków i okazuje się świetną strategią, którą trzeba tylko zacząć wprowadzać w życie.

Na podstawie własnych przykładów (i błędów!) pokazuje nam gdzie czają się pułapki, a gdzie bardzo łatwo można coś zyskać przy odpowiedniej systematyczności i zaangażowaniu.

Moja ulubiona myśl przewodnia z książki? Czasem dobrze jest delegować obowiązki i nie przejmować się tym, że coś nie jest zrobione perfekcyjnie. Ważne, że jest zrobione W OGÓLE. I to przez kogoś innego ;) 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza S.A.

P.S. Pochwalę się, że na Instagramie sama autorka skomentowała zdjęcie, więc wchodźcie zostawić parę serduszek!



15:39:00

Wszystkie poranki świata

Wszystkie poranki świata
Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia. Ale kanapka z żółtym serem jedzona w pośpiechu lub płatki zalane mlekiem, o których się zapomni, wybiegając z domu, to nie do końca śniadanie mistrzów. 

Nawet jeśli jednak mamy czas przygotować pożywne, smaczne i estetycznie wyglądające śniadanie, które naprawdę mamy ochotę zjeść, to czasem okazuje się, że szczytem naszej inwencji jest omlet. Albo jajecznica, gdy ten omlet nam jednak nie wyjdzie. Wszyscy to przerabialiśmy, nie wciskajcie mi kitu :D

Dlatego dzisiaj prezentuję Wam książkę, której przepisy aż chce się wypróbować. Im więcej na raz tym lepiej!

Tytuł: Wszystkie poranki świata
Autor: Elisa Paganelli, Laura Ascari
Rok: 2017 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-5108-9

Zaczęło się od wspólnego zamiłowania do... jedzenia? Nie! Do poranków! Autorki już na wstępie wyjaśniają, że nie wybrałyby się w tę kulinarną podróż, gdyby nie ceniły sobie tej wyjątkowej pory dnia, gdy światło powoli zagląda do naszej sypialni, a kubek gorącej herbaty jest zapowiedzią kolejnych aktywnych godzin. 
Później przyszedł czas na zdjęcia i rysunki, następnie na konsultacje i tak oto otrzymujemy książkę, która porywa nas w podróż, podczas której wystarczy, że fizycznie przeniesiemy się tylko do kuchni!

43 przepisy, 42 kraje i masa inspiracji! Osobiście uwielbiam zestawienia zdjęć, gdzie ludzie pokazują jak wyglądają narodowe przysmaki na całym świecie, zatem od tej pozycji wręcz nie mogę się oderwać. Tak samo jak nie mogę się doczekać, żeby wypróbować oryginalne przepisy. 

Różowa herbata z mlekiem? Kotleciki z platanów? Brioszki? Konfitura z marchwi i pomarańczy? A może coś bardziej klasycznego jak tarta z jabłkami, bułeczki cynamonowe czy ciastko francuskie z czekoladą? 

Niezależnie od tego, czy wolimy śniadania słodkie, słone, podawane na ciepło lub w temperaturze pokojowej, w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie!

Od Alaski, przez Walię, Korsykę, Liban, Tajlandię, Koreę, aż po Australię, Brazylię, Argentynę lub Kubę, dowiemy się co jest uważane za najlepsze śniadanie w zależności od kontynentu i kraju. Jednych zaskoczy ilość słodyczy, drudzy skrzywią się na myśl o kiszonej kapuście na śniadanie, ale przecież do odważnych świat należy!

Uwaga na marginesie! Jeśli napalicie się na przygotowanie popularnej w Egipcie pasty z bobu, pamiętajcie o tym, że główny składnik trzeba namoczyć przez noc. Autorki uprzedzają nas na szczęście ile trwa przygotowanie każdej potrawy (niektóre aż do 6 dni!), więc planujcie gotowanie z głową! 

Zresztą dania wyglądają tak smakowicie, że warto poświęcić trochę więcej czasu na ich przygotowanie. A trzeba przyznać, że zdjęcia, które znajdziemy w książce idealnie wprowadzają nas w klimat różnych państw; a że są opatrzone drobnymi rysunkami, tym przyjemniej nam się robi, gdy przeglądamy tak wesołą pozycję!

Jeśli jesteście ciekawi smaków i gotowi na takie kulinarne przygody, to koniecznie sięgajcie po Wszystkie poranki świata




Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann!



12:58:00

Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach

Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach
Zaległości zaległościami, majówka majówką, a recenzje same się nie napiszą! Na Facebooku zapowiadałam, że w wolne dni będę czytała i pisała, zatem czas wywiązać się z tego ostatniego. 

Dzisiaj prezentuję Wam książkę:

Tytuł: Dziewczyna z tatuażem na lędźwiach
Autor: Amy Schumer 
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Kobiece
ISBN: 978-83-65601-85-8

Kto chociaż średnio sprawnie porusza się po czeluściach Internetu lub od czasu do czasu chodzi do kina, na pewno spotkał się z nazwiskiem Schumer. Aktorka komediowa, która zasłynęła ze stand-upu, scenarzystka, która występuje we własnych filmach i programach telewizyjnych, celebrytka, którą albo się kocha, albo nienawidzi. 

Wychodząc z założenia, że nie wypada krytykować kogoś, o kim nie ma się zielonego pojęcia, skusiłam się na tę pozycję, nie będąc do tej pory fanką Schumer. A wręcz przeciwnie. No cóż, trzeba przyznać, że to dość specyficzna osoba. 

Książka z założenia nie jest autobiografią, ale, jak zaznacza sama autorka, to raczej zbiór anegdot, historyjek, ważnych momentów z jej życia. Schumer nie boi się mówić o chorobie swojego ojca, romansie matki i tym jak z siostrą kradła ubrania z galerii handlowych. Nie boi się mówić o tym, jak dorastała w przepychu, który jej matka trwoniła, o skłonności ojca do wyskoków w bok i nadużywania alkoholu, aż w końcu o bankructwie, którego wszyscy doświadczyli. 

Nie jest to jednak bankructwo w tak spektakularnym tonie, w jakim autorka chciałaby nam to zaprezentować, bo pod mostem nie skończyli. Autorka ma dość lekkie podejście do pieniądza, biorąc pod uwagę tak traumatyczne przeżycia z młodości (a raczej traumatyczne z jej punktu widzenia) oraz stosunkowo dobre relacje z matką (jak na więzi z osobą uzależnioną od manipulacji i szantażu emocjonalnego).

I mimo że sama zapewnia, że obracanie życiowych tragedii w żart, to jej sposób na radzenie sobie z problemami, uzewnętrznianie światu wstydliwych przeżyć jej ojca spowodowanych stwardnieniem rozsianym, wzbudza raczej oburzenie jej nietaktem. 

Zresztą uzewnętrznianie się jest tu słowem kluczem, ponieważ autorka nie wstydzi się mówić o zapachach, które wydzielają jej części intymne, że nie wspomnę o peanie na cześć tychże części już na samym początku książki. 

Co innego być wyzwolonym, a co innego być wulgarnym. A wulgarności (nie w sensie słów powszechnie uznanych za obelżywe) jest w tej książce za dużo. Ale to właśnie styl Amy Schumer. 

Trzeba jej jednak przyznać, że ma coś ważnego do powiedzenia. Gdy przebrniemy przez całą tą cuchnącą szambem otoczkę pseudo żartów, dobrniemy do kobiety, która boi się tak samo jak my wszystkie. Boi się, że nie osiągnie swoich celów, że nie sprosta swoim własnym wymaganiom (za autorką: pieprzyć, co myślą inni!). Znajdziemy w książce dziewczynę, która wprawdzie ma problem z odpowiedzialnym piciem alkoholu, ale która zaparła się, że stand-up i komedia to całe jej życie. I nie dała sobie wmówić, że to nie dla niej. 

Są ludzie, którzy uwielbiają ją na scenie. Są też ludzie w jej branży, którzy od samego początku mówili, że się do tego nie nadaje. A jednak proszę, o niej się słyszy, a o zazdrosnych malkontentach jednak nie. 

Schumer przyznaje, że do swoich sukcesów doszła ciężką pracą, że ani przez chwilę nie było lekko i że na pierwsze występy musiała zapraszać własnych znajomych, żeby w obskurnych barach pozwolono jej wystąpić chociaż na kilka minut. Być może właśnie dlatego jest uwielbiana przez całe rzesze kobiet - ucieleśnienie amerykańskiego snu, from zero to hero, a przy tym nie boi się odsłonić swoich problemów - toksycznego związku, problemów finansowych czy choroby ojca. 


Książka na pewno zachwyci fanów autorki. Czy innym trafi do gustu, trudno stwierdzić. Ale może warto zaryzykować.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Kobiecemu.

10:59:00

Blade Runner

Blade Runner
W ubiegłym roku do kin weszła druga część filmu Blade Runner. Wszechogarniający szum medialny uświadomił mi, że na dobrą sprawę nie widziałam części pierwszej. Co gorsza, przypomniałam sobie, że książki też w całości nie przeczytałam. 

Postanowiłam zatem, że zanim nadrobię kinematograficzne zaległości, wypadałoby dowiedzieć się co autor miał na myśli.

Tytuł: Czy androidy śnią o elektronicznych owcach?
Autor: Philip K. Dick
Rok: 1968
format: audiobook

Sięgnęłam po audiobook, który był amatorskim nagraniem, ale dało się przez niego przebrnąć całkiem sprawnie. Może intonacja była dość nienaturalna, jednak jak na nagranie stworzone na potrzeby własne, jest to kawał całkiem dobrej roboty.
Sama fabuła była mi już znana, a raczej jej zarys. Rok 2021, postapokaliptyczna Ziemia jest zaludniona przez osoby, które z jakichś powodów nie wyemigrowały (albo skażenie odbija się na ich umyśle i fizyczności, albo nie mają na to odpowiednich środków finansowych). Kolonie na Marsie jawią się jako istny raj, gdzie nawet dostaniemy własnego androida do pomocy. 

Ale na Ziemi wyznacznikiem dobrobytu i człowieczeństwa jest posiadanie zwierzęcia. Większość gatunków już wymarła, jednak te okazy, które przeżyły w różnych hodowlach warte są całe majątki. Główny bohater, Rick Deckard, który z zawodu jest łowcą androidów, marzy o posiadaniu żywego, prawdziwego zwierzęcia. Ma wprawdzie owcę, ale jest ona sztuczna. To maszyna zaprogramowana tak, aby zachowywała się jak żywe zwierze. I tak, aby nabrać innych ludzi, że jest naturalnym organizmem. 

Rick jednak chce czegoś więcej. Gdy dowiaduje się, że na Ziemi, w jego okręgu San Francisco pojawia się grupa androidów, która uciekła z Marsa, w zlikwidowaniu ich widzi szansę na uzbieranie odpowiedniej kwoty, aby kupić żywe zwierzę. 

Przystępuje zatem do zlecenia z zapałem, ambitnie, choć czasem ryzykownie i lekkomyślnie. Zmartwiony skomplikowanymi relacjami z żoną, groźnym wypadkiem swojego kolegi z pracy oraz niebezpieczeństwem zadania, zastanawia się po drodze, co to znaczy być człowiekiem? Czym tak naprawdę różnimy się od androidów? Jakie wartości stają się dla nas najistotniejsze w obliczu zagłady i niebezpieczeństwa?

Każdy nowy model androida coraz bardziej przypomina człowieka, tylko reakcje empatyczne są w stanie odróżnić ich od ludzi, chociaż i ci czasem też mają problemy z okazywaniem emocji. Jak merceryzm - nowa filozofia/religia - ułatwia funkcjonowanie w tak wyniszczonym świecie? 

Książka stawia wiele pytań, nie na wszystkie udziela odpowiedzi wprost, ale zmusza do myślenia. Podobno jest to jedna z bardziej przystępnych książek tego autora, fabuła jest dobrze nakreślona, to klasyka gatunku science fiction, na którą na pewno warto poświęcić swój czas.


13:33:00

Papierowa księżniczka

Papierowa księżniczka
Nie ukrywam, że zdarza mi się kupować książki dlatego, że zachwycają mnie ich okładki. Tak właśnie zwróciłam uwagę na omawiany dzisiaj tom. A że dawno nie czytałam żadnej pozycji YA, a o tym tytule już się nasłuchałam w mediach społecznościowych, to postanowiłam zainwestować w... nieprzespaną noc, bo jak widać jeszcze nie jestem tak zupełnie za stara na takie ekscesy!

Tytuł: Papierowa księżniczka
Autor: Erin Watt
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Otwarte
ISBN: 978-83-7515-488-7

Główną bohaterką jest Ella Harper - dziewczyna, która nie ma w życiu lekko. Nie wywodzi się w wyżyn społecznych, ale pracuje ciężko, aby chodzić do szkoły i zarobić na swoje utrzymanie. Ojca nigdy nie znała, matka zmarła na raka. Żeby nie trafić do rodziny zastępczej dziewczyna przenosi się z miasta do miasta podrabiając na dokumentach szkolnych podpis swojej matki i zarabiając na życie pracując w nocnych klubach. Nie, nie jako barmanka. 

Pewnego dnia w jej szkole pojawia się dojrzały mężczyzna, który informuje ją, że jest jej prawnym opiekunem. Cały sekret dziewczyny o tym, że sama się utrzymuje i jej rodzice tak naprawdę nie żyją, wychodzi na światło dzienne, więc Ella opracowuje błyskawiczny plan ucieczki. Niestety nie dość doskonały. 

Tajemniczy mężczyzna odnajduje dziewczynę bez trudu i proponuje ją utrzymywać do czasu aż pójdzie na studia, a nawet i dłużej. Warunek? Musi zamieszkać z nim i jego pięcioma synami. 

I tu kryje się haczyk. Bo ci synowie, olśniewająco przystojni, nieprzyzwoicie chamscy i bezczelni dadzą jej niesamowicie popalić. Najtrudniejszym zadaniem jednak okaże się próba nie zakochania się w tym najbardziej aroganckim. 

Ella wchodzi w świat intryg, prywatnych szkół dla elity, ale też zawiści i rywalizacji - o dziwo nie tylko nastolatków. To pomieszanie Dynastii z Plotkarą - zepsucie najwyższych klas godne podziwu. Książka odrobinę aspiruje, żeby poruszyć temat radzenia sobie z samotnością, traumą po utracie bliskich oraz kwestie wyższości zdrowego rozsądku nad luksusem i deprawacją, ale autorki mają jeszcze sporo pracy przed sobą (tak, Erin Watt to pseudonim dwóch autorek).

Książkę czyta się jednak błyskawicznie i naprawdę nie sposób jej odłożyć. Widoczne są mankamenty językowe, rozwój fabuły też często woła o pomstę do nieba, ale mój boże, jakie tam są "momenty"! 

Chemia między bohaterami jest niesamowita i to głównie dlatego trudno rzucić książkę w kąt. Dodatkowo kończy się ona w takim momencie, że mamy ochotę krzyczeć "gdzie drugi tom?", bo takich rzeczy się po prostu nie robi. To już jest pastwienie się nad czytelnikiem.

I właśnie przez to sięgnę po kolejny tom. I jeszcze nie wbrew sobie ;) 
Dajcie znać w komentarzach, czy czytaliście tę książkę i czy macie zamiar sięgnąć po kolejne tomy!

16:04:00

Kwiat paproci

Kwiat paproci
Dzisiaj recenzja będzie zbiorowa, ponieważ przedstawiam Wam cykl Katarzyny Bereniki Miszczuk Kwiat paproci!

Tytuł: Szeptucha
ISBN: 978-83-280-2662-9
Rok: 2016
Tytuł: Noc Kupały
ISBN: 978-83-280-3687-1
Rok: 2016
Tytuł: Żerca
ISBN: 978-83-280-4463-0
Rok: 2017
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Wydawnictwo: W.A.B.

Autorka już od pierwszej strony pierwszego tomu zachęca nas do lektury.

Drogi Czytelniku, 
czy  kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?
(fragment książki)
No cóż, długo mnie nie trzeba namawiać, gdy ktoś tak zarysowuje fabułę! Już od pierwszych stron dowiadujemy się, że akcja książki dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Mamy XXI w., owszem, są komórki i Internet, ale Królestwo Polskie nie dość, że nadal jest królestwem z monarchą na tronie, to jeszcze jest potęgą w Europie Wschodniej. Zachowała się również wiara w dawnych bogów i święta.
Główna bohaterka - Gosia (czyli Gosława) - skończyła właśnie studia medyczne i czeka ją obowiązkowy roczny staż u szeptuchy - znachorki, która jest pierwszą pomocą medyczną w każdej wsi, kobiety, która zna się na ziołolecznictwie i zaklęciach, ale która (nie dajmy się zwariować) wyśle do lekarza lub sama go wezwie, gdy choroba będzie tego wymagała. 

Gosia jako słowiańska ateistka oraz bardzo pragmatyczna i sceptyczna osoba wścieka się na samą myśl o tych praktykach, ponieważ nie chce być szeptuchą. Chce zostać lekarzem. Jednak mus to mus. Z przepisami nie wygrasz. Wyjeżdża zatem w rodzinne strony, gdzie okazuje się, że pogańskie bóstwa istnieją, ona od urodzenia wplątana jest w piękną legendę, a na horyzoncie pojawia się Mieszko - mężczyzna, dla którego zarwałam kilka nocy. (Wrzućcie mi wytatuowanego Wikinga do książki, to zobaczycie, ile człowiek może nie spać, bo CZYTA!)
Książki są pisane językiem lekkim i przyjemnym, niepozbawionym dobrego humoru, a fabuła wciąga od pierwszych stron. Jest przepowiednia, są zaklęcia, magia i miłość, ale przede wszystkim dawno zapomniane bóstwa, upiory i demony. Dzięki starodawnym imionom i obchodom np. Jarego Święta lub Zielonych Świątków w pogańskim, starosłowiańskim stylu autorka buduje magiczną i fascynującą atmosferę. Należą się za to piękne podziękowania, ponieważ nasza mitologia, zapomniana i lekceważona, w tym cyklu odżywa, intryguje oraz zaskakuje swoją głębią i grozą!
Przyznaję z ręką na sercu również, że tomy I i III najbardziej przypadły mi do gustu. Styl autorki się odrobinę zmienia, ewoluuje w dobrą stronę, a sam wątek romantyczny przebija się na prowadzenie, jeśli chodzi o ostatnio czytane przeze mnie historie miłosne. Intryga staje się coraz poważniejsza, a to jak kończy się Żerca przyprawia mnie aż o zawroty głowy!  

Teraz pełna frustracji będę wyczekiwała ostatniego tomu - Przesilenia. Nie ma opcji, żebym nie dowiedziała się jak potoczą się losy głównych bohaterów!
Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu W.A.B.

15:35:00

Królik Franek

Królik Franek
Wspominałam ostatnio, że dostałam świetna paczuchę z książkami dla najmłodszych. Dzisiaj kolejna odsłona niespodzianek!

Tytuł: Królik Franek i problem krótkiego ogonka
ISBN: 978-83-280-5068-6
Tytuł: Królik Franek i tajemnica dobrej zabawy
ISBN: 978-83-280-5069-3
Autor: Marta Krzemińska
Rok: 2018
Wydawnictwo: Wilga


Królik Franek chodzi do przedszkola - jest szczęśliwym małym stworzonkiem, ale w swoim życiu spotykają go sytuacje, które nie należą do najprostszych. Pewnego dnia w szkole pojawia się nowa koleżanka, której ogonek jest krótszy niż powinien. Pierwsze zachowanie małego królika okazuje się nieprzyjemne, czym wprowadza w zdumienie nauczycielkę i rodziców, nie mówiąc już o tym jak czuje się mała kotka, o której była mowa. 

Innego dnia Franek gra z rodziną w grę, w której do tej pory jeszcze nie przegrał. Pokonywał w niej zawsze wszystkich kolegów i koleżanki z klasy, ale nagle okazuje się, że w domu znajduje przeciwników lepszych od siebie. Urażona duma, łzy i złość psują dalszą rozgrywkę. 

Z takimi sytuacjami spotyka się małe zwierzątko, ale są to również emocje, z którymi nie potrafi sobie poradzić i dziecko. Królik ma wielu dobrych przyjaciół i opiekuńczą rodzinę, ale to on sam musi się nauczyć (często na własnych błędach), jak powinien postąpić. 

Książeczki podpowiadają najmłodszemu czytelnikowi (dedykowane są dla dzieci w wieku przedszkolnym), jak radzić sobie ze strachem wobec nieznanych dotąd uczuć, ale też jak zachowywać się uprzejmie i rozsądnie. 

Ponieważ seria powstała w konsultacji z psycholog dziecięcą, na końcu każdej książeczki znajdują się dodatkowe pytania, które pozwalają na zrozumienie omawianego w historyjce problemu oraz na przećwiczenie prawidłowych, kulturalnych i uprzejmych reakcji. 

Myślę, że dodatkowo jest to również świetny sposób, aby rozbudzić w najmłodszych czytelnikach zapał do książek!
 


Za egzemplarze recenzenckie dziękuję wydawnictwu Wilga!


15:43:00

Basia. Szczęśliwą się bywa

Basia. Szczęśliwą się bywa
O Jerzym Stuhrze słyszał każdy i niewielu jest takich, którzy nie szanowaliby go za jego osobowość sceniczną. Macieja Stuhra, syna, też nie sposób pomylić z kimś innym. Ale ile osób słyszało o Barbarze Stuhr, skrzypaczce, kobiecie, żonie i matce? 

Tytuł: Basia. Szczęśliwą się bywa
Autor: Barbara Stuhr, Beata Nowicka
Rok: 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-4554-5

Złośliwi mogą stwierdzić, że Stuhrowie nic innego nie robią tylko piszą autobiografie. Można powiedzieć zatem, że powinniśmy już wiedzieć o nich wszystko - że Jerzego Stuhra ciągle w domu nie ma, bo gra, że ma trudny charakter i jest pedantyczny. O Macieju można powiedzieć, że jeszcze jest za młody na pisanie o sobie, a jednak kilka własnych książek ma na koncie. Ale co z kobietami w tej artystycznej rodzinie? Czemu o nich się tyle nie słyszy w mediach? Przecież wiadomo, że cała rodzina ma predyspozycje artystyczne - od aktorstwa, przez muzykę, po sztuki plastyczne.

Na światło zatem w tym roku wypływa opowieść o życiu oczami Basi Stuhr - żony Jerzego. Od pierwszych stron dowiadujemy się, że to nie jest książka o rzeczywistości, ale zbiór wspomnień, bo przecież emocje i czas zniekształcają wydarzenia z przeszłości. Zaczynamy zatem od szczerego postawienia sprawy, ale nie musimy się obawiać, że będą to tylko subiektywne i zniekształcone obrazki z minionej epoki. 

W książce znajdziemy wypowiedzi sióstr, przyjaciółek, znajomych, ale też dzieci Barbary. Dzięki temu nasza perspektywa jest bogatsza, uzupełniona, ale zawsze harmonijnie spójna. 

Dowiadujemy się zatem, jacy byli rodzice naszej bohaterki, jak na ich charakter wpłynęło chłoporobotnicze środowisko, z którego pochodzili, jakimi ambicjami kierowali się w życiu oraz jak okazywali uczucia swoim córkom. Kształtuje się z tego bolesny obraz trudnych relacji z matką, bezgranicznej miłości do ojca, ale też dowiadujemy się, skąd się wziął twardy charakter Basi i jej muzyczne ambicje.
źródło: Basia. Szczęśliwą się bywa
Barbara Stuhr jest skrzypaczką. I mimo że nie dorobiła się swojej strony na Wikipedii (dla niektórych jest to jedyne świadectwo odniesionego sukcesu), to jej kariera brzmi olśniewająco - gra w orkiestrach, wyjazdy na ogólnoświatowe festiwale, stworzenie własnego kwartetu smyczkowego, koncerty, płyty. 

Ze strony internetowej Ambasady RP w Abu Zabi dowiadujemy się, że kwartet Amar Corde, którego założycielką i pomysłodawczynią była Basia

koncertował w Finlandii, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Holandii, Słowacji, Czechach, Szwajcarii, Danii, Belgii, na Węgrzech, we Włoszech, Szwecji, Kuwejcie, Jordanii, Emiratach Arabskich, Francji, Hiszpanii i w Ekwadorze.
 (źródło: Ambasada RP w Abu Zabi - klik!)


Mamy zatem obraz kobiety ambitnej zawodowo, pracującej, praktykującej, mającej na głowie dom, dwójkę dzieci i męża, który do domu przyjeżdża jako gość. Do tego głęboki PRL i stereotyp, ba! wymóg żony, która ma czekać na męża z ciepłym obiadem. Bo przecież on się realizuje zawodowo!

Siła, upór, ale też wewnętrzny spokój i wyrozumiałość - tak można najlepiej podsumować charakter tej kobiety, którą los potrafił doświadczyć chorobami najbliższych, stereotypami, trudnym pożyciem małżeńskim.
źródło: Viva!
Książka wydaje się autentycznie szczera, bez ogródek mowa w niej o żalu, trudnych relacjach z najbliższymi, ale też i o ambicjach, porzuceniu kariery i realizacji na innych polach. To rozmowa z najbliższymi, ale też weryfikacja wcześniej niewypowiedzianych opinii. Ale absolutnie nie jest to pozycja ciężka! Dostajemy mnóstwo anegdot z życia wziętych, a humoru dodają jeszcze opisy zdjęć, które napisał syn Maciej. Cała lekkość narracji sprawia, że wystarczy jeden weekend na przeczytanie książki w całości, bo w końcu możemy spojrzeć na życie kobiety, która stoi za sukcesem innych, ale która sama też dokonała rzeczy niesamowitych.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.
Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger