piątek, 18 sierpnia 2017

Nie mój jedyny

Tytuł: Nie mój jedyny
Autor: Melissa Pimentel 
Rok: 2017

W dzisiejszych czasach hasło, że stara miłość nie rdzewieje słyszy się tylko w zjadliwym i sarkastycznym kontekście. W szaleńczym tempie w jakim się uczymy, pracujemy i rywalizujemy, zapominamy o tym co w życiu jest ważne i najważniejsze.

Ruby i Ethan byli parą 10 lat temu. Dzisiaj spotykają się na ślubie siostry Ruby i najlepszego przyjaciela Ethana. Jakby do tej pory nie było niezręcznie, to Ruby cały czas coś czuje do swojego byłego chłopaka, a Ethan, który odniósł ogromny sukces finansowy, otoczony jest wianuszkiem chudych boginek Instagrama, których włosy wyglądają jak z reklam szamponów do włosów, a młodzieńczy metabolizm jeszcze się nie zbuntował. 
Od pierwszych stron książka wprowadza lekki i zabawny nastrój. Wiele odniesień do współczesnej kultury pozwala wczuć nam się nie tylko w atmosferę, ale i utożsamiać z główną bohaterką, która nie ma lekko ani w pracy, ani ze swoją rodzinką.

Książka na przemian przedstawia nam bieżącą historię - przygotowania do ślubu, histerię młodszej siostry, gafy, aferki i dramaty - oraz wydarzenia sprzed 10 lat - początek związku Ruby i Ethana, różnice charakterów oraz to, co zaczęło się psuć. W zgrabny sposób autorka splata wydarzenia, zatem otrzymujemy ładną konkluzję i nie mamy poczucia, że zagubiliśmy się w fabule. 

Jeśli historia wydaje Wam się znajoma, to plus dla Was! Nikt nie ukrywa faktu, że książka jest współczesną wariacją na temat Perswazji Jane Austen! Przyznaję, że to właśnie ten fakt skusił mnie najbardziej, ale książka już od pierwszych stron trzyma poziom i jest rewelacyjną lekturą - ciepłą, zabawną, bezpretensjonalną i romantyczną. 

Jako połączenie klasyki ze współczesnością i amerykańskich bohaterów z angielskim otoczeniem, książka zdaje egzamin! Polecam, choćby jako interpretację tej dobrze znanej powieści Jane Austen. 

Drobny minus należy się za tłumaczenie - na ostatnich stu stronach widać bardzo nieporęczne kalki z j. angielskiego, jakby tłumacza bardzo gonił termin i nie miał czasu pomyśleć nad tym jak lepiej oddać potoczne angielskie zwroty po polsku. Ale to już tylko moje zboczenie zawodowe. ;)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Czarna Owca! To była sama przyjemność!


wtorek, 25 lipca 2017

Doskonała

Tytuł: Doskonała
Autor: Cecelia Ahern
Rok: 2016

Doskonała jest kontynuacją Skazy, którą byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Są to kolejne losy Celestine North, dziewczyny, która żyje w społeczeństwie, gdzie skazy moralne są osądzane przez właściwy Trybunał, a karami za przewinienia są szpecące blizny oraz wykluczenie ze społeczeństwa.

Naznaczeni skazami niby żyją razem z pozostałymi członkami swoich społeczności, ale obowiązuje ich cała masa zakazów, od diety, sposobu ubioru, aż po życie zawodowe i godziny policyjne. 

Celestine, dojrzewająca dziewczyna, zawsze była uważana przez rodzinę i znajomych za osobę idealną, aż pewnego dnia, kierowana zwykłą ludzką empatią, współczuciem i logiką, postanawia pomóc Naznaczonemu, co w tym wspaniałym społeczeństwie jest zabronione. 

Uwikłana w konflikt wewnętrzny i polityczny, zostaje naznaczona w sposób szczególnie okrutny, ale też nieprzepisowy. 

Pierwsza część tej historii wciągnęła mnie niesamowicie, przedstawiała zupełnie nowe spojrzenie na powieści dla młodych dorosłych i nowe sposoby prowadzenia fabuły. Druga część kontynuuje zamysły autorki, jest bardzo spójna z charakterami i wydarzeniami Skazy, zatem zostajemy wciągnięci w fabułę już od pierwszych kartek. 

Co ważne, autorka nie poświęca początkowych kilku rozdziałów na przypomnienie wydarzeń z poprzedniego tomu. Są one wtrącane tam, gdzie trzeba, gdy fabuła tego wymaga. Duży plus. 

Byłam zaskoczona licznymi zwrotami akcji i nieco standardowym zakończeniem książki, ale czyta się ją błyskawicznie i nie sposób się od niej oderwać.

W porównaniu ze Skazą, Doskonała trochę bardziej wczuwa się w sytuację osiemnastoletniej dziewczyny i jej sposób postrzegania świata, w książce jest trochę za dużo pomyślnych zbiegów okoliczności, ale mechanizmy polityczne dalej zaskakują swoją adekwatnością, bezwzględnością i brutalnością. Celestine walczy nie tylko z Trybunałem, ale ze wszystkimi osobami, które próbują wykorzystać jej sytuację, aby zyskać coś dla siebie lub wprowadzić zmiany tak straszne, że nie sposób nie zdawać sobie sprawy, że w Europie również takie selekcje miały miejsce.

Książka przede wszystkim uczy, że należy wyciągać wnioski z popełnionych przez siebie błędów, a wszystkie blizny i skazy, które mamy umacniają nasz charakter i świadczą o tym, jakimi ludźmi jesteśmy. Wszyscy popełniamy błędy, a życie w idealnym społeczeństwie nie jest możliwe, bo nawet osoby wydające werdykty nie mają nieskalanych umysłów. 

Wbrew standardom na rynku wydawniczym, wydaje się, że cykl ten nie przerodzi się w trylogię, zatem wszystkie osoby zainteresowane losami głównej bohaterki powinny sięgnąć po tę pozycję! No i cały czas czekamy na film! :D

Dla przypomnienia podrzucam link do recenzji Skazy (klik!), bo warto sobie przypomnieć co dokładnie pisałam o pierwszym tomie, a za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Akurat!

sobota, 15 lipca 2017

Najsztub i Sumińska

Tytuł: Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach.
Rozmawia: Irena A. Stanisławska
Rok: 2017

Co się stanie, gdy dwie całkowicie odmienne osobowości zaczynają rozmowę? Tworzy się piękna i mądra dyskusja, jeśli ludzie ci są na odpowiednim poziomie. I w tej książce właśnie coś takiego się dzieje. 

Piotra Najsztuba można kochać lub nienawidzić, ale nie można przejść obok niego obojętnie. Osobowość ekscentryczna, społecznie introwertyczna, jak sam siebie określa, co chwila zaskakuje swoją odmiennością i nawykami. Nie można mu odmówić otwartości, ponieważ w książce, która ma zaledwie około 160 stron, co chwila dowiadujemy się o nim zaskakujących rzeczy. Osobiście, znając go tylko z "Przekroju" i wypowiedzi społeczno-politycznych, dowiedziałam się wiele o jego zamiłowaniu do sztuki, ale również o podejściu do życia i płci przeciwnej. 

Dorota Sumińska stanowi dla niektórych autorytet jako miłośniczka zwierząt, która jednak mając trzy życzenia u złotej rybki, pozbyłaby się z powierzchni ziemi wszystkich stworzeń udomowionych. Równie ekscentryczna i zaskakująca w swoich przekonaniach co jej rozmówca. 

Irena Stanisławska jest najsłabszym ogniwem tej rozmowy. Ma kierować dyskusją, ale często jej pytania lub wtrącenia odstają od poziomu intelektualnego Najsztuba i Sumińskiej. Główni rozmówcy bowiem świetnie sobie radzą i ich dialog jest intrygujący i często zaskakujący. 

Książka podzielona jest na rozmowy i pisana jest jako ich zapis. Tytuł może wprowadzać w błąd, bo jest bardzo ogólny. Owszem, Najsztub i Sumińska rozmawiają o Polsce, strachu i kobietach, jednak są to rozważania niesztampowe i wykraczające poza te trzy i tak rozległe tematy. 
Nie sposób ich wyliczyć. Mowa tu o korzeniach, o tym jak się rozwijamy jako społeczeństwo i jako jednostka, czym jest kultura i czy człowiek tak bardzo się różni od zwierząt, o dominacji, kłamstwach, gotowaniu i sztuce! Ekscentryczne wypowiedzi dziennikarza przeplatają się z ciekawostkami ze świata zwierząt publicystki. A wszystko to w ciekawej atmosferze pozbawionej snobizmu. 

Serdecznie polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

czwartek, 13 lipca 2017

Sztuka bycia i obycia

Tytuł: Sztuka bycia i obycia
Autor: Maciej A. Brzozowski
Rok: 2017

Po książkę sięgnęłam przez ciekawość. Nigdy nie miałam do czynienia z pozycją, która opisywałaby poprawną etykietę, sposób zachowania lub odpowiednie rodzaje ubioru. A zdarza się przecież bardzo często, że nie jesteśmy świadomi popełnianych gaf. Gorzej! Często w całym naszym środowisku nikt nie zwraca na to uwagi, bo wszyscy powtarzają te same błędy. 
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, osobno prezentując rozwiązania dotyczące naszego ciała, ubioru, ale też sytuacji zawodowych lub towarzyskich. Pierwsze kilka stron bawi, wydaje się, że autor jest błyskotliwie zabawny, jednak przez powierzchnię humorystycznej nonszalancji przebija się zarozumiały mężczyzna, który patrzy na wszystkich z góry i, niestety, mentalnie pozostaje nadal w czasach PRL-u. Dopełnieniem całego tego niesmaku są rysunki Henryka Sawki, które rzadko bawią, chociaż silą się na odzwierciedlanie gaf omawianych w książce.

Nie zrozumcie mnie źle! Doceniam zapominane już w naszym społeczeństwie, a opisane w danej książce, reguły dotyczące klasycznych i eleganckich strojów. Szalenie istotne według mnie jest jak mężczyzna nosi marynarkę czy garnitur, ile guzików powinien zapinać i czym się różni frak od smokingu! Ważne jest, w jakim kieliszku podawać jaki alkohol i jak różne narodowości się witają (np. 1, 2, 3 cmoknięcia w policzek), co powinno się znaleźć w mailu służbowym albo jakich zwrotów nie używać w towarzystwie. Co dla mnie dziwne, autor twierdzi, że zdejmując buty w gościach "wychodzimy na prostaka". Dla mnie zawsze był to wyraz szacunku, żeby a) nie brudzić, b) nie niszczyć komuś podłogi obcasami lub podeszwami.

Ale przyznaję, że z oburzeniem i niesmakiem czytałam rozdział mówiący o tym jak powinien się ktoś zachować w sytuacji, gdy spotyka znajomego (który jest po ślubie) z kochanką! To przepraszam bardzo, ja powinnam wiedzieć jak się zachować, gdy jakaś menda zdradza żonę i pokazuje się w miejscach publicznych z flamą, która nie rozumie czym jest przysięga małżeńska?! Jeśli moje zachowanie ma być wciśnięte w ramy etykiety (autor zaleca dyskrecję!), to przepraszam, gdzie jest rozdział poświęcony niezdradzaniu żony!? Bo tutaj chyba powinno się omówić bardziej podstawowe reguły!

Pomijając takie "kwiatki" autor, który chwali się, że pisze dla "Twojego Stylu", non stop epatuje pejoratywnymi określeniami dotyczącymi kobiet niezależnych. "Wojujące feministki" - to określenie pojawia się nagminnie - szyderczo określa kobiety, które np. nie chcą mieć obślinionej (i nadwyrężonej) ręki po tym jak jakiś stary oblech, który sili się na szarmanckość złoży mlaskający pocałunek na ich dłoniach. (Dla ścisłości: pan powinien się do damskiej dłoni pochylić, a nie przyciągać ją na wysokość swoich ust, ale jeśli czuje, że kobieta podaje mu rękę w sposób rzeczowy, biznesowy lub niech będzie, że "męski", to powinien to uszanować i odpuścić sobie niechcianą "elegancję".) Osobiście mam mocny uścisk dłoni i nie lubię, gdy ludzie podają mi dłonie przypominające śnięte ryby i mierzi mnie, gdy mężczyzna rzuca się do "całowania rączek" (zwłaszcza mężczyzna, którego nie znam albo z którym łączą mnie relacje zawodowe).

Wisienką na torcie natomiast jest podejście Brzozowskiego do tatuaży, które naprawdę w dzisiejszych czasach nie są oznaką infantylności czy przynależności do grup przestępczych. Można ich nie lubić i nie pochwalać, ale nie trzeba od razu krytykować. Nie chcesz, to sobie nie rób.

Tatuaż
Trwały, wykonywany igłą i tuszem, może spowodować zakażenie i głęboką depresję z powodu niemożliwości jego usunięcia. Pamiętajmy też, że kiedyś dorośniemy. ... Tatuaż jest dobrze widziany w dyskotekach i klubach, gorzej - w biurach i na rodzinnych uroczystościach.
(fragment książki)

Śmiem się nie zgodzić i podejrzewam, że wiele osób, z różnych pokoleń i różnych grup społecznych, również parsknie na widok takiego komentarza. Tatuaże można usuwać, poza tym często mają dla osoby je posiadającej głębokie przesłanie symboliczne. Tak, znam to z autopsji.
Jak na autora, który prowadzi szkolenia z savoir vivre'u, "obserwuje zmieniające się obyczaje" i prowadzi rubrykę w jednym z najpopularniejszych czasopism dla kobiet, to niestety swoim szowinizmem, całkowitą ignorancją zmieniających się trendów i obcych kultur oraz, niestety, brakiem własnej kultury osobistej wystawia sobie bardzo marne świadectwo i nie stanowi wzoru do naśladowania. 

Powiem więcej, wygłaszając niektóre radykalne i ewidentnie potępiające komentarze, pokazuje raczej jak się nie zachowywać i czego nie mówić na głos w społeczeństwie coraz bardziej otwartym na nowości, a jednak wciąż uwrażliwionym ideologicznie. 

Za egzemplarz recenzencki jednak niezmiernie dziękuję wydawnictwu Muza.

Noc Kupały

Tytuł: Noc Kupały
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2016

Nie mogłam się powstrzymać! Tyle gadałam w domu o pierwszej części cyklu Kwiat paproci (klik - link do Szeptuchy), którą miałam przyjemność przeczytać ostatnio dzięki Sandrze z bloga Rosa Czyta, że rodzicielka się nade mną zlitowała i kupiła mi na imieniny dwa kolejne tomy! Czyli jednak nie ma czegoś takiego jak nadmiar książek! To bardzo budujące, biorąc pod uwagę, że już naprawdę nie mam ich gdzie upychać! ^_^ (Pozdrawiam mamę!)

Książka opowiada kolejne losy Gosi (Gosławy), której przeznaczeniem jest odnalezienie legendarnego kwiatu paproci, kwitnącego w Noc Kupały. Jej głównym zmartwieniem jednak jest to, komu oddać kwiat. Coraz większe grono bogów, ludzi i słowiańskich demonów zaczyna czyhać na jej życie. Bohaterka natomiast sporo ryzykuje, wdając się z nimi w układy, a do tego dochodzi jeszcze jej własna zazdrość, poczucie sprawiedliwości i miłość.

Robi się coraz bardziej dramatycznie, ale również coraz bardziej słowiańsko! Autorka w podziękowaniach opisuje jak przygotowała się do pisania o naszych starych obrządkach, dzięki czemu książka nabiera pewnej autentyczności. 

Język jest prosty, na początku miałam wrażenie, że autorka zapomniała jak stworzyła postać Mieszka. W pierwszych rozdziałach wydaje się on trochę inny niż Mieszko w pierwszym tomie, ale później wracamy już do pierwotnej koncepcji postaci i dowiadujemy się znacznie więcej o jego przeszłości. Ogólnie mam wrażenie, że książka była pisana w strasznym pośpiechu, co w dużej mierze można przypisać pracownikom wydawnictwa (tak, wszystko jest w podziękowaniach) i warto byłoby ją jeszcze stylistycznie dopracować. Ale nie zmienia to za bardzo faktu, że przeczytałam ją błyskiem. :D

Jeśli komuś spodobała się Szeptucha, to koniecznie musi sięgnąć po Noc Kupały, bo dopiero tutaj dowiadujemy się komu Gosława odda kwiat! Ponadto zwroty akcji na ostatnich kilkudziesięciu stronach stanowią duży plus!

piątek, 7 lipca 2017

Szeptucha

Tytuł: Szeptucha
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2016

Dotarła do mnie kolejna wędrująca książka! Tym razem Book Tour został zorganizowany przez Sandrę z bloga Rosa Czyta. Gdy tylko zobaczyłam, że Szeptucha może trafić i do mnie, od razu zgłosiłam się do zabawy.

Pozycja ta została wyróżniona mianem Najlepszej książki według plebiscytu portalu lubimyczytać.pl w kategorii "Literatura fantastyczna". I po przeczytaniu jej, wcale się nie dziwię!
Autorka już od pierwszej strony zachęca nas do lektury.

Drogi Czytelniku, 
czy  kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?
(fragment książki)

No cóż, długo mnie nie trzeba namawiać, gdy ktoś tak zarysowuje fabułę! Już od pierwszych stron dowiadujemy się, że akcja książki dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Mamy XXI w., owszem, są komórki i Internet, ale Królestwo Polskie nie dość, że nadal jest królestwem z monarchą na tronie, to jeszcze jest potęgą w Europie Wschodniej. Zachowała się również wiara w dawnych bogów i święta.

Główna bohaterka - Gosia (czyli Gosława) - skończyła właśnie studia medyczne i czeka ją obowiązkowy roczny staż u szeptuchy - znachorki, która jest pierwszą pomocą medyczną w każdej wsi, kobiety, która zna się na ziołolecznictwie i zaklęciach, ale która (nie dajmy się zwariować) wyśle do lekarza lub sama go wezwie, gdy choroba będzie tego wymagała. 

Gosia jako słowiańska ateistka oraz bardzo pragmatyczna i sceptyczna osoba wścieka się na samą myśl o tych praktykach, ponieważ nie chce być szeptuchą. Chce zostać lekarzem. Jednak mus to mus. Z przepisami nie wygrasz. Wyjeżdża zatem w rodzinne strony, gdzie okazuje się, że pogańskie bóstwa istnieją, ona od urodzenia wplątana jest w piękną legendę, a na horyzoncie pojawia się Mieszko - mężczyzna, dla którego zarwałam dwie noce.

Książka jest pisana językiem lekkim i przyjemnym, a fabuła wciąga od pierwszych stron. Jest przepowiednia, są zaklęcia, magia i miłość, ale przede wszystkim dawno zapomniane bóstwa, upiory i demony. Dzięki starodawnym imionom i obchodom np. Jarego Święta lub Zielonych Świątków w pogańskim, starosłowiańskim stylu autorka buduje magiczną i fascynującą atmosferę.

Kilka tygodni temu rozmawiałam z przyjaciółką o tym, że jej udało się przeczytać Starą Baśń Kraszewskiego, którą bardzo mi Szeptucha przypomina. Ja niestety poległam po kilkudziesięciu stronach i zarzekałam się, że nie wiem co by się musiało stać, żebym po nią znów sięgnęła. No cóż. Proszę jak wszystko się zmienia! :D Ada, odszczekuję wszystko, bo mitologia słowiańska zaczyna mnie fascynować jak dawno nic. 

Z drobnych minusów warsztatowych, autorka często w książce wyśmiewa amerykańską fantastykę dla młodych dorosłych, robiąc wyraźne aluzje do Zmierzchu, a sama powiela budowę powieści dla wspomnianej grupy docelowej, eliminując z fabuły rodziców i znajomych, czyniąc główną bohaterkę przeciętno-wyjątkową (szara mysza, która ma szczególne przeznaczenie lub zdolności) i przedstawiając nam postać tajemniczego i nieprzyzwoicie atrakcyjnego obiektu westchnień. Ale chyba dużo można wybaczyć, gdy ktoś porywa się na całkiem zapomnianą mitologię słowiańską i pisze tak lekko, że człowiek nie orientuje się, że na zegarku już 2 w nocy, a od rana trzeba wstać do pracy!

Książkę puszczam dalej w świat i bardzo dziękuję Sandrze z bloga Rosa Czyta za możliwość udziału w zabawie! 

Ekhm... i tak, zabieram się zaraz za czytanie drugiego tomu :D

niedziela, 11 czerwca 2017

Ścieżki północy

Tytuł: Ścieżki północy
Autor: Richard Flanagan
Rok: 2013 (Świat) / 2015 (Polska)

Istnieją na świecie książki, które są tak dobre, że gdy kończymy je czytać, nie wiemy co powiedzieć, bo trudno dobrać odpowiednie słowa.

Po paśmie poradników i książek młodzieżowych trafiłam na pozycję, która według polecenia miała być dobra, a okazała się rewelacyjna. Książka, która onieśmielała 500 stronami okazała się lekturą tak wciągającą, że przewracałam kartkę za kartką. 
Trudno napisać odkrywczą recenzję o zdobywcy nagrody Man Booker Prize (2014), o książce, którą określa się mianem australijskiej Wojny i pokoju.

Głównym bohaterem jest Dorrigo Evans - chirurg internowany w japońskim obozie, gdzie jeńcy są wykorzystywani przy budowie Kolei Śmierci w Birmie. Poznajemy go jeszcze w wieku dziecięcym, towarzyszymy mu w szkole, na wojnie, w pracy, w obozie jenieckim, wreszcie w życiu prywatnym. 

Opowieść jednak nie jest zbudowana linearnie, nie towarzyszymy mu od narodzin po śmierć. Autor skacze, kpiąc sobie z chronologii, co przez pierwsze kilkadziesiąt stron utrudnia lekturę, ale gdy już przywykniemy do narracji, będziemy w stanie podążać za tokiem rozumowania Flanagana.

Początkowo bałam się, że będzie to książka głównie o miłości, ale miłość, w jej romantycznym wydaniu, była jedynie fragmentem. Książka jest bowiem o wojnie, o śmierci, o mękach jeńców, ale również o niezachwianej i niemoralnej (z naszego punktu widzenia) zapalczywości i ideologiach oprawców. 

Co więcej, narracja nie pokazuje nam tylko głównego bohatera. Widzimy zatem co wojna robi z ludźmi, którzy byli z nim w obozie, zarówno z Australijczykami, Japończykami i Koreańczykami. Autor ukazuje przez co musi przechodzić mężczyzna, który widział wojnę z bliska, ale też zwraca uwagę na wystudiowane i udawane zrozumienie, na które sili się otoczenie, które nie umie sobie poradzić z demonami trawiącymi weteranów.

Naturalistyczne i szczegółowe opisy obozowego życia nie boją się ukazywać prawdy o śmiertelnym wyzysku i braku szacunku dla drugiego człowieka albo wręcz przeciwnie - o miłości i dobroci, które czasem jako ostatnie, niepozornie świadczą o człowieczeństwie. 

Miłość między kobietą a mężczyzną również pokazana jest jako intensywny romans i fascynacja, które mogą przerodzić się w iście hollywoodzki związek lub jako pasmo kłótni, sprzeczek, wspólnych wakacji, zmartwień, aż po wzajemny szacunek mimo braku głębszego zrozumienia i uczucia.

Książka porusza dogłębnie i cytaty na okładce świadczące o jej wyjątkowości nie kłamią. A to rzadkość. "Zostaje w pamięci na zawsze". "Wielka powieść". "Arcydzieło".

Jeśli macie ochotę na lekturę, która Was wzbogaci, to koniecznie trzeba sięgnąć po Ścieżki północy. Nie bójcie się opisów wojny i cierpienia. Nie bójcie się łez i wzruszeń. Takie książki trzeba pisać. I takie książki trzeba czytać.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Zakazane życzenie

Tytuł: Zakazane życzenie
Autor: Jessica Khoury
Rok: 2016 (Świat) / 2017 (Polska)

Po paśmie dość niefortunnych książek w końcu mój czytelniczy los się odmienił! Książka dotarła do mnie w formie listu poleconego, którego się nie spodziewałam (w zasadzie zapomniałam, że powinnam się go spodziewać), a po otworzeniu przesyłki znalazłam w niej zaadresowaną do mnie kopertę.

Później było już tylko ciekawiej!
Pierwszy raz miałam przyjemność wziąć udział w zabawie jaką jest booktour. Książka wędruje od czytelnika do czytelnika, aby później mogła bezpiecznie powrócić do właściciela - bogatsza o własną podróż i pewnie usatysfakcjonowana, że mogła cieszyć oczy i wyobraźnię tak wielu osób!

Po zapoznaniu się ze wskazówkami dotyczącymi kwestii organizacyjnych rzuciłam się w wir czytania! Zakazane życzenie opowiada nam historię Aladyna z perspektywy dżina, który jest kobietą! Jednak książka nie jest standardowo opowiedzianą historią, którą wszyscy znamy z legend lub bajki Disneya. Historia jest napisana od nowa i wzbogacona o przepięknie skonstruowane wątki historyczne tej wyśnionej krainy.

Mamy zatem walkę dżinów z ludźmi, jej genezę, dżina, który został zmuszony do zdrady i który wbrew wszelkim prawom i zakazom umie obdarzać śmiertelników miłością.
Aladyn jest cwanym, zręcznym i czarującym złodziejem, który ma własną historię do opowiedzenia i własne demony, z którymi uczy się walczyć. Jednak to nie on jest głównym bohaterem książki. To kobiety stają na czele fabuły i to one dyktują warunki. Mamy księżniczkę, która walczy z wujem - uzurpatorem i tyranem, mamy strażniczki, które pojawiają się w roli zręcznych i niebezpiecznych asasynów, ale przede wszystkim mamy Zahrę - dżina z lampy, który wbrew wszystkim wierzeniom jest istotną wszechpotężną, ale ma własne słabości i zdradza nieutracone człowieczeństwo.

Fabuła gna, wielowątkowość sprawia, że nie czytamy płytkiego fanfika na temat starej baśni, a samą magię tworzy język. Autorka ma przepiękny styl, jej zdania otulają czytelnika jak dym sączący się z magicznej lampy, o której czytamy. Barwność opisów, ale i nieprzeciętność metafor naprawdę zwala z nóg przy takiej lekturze. Zupełnie się tego nie spodziewałam! Tak jak zakończenia, do którego prowadzi uroczo prowadzona opowieść. Duży plus!

Szczególnie podziękowania należą się Joannie z bloga Favouread, która tak cudownie zorganizowała całą zabawę! Koperty zaadresowane do każdego uczestnika, przyjemna atmosfera i oprawa artystyczna całej przygody ciągle wywołują u mnie uśmiech!

Książkę puszczam dalej w świat i życzę kolejnej uczestniczce zabawy udanej lektury! :)

piątek, 2 czerwca 2017

Jesteś moją obsesją

Tytuł: Jesteś moją obsesją
Autor: Federico Moccia
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Od znajomych często słyszałam o filmie Trzy metry nad niebem, który powstał na podstawie książki tego włoskiego autora. Ekranizacja opowiada dość ckliwą historię o dziewczynce z dobrego domu, która zakochuje się w buntowniku na motocyklu. Nigdy nie miałam okazji (ani chyba ochoty) go obejrzeć.

Jednak skuszona tym, że już co nieco o autorze słyszałam, sięgnęłam po książkę Jesteś moją obsesją. Książka zaskoczyła mnie przede wszystkim swoją objętością - ma zaledwie 190 stron i można ją przeczytać w kilka godzin. Język jest prosty, być może aż nadto, ale książkę czyta się błyskawicznie. 

Fabuła opowiada nam o włoskim pisarzu (być może książka zatem jest z lekka autobiograficzna), który dostaje na Facebooku wiadomość od tajemniczej nieznajomej. Wiadomość jest na tyle intrygująca, że autor bez zastanowienia daje się wciągnąć w intrygę i wirtualny romans. 

Facet jest żonaty, a do tego ma dwuletnią córeczkę, ale ponieważ żoną już się znudził, pogrąża się w fascynacji tajemniczą kobietą, która prezentuje się jak psychofanka, która uwodzi znanego pisarza. Jednak mężczyzna bez większych wyrzutów sumienia kontynuuje flirt i jest gotowy się z nieznajomą spotkać.

Książka podkreśla temperament Włochów, ich zamiłowanie do przelotnych romansów, gorącą krew, problemy ze stałością uczuć oraz uwielbienie dla makaronu (serio!). 

Byłoby dobrze, gdyby główny bohater nie odrzucał mnie swoimi wartościami. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby zakończenie nie było przewidywalne. 

Dość irytujący jest również fakt, że autor nie potrafi sam określać pewnych zachowań lub zdarzeń. Robi mnóstwo odwołań do filmów, licząc że czytelnik sam sobie dopowie i wyobrazi jak czuje się główna postać. Znajdujemy zatem w tekście zwroty podobne do:
"Czułem się jak postać z filmu *tu pada tytuł*..."
"Taka sama sytuacja miała miejsce w *tytuł filmu*"
"To mi przypomina scenę z *tytuł filmu*"

Niestety książka mnie nie zachwyciła. W sumie reklamowana jest jako lektura dla kobiet, ale chyba niewiernym mężczyznom bardziej by przypadła do gustu. 

Za egzemplarz recenzencki jednak niezmiennie dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture.

sobota, 20 maja 2017

Lirogon

Tytuł: Lirogon
Autor: Cecelia Ahern
Rok: 2016 (Świat) / 2017 (Polska)

Cecelia Ahern wzięła się intensywnie za pisanie i przynajmniej raz w roku prezentuje światu swoją kolejną powieść.

Moja sinusoida uczuć związanych z jej twórczością nadal trwa, ale ma ona zdecydowanie łagodniejszy wymiar. Oznacza to, że po Skazie, którą byłam zachwycona, przyszła kolej na książkę, która powinna we mnie wywołać absolutne zniechęcenie. 

Okazało się jednak, że nie było aż tak źle. Gdy sięgnęłam po Lirogona byłam oczarowana klimatem irlandzkiej głuszy, w której ekipa filmowa przypadkiem odkrywa obecność dziewczyny, która potrafi naśladować wszystkie usłyszane dźwięki.

Laura, główna bohaterka, jest eteryczną, wręcz magiczną osobą, której opis sugerował fabułę z pogranicza realizmu magicznego, jednak autorka poszła w przeciwnym kierunku - w kierunku cywilizacji, mediów i hałasów miasta.

Dziewczyna, o której istnieniu nikt nie wiedział, nagle staje się dla trójki przyjaciół - ekipy filmowej, tworzącej dokumenty - szansą na kolejny wielki hit! Niewiele się zastanawiając, chcąc zdobyć fundusze na ten projekt postanawiają (niektórzy z oporami) wysłać dziewczynę do talent show, dzięki któremu dotrze ona do szerszego grona odbiorców. 

Wystraszona Laura, której odkrycie oznacza koniec dotychczasowego spokojnego życia, nagle wpada w machinę, która nie zatrzyma się, dopóki nie wyssie z dziewczyny ostatniego tchnienia. 

Książkę czyta się lekko, szybko, postacie są różnorodne, jednak na 450 stron fabuła jest jednotorowa i przewidywalna. 

Autorka stara się podkreślić różnorodność relacji opisując rozpadający się związek ludzi, którzy do siebie nie pasują, wplatając w fabułę małżeństwo dwóch kobiet, które spodziewają się dziecka i komentarz dotyczący zaniedbania irlandzkiej wsi przez młode pokolenia uciekające do miast, jednak głównie skupia się na krytyce programów rozrywkowych, które na siłę tworzą z utalentowanych osób celebrytów, którzy to z kolei zachłystują się sławą i nagłym zainteresowaniem ze strony tłumów i mediów. 

Osobiście nie urzekło mnie zatracenie się w medialnym szumie, ani zakończenie książki, chociaż wielu czytelnikom właśnie ono może się spodobać najbardziej. 

Książka jest jednak łatwą, choć niezbyt satysfakcjonującą pozycją. Wierni fani irlandzkiej pisarki na pewno będą czerpać z lektury przyjemność, a osoby, które autorki jeszcze nie znają, mogą uznać Lirogona za przyjemną książkę.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Akurat oraz firmie Business & Culture.

czwartek, 18 maja 2017

Złodziejka książek

Tytuł: Złodziejka książek
Autor: Markus Zusak
Rok: 2005 

Z książkami, które szybko stają się bestsellerami zawsze jest ten problem, że słyszy się o ich popularności więcej niż o samej fabule. Odrobinę zniechęcający był dla mnie również fakt, że książka jest oficjalnie kierowana do dzieci i młodzieży, a zaczynając jej słuchać (tak, to był audiobook, ale o tym za chwilę), pamiętałam słowa znajomej, że to dziwna książka. 
Otóż książka nie jest dziwna, ale nietypowa. Narratorem jest Śmierć, który (!) opowiada nam losy małej dziewczynki - Liesel - której przyszło dorastać podczas II Wojny Światowej. Mała Niemka trafia do rodziny zastępczej, w której odnajduje ciepło i miłość, choć nie zawsze okazywane są one w oczywisty sposób. 

Wydawać by się mogło, że opowieść, jedynie pozornie wrzucona w problematyczny okres w historii ludzkości, będzie opowiadała tylko o dziecięcych przyjaźniach, nastoletnich miłościach, fascynacjach i występkach. Chociaż książka przepięknie opisuje jakimi trudami obarczona jest dziewczynka, jakie uczucia nią targają, to szkic historyczny jest tak wyraźny, że momentami to on wyłania się nam na pierwszy plan, ukazując trudy ludzi, którzy nie zgadzali się z ogólnie przyjętą polityką.
Autor krytycznym okiem przygląda się sytuacji w Niemczech - zarówno życiu Niemców, jak i Żydów. W pouczający i momentami zabawny sposób zmusza czytelnika do refleksji nad ich losem, przypomina, że narodowość nie świadczy o charakterze człowieka, a dobre uczynki nie zostają zapomniane. Osobiście nie wiem, czy dziecko jest w stanie dostrzec drobne smaczki i niuanse w książce, które dorosłemu łamią serce.

Choć główną bohaterką książki jest Liesel Meminger, to nie opuszcza mnie wrażenie, że to jednak słowa są dla autora najważniejsze w całej tej opowieści. To kradzione książki ratują dziewczynkę przed wieloma smutkami, to słowa odczytywane w piwnicznych schronach uspokajają ludzkie lęki podczas nalotów, to słowa (odczytywane i spisywane) mogą uratować życie, to słowa mogą wyrządzić największą krzywdę lub doprowadzić najgorszych fanatyków do władzy, to w końcu słowa, te niewypowiedziane, mogą nieść ze sobą największy ciężar. 


Muszę przyznać, że książka poucza i wzrusza, pokazuje dobrych ludzi, którzy żyli w złych czasach, zwraca uwagę na wartości, których każdy powinien poszukać w sobie, ale też na historię, która okrutnie obeszła się z głównymi bohaterami.

Ponieważ było to moje pierwsze starcie z audiobookiem bałam się, że niektóre elementy książki mogą mi umknąć. Kiedyś próbowałam tak słuchać książki, ale wydawało mi się, że jest czytana za szybko, nie zostawiając mi czasu na refleksję i własną wyobraźnię. Jeśli ktoś będzie się zabierał za Złodziejkę książek w tym formacie, to śmiało polecam. Czystą przyjemnością jest zatopienie się w narracji Piotra Bąka, który tworzy słuchowisko pozostające nam w sercu na długo.

środa, 17 maja 2017

Czarny manuskrypt

Tytuł: Czarny manuskrypt
Autor: Krzysztof Bochus
Rok: 2017

Rok 1930, Gdańsk - Malbork - Kwidzyn. Niemcy walczący o powstanie z kolan, szalejący nacjonalizm i budzące niepokój działania NSDAP, legendy o zakonie krzyżackim, a przy tym wręcz rytualne mordy dwóch księży, którzy wcale tacy święci nie byli. 

Całą sprawą zajmuje się Christian Abell, radca kryminalny, który jest cyniczny, czasem nieokrzesany, oczytany, inteligentny, fascynujący kobiety i owiany aurą tajemniczości. Musiał przecież coś w przeszłości przeskrobać, skoro został niejako zdegradowany do pełnienia swoich obowiązków w mniejszej miejscowości.
Książka budzi we mnie szalenie sprzeczne uczucia. Z jednej strony to dobry debiut! Książka, od której nie sposób się oderwać, pisana wartkim językiem, który przypomina mi połączenie stylów Piekary i Krajewskiego. Męski, dość brutalny świat Pomorza, którym miotają nacjonalistyczne zapędy i początek fascynacji Hitlerem. 

Jesteśmy wręcz zasypani informacjami z historii Kwidzyna, starymi nazwami ulic, informacjami dotyczącymi kościołów, książek i nawet dzieł sztuki. Trzeba przyznać, że autor zna się na rzeczy, chociaż momentami niektóre informacje są zbędne, a jego zdjęcie na okładce nie wzbudza zaufania jeśli chodzi o historię sztuki.

Fabuła idzie gładko do przodu, mimo że autor próbuje wodzić nas trochę za nos. Tyle, że tym igraniem i zwodzeniem sam zapędza się w kozi róg. Tak bardzo stara się mydlić czytelnikowi oczy, aż sprawia, że część zakończenia staje się przewidywalna.

Postacie niestety są sztampowe, śledczy, który jest tak tajemniczy, że sam siebie nie rozumie, który nie umie się pogodzić z własnymi błędami i uczuciami świetnie by się sprawdził w filmie noir, ale na to Christian Abell musiałby poczekać jeszcze jakąś dekadę. Nieszczęśliwa mężatka, która wodzi oczami za naszym bohaterem jest płytka jak kałuża, ofermowaty pomocnik i histeryczno-choleryczny komisarz, któremu radca nie pasuje od samego początku, ale tak trzęsie portkami przed własnymi przełożonymi, że dla szybkiego zakończenia sprawy jest w stanie akceptować sarkastycznego typa, który jest dla niego skaraniem boskim. Wszystko mocno trąca sztampą i innym polskim kryminałem, który przerobiono na serial (nawet okładka jest podobna :/).
Tytułowy manuskrypt pojawia się w książce tak późno, że nie do końca czujemy satysfakcję z odkrywania zagadki, bo ostatnie dialogi są przegadane, a fakty podane na tacy. Trochę martwi fakt, że język jest zbyt współczesny.

3/4 książki intryguje. Później już jest jak jest.

Ogólnie jednak muszę stwierdzić, że książka jest przyjemną lekturą. Wiem, że podobała się osobom, które również się z nią zapoznały, więc może moja ocena wypadła zbyt surowo. Niewątpliwie trzeba docenić walory historyczne, budzące się w latach trzydziestych niepokoje polityczne oraz ciekawie oddany klimat Pomorza. Za to plus!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza i firmie Business & Culture.


sobota, 6 maja 2017

Szczęście. Poradnik dla pesymistów

Tytuł: Szczęście. Poradnik dla pesymistów
Tytuł oryginału: The Antidote: Happiness for People Who Can't Stand Positive Thinking
Autor: Oliver Burkeman
Rok: 2012 (Świat) / 2017 (Polska)

Macie po dziurki w nosie czytania poradników, które wmuszają w Was pozytywne myślenie? Oto książka dla Was! 
Autor na samym początku przedstawia nam relację z biznesowego seminarium motywacyjnego, gdzie entuzjazm prelegentów, jak i uczestników aż się wylewa ze stadionu, na którym odbywa się całe spotkanie. 

Mężczyzna, który twierdzi, że zaraz wyjawi mi sekret ludzkiego szczęścia, ma osiemdziesiąt trzy lata i jest niepokojąco opalony na pomarańczowo, co działa na niekorzyść, jeśli chodzi o jego wiarygodność. Dopiero minęła ósma w grudniowy poranek, jesteśmy na spowitym w ciemnościach stadionie do koszykówki na peryferiach miasta San Antonio w Teksasie i - według pomarańczowego pana - zaraz dowiem się "tej jednej rzeczy, która zmieni na zawsze moje życie." (...)
"Czyli chcecie się tego dowiedzieć?" - pyta osiemdziesięciolatek, którym jest doktor Robert H. Schuller (...). Tłum ryczy, wyrażając swoją akceptację. Jestem Brytyjczykiem, a my nie należymy do ludzi, którzy zazwyczaj wyrażają aprobatę za pomocą ryku podczas wykładów motywacyjnych na teksańskich stadionach do koszykówki, lecz atmosfera częściowo obezwładnia moją powściągliwość. Ryczę w cichości.
(fragment książki)

Już na pierwszej stronie daje się wyczuwać sceptycyzm autora, który krytycznie patrzy na "globalny przemysł pozytywnego myślenia" oraz na wszystkie te poradniki, które każą nam się zmotywować, zwizualizować swoje szczęście i wyznaczyć sobie ścisłe cele na przyszłość jako kamienie milowe naszej samorealizacji. 

Burkeman w naukowy (poparty gigantycznym researchem i cytatami), ale przystępny i zabawny sposób proponuje nam inne podejście. Uczciwie stwierdza, że nie ma czegoś takiego jak uniwersalna definicja szczęścia, ponieważ ile ludzi, tyle opinii. Podsumowuje również, że szczęście najczęściej doceniane lub zauważane jest z perspektywy czasu, w formie naszych wspomnień - jest to raczej coś, co dostrzegamy kątem oka, a nie stajemy z nim twarzą w twarz. 

Ponadto, w swoich badaniach sięga do klasycznych dzieł filozoficznych i religijnych, podkreślając, że tak chorobliwy pościg za szczęściem nie leży u podstaw żadnego z nich. 

Autor opisuje zatem dokładnie podejście stoików, buddystów, podkreśla jak destrukcyjne może być stawianie sobie celów (słynna i fatalna w skutkach wyprawa na Everest w 1996 r.), ale przede wszystkim sam testuje na sobie różne metody i praktyki!

Odnajduje zatem prawdziwego stoika, który żyje zgodnie ze starożytnymi zasadami - spodziewaj się najgorszego, to docenisz szczęście. Stoicyzm to nie rezygnacja i bierność jak błędnie uważa się współcześnie, ale akceptacja negatywnych emocji i wydarzeń, uświadomienie sobie, że nie nad wszystkim mamy kontrolę oraz przystępowanie do działań dopiero po spokojnym przeanalizowaniu sytuacji. 

Spędza tydzień na amerykańskim odludziu, aby wyciszyć się zgodnie z metodami buddyjskimi, gdzie dokładnie opisuje plusy i minusy tego przeżycia. Rozmawia z filozofami na całym świecie, jedzie do Meksyku, aby zrozumieć kult śmierci i obchody Święta Zmarłych. Nie wciska nam wygrzebanych z czeluści Internetu cytatów, których sam by nie przeanalizował lub nie zbadał osobiście. To naprawdę imponujące!
Mam wrażenie, że mogłabym o książce pisać jeszcze długo, bo jest to naprawdę dobra pozycja, która według mnie nie jest poradnikiem w ścisłym tego słowa znaczeniu. To raczej zbiór różnych ideologi, które same sobie mogą zaprzeczać, ale autor jest tego świadomy i proponuje z każdej z nich wykorzystać to, co będzie nam aktualnie potrzebne. Gdzieś przeczytałam, że książka została odebrana jako "reportaż z pogranicza psychologii i filozofii" i w pełni się z tym zgadzam!

W pokrętny sposób, akceptując to co najgorsze, przygotowując się na wszelkie złe scenariusze zgodnie ze starożytnymi i współczesnymi filozofiami, rozmyślając o tym co nieuniknione, być może, w taki właśnie sposób można osiągnąć szczęście, doceniając to co tu i teraz. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture. 

piątek, 5 maja 2017

Mitologia nordycka

Tytuł: Mitologia nordycka
Autor: Neil Gaiman
Rok: 2017

Gdy tylko dowiedziano się, że Gaiman ma zamiar wydać Mitologię nordycką, wszyscy jego fani (i nie tylko) oszaleli z zachwytu. Moje doświadczenie z tym autorem nie wypadło do tej pory pomyślnie - po przeczytaniu Księgi cmentarnej doszłam do wniosku, że to literatura dla bardzo młodej młodzieży, żeby nie powiedzieć otwarcie, że dla dzieci. Nie spodobała mi się fabuła, język, no po prostu nic. Mojemu Wikingowi kupiłam Amerykańskich bogów i też tak jakoś z trudem przebrnął. Doszłam do wniosku, że nic na siłę. Nie ten autor, to inny. 
Ale to przecież mitologia nordycka! Dla kogoś, kto przezywa swojego partnera Wikingiem i ma 1/3 tatuaży w stylu skandynawskim jest to pozycja nie do pominięcia!

I to nie jest styl Gaimana, który znałam. To po prostu... mitologia! Książka nie jest opasła, to zaledwie około 230 stron, ale zawiera wybrane mity, podzielone na krótkie rozdziały, które stanowią oddzielne opowieści. I jest to mitologia właściwa, a nie Marvelowskie koloryzowanie bohaterów i wciskanie ich w obcisłe lateksowe kostiumy! Loki jest przebiegły, okrutny, ale też psotny i nieprzewidywalny, Thor jest silnym przygłupem, a Odyn wcale nie jest dobrym wujkiem, który tylko posłuży mądrą radą. Boginie są niezależne, wściekają się, gdy ktoś zmusza je do małżeństw, olbrzymy chodzą po świecie, a sami bogowie? Są od siebie tak różni jak ludzie - jedni są mądrzy, inni irytująco głupi, co Loki często wykorzystuje. 

Mitologia rozpoczyna się oczywiście od stworzenia świata, a kończy na Ragnaröku, Zmierzchu Bogów. Co ciekawe, w tej mitologii koniec świata wcale nie jest końcem ostatecznym. To raczej forma odrodzenia, po której gra zaczyna się od nowa!
Gaiman we wstępie opisuje skąd się wzięła jego fascynacja Asgardem oraz z jakich źródeł korzystał. Podkreśla, że niewiele opowieści zachowało się do czasów współczesnych, a te które przetrwały w formie ludowych wersji i poematów zostały spisane dopiero w czasach, gdy chrześcijaństwo wyparło już wiarę w nordyckich bogów (co już może trącać przekłamaniami). 

Wiele opowieści, poetyckich przenośni i opisów utraciliśmy, ale to co zostało, jest wysoce cenione. Autor nie przytacza wszystkich mitów, a te, które znajdziemy w książce są jego interpretacją - dość wierną i ciekawie napisaną.

Zatem jeśli zastanawialiście się czy warto sięgnąć po tę pozycję, to śmiało polecam! Jeśli chcecie się dowiedzieć jak żyli nordyccy bogowie, jak postrzegali ich ludzie oraz jakich czynów dokonywali, to Mitologia nordycka Gaimana jest właśnie dla Was!

PS
Chciałam jeszcze zwrócić uwagę na wspaniałą okładkę! Wystarczy na nią zerknąć i już przenosimy się do zupełnie innego, fantastycznego wymiaru! 

PS2
Cokolwiek bym nie mówiła o Amerykańskich bogach, czekam na serial! Widzieliście już zwiastun?

wtorek, 11 kwietnia 2017

Never Never

Tytuł: Never Never
Autor: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Rok: 2016

O Colleen Hoover słyszałam już dużo - jej książki (które tworzą gatunek New Adult, z którym spotkałam się po raz pierwszy) są rozchwytywane nie tylko przez nastolatków i młodych dorosłych, ale również przez... dorosłych dorosłych :D Blogosfera zawsze się ożywia, gdy nowa pozycja od tej autorki wchodzi na rynek. 

Tarryn Fisher również kojarzyłam, bardziej z okładek niż z recenzji. Z opisów, które znalazłam wynika, że jej twórczość to powieści dla kobiet.  

Fabuła Never Never opiera się na przeżyciach pary nastolatków, którzy nie pamiętają kim są. Nagle znajdują się w szkole, w trakcie lekcji, nie pamiętając jak się tam znaleźli, ani nawet jak mają na imię. Po wskazówkach, śladach, które zostawili sobie sami przed utratą pamięci oraz dzięki rozmowom z zaufanymi i najbliższymi osobami, próbują ustalić co się stało i jak to wszystko odkręcić. 

Nie pamiętając kim byli, ani co ich łączyło, patrzą na swoje dotychczasowe życie, ich związek i analizują wszystkie swoje zachowania. Okazuje się, że nie podoba im się to jacy byli, z zaskoczeniem odkrywają swoje sytuacje rodzinne.
Mając świeże spojrzenie, są w stanie dostrzec więcej (złego i dobrego) niż do tej pory. Jednak gdy Silas chce zrobić wszystko by odzyskać miłość Charlie, ona jest przerażona własnym życiem i nie jest przekonana, czy chce do niego wrócić. 

Wszystko układałoby się po ich myśli, gdyby po 48 godzinach nie utracili pamięci... ponownie!

Książka wciąga, jest lekturą przyjemną, nienaciąganą i niesztampową. Poboczne wątki (karty tarota, Nowy Orlean, stara posiadłość, zdrady i oszustwa finansowe) dają dużo do myślenia i... niestety to wszystko. Nie są one rozwinięte, autorki zostawiają je same sobie lub urywają jednym "podsumowującym" zdaniem. Za to ogromny minus dla książki, ponieważ właśnie te wątki mają niesamowity potencjał i gdyby oprzeć na nich fabułę, zakończenie nie wydawałoby się takie... nijakie. Chociaż epilog przyjemnie zaskakuje i zamykamy książkę z uśmiechem. 

Jako lekka lektura na weekend, książka się sprawdza. Spodziewałam się czegoś z fajerwerkami, może dlatego jestem trochę rozczarowana, ale nie przekreślam autorek i jeśli będę miała okazję, to chętnie przeczytam inne pozycje (zwłaszcza Colleen Hoover) ;)

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

SMARTFOOD

Tytuł: Dieta SMARTFOOD
Autor: Eliana Liotta oraz Pier Giuseppe Pelicci i Lucilla Titta
Rok: 2016 (Świat)/ 2017 (Polska)

Poradniki żywieniowe są ostatnio tak popularne, ponieważ ludzie wiedzą, że źle się odżywiają i chcą to zmienić. Jedni będą się trzymać rygorystycznej diety i katorżniczych ćwiczeń, inni rzucą taką książkę w kąt, bo przecież każda dieta zaczyna się "od jutra". 

A co, gdybyśmy trafili na książkę, która wcale nie każe nam się głodzić i chodzić 7 razy w tygodniu na siłownie? Co z książką, która proponuje nie tylko jak zmienić swoją dietę, ale także jak zmienić nastawienie do jedzenia?
Dieta SMARTFOOD została opracowana przez włoskich naukowców, którzy w Europejskim Instytucie Onkologicznym w Mediolanie zaczęli badać jedzenie pod względem właściwości leczniczych i rakotwórczych. 

Podczas swoich badań wyselekcjonowali 30 produktów, które są SMART, czyli mądre. Ponadto, podzielili je na 2 kategorie: na jedzenie, które reguluje długość życia oraz takie, które chroni nas przed chorobami. 

Nikt nie zmusza nas do jedzenia tylko i wyłącznie tych 30 produktów, jednak wielokrotnie w książce podkreśla się, że zdrowie i odpowiednia masa ciała idą ze sobą w parze. 

Autorzy powtarzają, że im mniej jemy, tym lepiej. Organizm po prostu skupia się na innych czynnościach, a nie tylko na przerabianiu pokarmu i magazynowaniu mniej lub bardziej zdrowych substancji.

Co jednak najbardziej może się spodobać czytelnikom to to, że widać, że książkę pisali Włosi! Ich zamiłowanie do życia, jedzenia, hedonizmu (!) jest widoczne, co wzmacnia poczucie, że nikt nie każde nam ograniczyć się do sałaty i kawy na okres 4 miesięcy! W książce znajdziemy cytaty, odniesienia do sztuki i kultury - dzięki temu lektura nie zmienia się w jeszcze jeden wykład na temat prawidłowego odżywiania. 

Dieta SMARTFOOD jednak kierowana jest do osób, które naprawdę chcą wprowadzić zmiany w swoim życiu. Naukowcy oferują nam narzędzia, które możemy dowolnie stosować! Sami podkreślają, że nie chodzi o rygor, tylko o świadomość. A wtedy pójdzie jak z górki! Porównują oni swoje metody do popularnej gry Scrabble, gdzie wręczono nam litery, ale sami układamy z nich słowa!
Ciekawostki:
- 100 g marchwi pokrywa 100% dziennego zapotrzebowania na witaminę A;
- 1 surowa papryka pokrywa dzienne zapotrzebowanie na witaminę C;
- olej z sałaty jest dobry na bezsenność;
- truskawki działają przeciw utracie pamięci;
- spożywanie codzienne 1-2 kostek ciemnej czekolady obniża ciśnienie.

Chcecie więcej? Wiele więcej ciekawostek znajdziecie w książce. Autorzy wyjaśniają nam czemu się starzejemy, jak nasz metabolizm jest związany z DNA i uwarunkowaniami historycznymi, ale też prezentują fakty i mity związane z poszczególnymi produktami. Na wiosnę jak znalazł!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business and Culture.

wtorek, 21 marca 2017

Magia olewania - rozdanie!

Dzisiejszy post będzie krótki, ale dzieje się w nim dużo dobrego!

Razem z wydawnictwem Muza przygotowałam dla Was rozdanie! Pamiętacie ostatnią recenzję? Magia olewania bardzo przypadła Wam do gustu i wyraziliście ogromne zainteresowanie tą pozycją. 
Dla przypomnienia podrzucam link do recenzji: klik!

W tym tygodniu (konkurs trwa do soboty, do końca dnia) możecie wygrać własny egzemplarz tej książki. Co należy zrobić?

Na Facebooku pod grafiką konkursową wystarczy napisać komentarz dlaczego książka powinna trafić właśnie do Was!
 Rozdanie
Na fanpage Redhead in Wonderland możecie przejść przez powyższą grafikę lub za pośrednictwem tego linku: klik!

Wyniki rozdania opublikuję w niedzielę - również na Facebooku, więc warto śledzić profil i zostać na dłużej.

Powodzenia! :)

niedziela, 12 marca 2017

Magia olewania

Tytuł: Magia olewania
Autor: Sarah Knight
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Przyznaję, że na początku urzekł mnie oryginalny tytuł książki: The life changing magic of not giving a f*ck! Jeśli ktoś ma odwagę tak zatytułować książkę, to można spokojnie liczyć na to, że i w środku znajdziemy jakieś rewelacje.

Książka jest krótka, razem z podziękowaniami ma 206 stron, ale jest to najlepszy poradnik jaki kiedykolwiek przeczytałam! I myślę, że przez wiele lat nic go nie przebije. Dawno nie czytałam tak sensownego i ironicznego poradnika, przy którym ciągle się śmiałam!

Autorka zainspirowała się Magią sprzątania Marie Kondo (tutaj moja recenzja - klik!) i wysprzątała swój dom według wskazówek. Ale doszła do wniosku, że czegoś jej nadal brakuje. Albo odwrotnie - czegoś ma nadal za dużo. Sarah Knight miała za dużo zmartwień! Przejmowała się wszystkim tym, co powiedzą koledzy z pracy, jej własna matka, obcy ludzie. Ciągle próbowała sprostać czyimś oczekiwaniom. Aż w końcu powiedziała, że z tym koniec.

Inspirując się Magią sprzątania postanowiła uporządkować swój umysł. Wyciągnęła na światło dzienne wszystkie zagadnienia, którymi się przejmowała i na które traciła czas, energię i pieniądze i wykreśliła te, które uznała za zbędny balast w jej życiu. 

Wzorem Marie Kondo autorka proponuje nam różne kategorie rzeczy, spraw i ludzi, z którymi mamy się rozprawić i oszacować, czy naprawdę warto się zadręczać telekonferencjami w pracy lub zaproszeniem na imprezę, na którą naprawdę nie chcemy iść. 

Jednak nie chodzi tu tylko o wykręcanie się, wymówki lub złośliwości. Autorka wielokrotnie (!) podkreśla, że metoda Zero Żalu, którą nam proponuje opiera się na szczerości i uczciwości, ale nie może być pomylona z chamstwem! Mamy żyć w zgodzie ze sobą, ale nie możemy być przy tym wrednymi zołzami/dupkami, które wypinają się na wszystkich dookoła!

Metoda Zero Żalu w dużej mierze polega na tym, żeby coś sobie odpuszczać albo czymś się przejmować w aktywny sposób.
fragment książki (str. 188)

Czyli chodzi o ustalenie priorytetów! Im więcej przykładów w książce odnajdujemy, tym częściej  zdajemy sobie sprawę, że to po prostu zdrowy rozsądek i szacunek dla naszych własnych nerwów! Naprawdę nie warto zadręczać się AŻ tak bardzo tym co myślą inni. Inaczej skończymy przepraszając, że żyjemy.

Książka napisana jest tak sympatycznie sarkastycznym językiem i podaje takie przykłady, że non stop nad nią chichoczemy! Ponadto ciągle też kiwamy głową, po cichu stwierdzając, że autorka ma całkowitą rację!

Dla przykładu podam Wam moją listę rzeczy, którymi chcę się przejmować i które postanawiam olewać. Stworzyłam ją według wskazówek w książce:

                                                                     

Jeśli i Wy chcecie odetchnąć, pozbyć się zagadnień, od których trudno Wam się uwolnić przez panujące dookoła stereotypy, lęk przed awanturą lub wyrzutami sumienia, to ta książka jest dla Was! Autorka proponuje tak zdroworozsądkowe podejście, że nie dość, że obejdzie się bez awantur przy świątecznym stole, gdy daleki wujek zacznie się kłócić o politykę, a Wy grzecznie odmówicie zaangażowania w dyskusję, to jeszcze wszyscy Wam za to w duchu podziękują! A nawet jeśli przemiana Wam do końca nie wyjdzie, to przynajmniej naprawdę ubawicie się nad tą pozycją! Z ręką na sercu - trudno było się od niej oderwać! ^_^

To co? Ktoś chciałby egzemplarz? :D
Szczegóły dotyczące rozdania znajdziecie tutaj: klik! Powodzenia!

PS
Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture. Always a pleasure!

niedziela, 5 marca 2017

Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą

Tytuł: Rozpraw się ze swoją wewnętrzną jędzą. Jak zacząć kochać samą siebie, a przestać się niszczyć.
Autor: Amy Ahlers, Christine Arylo
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Książka o bardzo długim, ale też oczywistym tytule wpadła w moje ręce i chwilę postała na półce, zanim przemogłam się, żeby po nią sięgnąć. Z pozoru prezentuje się przecież jako kolejny przesadnie optymistyczny poradnik, który ma odmienić nasze życie.

Ale po przeczytaniu zaledwie kilku stron przekonałam się, że ta książka akurat niesie ze sobą przesłanie, które bagatelizujemy. Po co kochać siebie, skoro mamy tyle do zrobienia? Skoro i tak nie damy rady pokonać naszych złych nawyków, skoro zawsze jest coś ważniejszego przed nami? Ano po to, żeby inaczej spojrzeć na nasze możliwości, aby lepiej się poczuć we własnej skórze i w końcu zacząć darzyć siebie szacunkiem, wyrozumiałością i miłością. 
Autorki prezentują nam 13 typów wewnętrznych złośnic, które siedzą w każdej kobiecie (i mężczyźnie, ale książka głównie skierowana jest do płci pięknej) i sączą nam jad do ucha. To te wredne jędze są odpowiedzialne za wszystkie piskliwe lub wrzaskliwe czarnowidztwo, które odbywa się w naszych głowach, gdy tylko zmagamy się z jakimś problemem w naszym życiu. Skąd się wzięły? Po co to wszystko robią?

Gdy zaczynałam lekturę, zdiagnozowałam u siebie objawy aż 9 różnych typów. Sporo, prawda? Autorki uprzedzają, że ze względu na różne doświadczenia życiowe, każda z nas ma indywidualne połączenie różnych kategorii, ale im dalej w las, tym precyzyjniej potrafiłam zawęzić wyniki. 

Ostatecznie ustaliłam, że dominująca u mnie wewnętrzna złośnica to Pochłaniaczka osiągnięć, która nie pozwala mi się cieszyć sukcesami, bo przecież zawsze można osiągnąć więcej, Zajęcioholiczka, która wpędza mnie w poczucie winy, gdy tylko pozwalam sobie na chwilę wytchnienia, Królowa porównań, która syczy mi do ucha, że wszyscy dookoła są lepsi ode mnie i nigdy im nie dorównam oraz Perfekcjonistka, która otwarcie stwierdza, że jeśli czegoś nie zrobiłam idealnie, to do niczego się to nie nadaje. Istny panteon gwiazd, który wpędza mnie w poczucie winy, nerwicę i kompleksy. 

Przyznam szczerze, że gdyby książka nie podpowiedziała mi jak moja wewnętrzna zołza sobie radzi i co mi próbuje przekazać, to pewnie nawet nie wiedziałabym, że ona w ogóle istnieje. Ale odkrycie jej istnienia to jedno, a próba poradzenia sobie z nią, to co innego. 

Autorki, które założyły Szkołę Reformowania Wewnętrznych Złośnic są specjalistkami w swoim fachu i od lat zawodowo pomagają kobietom, które boją się słuchać wewnętrznej intuicji i sprzeciwić panującym dookoła schematom i stereotypom. 

...w mainstreamowej kulturze naszych czasów kobieca intuicja została zepchnięta z piedestału, zapomniana i niedoceniona. Tę potężną siłę ukrywa się pod lekceważącym (i szowinistycznym) określeniem chłopski rozum lub całkowicie ośmiesza, nazywając ją "babskim jojczeniem", "zabobonami", "byciem przewrażliwionym". Nic dziwnego, że niechętnie dopuszczasz do siebie głos swojej intuicji i nie masz pewności, czy powinnaś za nim podążać.
fragment książki (str. 216)

Podtykając nam takie stwierdzenia pod nos, autorki umacniają nas w przekonaniu, że warto słuchać siebie. Ponadto zamieściły w książce wiele przykładów z własnych doświadczeń oraz doświadczeń kobiet, którym pomogły i zachęcają gorąco do korzystania z materiałów na ich stronie internetowej: Inner Mean Girl Reform School, skąd można pobrać np. muzykę, wziąć udział w quizach oraz przejść własny, indywidualny kurs przemiany.

Sama książka składa się z 3 części. W pierwszej z nich poznajemy i określamy kim jest nasza wewnętrzna zołza. W drugiej odkrywamy, że siedzi w nas jeszcze inna osóbka, która jest naszą wewnętrzną mądrością i że to jej rad powinnyśmy słuchać. Trzecia część książki, to wskazówki podpowiadające jak uporać się ze złośnicą i jak zaprzyjaźnić się z naszym wewnętrznym guru. 
Niektóre wskazówki, przyznaję, wyglądają na typowo amerykańskie przemiany coachingowe dla nawiedzonych, a większość przykładów z życia wziętych dotyczy kobiet, które nagle postanowiły rzucić pracę i przeprowadzić się na drugi kraniec kraju i brak tu większego zróżnicowania. Ponadto książka mogłaby być o jakieś 70 stron krótsza, bo o ile rozumiem motyw powtarzania w kółko tych samych prawd na sesji terapeutycznej, to w tekście pisanym zaczyna to być męczące. 

Jednak pomijając te odrobinę techniczne mankamenty, książka otwiera oczy i pomaga zrozumieć, że nie musimy zawsze być w stanie sprostać wymaganiom wszystkich dookoła, że najważniejsze jest, abyśmy przede wszystkim zrozumiały, że jesteśmy wystarczająco dobre, silne i inteligentne i że kobiety, zamiast się krzywdzić i rywalizować ze sobą za wszelką cenę, powinny się wspierać i otaczać przyjaźnią. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza oraz firmie Business & Culture.



piątek, 24 lutego 2017

SuperBetter

Tytuł: SuperBetter
Autor: Jane McGonigal
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)

Każdy z nas ma problemy. Nie ma ludzi idealnych, którzy radzą sobie ze wszystkimi przeciwnościami losu. Niektóre z tych problemów siedzą tylko w naszej głowie, inne wynikają z naszych doświadczeń, chorób lub wypadków. A co by było, gdybyśmy mogli sobie z nimi radzić? Sami, bez pomocy lekarzy i farmaceutyków? Co musimy zmienić w naszym myśleniu, żeby poradzić sobie z bólem, złym nastrojem i niepowodzeniami?
Jane McGonigal proponuje niewiarygodne rozwiązanie. Każe nam zamienić nasze życie... w grę! Autorka jest pierwszą osobą na świecie, która napisała doktorat na temat psychologicznych sił graczy, zatem doskonale wie jakie cechy osobowości są wyzwalane, gdy stajemy twarzą w twarz z wyzwaniem.

Metodę SuperBetter McGonigal przetestowała na sobie, po tym jak doznała wstrząśnienia mózgu i miała problemy z powrotem do zdrowia: dręczyły ją okropne bóle głowy, miała problemy z koncentracją i zapamiętywaniem, a co za tym szło, była przygnębiona i sfrustrowana. I właśnie wtedy postanowiła, że tak łatwo się nie podda. Zaczęła wyznaczać sobie małe cele, proste zadania, które na dłuższą metę pozwoliły jej w końcu wyzdrowieć. 

Ale metoda SuperBetter to nie tylko zadania, które sami wykonujemy. To też znajdywanie sojuszników, którzy nam pomogą w rozgrywce oraz pokonywanie czarnych charakterów. Zupełnie jak w grze!

Książka dokładnie opisuje jak zacząć dostrzegać plusy zwykłego życia, ale też jak ciągle rozwijać swoje umiejętności fizyczne, psychiczne, emocjonalne i społeczne. A zadania te są proste: wystarczy uścisnąć komuś dłoń, zrobić kilka kroków, pstryknąć palcami 50 razy. Im dalej w las, tym polecenia stają się bardziej wymagające. Ale przecież w grze jest tak samo! Nabijając kolejne poziomy, gra staje się coraz trudniejsza. A jaką odczuwamy satysfakcję, gdy już pokonamy tego koszmarnego bossa! :D 

Książka podzielona jest na trzy części. Pierwsza z nich zawiera dużo teorii, ponieważ autorka przeprowadziła wieloletnie, szczegółowe badania w wielu instytutach, aby potwierdzić słuszność całego przedsięwzięcia. Znajdziemy tam zatem cytaty czysto akademickie, ale też ciekawostki naukowe, w które czasem trudno uwierzyć, a jednak poparte są badaniami!
 
Druga część książki skierowana jest już do czytelnika, czyli otwarcie mówi nam "Jak obudzić w sobie gracza". Autorka domyśla się, że początki mogą być trudne, zwłaszcza u osób, które nie grają w gry, ale krok po kroku wyjaśnia nam jak mamy postępować, aby zyskać z tej metody jak najwięcej. 

Trzecia część książki to "Przygody", czyli rozbudowane zadania, abyśmy mogli kontynuować naszą rozgrywkę i jednocześnie umacniali nasze umiejętności emocjonalne, psychiczne, fizyczne i społeczne, gdy już poznamy podstawy, czyli nauczymy się grać.

Na niektóre zadania autorka każe nam przeznaczyć kilka dni, a nawet tygodni. Inne możemy zrealizować dosłownie w 30 sekund.

Co chyba jednak najważniejsze, to fakt, że autorka opublikowała tę metodę w internecie i zgłaszają się do niej ludzie, którzy całkowicie odmienili swoje życie - ktoś poradził sobie z depresją, ktoś uporał się z ważnym życiowym wyzwaniem. To dowody, że nasze nastawienie i współpraca z innymi mogą naprawdę zdziałać cuda. 

Mi zostało jeszcze kilka zadań z książki do zrealizowania, ale polecam ją każdemu, kto choć odrobinę interesuje się psychologią, marzy o tym, aby bezboleśnie zmienić swoje nastawienie do problemów i wyzwań oraz czerpać satysfakcję z kolejnych poziomów, które przechodzimy w realnym życiu. 

Dla osób, które chętnie by książkę przeczytały, zorganizowałam razem z wydawnictwem Czarna Owca rozdanie! Szczegóły znajdziecie pod tym linkiem:

Rozdanie

Link do rozdania: klik!
Link do osobnego postu dotyczącego rozdania: klik!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca oraz firmie Business & Culture,  a Wam życzę powodzenia! Rozdanie trwa do końca weekendu: wyniki opublikuję w niedzielę wieczorem.

środa, 22 lutego 2017

Rozdanie!

Pierwsze rozdanie w historii bloga. Pięknie się złożyło, bo właśnie osiągnęliśmy nowy rekord:
15 000! Jesteście niesamowici i dziękuję każdemu z osobna i za każde pojedyncze wejście! Miło wiedzieć, że zaglądacie tu i czytacie moje recenzje, a co najważniejsze, że komentujecie i możemy się wymieniać spostrzeżeniami na temat książek! Bardzo dziękuję!

Ale razem z nowym rekordem wyświetleń udało mi się nawiązać nową współpracę. Jeszcze w tym tygodniu możecie się szykować na recenzję nowej książki. Niespodzianką jest to, że sami możecie tę książkę ode mnie dostać. 

Dzięki uprzejmości wydawnictwa Czarna Owca mam dla Was 1 egzemplarz książki SuperBetter autorstwa Jane McGonigal. Książka podpowiada nam jak radzić sobie z lękami i niepowodzeniami w naszym życiu, zamieniając je w grę! Skupiając się na drobnych zadaniach możemy wzmocnić siebie i łatwiej osiągać większe cele. Autorka napisała doktorat na temat psychologicznych sił graczy, co jest fenomenem samo w sobie. 

Aby wygrać książkę należy:
1. Polubić fanpage Redhead in Wonderland na Facebooku. (link do profilu)
2. Udostępnić tę grafikę u siebie na profilu:
Grafika konkursowa na Fb
3. Zostawić komentarz (na Facebooku) pod wyżej wspomnianą grafiką (link do grafiki).

Już w piątek na blogu ukaże się recenzja książki. Po zapoznaniu się z nią zostanie Wam jeszcze weekend na zabawę i udostępnianie posta.

Jeszcze raz wszystkim dziękuję i życzę Wam wszystkim powodzenia!