17:10:00

Czarny manuskrypt

Tytuł: Czarny manuskrypt
Autor: Krzysztof Bochus
Rok: 2017

Rok 1930, Gdańsk - Malbork - Kwidzyn. Niemcy walczący o powstanie z kolan, szalejący nacjonalizm i budzące niepokój działania NSDAP, legendy o zakonie krzyżackim, a przy tym wręcz rytualne mordy dwóch księży, którzy wcale tacy święci nie byli. 

Całą sprawą zajmuje się Christian Abell, radca kryminalny, który jest cyniczny, czasem nieokrzesany, oczytany, inteligentny, fascynujący kobiety i owiany aurą tajemniczości. Musiał przecież coś w przeszłości przeskrobać, skoro został niejako zdegradowany do pełnienia swoich obowiązków w mniejszej miejscowości.
Książka budzi we mnie szalenie sprzeczne uczucia. Z jednej strony to dobry debiut! Książka, od której nie sposób się oderwać, pisana wartkim językiem, który przypomina mi połączenie stylów Piekary i Krajewskiego. Męski, dość brutalny świat Pomorza, którym miotają nacjonalistyczne zapędy i początek fascynacji Hitlerem. 

Jesteśmy wręcz zasypani informacjami z historii Kwidzyna, starymi nazwami ulic, informacjami dotyczącymi kościołów, książek i nawet dzieł sztuki. Trzeba przyznać, że autor zna się na rzeczy, chociaż momentami niektóre informacje są zbędne, a jego zdjęcie na okładce nie wzbudza zaufania jeśli chodzi o historię sztuki.

Fabuła idzie gładko do przodu, mimo że autor próbuje wodzić nas trochę za nos. Tyle, że tym igraniem i zwodzeniem sam zapędza się w kozi róg. Tak bardzo stara się mydlić czytelnikowi oczy, aż sprawia, że część zakończenia staje się przewidywalna.

Postacie niestety są sztampowe, śledczy, który jest tak tajemniczy, że sam siebie nie rozumie, który nie umie się pogodzić z własnymi błędami i uczuciami świetnie by się sprawdził w filmie noir, ale na to Christian Abell musiałby poczekać jeszcze jakąś dekadę. Nieszczęśliwa mężatka, która wodzi oczami za naszym bohaterem jest płytka jak kałuża, ofermowaty pomocnik i histeryczno-choleryczny komisarz, któremu radca nie pasuje od samego początku, ale tak trzęsie portkami przed własnymi przełożonymi, że dla szybkiego zakończenia sprawy jest w stanie akceptować sarkastycznego typa, który jest dla niego skaraniem boskim. Wszystko mocno trąca sztampą i innym polskim kryminałem, który przerobiono na serial (nawet okładka jest podobna :/).
Tytułowy manuskrypt pojawia się w książce tak późno, że nie do końca czujemy satysfakcję z odkrywania zagadki, bo ostatnie dialogi są przegadane, a fakty podane na tacy. Trochę martwi fakt, że język jest zbyt współczesny.

3/4 książki intryguje. Później już jest jak jest.

Ogólnie jednak muszę stwierdzić, że książka jest przyjemną lekturą. Wiem, że podobała się osobom, które również się z nią zapoznały, więc może moja ocena wypadła zbyt surowo. Niewątpliwie trzeba docenić walory historyczne, budzące się w latach trzydziestych niepokoje polityczne oraz ciekawie oddany klimat Pomorza. Za to plus!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza i firmie Business & Culture.


2 komentarze:

  1. Mam tę książkę na swojej liście must read soon, więc pewnie niebawem się z nią zapoznam.

    Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do siebie zakladkadoksiazek.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to będę czekać na recenzję! Ciekawa jestem jakie będą Twoje wrażenia! :)

      Usuń

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger