sobota, 11 stycznia 2014

Król, królowa i królewska faworyta

Tytuł: Dynastia Tudorów. Król, królowa i królewska faworyta
Autor: Anne Gracie/Michael Hirst


Prezent na święta od dalszej rodziny. Przyznaję, że jak zobaczyła pudełko - trójpak składający się z trzech tomów, to oczy mi się zaświeciły. Głównie dlatego, że myślałam, że to trzy sezony serialu na DVD :P Nie ufam ekranizacjom później przerobionym na książki. To wbrew naturze. Zakłócony porządek wszechświata. Ale za czytanie zabrałam się od razu!

Opis na okładce zachęca, renoma serialu również. Trzeba jednak pamiętać, że każde nowe przedstawienie losów Henryka VIII jest kolejną interpretacją, która coraz bardziej odbiega od prawdy. Anna Boleyn tutaj jest intrygantką, która na polecenie ojca zdobywa serce króla. Królowa jest uciemiężoną i mdłą kobietą, która miota się w swojej bezsilności i miłości do męża, a sam Henryk nie myślni niczym innym niż swoim... tak, właśnie tym. Aż dziwne, że nie doprowadził do ruiny państwa kierując się tylko i wyłącznie swoim libido. Punkt widzenia dziwny... ale czytamy!

Książka samą okładką nawiązuje do serialu, a każdy rozdział jest spisanym pojedynczym odcinkiem. Czytając książkę człowiek od razu domyśla się jak to mogło wyglądać na ekranie tv i czuje brak głębi jaka mogłaby się kryć w słowie pisanym. Krótko mówiąc, sceny, które w serialu niewątpliwie wyglądają majestatycznie i bogato, w książce są spłycone i mało rozbudowane. Opisów krajobrazu, który pojawia się w serialu nie ma w ogóle. Akapity urywają się tak jak sceny, ale o ile produkcja tv ma prawo pokazywać jedynie urywki przedstawianych sytuacji, to w książce wypada to marnie. Gdy już się porządnie wgryziemy w tekst, to okazuje się, że jeden rozdział pożeramy w 20-25 minut. Idzie szybciej niż obejrzenie 44-minutowego epizodu.

Sam język jest płytki, zdania opisują niezbędne minimum. Brak rozmachu, wirtuozerii, albo chociaż odwagi do pisania zdań złożonych. Możliwe, że to wina tłumaczenia, ale jeśli przełożymy sobie sami w głowie te zdania na język angielski, to i tak wychodzi nam głębia kałuży.

Doczytam, ale z mniejszym zapałem niż gdy zaczynałam. Mimo to doceniam prezent, bo rodzina wiedziała, że Tudorzy, to moja ulubiona dynastia. I oczywiście podzielają mój zapał do książek ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz