piątek, 10 kwietnia 2015

Na odreagowanie...

Po emocjonalnym wyniszczeniu, które dokonało się za sprawą Sapkowskiego, postanowiłam odreagować i wrócić do lektury niższych lotów.

Tytuł: Pocałunek cienia
Autor: Richelle Mead
Rok: 2008

Ponieważ książka kurzyła się na półce, a zakładka pokazywała, że zostało mi tylko 100 stron do końca, rzuciłam się na nią błyskiem. Prawie jak główna bohaterka w wir walki ze strzygami. No i znów niektóre wątki pokazały mi jak płytka ta lektura jest. I podziękowania na koniec wyglądają śmiesznie, gdy autorka podkreśla jakim trudem było napisanie książki, która przypomina przeciętnej jakości fanfiction. 
Ale przeczytałam! Pochłonęłam te 100 stron w kilka godzin. I tak jak obiecywałam sobie, że już kolejnego tomu nie przeczytam, to teraz taki cliffhanger się wysupłał z fabuły, że no kurcze... chyba jednak muszę czytać dalej. Tzn. nie muszę. Ale o dziwo chcę!

O ile książka nie wnosi niż prócz przeciętnej rozrywki, to i tak uważam, że lepiej przeczytać kolejną pozycję z Akademii wampirów niż wpatrywać się bezmyślnie w kwejka lub Facebooka. 

Zatem... nie oceniajcie. Czytajcie! Czasem cokolwiek. ;) przynajmniej wyrobi się Wam jakaś opinia ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz