czwartek, 16 czerwca 2016

Siedem listów z Paryża

Tytuł: Siedem listów z Paryża
Autor: Samantha Vérant
Rok: 2014

To prawdziwa historia.  Żadna z postaci ani scen nie jest kompilacją, zmieniłam natomiast imiona niektórych osób, żeby chronić ich prywatność, jak również po to, żeby zminimalizować prawdopodobieństwo, że okna mojej sypialni zostaną obrzucone koktajlami Mołotowa.

Tak zaczyna się książka, która przyciągnęła mnie okładką i opisem. Za żadne skarby nie podejrzewałam, że jest to autobiografia! Bo przecież takie rzeczy nie dzieją się w prawdziwym życiu, prawda?
W 1989 wraz z koleżanką Samantha znajduje się w Paryżu. Dziewczyny poznają dwóch przystojnych, szarmanckich i czarujących Francuzów, jednak spędzają z nimi jedynie dobę, gdyż mają zaplanowaną podróż po całej Europie. Dwie Amerykanki wyruszają zatem dalej w świat, dręczone wyrzutami, że może jednak trzeba było zostać dłużej w Paryżu. 

Samantha jednak otrzymuje od swojego Francuza - Jean-Luca - siedem listów miłosnych, w których zapewnia, że to co do niej czuje jest czymś więcej niż tylko chwilowym zauroczeniem. Dziewczyna jednak ma dziewiętnaście lat i problemy z ojcem, które mocno naznaczyły wybory, którymi się kieruje w związkach. Postanawia zatem spakować listy miłosne do teczki i rzuca je w kąt. 

Dwadzieścia lat później, zmęczona nieudanym małżeństwem pełnym frustracji i napięć postanawia odezwać się do Jean-Luca. Potrzebuje bodźca, aby wyrwać się z toksycznego związku, stanąć na nogi i zacząć naprawdę żyć. 

Ponieważ zwykłe "przepraszam, że nie pisałam przez dwie dekady" mogłoby nie odnieść pożądanego skutku, a w dobie Internetu wszystko wygląda inaczej, postanawia opisać to co łączyło ją i przystojnego Francuza na blogu, a dopiero później wysłać link i przeprosiny mężczyźnie, który napisał pierwsze siedem listów. 

Adres do bloga podany jest w książce i bez problemu możemy na niego trafić! Oto LINK! Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy weszłam na stronę i otrzymałam kolejne potwierdzenie, że autorka jest prawdziwą postacią i przestrzega, żeby nie czytać bloga, jeśli zaczęło się czytać książkę, bo wszystko znajdziemy w rozdziałach 10-13! Ponadto, na blogu znajdują się linki do jej Facebooka i strony internetowej! Podziwiam za odwagę, ale skoro i tak największą historię miłosną swojego życia wydaje w formie książki, to musi być przygotowana na to, że świat będzie chciał i ją zobaczyć! 
Samantha Vérant i Jean-Luc Vérant
Książka opisuje niepowodzenia, z którymi autorka musiała się zmagać: rozpad małżeństwa, długi,  brak pracy i kłopoty zdrowotne ulubionego zwierzaka, ale z którymi radzi sobie dzięki... miłości! Z jednej strony można by powiedzieć, że głupia Amerykanka ma więcej szczęścia niż rozumu, że gafy językowe i ogólne podejście do życia jest infantylne, ale.. w głębi duszy chyba każdy marzy o przeżyciu takiej przygody i takiej miłości jak ona!

Gigantycznego plusa stawiam okładce, która mnie urzekła i zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia! Urokliwa szata graficzna rozdziałów odpowiada klimatowi, a miejsca we Francji zwiedzane przez bohaterkę opisane są w taki sposób, że od razu sama przypominam sobie np. urokliwe uliczki na wzgórzu Montmartre.
Obserwuj mnie na Instagramie!
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza i firmie Business & Culture.
Recenzja bierze udział w wyzwaniu Czytamy nowości (banner na dole strony).

4 komentarze:

  1. Piękna okładka. A historia wydaje się być jeszcze ciekawsza. Muszę po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie jestem wielbicielką polskiej literatury, ale ta książka mi się spodobała. Myślę, że sięgnę po nią, gdy tylko pojawi się ebook.

    Pozdrawiam.
    Kasia
    http://ebookowe-recenzje.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko, że to nie jest polska literatura. :) To autobiografia Amerykanki. Ale jeśli pojawi się ebook, to zachęcam do lektury!

      Usuń