niedziela, 9 sierpnia 2015

Ostatnie poświęcenie. Dosłownie.

Zapowiadana przerwa od Gry o tron wygląda w ten sposób:

Tytuł: Ostatnie poświęcenie
Autor: Richelle Mead
Rok: 2010

Kolejna pozycja, której tytuł jest bardzo znaczący. Rozpoczęłam ją już jakiś czas temu, ale utknęłam w 1/5. Rzuciłam się w wir innych książek, innych zajęć i tak jakoś odkładałam na później i na później. Ale dosyć tego odwlekania. Ostatni tom Akademii wampirów nie przeczyta się sam. (I sam się nie odda do biblioteki). 

O ile W mocy ducha zniosłam całkiem znośnie jeśli chodzi o styl pisania, to tutaj w zasadzie mogę stwierdzić, że jest nawet odrobinę lepiej. Nadal odnajdujemy w tekście idiotyczne komentarze w najmniej odpowiednich momentach, ale na prawie 550 stron jest ich naprawdę niewiele. Dymitr nadal jest boski w walce, postacie wciąż są seksowne, gdy w ogóle o ich fizycznej atrakcyjności nie powinnyśmy myśleć, a jedwab nadal jest jedynym szlachetnym materiałem, w które obleka swoje wychudzone cielska arystokracja morojów. Swoją drogą byłoby miło, gdyby ktoś jednak zwrócił uwagę autorce, że monarcha może wyglądać równie dostojnie w wełnie czy żorżecie. Ale to jest najmniejszy problem. 
Znów początek książki mierzi tym, że wszystko jest nam przypominane i wykładane jak krowie na granicy. Mam bujną wyobraźnię, ale ciężko mi sobie wyobrazić sytuację, żeby ktoś przypadkowo zabrał się za czytanie 6 tomu cyklu nie znając treści poprzednich pozycji. Naprawdę ciężko. Ale cóż, widocznie takie przypadki się zdarzają i wydawnictwa, edytorzy i pisarze kładą nacisk na streszczenie głównych wątków w pierwszych rozdziałach. Zatem ok. Da się to przełknąć. 
Gorzej z najbardziej idiotycznym zdaniem w całej książce:
"Podejrzewałam, że ktoś mnie wrobił".
Uwaga spoiler!
Poprzedni tom kończy się morderstwem całkiem ważnej osobistości w świecie morojów i dampirów, a nasza główna bohaterka Rose Hathaway ląduje w areszcie, bo jest o tę zbrodnię podejrzewana na podstawie niepodważalnych dowodów. Ale jest dla nas oczywiste, bo narracja jest z punktu widzenia tej właśnie osóbki, że nie popełniła ona zbrodni, o którą jest oskarżana. Więc co do cholery ma znaczyć wyraz "podejrzewałam"!? Tzn., że jednak zachodzi taka możliwość? Że Rose w sumie nie jest pewna czy zabiła kogoś czy nie?  No to albo to zrobiłaś, albo jesteś wrabiana! Na litość boską, co tu podejrzewać? 
Po spoilerze.
Więcej uwag krytycznych jednak nie mam. Autorka przypomina sobie o duchach i wplata je ze średnią sprawnością w fabułę, ale jednak. Nie doszłam do wniosku, że połowę kartek można po prostu wydrzeć i wyrzucić do kosza, bo uwłaczają inteligencji czytelnika, więc to też duży plus. I na koniec przyznaję, że sama się w tę historię wciągnęłam i trudno było mi odłożyć książkę, skoro już tak daleko zabrnęłam. Bądź co bądź, w sumie kilka tygodni nad Akademią wampirów spędziłam. I cokolwiek bym złego o tym cyklu nie mówiła, to jednak nie był aż tak fatalny, skoro 6 pozycji przeczytałam.

(...) Nie wierzę w braterstwo dusz, nie do końca. To śmieszne sądzić, że tylko jedna osoba na świecie do nas pasuje. A co, jeśli twoja bratnia dusza mieszka w Zimbabwe? I umiera młodo? Myślę też, że powiedzenie "dwie dusze stają się jednym" jest śmieszne. Każdy musi pozostać sobą. Wierzę jednak w porozumienie dusz, które dopełniają się nawzajem.(...)


Trochę będzie mi brakować pewnie dowcipu Rose, trochę będę się złościć, czemu wątki postaci drugoplanowych nie był ładnie zakończone (nie wiemy co się z nimi dzieje już po punkcie kulminacyjnym). Ale chyba przygodę z całym cyklem mogę uznać za udaną. Jeśli doczekam się kiedykolwiek kolejnych ekranizacji, to z chęcią obejrzę. 

A póki co wakacje i nowe książki przede mną!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz