wtorek, 28 kwietnia 2015

Irlandia, policjanci, rowery i absurd

Tytuł: The Third Policeman (English)
Autor: Flann O'Brien
Rok: 1939

Kolejna z książek przeczytanych na zajęcia. Zabrałam się za nią z ogromnym zapałem, ponieważ po moich studiach w Irlandii Północnej zdążyłam rozsmakować się w pisarzach z Zielonej Wyspy. Książka zachęciła mnie również swoją objętością, ponieważ łatwo wyrobić się z lekturą na kolejny tydzień jeśli książka ma około 200 stron. 
Ubolewam strasznie, że Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego jest tak skąpo wyposażona i ma jedynie 2 czy 3 egzemplarze. Że po polsku, to może i lepiej. Ale do żadnego nie miałam niestety dostępu. Książkę zatem zmuszona byłam czytać w wersji elektronicznej, za czym nie bardzo przepadam. 

Nie wiem co mnie jednak zgubiło podczas czytania. Moje wielkie nadzieje związane z narodowością pisarza, czy zdanie otwierające książkę: 

"Not everybody knows how I killed old Phillip Mathers, smashing his jaw in with my spade; but first it is better to speak of my friendship with John Divney because it was he who first knocked old Mathers down by giving him a great blow in the neck with a special bicycle-pump which he manufactured himself out of a hollow iron bar."

Zdanie to zachęca. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z lepszych zdań otwierających książki, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Mamy podane intrygujące konkrety, zapowiedź zagadki i kryminału. 

I pierwsze 50 stron tak właśnie wygląda. Jest ciekawie i mroczno. Wspomniana przyjaźń okazuje się nie być prawdziwą, a wątek kryminalny się zagęszcza. Elementy horroru pojawiają się, gdy nasz bohater idzie po skrzynkę, którą skradł razem z przyjacielem zamordowanemu człowiekowi. Człowiek ten okazuje się być całkiem żywy i uniemożliwia znalezienie pożądanego obiektu, na wszelkie pytania odpowiadając prostym "nie".

I tu niestety kończy się to co mi się w książce podobało. Szukając skrzynki z pieniędzmi nasz bohater szuka policjantów, którzy zajmują się irracjonalnymi rzeczami, robią dziwne pomiary i kradną rowery ludziom, żeby ci mniej na nich jeździli. Wszystko to spowodowane jest przekonaniem funkcjonariuszy, że przez krążenie atomów ludzie stają się powoli rowerami, a rowery ludźmi! To jedna z niewielu tak niewiarygodnych teorii przedstawionych w tej książce. 

Absurd goni absurd i trudno wszystko racjonalnie wyjaśnić aż do zakończenia książki, które powraca do klimatu pierwszych rozdziałów. Znów robi się mroczno, a wyjaśnienie wszystkich tych zdarzeń zostawia po sobie swojego rodzaju katharsis. Jesteśmy w stanie mniej więcej zrozumieć fabułę, chociaż złożoność akcji wciąż sprawia kłopot. 

Co ciekawe, doczytałam się, że książka ta została wspomniana w serialu Lost! Jeśli ktoś oglądał choć kilka odcinków, jest w stanie wyobrazić sobie kontekst i porównać serialową wyspę z poczynaniami naszego bohatera. Co więcej, uznano, że to właśnie ta książka nadaje serialowi kontekst, który nie od początku był tak oczywisty. 
Spoilerów nie będzie. Nadal próbuję się otrząsnąć po lekturze, która jest swego rodzaju przedsmakiem książek postmodernistycznych. Jeśli kogoś zaintrygowałam, czytajcie! Ale jeszcze raz uprzedzam - środek książki mąci w głowie!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz