20:27:00

Morderstwo przy rue Dumas

Morderstwo przy rue Dumas
Tytuł: Morderstwo przy rue Dumas
Autor: M.L. Longworth
Rok: 2018
Wydawnictwo: Smak słowa
ISBN: 9788365731517
   
 Francuski kryminał, który jest lekki, łatwy i przyjemny. Na wydziale teologii dochodzi do morderstwa. Doyen, czyli najbardziej doświadczona osoba na wydziale zostaje zamordowana. Okazuje się, że z pozoru szanowany dziekan nie jest tak nieskazitelną osobą, jak można to było sobie wyobrażać. 
Czworo studentów ubiega się o słynne stypendium Dumasa, troje doktorów zabiega o posadę sędziwego profesora, który już wcześniej ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Na przyjęciu poprzedzającym morderstwo okazuje się jednak, że doyen wodził wszystkich za nos. Kto zatem jest odpowiedzialny za jego śmierć?

Jest to drugi tom przygód Verlaque'a i Bonnet, zatem jeśli czytelnik nie zapoznał się z pierwszym tomem, może mieć kłopoty z połączeniem niektórych wątków. Styl autorki przez pierwsze sto stron jest o tyle uciążliwy, że ciągle pojawiają się nowe postacie i bardzo łatwo zgubić wątek. Jednak, gdy już zaintryguje nas fabuła, pędzimy ze strony na stronę, aby dowiedzieć się jakie nowe wątki wyjdą na świat podczas śledztwa. 

Książka nie jest tylko kryminałem, to hołd oddany Francji, różnym gatunkom win, odmiennym szczepom winogron, doskonałej kuchni i po części także sztuce i architekturze. Dbałość o szczegóły jest zachwycająca i czytelnik od razu wprowadzony w odpowiednią atmosferę. 

Przyjemna lektura, wciągająca, bystra, idealna na wakacyjne upały.
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Smak słowa. 

14:42:00

Antyporadnik dla przyszłych rodziców

Antyporadnik dla przyszłych rodziców
Bycie przyszłą mamą nie musi być przerażające. Autorki tego antyporadnika dla ciężarnych kobiet doskonale zdają sobie z tego sprawę i proponują kilka ciekawych i śmiesznych rozwiązań. 

Tytuł: Być w ciąży i (nie) zwariować. Antyporadnik dla przyszłych rodziców
Autor: Jordan Reid, Erin Williams
Rok: 2018
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-5258-8
 
Ciąża kojarzy się wielu osobom ze stanem błogosławionym. W końcu rośnie w nas nowe, małe życie. Jest to najczęściej owoc miłości, przynajmniej tej fizycznej i w skutek hormonów będziemy postrzegać tego małego pasożyta jako najradośniejszą i najpiękniejszą istotkę, która zdewastowała nam ciało.
 
Wcale nie musimy myśleć o małym Obcym z filmów Ridleya Scotta panoszącym się w naszym wnętrzu z przerażeniem. Ostatecznie obite żebra, płuca, które chcą nam wyjść gardłem i wiecznie uciśniony (i uciśnięty) pęcherz to nic w obliczu cudu natury, który tak naprawdę jest podstawową czynnością, dla której nasze organizmy są stworzone. 

Zbyt sceptycznie? A może się zgadzacie? Jeśli ciąża Was przeraża, ale no... stało się, to ta książka pomoże Wam okiełznać pewne popędy, o które byście się nie podejrzewały wcześniej, ale też przebrnąć przez różne społeczne sytuacje, w których centrum się znajdziecie. 

Każdy chce dotykać Waszego brzucha? Wszyscy wiedzą lepiej jak urodzić - w wodzie, w domu, w szpitalu, w hipisowskiej społeczności, gdzie wszyscy wplatają sobie kwiatki we włosy? Mama i teściowa już toczą bitwę o to, która ma lepsze rady na wychowywanie upragnionego wnuka? Sprzedawca w sklepie z zabawkami właśnie namówił Was do zakupów za miliony monet, a dziecko i tak nie nacieszy się tymi rzeczami, bo albo nie ma jeszcze na tyle rozwiniętej percepcji/wzroku, albo po prostu zniszczy te rzeczy w 5 minut? Ta jedna piosenka usłyszana przypadkiem w sklepie doprowadza Was do histerycznego płaczu, bo... hormony. Wasz partner jest przerażony, a z seksu to już w ogóle nici. Że nie wspomnieć, że Waszym ulubionym daniem stało się brownie z majonezem, a tak naprawdę to czujecie się jak wieloryb, którego trzeba wyciągać z łóżka za pomocą buldożera. 

Jeśli jako przyszłe matki chociaż na jedno z tych pytań odpowiedziałyście "TAK!", to ten antyporadnik będzie jak znalazł!

Autorki z obezwładniającą szczerością wiedzą co jest dla nas najważniejsze - jak najmniej stresu! I co z tego, że teraz chodzisz tylko w legginsach i starych bluzach? Przecież Ci wygodnie! Myślisz, że wszystkie młode matki ogarniają grę w macierzyństwo? Bzdura, wszystkie improwizują. Chcesz zabrać na porodówkę książkę, na którą wiecznie nie mogłaś znaleźć czasu? Jakąś Annę Kareninę lub dzieła zebrane Shakespeare'a? Zapomnij, nie skupisz się nawet na 5 minut!

Antyporadnik jest pełen quizów, zagadek, labiryntów i ćwiczeń uzupełnianek, które pomogą Ci rozładować atmosferę, ale też brutalnie oznajmią, co jest niewarte zmartwień. 

Dodatkowo, książka naprawdę potrafi znaleźć plusy drugiego trymestru i wywołać uśmiech, a nawet śmiech u osób, którym hormony nie szaleją jak wiewiórki na kofeinie. 

To przyjemna i humorystyczna odmiana dla przyszłych matek, chociaż ilość błędów i literówek czasem męczy oko. 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann!
I uprzedzając wszelkie pytania - nie! Nic się u mnie nie zmieniło! Ale dziękuję za potencjalną troskę! :D

11:32:00

Błękit

Błękit
Maja Lunde zasłynęła książką Historia pszczół, w której udowodniła, że przyszłość naszej cywilizacji nie pozostaje jej obojętna. 

Błękit to druga książka z cyklu zatytułowanego Kwartet klimatyczny, którego nazwa sama w sobie już zdradza, co będzie motywem przewodnim. 

Tytuł: Błękit
Autor: Maja Lunde
Rok: 2018
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: egzemplarz recenzencki

Opowieść rozpoczynamy z perspektywy Signe, kobiety pochodzącej z Norwegii, gdzie wioska, w której dorastała od wieków znajdowała się w cieniu przepięknego lodowca. Signe od najmłodszych lat walczy o dobro środowiska, zaczynając od zapór, wodospadów i elektrowni w jej lokalnym otoczeniu. Teraz nie dość, że cień lodowca jest coraz krótszy, to lód eksploatowany jest do bogatych krajów arabskich jako dodatek do ekskluzywnych drinków.

Jednak opowieść Signe to nie tylko rok 2017, w którym walczy o to, aby pokazać bliskiemu jej mężczyźnie, jakie szkody wyrządza - szkody na skalę globalną, podyktowane próżną i egoistyczną chęcią wzbogacenia się. 
To także wspomnienia, retrospekcje, krzywdy i błędy, które miały miejsce już w dzieciństwie, a które rozwijały się całe dekady później. Burzliwy związek rodziców, rzeczy, które widziała lub usłyszała, a które powinny pozostać tajemnicą dla małej dziewczynki, miłość, która ocaliła ją przed rozpaczą i zapomnieniem, a następnie konflikty, które niszczyły najpiękniejsze rzeczy w jej życiu. 

A wszystko to przeplata się z rokiem 2041 i Davidem, który mieszka we Francji. Pszczół już nie ma, zatem trudno o świeże owoce i warzywa. Europejskie zasoby wody kurczą się w zastraszającym tempie, dochodzi do pożarów, ludność masowo emigruje na północ. Domy z całym dobytkiem są porzucane, jedynym ratunkiem są obozy dla uchodźców, z których czasem możliwe jest przedostanie się do krajów, gdzie woda nadal jest dostępna. 

David jest młodym chłopakiem, który opiekuje się swoją małą córeczką. Chociaż dziewczynka ma niespełna kilka lat, przeszła już na tyle dużo, że potrafi wyrazić własne zdanie, które dla Davida niejednokrotnie działa otrzeźwiająco. Docierają do najbliższego obozu i czekają, aż dołączą do nich żona Davida i ich kilkumiesięczny synek. Podczas ucieczki z płonącego miasta para rozdzieliła się, co jest nieustannym powodem niepokoju i wyrzutów sumienia dla chłopaka.

Życie w okrutnych warunkach, w upale, bez wody, z racjonowaną żywnością doprowadza mieszkańców obozu na skraj wyczerpania. David niestrudzenie dopytuje się o swoją żonę i syna, opiekując się córką i próbując przetrwać wybuchy agresji i rozpaczy, które przewalają się przez obóz. 

W dziwny sposób jednak historie Signe i Davida splatają się, po ponad 20 latach znajdujemy wspólny wątek, wspólny element, który idealnie spaja dwie osobne opowieści.

Głównym motywem przewodnim książki jest woda - jej brak, kolor, wartość, właściwość, skład chemiczny, temperatura. Wszystko co związane z tym żywiołem odnajdziemy w książce, której konstrukcja nie pozwala nam oderwać się od lektury ani na chwilę. 

Lunde po raz kolejny pokazuje z jakimi konsekwencjami przyjdzie nam się zmagać, jeśli nie zastanowimy się nad swoim obecnym zachowaniem. Na kartach swojej książki przestawia, do czego doprowadzamy i z czym przyjdzie nam się zmierzyć w nie tak odległej przyszłości. 

Książka poruszająca, zmuszająca do refleksji, nie dająca oczywistych odpowiedzi, rozpracowująca ludzką psychikę i zostawiającą czytelnika z otwartym zakończeniem. Absolutnie polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

09:49:00

Gorączka

Gorączka
Nowe książki zawsze cieszą oko, zwłaszcza, gdy nie możecie doczekać się lektury, a same okładki są tak urzekające, że nie możecie się od nich oderwać. 

Dzisiaj prezentuję Wam powieść, która oparta jest na historii życia Mary Mallon zwanej także Tyfusową Mary. 

Tytuł: Gorączka
Autor: Mary Beth Keane
Rok: 2018
Wydawnictwo: Literackie
ISBN: egzemplarz recenzencki

Mary przyjechała do Stanów Zjednoczonych w 1884 r. Miała 15 lat, pochodziła z Irlandii, marzyła o lepszym życiu za oceanem. Pracując jako pomoc domowa, praczka, a następnie kucharka, spełniała swoje marzenie o godnych zarobkach. 

Kobieta o wybuchowym charakterze nie dawała sobą pomiatać, często zbyt śmiało zwracając się do pracodawców. Krnąbrność i gorąca krew jednak nie przyczyniły się do jej upadku. Stało się tak poprzez inną jej specjalność - lody brzoskwiniowe. 

Mary Mallon była bowiem nosicielką choroby bakteryjnej, na którą sama była odporna. Wszelkie potrawy, które przygotowywała mogły być bezpiecznie spożywane, pod warunkiem, że zostały poddane obróbce termicznej. Wystarczy bowiem temperatura 60 stopni, aby unieszkodliwić bakterie już po kilku minutach. 

Osoby zainfekowane cierpią z powodu wysokiej gorączki, wyczerpania, niechęci do przyjmowania pokarmów, bólem brzucha. Dur brzuszny, dawniej zwany tyfusem, w większości przypadków jest śmiertelny. 

Niewątpliwą zagadka pozostaje pytanie czy Mary wiedziała o tym, że przenosi daną chorobę. Widziała przecież, że w każdym domu, w którym pracuje występuje nagły wybuch choroby i umierają ludzie. Należy pamiętać, że mówimy o początku XX w. Medycyna raczkuje, higiena nie zawsze jest przestrzegana, a nie każdy człowiek zdaje sobie sprawę, z tego jak przenoszone są niektóre choroby. 
Ilustracja z gazety z 1909 r.
Ze względu na nagłe epidemie w różnych domostwach, w których pracowała Mary, wezwany zostaje do pomocy inżynier sanitarny dr Soper, który rozwiązuje zagadkę. Kucharka jednak w dość agresywny sposób na niego napada, nie pozwalając pobrać od siebie wymaganych próbek. 

Rozwiązaniem staje się brutalne obezwładnienie Mary i uwiezienie jej na nowojorskiej wyspie North Brother, całkowicie przeznaczonej na odseparowany od społeczeństwa szpital dla gruźlików. 

Książka przedstawia nam głównie perspektywę Mary, która boryka się z uwięzieniem, walczy o swoje prawa, o uwolnienie, szacunek i zrozumienie. Dowiadujemy się również więcej o jej życiu po uwolnieniu z wyspy - problemy ze znalezieniem mieszkania, pracy, łamanie zakazów gotowania, burzliwy wieloletni związek z mężczyzną, od którego najlepiej byłoby trzymać się z daleka, ponowne umieszczenie na wyspie. 

Fabuła wydaje się dość senna, biorąc pod uwagę opisywane wydarzenia. Mamy tu do czynienia z wyrzutami sumienia, walkę z wewnętrznym przekonaniem, niestabilność emocjonalną i pragnienie robienia tego, w czym jest się najlepszym i co się kocha. 

Trudno stwierdzić, w którym momencie najbardziej współczujemy Mary, trudno też stwierdzić na ile była świadoma swoich czynów, a na ile po prostu nieodpowiedzialna. 

Niewątpliwie jednak jest to pozycja wciągająca nas w nowojorski świat imigrantki z początku XX w., który jest magiczny, niebezpieczny, ale także brudny i nieokrzesany. 


Więcej o Mary Mallon możecie doczytać np. tutaj - klik!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

09:03:00

Lęk przed wpływem

Lęk przed wpływem
W poprzedniej recenzji napisałam, że Wyklęty lud ziemi to lektura dla wytrwałych. Teraz nie wiem, jak mam jednym słowem określić twórczość Harolda Blooma, której czytanie naprawdę staje się wyzwaniem!

Tytuł: Lęk przed wpływem. Teoria poezji
Autor: Harold Bloom
Rok: 1973 (Świat) / 2002 (Polska)
Wydawnictwo: Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych UNIVERSITAS
ISBN: 83-7052-581-4

Harold Bloom jest amerykańskim krytykiem literackim i kulturalnym. Ten człowiek prawdopodobnie zna na pamięć każdy wiersz napisany w j. angielskim, z którym się zapoznał. Głównie zajmuje się poezją romantyczną, ale jest również znawcą tradycji żydowskiej.  

Jest twórcą teorii "lęku przed wpływem", któremu poświęcona jest omawiana pozycja. To proces opisujący mechanizm psychologiczny, który w pewien sposób wymusza na artyście oryginalność i stawia go w konflikcie z wielkimi prekursorami.

Teoria ta opiera się na sześciu zabiegach rewizyjnych i pokrótce streszczę je dla potomnych. 

1. Clinamen - czyli poetycka błędna interpretacja. 
2. Tessera - czyli dopełnienie i antyteza. Nadanie wierszom prekursora nowych znaczeń.
3. Kenosis - czyli mechanizm zerwania. Tutaj poeta zrywa ciągłość z prekursorem.
4. Demonizacja - moment, w którym poeta zaczyna dostrzegać wielkość i wzniosłość poezji poza twórczością mentora. Tworzy wiersz, który zaciera oryginalność wiersza prekursora. 
5. Askesis - stan samooczyszczania, czyli zabiegi literackie mające na celu pomniejszenie bogactwa twórczości prekursora.
6. Apophrades - sytuacja, w której poeta otwiera się ponownie na twórczość mentora. Wydaje się paradoksalnie, że to twórca stworzył prekursora. 

Nie są to łatwe koncepcje do przyswojenia, dlatego warto zapoznać się z całą pozycją. Bloom w rozbudowany sposób omawia każdy zabieg rewizyjny na przykładach z poezji. Nie traci czasu na podawanie przypisów bibliograficznych, dlatego czasem rozgryzienie, co jest cytowane, staje się łamigłówką samą w sobie.

Co chyba najbardziej mnie zaintrygowało to wstęp Blooma do nowej edycji książki. Rozpisuje się tam o wpływie jaki mięli na siebie William Shakespeare i Christopher Marlowe, jak rywalizacja (nawet po śmierci tego drugiego) wciąż miała wpływ na twórczość literacką. To w zasadzie na przykładzie tych dwóch dramaturgów Bloom najlepiej wyjaśnia, że wpływu innego twórcy nie należy się obawiać, ale chodzi o to, aby czerpać z niego jak najwięcej. 

Ciekawostką może być również to, że Shakespeare, który obecnie jest uznawany za najwybitniejszego twórcę wszech czasów, za młodu wcale nie był tak szanowany i poważany. Marlowe wiódł prym w grupie zwanej University of Wits, do której należeli także Robert Greene, Thomas Lodge, Thomas Nashe i George Peele. Stali oni wyżej w hierarchii w społecznej od aktorów-dramatopisarzy.

Wszyscy ci młodzi absolwenci uniwersyteccy, którzy tworzyli teatr elżbietański w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych szesnastego wieku, wiedli dość rozwiązły tryb życia, połączony z licznymi aferami natury politycznej i szpiegowskiej. Z góry patrzyli na młodszych od siebie i gorzej wykształconych Bena Jonsona i Shakespeare'a, o którym Greene wyraził się nawet, że jest "nieopierzoną wroną, która przystroiła się w nasze piórka".
(fragment książki)

Lekcja do zapamiętania - nawet Shakespeare nie osiągnął sławy od razu :D

13:53:00

Wyklęty lud ziemi

Wyklęty lud ziemi
Straszne rzeczy się porobiły, zablokowałam sobie wszystkie konta w bibliotece, za przetrzymanie (między innymi) tej pozycji, ale było warto! Dzisiaj czeka na Was tekst bardziej akademicki, bo jednogłośnie wyraziliście na Instagramie chęć czytania takich postów. 

Zatem do dzieła!

Tytuł: Wyklęty lud ziemi
Autor: Frantz Fanon
Rok: 1961
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy
ISBN: 83-06-01177-5

Zajmując się dokładniej postkolonializmem zostałam zmuszona przez sytuację, aby zapoznać się z treścią tej pozycji. Frantz Fanon bowiem miał pomysł, jak problem kolonializmu rozwiązać. Czy słuszny? Czy jedyny? Dlaczego taki? 

Fanon był ideologiem dekolonizacji, jak podaje książka, człowiekiem o niestrudzonej sile charakteru, który walczył za swój kraj na wszystkich możliwych frontach. Był wnukiem czarnoskórego niewolnika, a mimo to ukończył medycynę. Dużo czytał, interesował się filozofią, specjalizował się w psychiatrii. 

Osiągnął tak wiele, a jednak całe życie cierpiał ze względu na kolor swojej skóry. Bo nie był tym "prawdziwym", tym "akceptowanym", tym "białym". Gdy zabierał głos, mówił z perspektywy własnych doświadczeń, wiedział jak traktowane są narody podbite z pierwszej ręki.

Gdy przyłącza się do narodu algierskiego, aby walczyć o niepodległość i niezależność, ma dosyć niesprawiedliwości i jest gotowy oddać życie za sprawę. Wie dokładnie, czym chce, aby naród się stał, rozmawia z przywódcami innych państw, tworzy idee, bierze udział w rewolucji. 

I proponuje, żeby wszystkich kolonizatorów wymordować. Bo przecież skoro oni uciskają jego naród, to muszą się liczyć z konsekwencjami. Nieważne czy to kobiety, dzieci, starcy. Rozwiązanie jest tylko jedno - krwawe, brutalne, ostateczne. 

Fanon przechodził przez różne fazy przemyśleń, czerpał ze swojego doświadczenia jako lekarza, pisarza, polityka i uczestnika rewolucji. Tylko "odwrócenie sytuacji kolonialnej" stanowi dla niego pierwszy krok ku lepszej przyszłości, ku jedynej słusznej drodze rozwoju państwa skolonizowanego. 

Dość naiwnie wierzy w siłę ludu, w wieśniaków, którzy nie wydadzą partyzantek ukrytych w górach, w siłę intelektualistów, którzy zamiast siedzieć w miastach zamieszkanych przez kolonizatora, powinni wyjść do narodu, na wieś i tam propagować swoje przemyślenia. 

Jest zgorszony faktem, że po wyrzuceniu wszystkich obcych (po odrzuceniu ich kapitału, fabryk, narzędzi, rozwoju), żadne silne państwo nie chce wspomóc finansowo nowego, niestabilnego kraju. A bez funduszy państwo nie jest w stanie się rozwijać. 

Oskarża swoich braci o naśladowanie kolonizatorów, wytykając im, że uzyskują wykształcenie i papugują arystokrację, która w narodzie algierskim jeszcze się nie wykształciła. Sam przy tym zapomina, że jego wykształcenie również zostało zdobyte na francuskim uniwersytecie i nie wstydzi się swojej kariery. 

Utopijne myślenie wydaje się śmieszne, okrutne, ale jest doskonale przemyślane. Fanon bowiem przedstawia przypadki kliniczne, potwierdzające zaburzenia psychiczne, problemy z agresją, znajduje jej przyczyny wśród algierczyków, ale również wśród kolonizatorów. 

Stara się zdefiniować kulturę, wyjaśnia, skąd ma się ona brać i jak ją kultywować. Proponuje pomysł, jak ma przebiegać rewolucja, jak dobierać przywódców i jak mają postępować zwykli ludzie, którzy chcą pomóc. 

Wszystko to pisane jest w pośpiechu, w gorączce. Świadomość narodowa, pisanie dla "swoich" ludzi, a nie po to, aby przypodobać się Europejczykom - ostatni akt odwagi spowodowany jest białaczką i świadomością, że autor nie ma już zbyt wiele czasu, aby nakierować swój lud na właściwy kierunek. 

Dzieło Fanona wpłynęło na wiele osób, stało się istotnym źródłem dla badań postkolonialnych, ale nada wzbudza mieszane emocje. Czy przemoc jest jedynym słusznym rozwiązaniem przeciwko cudzej przemocy? Czy odrzucenie rozwoju naprawdę przyniesie wolność? Jak niebezpieczna może być tak skrajna ideologia? 

Książka zmusza do myślenia, bo widzimy słuszność niektórych założeń, ale brutalność proponowanych rozwiązań wzbudza w nas niesmak i oburzenie. Pozycja dla wytrwałych.




10:36:00

Rok 1984

Rok 1984
Wracamy do listy 100 tytułów BBC! To pierwsza w tym roku pozycja, którą z czystym sumieniem mogę wykreślić.

Tytuł: Rok 1984
Autor: George Orwell
Rok: 1949
Format: audiobook

Z kwestii technicznych niestety bardzo odradzam słuchanie nagrania Henryka Machalicy. Mimo że jest to oficjalne nagranie dla Polskiego Związku Niewidomych, brzmi ono, jakby było nagrywane w pośpiechu, bez żadnego przygotowania. Modulacja głosu tego znanego i lubianego aktora dziwnie teatralnie podchodzi do dialogów, nadaje im często nieodpowiedni charakter. Ciągle słychać przerwy na zaczerpnięcie tchu w środku zdań, zająknięcia i przejęzyczenia. A samo nagranie momentami jest tak zniekształcone, że ścieżka przyspiesza i trzeba domyślać się z urywków zdań, o co chodzi. 

Fabuła książki jest na pewno wielu osobom znana. Zanim zabrałam się za tę pozycję też wiedziałam o czym będzie. Wielki Brat, nowomowa, system, który kontroluje każdy ruch obywateli, dystopia, satyra, alegoria, ustrój totalitarny, tortury i nędza. 

Ale przyznaję, że książka i tak zaskakuje. Jest to pozycja, którą napisano jako przestrogę, jako negatywny komentarz, a nie jako instrukcję, chociaż niektórzy nie zrozumieli przekazu. Jak w przypadku Folwarku zwierzęcego (link to recenzji tutaj: klik!) Orwell z niezwykłą trafnością spostrzeżeń wytyka największe błędy takiego ustroju. 

Głównym bohaterem jest Winston Smith, który pracuje w jednym z ministerstw nad aktualizowaniem wszelkich materiałów prasowych. Państwo bowiem kontroluje wiadomości przekazywane społeczeństwu, a manipulacja sięga tak głęboko, że nawet archiwalne wydania magazynów są korygowane w zależności od obecnej polityki. 

Winston czuje w głębi serca, że taki ustrój nie jest ustrojem idealnym, ma ochotę się z niego wyrwać, zbuntować się przeciwko władzy, kolaborować z tajemnym stowarzyszeniem, które na pewno istnieje. Wszystko jest zakazane, nic nie jest dozwolone. Nędza i niedostatek towarzyszą obywatelom nieustannie, im mniej człowiek myśli, tym lepszym jest obywatelem, stała wojna między światowymi mocarstwami jest idealnym sposobem na zajęcie czymś ludności, a wiece i propaganda są najważniejszymi wydarzeniami w tej monotonnej rzeczywistości. 

Bohater stopniowo zaczyna realizować swoje plany, opierając się na domysłach lub raczej na urojeniach, ale te założenia urzeczywistniają się z zaskakującym powodzeniem. Policja myśli jednak czuwa, a wszystko, co obywatel robi wbrew woli państwa, jest surowo karane. 

Niektórzy twierdzą, że książka została napisana pod wpływem kontaktu z ustrojem stalinowskim, inni, że chodzi tutaj o krytykę faszystowskich Niemiec. Ewaporacja, czyli usuwanie niewygodnych jednostek, nawet ze zdjęć, nawet ze wzmianek prasowych, jednak od razu przywodzi na myśl przypadek Nikołaja Iwanowicza Jeżowa, który został "wyretuszowany" ze zdjęć, gdy popadł w niełaskę.

To tylko jeden z licznych przykładów takich przekłamań, które mogły zainspirować Orwella do skonstruowania fabuły omawianej pozycji. 

Co ciekawe, zwroty i idee, które pojawiły się w książce, już na stałe weszły do języka: Wielki Brat, nowomowa, 2+2=5. Sama książka natomiast była w Polsce zakazana przez cenzurę do 1989 r. To też o czymś świadczy.

Rok 1984 to jednak niewątpliwa klasyka, z którą należy się zapoznać. Nie dlatego, że jest wpisana na różne listy najbardziej popularnych, klasycznych lub wpływowych książek, ale dlatego, że to ważna lektura, która porusza i pozwala trzeźwo spojrzeć na obecne ustroje polityczne.

15:59:00

Przesilenie

Przesilenie
Ostatni tom cyklu, w którym zakochało się mnóstwo czytelników! Kwiat paproci pojawiał się u mnie na blogu już od dłuższego czasu - były recenzje pojedynczych tomów, była zbiorcza recenzja dotycząca trzech części (i do tej najbardziej Was zachęcam, nie będzie spoilerów - klik! klik!). 

Ale przyszedł czas na ostatni tom i pożegnania. 

Tytuł: Przesilenie
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2018
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: egzemplarz recencencki

Trzeci tom cyklu - Żerca - skończył się w bardzo niepokojącym momencie. To ten typ zawieszenia akcji, gdzie jesteśmy wściekli na pisarza, że wbija nam nóż w plecy. 

Główna bohaterka nie dość, że znajduje się w niebezpieczeństwie, to jej ukochany jest załamany rewelacjami, które wykrzykuje. Wszyscy bogowie chyba znowu się sprzysięgli, aby uprzykrzyć życie Gosławie. Na wolności szaleje żądny krwi upir, mama naszej szeptuchy jak zwykle strzela fochy, a Mieszko jest przystojny. 

Pojawia się nowy wątek naprzykrzającej się dziennikarki, która wściubia nos w nie swoje sprawy, ale wprowadzony jest on nagle i znika równie szybko. Zapominamy o nim na dobre 300 stron, tylko po to, żeby znów się pojawił i zakończył w tak absurdalny i pozbawiony emocji sposób, że jest to aż żenujące. 

Niestety jest to najsłabszy tom cyklu. Nie dzieje się w nim prawie nic. W podziękowaniach autorka zwraca się do swojego męża, który miał okazywać wyrozumiałość w chwilach, gdy dopadała ją "histeria, zbliżał się termin oddania książki, a ona nie wiedziała co pisać".

Niestety ta niemoc twórcza jest widoczna przez 400 stron. Nasza bohaterka miota się od rozmów ze Swarożycem po namiętne chwile z Mieszkiem, ale niestety żar i ogień towarzyszą tylko tym pierwszym. Chociaż może "stety", bo Swarożyc jest najlepszą postacią w tym tomie. On jeden ma więcej niż jedną płaszczyznę i czymś czytelnika zaskakuje. Szkoda zatem, że do promocji tego tomu zaangażowano kogoś, kto ma problem ze skleceniem zdania złożonego. 

Czy cykl kończy się dobrze? Zależy dla kogo. Mamy pewien fortel, mamy obietnice, mamy dość zaskakującą końcówkę, która raczej cieszy niż rozczarowuje. Tutaj nie będę narzekać. Ale Gosława jest tak samo naiwna i niedojrzała jak w pierwszym tomie. Fabuła całej książki jest bardzo płytka, a te postacie, które najbardziej uwielbialiśmy z poprzednich części, nie robią tutaj praktycznie nic. Duże rozczarowanie, które ewidentnie zostało pisane pod dyktando terminu oddania tekstu. Moc kwiatu paproci już tutaj nie działa.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.




12:38:00

Italia do zjedzenia

Italia do zjedzenia
Są tutaj miłośnicy pysznego jedzenia? A mamy miłośników Włoch? Ostatnio z kim bym nie rozmawiała, to okazuje się, że mówimy właśnie o tym kraju i o niesamowitych przysmakach, które można tam dostać - od lodów, po wina, sery, makarony i pomidory. 

Osobiście chyba i tak zawsze będę stawiać na sycylijskie cannoli, ich cudownie aromatyczne cytryny, pomidory oraz szynkę parmeńską. Ale ja tu się zatracam we wspomnieniach, a miało być o książce! I będzie bardzo w temacie!

Tytuł: Italia do zjedzenia
Autor: Bartek Kieżun
Rok: 2017
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-4696-2

Autor tej przepięknej pozycji mówi już na wstępie, że lubi jedzenie, podróżowanie i sztukę. I wszystkie te pasje odnajdujemy w jego książce! To swoisty hołd oddany nie tylko kuchni, ale całemu krajowi, który jest przesycony słońcem, sztuką, pięknem, aromatami i smakami!

To książka kucharska, przewodnik turystyczny, podręcznik historii sztuki. Takiej książki jeszcze nie mieliście w rękach.

To bardzo osobista podróż - podróż która odbywała się w ciągu wielu lat. Dostajemy anegdoty z życia miast, z targów, placów, kościołów i plaż. Ale autor dzieli się z nami też swoimi przygodami, powodami podróży - miłością do słońca, wyprawą rodzinną, tanimi biletami! Upomina nas, żebyśmy uważnie czytali przewodniki, zwraca uwagę na smaczki z historii sztuki, których nie znajdziemy na Wikipedii, ale przede wszystkim mówi o jedzeniu!

Kto był we Włoszech, ten wie, że jedzenie smakuje tam po prostu inaczej. Dzięki tej książce mamy szansę odkryć przepisy, których nie wyciągnęlibyśmy od najstarszej Włoszki lub które są przekazywane tylko z pokolenia na pokolenie. 

Italia... jest podzielona według dań. Zaczynamy od chleba i przystawek, żeby później omówić dania właściwe i deser. Skaczemy zatem po mapie, odkrywając smakołyki, które oferują nam dane miejsca i rejony i odkrywamy je na nowo.

Z przepisów, które zaciekawiły mnie najbardziej mamy chleb dyniowy, sałatkę z bobu z pecorino i miętą, penne z sosem orzechowym, wołowinę w czerwonym winie z czosnkiem, pieprzem i rozmarynem, kurczaka w cytrynie i rozmarynie i tartę cytrynową. I naprawdę muszę, muszę w końcu przetestować przepis na ciasteczka cytrynowe z Pizy! 

To tylko garść przykładów, które skradły moje serce (a raczej żołądek)! Książka ma prawie 300 stron przepisów, ciekawostek i zdjęć. I tutaj należy zwrócić uwagę, że Bartek Kieżun jest odpowiedzialny zarówno za teksty, jak i za zdjęcia, dzięki czemu dostajemy do ręki dziennik podróżnika pełen zdjęć, których nie pobierzemy z wyszukiwarki Google, które przedstawiają miasta i krajobrazy takimi, jakie naprawdę są. 

To odrobinę dekadencka, odrobinę szalona podróż przez Włochy i ich smaki, która zachwyca rozmachem!



Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann!

P.S. 
Wiadomość sprzed kilku chwil dosłownie!
Bartek Kieżun otrzymał Nagrodę Magellana 2018 w kategorii "przewodnik kulinarny" właśnie za tę pozycję! Gratulacje!

Tak, gif z Leo zawsze "robi robotę" :D

14:42:00

Manga sprzątania

Manga sprzątania
Dzisiaj wracamy do tematu pierwszego poradnika, który pojawił się na tym blogu. Jeśli jesteście ze mną dość długo, na pewno pamiętacie moje wrażenia (i silne emocje), które towarzyszyły mi podczas lektury książki Tokimeki. Dla przypomnienia link do recenzji: klik, klik!

Dzisiaj swoista kontynuacja Magii sprzątania ma w Polsce swoją premierę. Co jest takiego niezwykłego w kolejnej pozycji Marie Kondo? 

Tytuł: Manga sprzątania. Obrazkowy przewodnik po japońskich porządkach
Autor: Marie Kondo
Rok: 2017 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Muza S.A.
ISBN: 978-83-287-0989-8

Tak, dobrze przeczytaliście tytuł - MANGA! Autorka we współpracy z rysowniczką Yuko Uramoto postanowiła wydać kolejną odsłonę swojego sukcesu w tak popularnej w Azji formie!

Mamy tu zatem opowieść o Chiaki - dwudziestodziewięcioletniej dziewczynie, która ma straszny problem ze sprzątaniem. Spędzanie czasu we własnym domu nie sprawia jej radości, jest tak zagubiona wśród swoich klamotów i niepotrzebnych rzeczy, że nie potrafi powiedzieć, co tak naprawdę sprawia jej w życiu radość. 

I tu pojawia się KonMari! I o dziwo, wcale nie zaczyna od sprzątania! Bo sprzątanie to nie tylko wycieranie kurzy i uporządkowywanie rzeczy, które są w nieładzie. To cała filozofia życia!

Zaczynamy od tego, jak chcemy, żeby nasze mieszkanie wyglądało - możemy je opisać, narysować lub zrobić kolaż ze zdjęć wyciętych z różnych magazynów. A potem zaczynamy wyrzucać!

Dzielimy rzeczy na kategorie, np. ubrania, i zastanawiamy się, co nam daje radość, w czym się dobrze czujemy, a co nie wzbudza w nas żadnych emocji. I uwaga - nie mylmy radości z sentymentem!

I tak przechodzimy od kategorii do kategorii, zmniejszając ilość rzeczy, które nas otaczają. Dzięki temu zostaną w naszym mieszkaniu tylko te elementy, które sprawiają nam radość i które pozytywnie wpływają na naszą energię!

Więcej szczegółów oczywiście znajdziecie w książce, która niesamowicie motywuje do porządków. Samo czytanie tej wersji jest przyjemną rozrywką, choć nadal mamy do czynienia z bardzo radykalnymi poglądami. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o filozofii Marie Kondo, zapraszam do przeczytania recenzji, do której odsyłałam Was na początku. 


Książka już od dzisiaj dostępna jest w księgarniach!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza S.A.

14:49:00

Ogarnij się!

Ogarnij się!
Nie wiem, jak to się dzieje, że czytam jak szalona, ale brakuje czasu na napisanie recenzji!

Dzisiaj zatem szybciutko, w przerwie od pracy, przedstawię Wam książkę, która pomoże Wam ogarnąć się, jeśli macie podobne problemy: nie wiecie jak zacząć spełniać swoje marzenia, jak rozpocząć pracę nad gigantycznym projektem (zarówno w pracy, jak i w życiu prywatnym) lub po prostu na nic nie starcza Wam czasu, a tak naprawdę nie wiecie, na co go poświęcacie!

Tytuł: Ogarnij się
Autor: Sarah Knight
Rok: 2016 (Świat) / 2018 (Polska)
Wydawnictwo: Muza S.A.
ISBN: 978-83-287-0919-5

Get Your Sh*t Together (oryginalny tytuł) to książka tej samej autorki, która wzbudziła tak szalone emocje w mediach społecznościowych i wśród czytelników pozycją Magia olewania. Pierwsza książka była swoistym powiewem świeżości wśród poradników (tutaj link do recenzji: KLIKAMY, KLIKAMY!). 

Będąc zatem w świetnej sytuacji, gdy o książce ciągle dużo się mówi, autorka błyskawicznie podpisała z wydawnictwami umowę na kolejny poradnik, który poniekąd nawiązuje do pierwszego tytułu. Ale podczas gdy Magia olewania pomagała nam w ożywczy i obrazowy sposób zdecydować, co w naszym życiu jest najistotniejsze, o tyle Ogarnij się mówi nam jak się uporać z tym, co nam zostaje. 

Ogarnianie się to po prostu dobra organizacja, którą autorka próbuje w nas zakorzenić na podstawie przykładów z życia wziętych. Mówi zatem z jakimi problemami ona sama się zmagała (ta książka w ogóle serwuje nam całkiem sporo prywatnych anegdot), ale też i o problemach czytelników, wśród których autorka przeprowadziła ankietę.

Cała magia polega na trzech prostych zadaniach, które porównujemy do wychodzenia z domu. Musimy mieć przecież zawsze przy sobie klucze, telefon i portfel. I te trzy elementy stają się naszą mantrą i narzędziami, dzięki którym w końcu przestaniemy trwonić czas (własny i cudzy), ale też zabierzemy się za realizację krótko- bądź długoterminowych celów.

Klucze to strategia, którą opracowujemy przy problematycznych zadaniach, telefon oznacza zdolność do koncentracji, a portfel to nasze zaangażowanie. Proste? Pewnie, że proste, tylko czasem potrzebujemy, żeby ktoś nam wyłożył podstawy dorosłego życia jak krowie na rowie :D

Autorka przedziera się przez różne zagadnienia - od zmiany pracy, kończenie toksycznych związków, przeprowadzki, oszczędzanie, ale i robienie najzwyklejszego prania! Metoda małych kroków ma zastosowanie w większości z tych przypadków i okazuje się świetną strategią, którą trzeba tylko zacząć wprowadzać w życie.

Na podstawie własnych przykładów (i błędów!) pokazuje nam gdzie czają się pułapki, a gdzie bardzo łatwo można coś zyskać przy odpowiedniej systematyczności i zaangażowaniu.

Moja ulubiona myśl przewodnia z książki? Czasem dobrze jest delegować obowiązki i nie przejmować się tym, że coś nie jest zrobione perfekcyjnie. Ważne, że jest zrobione W OGÓLE. I to przez kogoś innego ;) 


Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza S.A.

P.S. Pochwalę się, że na Instagramie sama autorka skomentowała zdjęcie, więc wchodźcie zostawić parę serduszek!



Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger