poniedziałek, 19 stycznia 2015

City of Bones

Zaczęło się od filmu. Od filmu, który zresztą obejrzałam kilka miesięcy temu. Skuszona tym, że Lily Collins (córka Phila Collinsa) gra główną rolę postanowiłam obejrzeć ekranizację nowego fenomenu literatury dla młodych dorosłych. Był to zabieg zamierzony. Jeśli fabuła okazałaby się mierna, to wolałam poświęcić 2 godziny na oglądanie filmu, niż tydzień na przebrnięcie przez książkę. 
O dziwo film spodobał mi się strasznie. Jest magia i są demony, jest romans i konflikt, jest gęsia skórka i ekranizacje dalszych tomów w zapowiedzi. Ściągnęłam wszystkie książki na komputer i.. zaczęłam od pierwszego tomu. 

Tytuł: Dary Anioła: Miasto kości
Autor: Cassandra Clare
Rok: 2007
Fabułę znałam już z filmu i muszę przyznać, że tylko drobne szczegóły się nie pokrywają. Większe zmiany uzasadnione są sztuką filmową i tym co się lepiej prezentuje na ekranie, a co lepiej pozostawić jako opis w książce. Ale tak już mam niestety, że jeśli mam do przeczytania cykl książek, to nigdy nie zacznę od drugiego tomu lub nie przeczytam książek w przypadkowej kolejności. Dlatego zaczęłam od Miasta kości

Film obejrzałam kilka miesięcy temu. Książkę zaczęłam czytać jeszcze tego samego dnia, ale oczywiście tak jak to było z Narrenturm, okazywało się, że trzeba robić coś ważniejszego lub po prostu innego. Ale książkę czyta się bardzo szybko, mimo że wersja, którą ściągnęłam z internetu jest bogata w literówki i błędy stylistyczne. Podejrzewam, że zawdzięcza ona to jakiemuś pospiesznemu tłumaczeniu fanek, a nie oryginalnemu przekładowi, ale to tylko drobne niuanse nie rozpraszające tak bardzo od fabuły. 

Kolejnych tomów, mimo wszystko postaram się poszukać w bibliotece. Już nie chodzi o literówki, ani o mój tradycjonalizm, że książkę to ja muszę trzymać w ręce. Po prostu od wysiadywania przed komputerem zaczynają cierpieć moje oczy. 
Wracając do fabuły, książkę rzeczywiście można skategoryzować jako literaturę młodzieżową/dla młodych dorosłych. Ale jest w niej coś przyciągającego. Coś oryginalnego, mimo że wpisuje się w sztampowy kanon. Romans młodych bohaterów, nieodwzajemnione uczucia, wampiry, wilkołaki, tajemnicze runy tatuowane na ciele i bardzo ciekawy plot twist. Wszystko to w takich ilościach, że lektura jest łatwa do przełknięcia. Co również jest dużym plusem - rodzice bohaterów nie są całkowicie wymazani z planu. Powiedziałabym nawet, że to wokół nich krąży cała fabuła. Jest to miła odmiana od książek tego typu, które eliminują rodziców, aby wszelkie wydarzenia pozostały niezmącone autorytetami i naturalnym rodzicielskim przymusem. Przeczytałam ją z przyjemnością. I polecam każdemu, kto gustuje w tych klimatach.

P.S.
Swoją drogą jutro egzamin, a ja doczytuję kolejną książkę. Brawa dla mnie. Trzymajcie kciuki!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz