19:59:00

Łokieć jelenia

Zawsze mam problem z debiutami. Z jednej strony oczekujemy od autora, że z przytupem podbije świat literacki, z drugiej powinniśmy łaskawszym okiem patrzeć na pewne niedociągnięcia, które pewnie z czasem zostaną wygładzone przez ulepszany warsztat. 

Wiecie, że poezji czytam dużo, głównie irlandzkiej, z polską (zwłaszcza współczesną) dopiero się zaprzyjaźniam. Jednak niezależnie od języka, w którym czytam, zawsze szukam w wierszach 'tego czegoś' — magicznego składnika, który podbije moje serce niezależnie od formy czy środków literackich. 

Tytuł: Łokieć jelenia
Autor: Żaneta Gorzka

Rok: 2020
Wydawnictwo: Autorskie
ISBN: 978-83-938647-1-3

Zaczęło się od dość psychodelicznej okładki, eksperymentów z czcionką i podziękowań, które są zarówno wstępem do wierszy, jak i streszczeniem motywów, które się w nich pojawią. 

Forma liryczno eksperymentalna przypomina luźne myśli, nad którymi długo pracowano, żeby na spontaniczne wyglądały. Język bezpardonowy, ale zbyt wulgarny. Ale nie przeszkadza mi, że to kobieta bluźni i używa ostrych zwrotów. Przeszkadza mi mnogość wulgaryzmów i ich nieadekwatność względem tematyki wiersza.  

A sam charakter tomu jest jak najbardziej kobiecy, cielesny, to perspektywa matki, kochanki, kobiety współczesnej, obserwującej codzienność, ale i popadającej w dziwny trans, przywołujący na myśl upojenie młodzieży lat 70.

Jedni powiedzą, że to zabawa formą i językiem, feministyczny bunt przeciwko uprzedmiotowieniu i 'udomowieniu' kobiety, bezkompromisowy debiut i świetne poczucie humoru. A mnie te wiersze po prostu zmęczyły, bo może gdzieś za dużo tego wszystkiego, za mało subtelnie, zbyt drapieżnie, nie w moim klimacie i tak trochę na siłę.

16 komentarzy:

  1. Raczej nie planuję sięgać po ten tytuł.

    OdpowiedzUsuń
  2. Poezja na pewno ma swoich zwolenników, chociaż ta współczesna do mnie nie przemawia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, z tą współczesną trzeba się na pewno zaprzyjaźnić. Ale u mnie to często trudna relacja :D

      Usuń
  3. Jeden z moich wykładowców zwykł mawiać, że przeklinanie jest dla ludzi, ale przeklinać też trzeba umieć. Sama czasem klnę jak szewc, ale staram się nad tym panować, bo z dużo przekleństw też mnie razi. Myślę, że publikacja, o której wspominasz w notce też by mnie zmęczyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Bardzo dobrze powiedziane! Może właśnie nie chodzi o to, żeby rzucić mięsem, ale wiedzieć kiedy i dlaczego. ;)

      Usuń
  4. Do czytania poezji wracam powoli... bardzo powoli...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto sięgnąć po coś, co Cię nie zniechęci w takim przypadku

      Usuń
  5. Lubię poezję, a ta okładka przyciąga wzrok. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może w takim razie treść też przypadnie Ci do gustu

      Usuń
  6. Z poezją u mnie jak z muzyką - nowej właściwie nie czytam (nie żeby mi się nie podobała, po prostu nie sięgam i nie znam), za to starą uwielbiam :) Wulgaryzmów się nie boję ani ich nie unikam, co więcej, pracując domu, klnę o wiele więcej niż za czasów pracy w kurierowni ;) Wyłapałam słowo "feminizm" i zastrzygłam uszami, ale chyba nie sięgnę po tomik, o ile sam nie trafi w moje ręce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha! Lubię takie strzyżenie uszami! Ale tutaj przyznaję, że przyda się siła interpretacji, żeby dostrzec zarys takich zagadnień. Jak tomik wpadnie w ręce, przeczytaj z ciekawości. Jeśli nie, świat nie spłonie ;)

      Usuń
  7. Kiedyś zaczytywałam się maniakalnie w poezji. Potem mi przeszło.. chętnie ponownie do niej wrócę. Może zacznę od tego tomiku? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie powroty są zawsze świetne! Ale lepiej zacząć od czegoś, co już znasz i lubisz ;)

      Usuń
  8. Racja, okładka jest dość nietypowa, ale ma coś w sobie ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger