piątek, 24 lipca 2015

Zelda - piękna i przeklęta

Nie jestem fanką biografii. Zawsze powtarzałam, że tego forma literatury jest jak dobra whisky. Trzeba dojrzeć, żeby docenić jej smak i walory. Ale Powieść o Zeldzie Fitzgerald chodziła za mną od dawna. Pamiętam, gdy po raz pierwszy zobaczyłam tę książkę w sklepie. Prosta okładka, prosty, oczywisty i przemawiający tytuł. I historia kobiety, która tak różnie była do tej pory przedstawiana.
Tytuł: Z: Powieść o Zeldzie Fitzgerald
Autor: Therese Anne Fowler
Rok: 2013

Zeldę poznajemy w wieku 17 lat, gdy jako niesforna nastolatka biega bez pończoch i gorsetu, gorsząc tym samym nie tylko rodziców, ale całą okolicę. Wychowana na południu Stanów Zjednoczonych, pragnie wszystkiego, tylko nie stagnacji, którą dałoby jej małżeństwo z jednym z okolicznych plantatorów. I właśnie wtedy, tuż przed osiemnastymi urodzinami poznaje młodego porucznika, który szykuje się do wyjazdu na front. Jest rok 1918. Flirty i miłostki rozwijają się w zastraszającym tempie. Widmo wojny ciąży nad młodym pokoleniem, które pragnie zaznać szczęścia i miłości jak najszybciej, na wypadek, gdyby były to ich ostatnie chwile przed śmiercią. 

Jednak mimo burzliwego uczucia, które się między młodymi rodzi, Zelda czuje, że Scott, Jankes i pisarz z zawodu jest niewłaściwą dla niej partią. Że związek ich jest spisany na straty - zarówno finansowe jak i emocjonalne. I początkowo wszystko ucicha, nawet rozpacz i płacz po złamanym sercu. Ale Fitzgerald jest zdeterminowany, aby odnieść sukces. Sukces, który pozwoli mu zdobyć Zeldę. Bo to wszystko dla niej. Wszystko, aby móc ją mieć. 
I w końcu dochodzi do małżeństwa. Pięknego i burzliwego niczym the Roaring Twenties. Ich życie początkowo okazuje się bajką, która mimo prohibicji ma smak absyntu i skandalu. Fitzgerald wydaje pierwszą powieść i pisuje opowiadania do magazynów. Robi wszystko by zarobić na ich życie ponad stan i spłatę długów. Jednak szybko okazuje się, że Zelda jest kobietą, która pragnie czegoś więcej. Kobietą, która ma własne ambicje, plany, marzenia, a która musi się dostosować do fabuły, którą nakreśla jej mąż. 

O ile głównej bohaterce pojęcie feminizmu jest obojętne, to widzimy, że pragnie ona życia, które w pierwszej połowie XX w. było niemożliwe. Jako pisarka zostaje tłamszona przez męża, który uważa, że tylko on ma prawo odnosić sukces w tej dziedzinie. Jako tancerka nie może postawić na własną karierę, ponieważ oznaczałoby to sprzeciwienie się woli męża. Jako malarka odnosi sukces mierny, a jako żona... Mając dość pijaństwa Scotta i jego despotyzmu ucieka się do romansów, by odnaleźć samą siebie. Skupia się obsesyjnie na tańcu, aby spożytkować czas, którego nie może wykorzystać inaczej. A ostatecznie popada w chorobę, która przez ówczesnych lekarzy zdiagnozowana zostaje jako schizofrenia. Przyczyna? Przerost jej własnych ambicji i zaniedbanie ogniska domowego. Czy można być większym szowinistą? Czy można bardziej przedmiotowo traktować kobietę? 
 
Współcześni lekarze jednak stwierdzają, że Zelda prawdopodobnie cierpiała na zaburzenia dwubiegunowe, które pogorszyły się jeszcze przez nadużywanie alkoholu, nadmierną aktywność fizyczną i nieprawidłowe (wręcz brutalne) leczenie w poszczególnych ośrodkach, w których była ona hospitalizowana. 

A Scott? Znając jego dzieła i mit o samym pisarzu, jesteśmy zdziwieni charakterem, który wyłania się z kart tej powieści. Niespełniony i sfrustrowany własnymi ambicjami uznaje sam siebie za wybitnego pisarza. Nie można ująć mu sławy, ale Wielki Gatsby dopiero po jego śmierci zyskuje rozgłos i pochlebne opinie krytyków. Fanatycznie wierzący w swój sukces i wielkość pije na umór, romansuje z kim popadnie i daje się łatwo omotać młodemu Hemingwayowi, który znalazł naiwniaka, dzięki któremu swoje mierne i pozerskie teksty mógł opublikować w poczytnych wydawnictwach. 

Swoją drogą, nigdy nie lubiłam twórczości Hemingwaya, ale to jaką postacią był naprawdę jest przerażające. Pozer, skurwiel i cham, który miał wielkie aspiracje i dość cwaniactwa, aby się wybić i swoje osiągnąć.

Wracając jednak do powieści, pokazuje ona jak dwa burzliwe charaktery inspirowały się, kochały i wyniszczały jednocześnie. To książka o tym jak ich miłość, z gorącego ognia, przeradza się w smutne i szare niedopałki. To historia o namiętności zbyt wielkiej, o naturze zbyt słabej i ambicjach, które przerastały zarówno Zeldę, jak i Scotta Fitzgeraldów. Powieść, która pokazuje jak zdrowa, silna i energiczna młoda kobieta przemienia się w wyniszczoną epoką, alkoholem i toksyczną miłością postać zmęczoną i kruchą. Czytelnika wprawia to w ogromny smutek. A każda współcześnie czytająca ją kobieta może jedynie się cieszyć, że czasy aż tak bardzo się zmieniły...
 
Z uwag technicznych zachwycona jestem pracą tłumacza! W przypisach odnajdujemy sporo wyjaśnień (np. dwuznacznych anglojęzycznych zwrotów), jak i krótkie opisy instytucji lub osób, które w tekście zostały wspomniane.

Ale dlaczego na miłość boską po stronie 128 następuje strona 145? Jestem w stanie przeżyć brak tych stron, jako że jedyne co mnie omija na tym etapie książki to opisy skandalicznych imprez. Ale gdy dochodzimy do strony 160 znów kolejna kartka ma numer 145. Wiem, że to tylko błąd w druku, ale dość niefortunny i zauważalny. Czy tylko moje wydanie miało takiego pecha?

Koniec końców książkę polecam. Jestem zadowolona z siebie, że po nią sięgnęłam. Nie na tyle dumna jednak, żeby z czystym sercem stwierdzić, że przeczytałam właściwą biografię. Autorka  zastrzega sobie w posłowiu, że jest to fikcja literacka. Oparta na autentycznych listach i dokumentach, ale fikcja. Skupiamy się tutaj bowiem na relacjach emocjonalnych, a nie na  wydarzeniach historycznych. Dostajemy jednak obraz wzbogacający, dający do myślenia i poruszający.

3 komentarze:

  1. O Zeldzie Fitzgerald czytałam w książce o miłościach Hemingwaya. Chciałabym poznać bliżej tę postać. Na pewno sięgnę więc do tej książki.
    Dziękuję za zdjęcia. Piękna kobieta. Zawsze zachwycają mnie fryzury z tego okresu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powieść daje bardzo dobry obraz tego jak małżeństwo Fitzgeraldów funkcjonowało. Wiadomo, że każda książka będzie przedstawiała trochę inną perspektywę. Wiele osób uważa, że Zelda wyniszczyła Scotta. Inni uważają odwrotnie. Tutaj mamy prawdę gdzieś po środku i dlatego wydaje mi się, że obraz ten jest najbardziej wiarygodny. Ja z czystym sercem polecam ;)

      Usuń
  2. Świetny blog, zapraszam do siebie jestem tu nowa. http://morningdew99.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń