wtorek, 21 marca 2017

Magia olewania - rozdanie!

Dzisiejszy post będzie krótki, ale dzieje się w nim dużo dobrego!

Razem z wydawnictwem Muza przygotowałam dla Was rozdanie! Pamiętacie ostatnią recenzję? Magia olewania bardzo przypadła Wam do gustu i wyraziliście ogromne zainteresowanie tą pozycją. 
Dla przypomnienia podrzucam link do recenzji: klik!

W tym tygodniu (konkurs trwa do soboty, do końca dnia) możecie wygrać własny egzemplarz tej książki. Co należy zrobić?

Na Facebooku pod grafiką konkursową wystarczy napisać komentarz dlaczego książka powinna trafić właśnie do Was!
 Rozdanie
Na fanpage Redhead in Wonderland możecie przejść przez powyższą grafikę lub za pośrednictwem tego linku: klik!

Wyniki rozdania opublikuję w niedzielę - również na Facebooku, więc warto śledzić profil i zostać na dłużej.

Powodzenia! :)

niedziela, 12 marca 2017

Magia olewania

Tytuł: Magia olewania
Autor: Sarah Knight
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Przyznaję, że na początku urzekł mnie oryginalny tytuł książki: The life changing magic of not giving a f*ck! Jeśli ktoś ma odwagę tak zatytułować książkę, to można spokojnie liczyć na to, że i w środku znajdziemy jakieś rewelacje.

Książka jest krótka, razem z podziękowaniami ma 206 stron, ale jest to najlepszy poradnik jaki kiedykolwiek przeczytałam! I myślę, że przez wiele lat nic go nie przebije. Dawno nie czytałam tak sensownego i ironicznego poradnika, przy którym ciągle się śmiałam!

Autorka zainspirowała się Magią sprzątania Marie Kondo (tutaj moja recenzja - klik!) i wysprzątała swój dom według wskazówek. Ale doszła do wniosku, że czegoś jej nadal brakuje. Albo odwrotnie - czegoś ma nadal za dużo. Sarah Knight miała za dużo zmartwień! Przejmowała się wszystkim tym, co powiedzą koledzy z pracy, jej własna matka, obcy ludzie. Ciągle próbowała sprostać czyimś oczekiwaniom. Aż w końcu powiedziała, że z tym koniec.

Inspirując się Magią sprzątania postanowiła uporządkować swój umysł. Wyciągnęła na światło dzienne wszystkie zagadnienia, którymi się przejmowała i na które traciła czas, energię i pieniądze i wykreśliła te, które uznała za zbędny balast w jej życiu. 

Wzorem Marie Kondo autorka proponuje nam różne kategorie rzeczy, spraw i ludzi, z którymi mamy się rozprawić i oszacować, czy naprawdę warto się zadręczać telekonferencjami w pracy lub zaproszeniem na imprezę, na którą naprawdę nie chcemy iść. 

Jednak nie chodzi tu tylko o wykręcanie się, wymówki lub złośliwości. Autorka wielokrotnie (!) podkreśla, że metoda Zero Żalu, którą nam proponuje opiera się na szczerości i uczciwości, ale nie może być pomylona z chamstwem! Mamy żyć w zgodzie ze sobą, ale nie możemy być przy tym wrednymi zołzami/dupkami, które wypinają się na wszystkich dookoła!

Metoda Zero Żalu w dużej mierze polega na tym, żeby coś sobie odpuszczać albo czymś się przejmować w aktywny sposób.
fragment książki (str. 188)

Czyli chodzi o ustalenie priorytetów! Im więcej przykładów w książce odnajdujemy, tym częściej  zdajemy sobie sprawę, że to po prostu zdrowy rozsądek i szacunek dla naszych własnych nerwów! Naprawdę nie warto zadręczać się AŻ tak bardzo tym co myślą inni. Inaczej skończymy przepraszając, że żyjemy.

Książka napisana jest tak sympatycznie sarkastycznym językiem i podaje takie przykłady, że non stop nad nią chichoczemy! Ponadto ciągle też kiwamy głową, po cichu stwierdzając, że autorka ma całkowitą rację!

Dla przykładu podam Wam moją listę rzeczy, którymi chcę się przejmować i które postanawiam olewać. Stworzyłam ją według wskazówek w książce:

                                                                     

Jeśli i Wy chcecie odetchnąć, pozbyć się zagadnień, od których trudno Wam się uwolnić przez panujące dookoła stereotypy, lęk przed awanturą lub wyrzutami sumienia, to ta książka jest dla Was! Autorka proponuje tak zdroworozsądkowe podejście, że nie dość, że obejdzie się bez awantur przy świątecznym stole, gdy daleki wujek zacznie się kłócić o politykę, a Wy grzecznie odmówicie zaangażowania w dyskusję, to jeszcze wszyscy Wam za to w duchu podziękują! A nawet jeśli przemiana Wam do końca nie wyjdzie, to przynajmniej naprawdę ubawicie się nad tą pozycją! Z ręką na sercu - trudno było się od niej oderwać! ^_^

To co? Ktoś chciałby egzemplarz? :D
Szczegóły dotyczące rozdania znajdziecie tutaj: klik! Powodzenia!

PS
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture. Always a pleasure!

niedziela, 5 marca 2017

Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą

Tytuł: Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą. Jak zacząć kochać samą siebie, a przestać się niszczyć.
Autor: Amy Ahlers, Christine Arylo
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Książka o bardzo długim, ale też oczywistym tytule wpadła w moje ręce i chwilę postała na półce, zanim przemogłam się, żeby po nią sięgnąć. Z pozoru prezentuje się przecież jako kolejny przesadnie optymistyczny poradnik, który ma odmienić nasze życie.

Ale po przeczytaniu zaledwie kilku stron przekonałam się, że ta książka akurat niesie ze sobą przesłanie, które bagatelizujemy. Po co kochać siebie, skoro mamy tyle do zrobienia? Skoro i tak nie damy rady pokonać naszych złych nawyków, skoro zawsze jest coś ważniejszego przed nami? Ano po to, żeby inaczej spojrzeć na nasze możliwości, aby lepiej się poczuć we własnej skórze i w końcu zacząć darzyć siebie szacunkiem, wyrozumiałością i miłością. 
Autorki prezentują nam 13 typów wewnętrznych złośnic, które siedzą w każdej kobiecie (i mężczyźnie, ale książka głównie skierowana jest do płci pięknej) i sączą nam jad do ucha. To te wredne jędze są odpowiedzialne za wszystkie piskliwe lub wrzaskliwe czarnowidztwo, które odbywa się w naszych głowach, gdy tylko zmagamy się z jakimś problemem w naszym życiu. Skąd się wzięły? Po co to wszystko robią?

Gdy zaczynałam lekturę, zdiagnozowałam u siebie objawy aż 9 różnych typów. Sporo, prawda? Autorki uprzedzają, że ze względu na różne doświadczenia życiowe, każda z nas ma indywidualne połączenie różnych kategorii, ale im dalej w las, tym precyzyjniej potrafiłam zawęzić wyniki. 

Ostatecznie ustaliłam, że dominująca u mnie wewnętrzna złośnica to Pochłaniaczka osiągnięć, która nie pozwala mi się cieszyć sukcesami, bo przecież zawsze można osiągnąć więcej, Zajęcioholiczka, która wpędza mnie w poczucie winy, gdy tylko pozwalam sobie na chwilę wytchnienia, Królowa porównań, która syczy mi do ucha, że wszyscy dookoła są lepsi ode mnie i nigdy im nie dorównam oraz Perfekcjonistka, która otwarcie stwierdza, że jeśli czegoś nie zrobiłam idealnie, to do niczego się to nie nadaje. Istny panteon gwiazd, który wpędza mnie w poczucie winy, nerwicę i kompleksy. 

Przyznam szczerze, że gdyby książka nie podpowiedziała mi jak moja wewnętrzna zołza sobie radzi i co mi próbuje przekazać, to pewnie nawet nie wiedziałabym, że ona w ogóle istnieje. Ale odkrycie jej istnienia to jedno, a próba poradzenia sobie z nią, to co innego. 

Autorki, które założyły Szkołę Reformowania Wewnętrznych Złośnic są specjalistkami w swoim fachu i od lat zawodowo pomagają kobietom, które boją się słuchać wewnętrznej intuicji i sprzeciwić panującym dookoła schematom i stereotypom. 

...w mainstreamowej kulturze naszych czasów kobieca intuicja została zepchnięta z piedestału, zapomniana i niedoceniona. Tę potężną siłę ukrywa się pod lekceważącym (i szowinistycznym) określeniem chłopski rozum lub całkowicie ośmiesza, nazywając ją "babskim jojczeniem", "zabobonami", "byciem przewrażliwionym". Nic dziwnego, że niechętnie dopuszczasz do siebie głos swojej intuicji i nie masz pewności, czy powinnaś za nim podążać.
fragment książki (str. 216)

Podtykając nam takie stwierdzenia pod nos, autorki umacniają nas w przekonaniu, że warto słuchać siebie. Ponadto zamieściły w książce wiele przykładów z własnych doświadczeń oraz doświadczeń kobiet, którym pomogły i zachęcają gorąco do korzystania z materiałów na ich stronie internetowej: Inner Mean Girl Reform School, skąd można pobrać np. muzykę, wziąć udział w quizach oraz przejść własny, indywidualny kurs przemiany.

Sama książka składa się z 3 części. W pierwszej z nich poznajemy i określamy kim jest nasza wewnętrzna zołza. W drugiej odkrywamy, że siedzi w nas jeszcze inna osóbka, która jest naszą wewnętrzną mądrością i że to jej rad powinnyśmy słuchać. Trzecia część książki, to wskazówki podpowiadające jak uporać się ze złośnicą i jak zaprzyjaźnić się z naszym wewnętrznym guru. 
Niektóre wskazówki, przyznaję, wyglądają na typowo amerykańskie przemiany coachingowe dla nawiedzonych, a większość przykładów z życia wziętych dotyczy kobiet, które nagle postanowiły rzucić pracę i przeprowadzić się na drugi kraniec kraju i brak tu większego zróżnicowania. Ponadto książka mogłaby być o jakieś 70 stron krótsza, bo o ile rozumiem motyw powtarzania w kółko tych samych prawd na sesji terapeutycznej, to w tekście pisanym zaczyna to być męczące. 

Jednak pomijając te odrobinę techniczne mankamenty, książka otwiera oczy i pomaga zrozumieć, że nie musimy zawsze być w stanie sprostać wymaganiom wszystkich dookoła, że najważniejsze jest, abyśmy przede wszystkim zrozumiały, że jesteśmy wystarczająco dobre, silne i inteligentne i że kobiety, zamiast się krzywdzić i rywalizować ze sobą za wszelką cenę, powinny się wspierać i otaczać przyjaźnią. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture.