środa, 28 stycznia 2015

Akademia wampirów

Poszłam za przykładem i znów zaczęłam od filmu. Zainteresowałam się tym tytułem, ponieważ na tumblerze widziałam sporo fajnych gifów. Fajnych - czyt. jest co shipować, jest zapowiedź jakiegoś romansu. A że ja uwielbiam tego typu klimaty - romans, magia, wampiry, jednym słowem mrok w znośnej do przełknięcia postaci - to zabrałam się za film. Tzn. "zabrałam się" to złe słowo, ponieważ nie miałam czasu go obejrzeć przez kilka ładnych... miesięcy! Oops...
No ale w końcu obejrzałam! Oczywiście wiadomo dlaczego - sesja! Wszystko jest ciekawsze i bardziej interesujące niż nauka, dlatego zrobiłam sobie miskę popcornu i zabrałam się za oglądanie. Mimo wybitnie nastoletnich mankamentów film mi się spodobał! Dużo w nim humoru, główna bohaterka jest arogancka, ale przebojowa i zabawna w swoich komentarzach, są "sceny", jest dobrze!

Tytuł: Akademia wampirów
Autor: Richelle Mead
Rok: 2007
Ściągnęłam książkę i... główna bohaterka - Rose Hathaway - jest przemądrzałą, zarozumiałą, zadufaną w sobie laską. Fabuła na ekranie wygląda dobrze, ale w książce wypada dość płytko. I o dziwo to Dymitr ma więcej do powiedzenia w książce. Tzn. w porównaniu z tym co się dzieje na ekranie, bo nie zapędzajmy się za bardzo.
Czyli ogólnie rzecz biorąc wygląda na to, że film był lepszy. Ha! Co za paradoks! Wiadomo, że ekranizacja zawsze będzie się różnić, ale tutaj największą zmianą jest usunięcie motywu samo-okaleczania przez Lissę. W książce dziewczyna się tnie. Ze wszystkich tych przyczyn, dla których ludzie sięgają po żyletkę. Muszę przyznać, że jest to tak trafnie opisane w książce, że byłam zdziwiona. W filmie przemieniono jej zapędy w coś przypominającego stygmaty - rany, które same się pojawiają na ciele, bo to kara lub raczej reakcja organizmu na zbyt duże zużycie magii. Plus dla filmu, bo nie kuszą tym młodych ludzi do podążania takiego trendu, bo "zobaczyli to w kinie". Bardzo bezpieczny manewr. 

Ale teraz, kurcze, nie wiem jak tę książkę ocenić. Mam wrażenie, że przed egzaminami wszystko wyglądało tak ciekawie, że pochłonęłam ją jednym tchem. Z drugiej strony jednak to są moje klimaty. Książka może kuleć stylistycznie, ale ma potencjał. Ma zadatki. Dlatego zgadnijcie co dzisiaj robię. Lecę do BUŁy po następny tom! ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz