piątek, 29 maja 2015

Córka zjadaczki grzechów

Tytuł: Córka zjadaczki grzechów
Autor: Melinda Salisbury
Rok: 2015

Książkę pochłonęłam w dwa dni. Plus zarwałam dla niej noc. I tutaj nawet nie chodzi o to, że czyta się ją bardzo szybko. Fabuła naprawdę zaczyna wciągać. 

Głowna bohaterka jest naznaczona przez Bóstwa. Jest wyjątkowa, bo może poślubić księcia. Ale ta wyjątkowość przede wszystkim objawia się tym, że jej dotyk zabija. Na dworze, na którym mieszka pełni funkcję kata. Nie tak zaczynają się opowieści o następcach tronu. Duży plus za odejście od wizerunku nieskalanej księżniczki, której świat się wali, bo złamała paznokieć albo koń się spłoszył.
Twylla ponadto jest córką zjadaczki grzechów. Autorka poszperała trochę w dawnych wierzeniach i wyciągnęła na światło dzienne zwyczaj zapomniany, ale autentyczny.

Cytując informację prasową i Wikipedię:
Zjadacz grzechów - osoba, która poprzez rytualne spożycie pożywienia i napoju bierze na siebie grzechy innej osoby, często będącej na łożu śmierci, uwalniając jej duszę od złych uczynków i pozwalając jej odejść w spokoju. Uważa się, że rytuał zjadania grzechów był praktykowany w niektórych rejonach Wielkiej Brytanii i przetrwał tam do wczesnych lat XX wieku. Encyclopeadia Britannica pod hasłem "sin eaters" podaje przykłady podobnych zwyczajów w innych częściach Europy. 

Uważam tę informację za szalenie ciekawą i nie posiadałam się z radości, kiedy zobaczyłam, że autorka zrobiła dokładny research! W książce znajdujemy również opisy jakie jedzenie odpowiada za jaki grzech! Grzechom pospolitym odpowiadają takie same potrawy. Im gorsze przewinienia, tym bardziej wykwintna i oryginalna strawa! 


Dodatkowym godnym uwagi zabiegiem jest wykorzystanie kwiatów. Początkowo nie mają one dla nas większego znaczenia, ale ostatnie zdanie w podziękowaniach zmusza nas do przeanalizowania ich zastosowania przez całą książkę. Aby ułatwić nam zadanie, Salisbury podpowiada nam, aby zastosować wiktoriański język kwiatów. Lawenda zatem oznaczać będzie nieufność, irysy - sekretną wiadomość, a mak... to sobie sprawdzicie sami tutaj! :)

Postać głównej bohaterki skonstruowana jest bardzo zgrabnie. Powoli dowiadujemy się jak się znalazła na dworze, jakie ma relacje z bliskimi jej ludźmi i jakie ma wzorce do naśladowania. Plus za to, że nie jesteśmy w pierwszym rozdziale zasypani informacjami, które później nijak się mają do fabuły. Nie, tutaj wszystko idzie zgrabnie. Do tego stopnia, że w pewnym momencie jesteśmy tak samo zaskoczeni i zagubieni jak nasza bohaterka i zwroty akcji autentycznie robią wrażenie. A przynajmniej na mnie zrobiły.
   
Przyznaję, że brałam tę pozycję do ręki dość sceptycznie, bałam się, że to kolejna lektura dla młodzieży, która stara się być namiastką dobrej książki. Zwłaszcza, że to pierwsza książka Salisbury, która jest dość młoda. I rzeczywiście na początku trochę mierził mnie język. Zdania są krótkie, dość urywane i pisane w czasie teraźniejszym. Niektóre opisy zdarzeń zatem wydawały mi się dość mechaniczne, ale nie ma dłużyzn. Postacie drugoplanowe są bardzo płytkie, a imiona, które pojawiają się dopiero po kilkudziesięciu stronach od wprowadzenia bohatera mogą nagle wprowadzać zamęt, bo nie wiemy do kogo adresowana jest wypowiedź!
Jednak nie stanowi to większego problemu w momencie, gdy romans tak się rozwija, że nie możemy odłożyć książki i iść spać, bo chcemy wiedzieć co się stanie w następnym rozdziale! Z zadowoleniem zatem czytałam po parę razy sceny i dialogi, które podnosiły mi poziom romantyzmu we krwi. Tym bardziej zaskakujące okazuje się zakończenie i epilog!

Nie będę zdradzać więcej szczegółów fabuły! Mogę napisać jeszcze, że dodatkową zaletą jest dojrzałość samej autorki, która wprowadza pojęcie manipulacji, ambicji, władzy i religii w bardzo przemyślany sposób!

Jak się pewnie domyślacie obserwując współczesne trendy rządzące tego typu powieściami, Salisbury planuje stworzyć trylogię. Czy jednak będzie to kontynuacja losów bohaterów z tego tomu, nie do końca jest dla mnie jasne, bo krótka notka na końcu zdradza, że w drugim tomie "młoda zielarka walczy, by uratować swojego ukochanego". Cóż... nie pozostaje mi chyba nic innego jak czekać na kolejną książkę. :)

Dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa za mój egzemplarz, a Wy pędźcie do księgarni, bo Córka zjadaczki grzechów już od 3 czerwca będzie dostępna w sprzedaży :)


5 komentarzy: