Pierwsze strony zapowiadały powiew grozy. Zaczęło się brutalnie, postpokaliptycznie i krwawo. A później okazało się, że w dość przewidywalny sposób odgrzewamy znane kotlety.
Tytuł: Niegodne
Tytuł oryginału: Los Indignas
Autor: Agustina Bazterrica
Tłumacz: Katarzyna Mojkowska
Rok: 2024
Wydawnictwo: Mova
ISBN: 978-83-8371-346-5
Świat jakiego nie znamy. Środowisko jest skażone, ludzie i zwierzęta zdeformowane, rośliny przestały wydawać plony, pszczoły wymarły, strumienie są zatrute. Ale te nieliczne kobiety, którym udało się przetrwać i które nie noszą znamion chorób, mają szansę przeżyć - w klasztorze, za murem, wyznając nową religię.
Po odrzuceniu starego boga i starych zasad niegodne mogą funkcjonować w pewnego rodzaju stowarzyszeniu, sekcie, gdzie jest On - jeden tajemniczy mężczyzna. I Ona - siostra przełożona z piekła rodem. I żeby mieć chociaż śladowe szanse na przeżycie i wyniesienia do rangi oświeconych, kobiety muszą dobrowolnie doświadczać kar cielesnych. "Bo bez wiary nie ma ochrony".
Zaszywane powieki i przeżuwane kawałki szkła to przykładowe ofiary składane w imię przetrwania. Ale narratorka w końcu przejrzy na oczy i dostrzeże, że świat się odradza, a klasztor to przeciwieństwo azylu.
I na początku miałam ciarki, zastanawiałam się, czy będę spać po nocach, bo ja nie lubię się bać. Ale im dalej w las, tym przemoc mniej szokowała. Może dlatego, że było jej tak dużo. A może dlatego, że coraz wyraźniejsze były motywy zaczerpnięte z innych książek. Tak, Opowieść podręcznej idzie na pierwszy ogień. Ja, która nie poznałam mężczyzn też trochę się przewijała (moja recenzja tutaj, chociaż bardzo mi się NIE podobało). Okładka sugeruje, że świat przedstawiony przypomina The Last of Us, ale mnie się jeszcze kołatała Droga Cormaca McCarthy'ego (którą bardzo skrótowo recenzowałam jeszcze na studiach - klik!), ale Niegodne nie są ani tak przejmujące, ani tak rozbudowane.
I przez to, że widzimy takie kalki, a nie, przepraszam, inspiracje! tym mniej się w fabułę angażujemy. Upodlenie prowadzące do buntu? Zakazana miłość? Gniew? Ok, ale nie czułam katharsis, nie oniemiałam na koniec, nie sympatyzowałam, nie przejmowałam się. Po prostu doczytałam do końca.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz