niedziela, 30 listopada 2014

Proces

Tytuł: Proces
Autor: Franz Kafka


Ostatnia książka opisywana w listopadzie. Kolejna, którą musiałam przeczytać na zajęcia. Co dziwne wszyscy omawiali to w liceum. Mnie ta wątpliwa przyjemność ominęła. Ale skoro wszyscy książkę znają ograniczę się tylko do wrażeń jakie na mnie wywarła.

Pomijając cały absurd, w którego oparach błądzimy od pierwszej strony po ostatnią, książka jest brudna i duszna. Takie mam o niej wyobrażenie. Błądząc po brudnych kancelariach, pracowniach malarskich i gabinetach ma się wrażenie, że wszystko jest pokryte warstwą kurzu i brudu. Wszystko jest szare, nieprzyjemne i ponure. Ściany, klatki schodowe, okna, wszystko. Nawet ludzie, z którymi rozmawia Józef K. są niedomyci fizycznie lub ohydni pod względem cech charakteru, które utożsamiają. Mam wrażenie, jakby jedynym źródłem światła były przytłumione świece lub mroźne, zimne i nieczułe światło późnej jesieni, w której mgła pomieszana z kurzem blokuje dostęp do światła, do świata, do prawdy i zdrowego rozsądku.

Bardzo metaforycznie ją opisuję. W bardzo zagmatwany sposób. Ale czuję, że to zła książka na czytanie w ponury listopadowy wieczór. Zła książka na jesienne przygnębienie.

sobota, 29 listopada 2014

The Comfort of Strangers

Tytuł: The Comfort of Strangers (English)

Autor: Ian McEwan

Wiele osób słyszało nazwisko autora tej książki. Jeśli nawet gdzieś przemknęliście obok niego i nie przykuło Waszej uwagi, to jestem pewna, że film Pokuta już brzmi znajomo. Otóż film jest ekranizacją innej powieści tego autora.

O ile tamten film zrobił na mnie ogromne wrażenie i poruszył do głębi, o tyle ta książka wzbudza we mnie gniew. Autor porusza w niej wątki homoseksualizmu, feminizmu, masochizmu i sadyzmu i... i ledwie pojawia się ten motyw w książce jest on natychmiast zaprzepaszczany i przechodzimy do czytania pasywnych bzdur i nierealnych sytuacji.

Akcja dzieje się w Wenecji i o ile nazwa miasta nie jest wprost podana, to opis uliczek, kanałów, wysp i plaż jest jednoznaczny.

Para głównych bohaterów jest w związku od dłuższego czasu, ale miotają się między fochami, paleniem trawki a namiętnym seksem od kartki do karki. Wyolbrzymianie absurdów, a prześlizgiwanie się przez patologie jest główną wadą tej książki. Postacie są sztuczne, pozbawione instynktownych zachowań i emocji, a co najważniejsze zdrowego rozsądku. Jeśli spotykasz jakiegoś podejrzanego świra w środku nocy, w obcym mieście, to raczej nie pędzisz, żeby go odwiedzić w jego domu kilka dni później. Jeśli już jesteś w tym domu i [SPOILER] widzisz tam fotografię swojego partnera zrobioną z ukrycia, to do jasnej cholery uciekasz gdzie pieprz rośnie, a nie wracasz tam po raz kolejny! Jeśli żona danego świra pokazuje ci podczas trzeciej wizyty sypialnię wyklejoną zdjęciami twojego faceta, to nie idziesz z nią później na herbatkę i nie pierdolisz o pogodzie! Czy to ma być rzeczywista powieść? Bo jeśli mamy tak absurdalne zachowania, to czemu na koniec jesteśmy w szoku, że coś złego się dzieje?

Jestem zła. Bo to nie była dobra książka. I nie czuję się bogatsza w jakieś doświadczenia po jej przeczytaniu. Wiem tylko tyle, że więcej nie sięgnę po żadną książkę tego autora.

Swoją drogą jeśli świr z książki jest w ekranizacji grany przez Christophera Walkena, to to się nie może dobrze skończyć. Z całą sympatią, ale jak tylko ten facet pojawia się na ekranie, to wiemy, że nie będzie dobroduszną postacią.

The Dying Animal

Sylabus jest dziwny. Wymagana lektura jeszcze dziwniejsza. I zaskakujące jest to, że w większości przypadków sama nie dotarłabym do tej książki. Albo co gorsze - nie wiedziałabym o jej istnieniu.

Tytuł: The Dying Animal (English)

Autor: Philip Roth

Książka jest zamknięciem trylogii opowiadającej losy profesora, którego fascynacje kobietami oscylują między uwielbieniem a obsesją. O ile fabuła wydaje się podobna, do tego co opisałam w ostatnim poście, to jednak okazuje się, że tylko fundamenty są podobne. Dalsza struktura książki jest już znacząco inna. Tutaj romans ze studentką nie jest katalizatorem do dalszych zmian, to uporządkowania swojego życia lub próby odnalezienia swojego miejsca w świecie. Tutaj główny bohater a zarazem narrator powieści ma silny charakter. I jego fascynacja kobietami przeradza się w obsesję, która zapewnia mu ukojenie, radość... Trudno to określić, gdyż czujemy gorycz jego wieku, bezsilności i pewnego rodzaju miotania się miedzy tym co słuszne a tym co przyjemne. Słuchamy jego opowieści zafascynowani i zniesmaczeni. Zastanawiamy się co sami byśmy zrobili w jego sytuacji lub przyjmujemy jego opowieść jako oderwaną od rzeczywistości anegdotę o człowieku, którego pasja staje się głównym motorem wszelkich działań.


W połowie książki zdałam sobie sprawę, że miałam kiedyś w planach obejrzeć jej ekranizację. Dla osób, które oglądały Elegię, na pewno książka może być ciekawym doświadczeniem w porównywaniu oryginału z filmową adaptacją.