09:33:00

27 śmierci Toby'ego Obeda

Na pewno już słyszeliście o tej książce, ponieważ była nominowana do wielu nagród. I wcale się nie dziwię. Moją uwagę najpierw przykuła wspaniała mozaikowa okładka, a później rekomendacja przyjaciółki. I gdy zaczęłam ją czytać, zastanowiłam się czemu o problemach poruszanych w tej wstrząsającej książce nie mówi się głośniej i częściej. Nie tylko w Polsce.

Tytuł: 27 śmierci Toby'ego Obeda
Autor: Joanna Gierak-Onoszko

Rok: 2019
Wydawnictwo: Dowody na istnienie
ISBN: 978-83-65970-34-3

Gdy myślimy o Kanadzie, mamy przed oczami czarującego premiera, stereotyp najmilszych ludzi na świecie, drużynę hokejową, poutine, syrop klonowy i policję konną. Niektórzy może jeszcze pomyślą o gęstych lasach i dzikich, majestatycznych zwierzętach. Mało kto będzie w stanie powiedzieć coś o rdzennych mieszkańcach tego kraju, o tych, którzy byli tam przed Europejczykami. 

Ale to właśnie na nich skupia się autorka reportaży, to im oddaje głos, chociaż to, co słyszy jest bolesne, budzi dyskomfort i konsternację. Bo z tej książki dowiadujemy się, co stało się z całym pokoleniem Inuitów. 

Szkoły z internatem prowadzone przez duchownych współcześnie budzą niesmak z powodu braku zaufania do takich instytucji i demoralizacji księży. Ale kilkadziesiąt lat temu budziły zaufanie, dawały złudzenie lepszej przyszłości.

Dzieci odbierano przede wszystkim rdzennym mieszkańcom, wywożono setki, a nawet tysiące kilometrów z dala od rodzinnego domu, żeby utrudnić ucieczkę. A to, co działo się w samych placówkach budzi grozę. Znęcanie psychiczne, seksualne, maltretowanie, czyste bestialstwo po stronie opiekunów, krzywdy, których nie da się wybaczyć lub zapomnieć, kultura, którą zrównano z ziemią. I nie przesadzę, gdy powiem, że podczas lektury wszystko mnie bolało.

Reportaż jest zbiorem opowieści poszczególnych osób, które takie placówki przetrwały, ale także dzieci "ocaleńców", na których piętno nienawiści również zostało odciśnięte. Autorka przestawia próby radzenia sobie z życiem i rzeczywistością, gdy przeszło się przez piekło. I w to piekło daje nam wgląd. Pokazuje również dzieje oficjalnego procesu zadośćuczynienia ofiarom — pozew zbiorowy, utajnianie zeznań, kruczki prawne, a także reakcję kościoła katolickiego. 

I wszystko to jest po prostu obrzydliwe. Wyparcie, brak odwagi, aby wziąć odpowiedzialność za zinstytucjonalizowaną brutalność, traumy i przekazywana dalej przemoc. Są w tej opowieści pojedyncze gesty pojednania, ale nie znajdziemy w niej wybaczenia. 

Autorka bardzo dużą wagę przykłada do uświadomienia ludziom, aby nie zabierać głosu mniejszościom narodowym, ofiarom przemocy, nie robić z czyjejś kultury marketingowego festynu. Co swoją drogą jest jej wygarnięte przez jednego z rozmówców, bo jest Polką, która pisze o Inuitach. 

Krzywda wyrządzona tym ludziom jest jednak ogromna i w końcu zaczęła zmieniać świadomość Kanadyjczyków. Teraz mówi się o mniejszościach, mozaice kulturowej, od najmłodszych lat wpaja się tolerancję i szacunek. Ale takich szkół było 136. Zamknięto w nich co najmniej 150 000 dzieci. Obecnie już otwarcie mówi się, że był to "projekt cywilizacyjny" — "Zapędzić Indian do rezerwatów". Pozbyć się ich, wykorzenić ich zwyczaje i kulturę, zagarnąć całą ziemię i surowce. 

I jak praktycznie każdy proces kolonizacyjny, projekt się udał. I tych krzywd nikt nigdy nikomu w pełni nie wynagrodzi. Co mnie jednak bardzo uderzyło, to ogólne nieprzystosowanie Inuitów do współczesnych realiów. Nie uznają granic państwowych, bo ziemia nie należy do nikogo. Mogą zatem dość swobodnie podróżować po kontynencie, ponieważ posiadają specjalne dokumenty poświadczające ich narodowość. 

Jednak na przykładzie opisywanej w książce pikiety, podczas której pokrzywdzeni mieszkańcy Kanady chcieli zaprezentować się przed premierem ze swoimi poglądami, można się zorientować, że nie wszystko poszło nie tak z winy białego kolonizatora. 

Oczywiście, ze starego kontynentu przywieziono fanatycznych misjonarzy, choroby i alkohol, jednak z bólem serca stwierdzam, że Inuici, którzy tylko wykrzykują, że setki lat temu biały człowiek zniszczył im kulturę, do niczego nie dojdą, jeśli nie potrafią tej kultury obecnie utrzymać. A samo przesiadywanie w namiocie na znak protestu, bycie opryskliwym i chlanie na umór jeszcze nikomu nie pomogło. Z kolei jak ktoś bije żonę i dzieci, to nie umiem zrozumieć argumentu, że robi tak, bo "napatrzył się od białych". Tu również kłania się brak odpowiedzialności za własne czyny.

Autorka ma rację, tym ludziom należy oddać głos. Sami powinni swoją kulturę umocnić, pokazać walory, walczyć o to, aby być dostrzeganym w przestrzeni publicznej. Ale taka walka wymaga wysiłku. A wydaje się, że Inuici tak bardzo pogrążyli się w swojej rozpaczy, że nie starcza im siły na walkę o własny los.

Wyświetl ten post na Instagramie.

Gdy lektura boli wręcz fizycznie, jeszcze trudniej napisać mi samą recenzję. Tekst wyszedł długi, a i tak mam wrażenie, że mogłabym godzinami mówić o tym, co się w tej książce dzieje. I pewnie mogłabym też przemilczeć własne przemyślenia. Link do recenzji znajdziecie jak zwykle w bio. . . . . #27śmiercitobyegoobeda #joannagierakonoszko #seriareporterska #dowodynaistnienie #wydawnictwodowodynaistnienie #nominacje #reportaż #kanada #inuit #journalism #bookstagrampl #bookobsessed #booklovers #bookishlife #booksofinsta #bookaholic #igreads #bookworm #książkanadziś #bookoftheday #książka #czytanie #czytamwszędzie #bookreview #autumn #autumnvibes

Post udostępniony przez Redhead in Wonderland (@redhead_in_wonderland)

12 komentarzy:

  1. Bardzo ważna tematycznie książka, więc chętnie ją przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam już kilka bardzo polecających recenzji, więc chyba muszę spojrzeć czy nie ma jej czasami na Legimi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknij koniecznie i przygotuj się na trudną lekturę!

      Usuń
  3. O Inuitach dowiedziałam się przy okazji czytania innej książki ("Odwet oceanu", tam jeden z bohaterów był z pochodzenia rdzennym mieszkańcem Kanady), chętnie dowiem się o nich więcej, chociaż zostawię sobie tę lekturę na inny czas, bo na ten moment jest chyba dla mnie za ciężka... Ale zapisuję tytuł, bo naprawdę mnie zaintrygowała ta książka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą książką trzeba trafić na odpowiedni nastrój. I trzeba będzie ją czytać na raty. Tak jednym tchem po prostu się nie da. Ale cieszę się, że będziesz o niej pamiętać! ^_^

      Usuń
  4. Bardzo dużo słyszałam o tej książce i mam ją w planach. Mam nadzieję, że uda mi się ją przeczytać jeszcze w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do końca roku zostało jeszcze trochę czasu, więc powinno się udać!

      Usuń
  5. Dużo słyszałam o tej książce i już od jakiegoś czasu mam ją gdzieś z tyłu głowy. Na pewno ją przeczytam, tylko jeszcze nie wiem kiedy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z książkami z tyłu głowy mam taki problem, że muszę je sobie gdzieś zapisać, jeśli chcę o nich pamiętać :) To samo radzę zrobić z tym tytułem

      Usuń
  6. Wiele o tej książce słyszałam, otrzymała nagrodę Nike Czytelników. Z całą pewnością to przeczytam. Świetnie o niej napisałaś, przejmująco, ale jednocześnie zachęcająco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że spodobała Ci się recenzja! Wyróżnienie czytelników często jest równie ważne, co nagroda przyznawana przez literaturoznawców, pisarzy i redaktorów. Mam nadzieję, że książka zrobi również na Tobie dobre wrażenie!

      Usuń

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger