Tytuł mignął mi gdzieś na Instagramie i pamiętałam o książce przy niedawnej wizycie w bibliotece. Miało być duszno i obsesyjnie. Wyszło całkiem nieźle, ale nie zmiotło mnie z planszy.
Tytuł: Mój mąż
Tytuł oryginału: Mon Mari
Autor: Maud Ventura
Tłumacz: Ewa Merel
Rok: 2021 / 2026
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-8449-030-3
Główna bohaterka jest zakochana w swoim mężu. Po piętnastu latach związku to rzeczywiście może być spory wyczyn. Jednak jej uczucia nie da się opisać jako zdrowej relacji. To obsesja, manipulacja i chorobliwe czarnowidztwo.
Kobieta wszędzie, zawsze, w najdrobniejszym geście widzi potencjał do zdrady, wylicza mężowi np. ile razy wziął ją za rękę w ciągu dnia lub pocałował. Codziennie spisuje sobie te jego przewiny i każe go stosownie do własnego 'kodeksu', który opracowała.
Spędzamy z nią cały tydzień. Dzień po dniu wysłuchujemy, jaki to jej mąż jest wspaniały (chociaż nie jest - typ raczej wygląda na apodyktycznego gbura), jak to ona go czci i wielbi (oj, gwiazda ma sporo za uszami, więc pohamowałabym tę ekstazę) lub jak to się martwi o to, jak ich związek postrzegają inni, jak szybko może się rozpaść i co może pójść nie tak.
Chciałam dostać wyrachowaną socjopatkę, ale raczej dostałam szurniętą babę z podwójnymi standardami i paranoicznymi wymysłami. To taka książka, gdzie nie da się sympatyzować, ani utożsamiać z nikim. Nie wbija w fotel, choć czyta się szybko. Nie daje zbyt dużego wglądu we francuskie normy społeczne, chociaż bohaterka stara się ze wszystkich sił, żeby nie pokazać, że pochodzi z niższej warstwy niż małżonek.
Cóż, okładka piękna, ale od treści nie dostaniecie rumieńców - chyba że od epilogu! Gdzieś mignęła mi opinia, że to książka na leżak - i może rzeczywiście, jeśli nie chcecie kolejnego cukierkowego romansu, to to jest jakaś odskocznia.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz