09:14:00

Głębia

Głębia
Rok 1914. Szwecja stawia swoją marynarkę w najwyższej gotowości. Mimo że oficjalnie kraj przyjmuje neutralne stanowisko w konflikcie, to wśród oficerów i społeczeństwa da się zaobserwować z kim sympatyzuje większość. Jednak główny bohater ma własne aspiracje i problemy, z którymi się zmaga.

Tytuł: Głębia
Autor: Henning Mankell
Rok: 2004 (Świat) / 2017 (Polska)
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-3724-3

Lars Tobiasson-Svartman jest inżynierem, któremu wyznaczono specjalne zadanie zmierzenia głębin morskich i wyznaczenia nowego kanału żeglugowego. Okręty są coraz większe i cięższe, a w razie otwartego konfliktu marynarka musi mieć niewyznaczone do tej pory, tajne trasy, dzięki którym szybko i bezpiecznie pokona duże odległości. 

I właśnie te odległości są największą pasją Svartmanna. Potrafi on bez problemu odmierzać czas, odległości między obiektami, odległości na morzu oraz głębokości. Głębiny stanowią jego największą fascynację - marzy on bowiem, aby pewnego dnia natrafić na taki rozłam w dnie morskim, gdzie sonda miernicza nigdy się nie zatrzyma. Chce znaleźć głębię bez dna. 

Pełniąc swoje obowiązki na morzu, pewnego dnia dopływa do małej wysepki, którą, ku jego zdziwieniu, zamieszkuje samotna kobieta. Od tego momentu inżynier nie jest w stanie myśleć o niczym innym. Fascynacja tą kobietą przywykłą do mrozu, sztormów i samotności przejmuje nad nim kontrolę. 

Aby do niej wracać, wielokrotnie posuwa się do kłamstw, oszustw, zbrodni i wyzbywa się całkowicie moralności, tylko po to, aby ostatecznie znaleźć tę wymarzoną głębię właśnie w sobie.

Przemiana głównego bohatera lub raczej stopniowe poznawanie jego osobowości opisane jest językiem zimnym, spokojnym, ale pełnym mocy. Książka trzyma w napięciu dzięki niespokojnej i mroźnej atmosferze, którą stwarza autor.

Nie tylko nakreśla on nam sytuację polityczną i niepokoje społeczne, ale wchodzi w umysł człowieka, który dręczony konfliktami z dzieciństwa, przeistacza się w człowieka, który jest gotów zrezygnować z całego swojego ustatkowanego życia na rzecz półdzikiej kobiety, o której nie potrafi zapomnieć. 

Książka mówi o tytułowej głębi w sposób dosłowny i metaforyczny, ale znajdziemy w niej też dużo odniesień do ciszy, do różnych jej rodzajów - do ciszy, która koi zmysły, do ciszy zwiastującej konflikt, ale też do ciszy, która huczy w umyśle i zmusza do działania lub doprowadza do szaleństwa. 

Było to moje pierwsze spotkanie z autorem, który głównie znany jest z kryminałów, ale dzięki swojej atmosferze i nieprzewidywalności fabuły książka robi ogromne wrażenie. 

Za egzemplarz recenzencki niezmiernie dziękuję wydawnictwu W.A.B.

10:09:00

Folwark zwierzęcy

Folwark zwierzęcy
Kolejny audiobook, kolejna klasyczna pozycja. Dzisiaj na warsztat idzie powieść, która została przeanalizowana na milion sposobów, ale która niestety wciąż jest zadziwiająco aktualna. Tym razem pozycja była czytana przez Wiesława Michnikowskiego, który zmarł niedawno, 29 września, w wieku 95 lat.

Dla przypomnienia tylko piszę, że jest to kolejna pozycja z listy 100 książek BBC (klik!), do której cały czas gorąco zachęcam.

Tytuł: Folwark zwierzęcy
Autor: George Orwell
Rok: 1945
format: audiobook

Książka opisuje zwierzęta, które postanawiają wypędzić ludzi z folwarku. Koncept jest przedstawiony przez wiekowego knura, który zaszczepia w pobratymcach iskrę buntu i marzenie o lepszym bycie. Oczywiście przewrót ma miejsce, zwierzęta nie bez problemów zaczynają prowadzić folwark, ale klasyczne mechanizmy totalitarne zaczynają się błyskawicznie pojawiać w ich społeczności.

Folwark... został napisany jako satyra rewolucji rosyjskiej, która przedstawiając swoją opowieść w poniekąd ezopowym stylu, miała ukazywać prawdę o stalinizmie. Jednak to ostrzeżenie przed Rosją Sowiecką tak naprawdę jest ostrzeżeniem przed dowolnym reżimem totalitarnym.

Rewolucja, która miała poprawić życie mas, która wyrosła z marzenia o lepszym życiu, doprowadziła do wywyższenia innych klas, ale nie do poprawy sytuacji ogółu. Działania świń, które do rewolucji dążyły najbardziej, wykorzystywały ogólną chęć zmian na lepsze, tylko po to, aby później stosować te same idee jako aparat ucisku.

Tak naprawdę ostatecznie zmienia się tylko osoba trzymająca bat, ponieważ życie jednostki wcale się nie poprawiło, a nawet wręcz przeciwnie, uległo znacznemu pogorszeniu. Zawsze chodzi o lepszą sytuację grupy rządzącej. Zwierzęta, którymi łatwo było sterować, zdają sobie z tego sprawę dopiero na sam koniec, kiedy tak naprawdę jest już za późno na jakiekolwiek zmiany.

Fascynujące jest jednak to, jak dokładnie Orwell prowadzi swoją alegoryczną opowieść. Nie pomija żadnego elementu przemian. Proces dochodzenia do władzy, zwłaszcza z perspektywy obecnej sytuacji politycznej w naszym kraju, jest boleśnie aktualny. Zaczyna się od obietnic, od zgromadzenia siły, a następnie ucieka się do manipulacji, aby kontrolować te masy, które ślepo podążają za swoimi przywódcami. Propaganda, publiczne procesy, opieranie się na ideach, które są przeinaczane na potrzeby grupy rządzącej, manipulacja przepisami prawnymi, a ostatecznie degeneracja i zaanektowanie pozycji, przeciwko której na początku się buntowano.

Folwark... jest książką, która daje do myślenia w sposób przejmujący i która w równie gorzki sposób ukazuje swoją ponadczasowość - ideały są martwe, jeśli stawiamy na pierwszym miejscu niskie i prywatne pobudki.

Z ciekawostek historycznych warto wspomnieć, że Orwell miał początkowo problem z wydaniem książki.
Kilku wydawców odmówiło jej publikacji ze względu na sugestię pochodzącą z brytyjskiego Ministerstwa Informacji, które zaznaczało jej antyrosyjski charakter (w tym czasie kraje związane były sojuszem wojennym). Dziś uważa się, że osobą odpowiedzialną za wydanie takiej opinii był Peter Smollett (Peter Smolka) – żyjący w latach 1912–1980 dziennikarz, wydawca i agent sowiecki.
(źródło: Wikipedia
W Polsce książka była zakazana przez cenzurę aż do 1988 r. Co jednak wywołuje u mnie chichot nikczemny, to fakt, że książki nie wydano od razu na rynku amerykańskim, bo
książki o zwierzętach nie sprzedają się dobrze w Stanach Zjednoczonych.
(źródło: Wikipedia)

Także tego... brawo Wy! :D 

15:04:00

Charlie i fabryka czekolady

Charlie i fabryka czekolady
I kolejna pozycja z listy BBC (klik!) za mną! Dzięki audiobookom błyskawicznie pochłaniam lektury, po które nie miałam czasu sięgnąć w wersji papierowej. Dzisiaj słów kilka o książce, którą na pewno wszyscy znają, choćby z ekranizacji. 

Tytuł: Charlie i fabryka czekolady
Autor: Roald Dahl
Rok: 1964
format: audiobook

Główny bohater - Charlie - pochodzi z ubogiej rodziny, jednak chłopiec dorasta w atmosferze pełnej miłości i troski. To, że jego rodzicom i dziadkom nie powodzi się finansowo, nie przeszkadza mu być dobrze wychowanym, zawsze martwić się o innych i starać się wywoływać uśmiech na twarzy najbliższych. Całe jego życie jednak zmienia się, gdy ekscentryczny właściciel fabryki czekolady postanawia otworzyć bramy swojego słodkiego królestwa dla pięciu szczęśliwców, którzy znajdą w jego produktach złoty bilet.
Ponieważ fabryka osnuta jest tajemnicą, ludzie histerycznie rzucają się na produkty Wonki, aby znaleźć bilet wstępu, dowiedzieć się czegoś więcej o właścicielu i zdobyć dożywotni zapas czekolady w nagrodę. I tak rodzice kupują swoim dzieciom czekolady całymi tonami i tylko biedny Charlie może sobie pozwolić na zaledwie kilka tabliczek. Szczęście jednak się do niego uśmiecha i znajduje on ostatni bilet na wyjątkową podróż po wnętrzu fabryki.

Skracając odrobinę fabułę, Willy Wonka okazuje się wesołym, choć irytującym wariatem, pozostałe dzieci i ich rodzice prezentują jak najgorsze maniery i wady, których każde dziecko powinno się wystrzegać, a Charlie otrzymuje niespodziewaną nagrodę za to jakim chłopcem się okazał, chociaż tak naprawdę po prostu nie zrobił nic głupiego. W sumie nie zrobił nic przez całą wycieczkę. 

Ze wstępu dowiadujemy się, że autor początkowo chciał stworzyć Charliemu aż kilkunastu rywali, ale siostrzeniec Dahla stwierdził, że książka będzie wtedy nudna. Cóż, niestety nawet przy pięciu złotych biletach książka dłuży się niemiłosiernie i nie wzbudza żadnych emocji. Postacie są płytkie, niedopracowane, piosenki Upa-Lumpasów są zbędne i cały proces moralizatorski jest przewidywalny i sztampowy. 
Jedyne co wzbudza ciekawość, to ciekawostki, które krążą wokół książki. Otóż Dahla zainspirowały prawdziwe firmy zajmujące się produkcją czekolady, które wysyłały dzieciom produkty w zamian za ich opinie oraz które rywalizowały ze sobą do tego stopnia, że wysyłały sobie wzajemnie szpiegów pod postacią nowych pracowników, aby wykradać przepisy na nowe produkty. 

Ponadto, według wywiadu z żoną autora, Charlie miał być czarnoskórym chłopcem i informacje te potwierdza biograf Dahla. W pierwotnej wersji powieści również Upa-Lumpasi byli czarnoskórymi Pigmejami, jednak Organizacja National Association for the Advancement of Colored People uznała, że ich praca za bardzo przypomina niewolnictwo, zatem autor musiał co nieco w książce pozmieniać. Więcej o tym pisze Niestatystyczny (klik!).
Książka niewątpliwie ma szansę dotrzeć do najmłodszego czytelnika, ale tylko i wyłącznie jeśli podetknie mu się ją odpowiednio wcześnie, zanim zacznie kwestionować sens czytania takiej lektury. Jest to pozycja szanowana zwłaszcza w Wielkiej Brytanii i nawet sama J.K. Rowling umieściła ją na swojej liście 10 książek, które każde dziecko powinno przeczytać. Po zapoznaniu się z nią jednak, wcale się nie dziwie, czemu dzieci w szkołach nie chcą jej tknąć i wolą ograniczać się do ekranizacji, gdy wokół tyle ciekawych i mądrych książek, które mogą najmłodszego czytelnika zachwycić.

18:47:00

Kijanki i kretowiska

Kijanki i kretowiska
Nie każdy zbiór opowiadań jest dobry. Nie każde opowiadanie potrafi trzymać w napięciu, nie każdy autor potrafi stworzyć teksty, które nie będą odstawać od siebie pod względem wartości. Z twórczością Aleksandry Zielińskiej spotykam się po raz pierwszy. I jest to spotkanie udane. To niepokojąca miłość od pierwszego wejrzenia. 

Tytuł: Kijanki i kretowiska
Autor: Aleksandra Zielińska
Rok: 2017
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-4743-3

Opis książki na okładce nabiera sensu dopiero, gdy zapoznamy się ze wszystkimi opowiadaniami w zbiorze. 

Małe dziewczynki widzą przyszłość w muszlach szczeżuj. Dwugarbne wielbłądy spacerują po ogrodach. Ludzie przychodzą, ludzie odchodzą, złe jest zawsze na wyciągnięcie ręki. 

Zawsze sceptycznie patrzę na dzieła rówieśników, ponieważ sama sceptycznie patrzę na swoją wiedzę o świecie, wciąż czuję się za młoda, żeby uznać, że wiem na czym polega dorosłość i jak grać w grę zwaną życiem. Ale Aleksandra Zielińska wprowadza nas w świat niedopowiedzeń i niepokoju w sposób mistrzowski. 

Na kursach kreatywnego pisania zwraca się uwagę na pierwsze zdania - zdania, które wprowadzają czytelnika w zupełnie nowy świat. To od nich często zależy czy będziemy czytać dalej. Pierwsze opowiadanie zatytułowane "Do zobaczenia, dziewczynki" zaczyna się od stwierdzenia "Przestaniesz bać się guzików tego dnia, gdy woda wypełni płuca twojej siostry". 
Takie intrygujące początki, niedopowiedzenia, które pozwalają uruchomić wyobraźnię, które nie podają wszystkiego od razu i wprost, historie z przeszłości, które wypływają na powierzchnię opisu codzienności przeplatają się płynnie i zwinnie kuszą czytelnika by sięgnął po jeszcze jedno opowiadanie, by przerzucił jeszcze jedną kartkę. 

Przeważająca ilość tych utworów pisana jest z perspektywy kobiet, dziewczynek, które w większości pochodzą z rejonów wiejskich, tam się wychowują, tam wracają, ale też stamtąd uciekają. To one zmagają się z rzeczywistością, konsekwencjami wyborów swoich lub cudzych.

Jedenaście opowiadań pokazuje nam mieszaninę indywidualnych historii, opowieści, problemów, traum i szaleństw. Wszystkie krążą wokół potrzeby zmian, ale także ludzkiej niegodziwości, która jest nieodłącznym elementem naszej natury i otaczającego nas świata. Zło, które dosłownie czai się wszędzie, dostrzegamy w wariacji na temat bajki dla dzieci, w opowieściach o krzywdach, chorobach, dewiacjach, rozstaniach, złamanych obietnicach lub zwykłych wypadkach. 

Zielińska mimo swojego wieku, mimo naszego wieku, jest doskonałym obserwatorem i potrafi uchwycić niepokojące znamiona w różnych sytuacjach. Co więcej, potrafi je później tak opisać, że niepokój tekstu udziela się czytelnikowi, a granica między wydarzeniami prawdziwymi, a fantazjami i wymyślonymi scenariuszami staje się niewidoczna. Możemy gubić się w tym co wyimaginowane, ale zawsze zaczynamy od rzeczywistych problemów.

Dodatkowo sam język sprawia, że odczuwamy przyjemność z lektury. Autorka bawi się tekstem, wrzucając rymy, piosenki, nawiązania do innych utworów literackich, wulgaryzmy, sprawdzając czujność odbiorcy, puszczając do niego oko. Postacie są żywe, często zagubione, stale poszukujące. Czasem to one mówią do nas, czasem to autorka przemawia do nich. Chronologia nie jest ważna, liczą się emocje, tragedie i wybory, przed którymi stają. 

A na końcu... zostajemy my, czytelnicy. Nienasyceni, zaintrygowani i często wstrząśnięci. 

Za niesamowitą lekturę i egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B. Polecam, po stokroć polecam!

20:10:00

Kubuś Puchatek

Kubuś Puchatek
Znowu wracamy do listy BBC (klik!), która motywuje mnie do zapoznawania się z literaturą, po którą sama z siebie bym nie sięgnęła. Przyznaję, że zaległości zaczynam nadrabiać od książek, których nie udało mi się przeczytać w dzieciństwie. Po prostu nigdy nie zostały mi one podsunięte przez rodzicielkę. 

Tytuł: Kubuś Puchatek
Autor: A.A. Milne
Rok: 1926 (Świat) / 1938 (Polska)
format: audiobook

Kubuś Puchatek jest postacią klasyczną i nie trzeba nikomu przedstawiać pulchniutkiego misia o małym rozumku, który szczególnym zamiłowaniem darzy chłopca Krzysia, zawsze znajdzie czas, żeby zjeść odrobinę swojego ulubionego miodku i wyruszyć na wyprawę z przyjaciółmi.
Przyznaję, że jako dziecko nie przepadałam szczególnie za tą postacią. Lubiłam te dobranocki, ale nie były one moimi ulubionymi. Książka jednak w ciepły sposób opisuje poszczególne przygody misia, który budzi sympatię i wcale nie irytuje, tak jak mi się do tej pory wydawało.

Jak na książkę dla dzieci przystało, jest to opowieść stosunkowo krótka, ale czytana przez Janusza Gajosa mogłaby dla mnie trwać jeszcze kilka dodatkowych godzin.

Pewnie wiele osób domyśla się, że postać Krzysia była wzorowana na synu autora, ale może nie każdy wie, że w Polsce mamy dwa przekłady tego dzieła. Pierwsze, to najbardziej znane, zawdzięczamy Irenie Tuwim. To w nim miś dostaje imię Kubusia. Drugie tłumaczenie z roku 1986 zawdzięczamy Monice Adamczyk Garbowskiej, która misia nazwała Fredzią Phi-Phi.
Czemu miś nagle dostał żeńskie imię? Otóż oryginalnie miś był wzorowany na pluszowej zabawce małego Christophera Milne'a, a zabawka została nazwana od imienia niedźwiedzicy Winnipeg będącej żywą maskotką kanadyjskiego wojska z Korpusu Weterynaryjnego Kanady, która w 1914 roku trafiła do londyńskiego zoo. "Winnie" to zdrobnienie od imienia Winnipeg, a oryginalny tytuł to właśnie Winnie the Pooh

[To swoją drogą przypomina mi o misiu Wojtku, który został adoptowany przez żołnierzy 22 Kompanii Zaopatrywania Artylerii w 2 Korpusie Polskim dowodzonym przez generała Władysława Andersa. (Tak, miś brał udział w bitwie o Monte Cassino i nawet dostał stopień kaprala!).]
 
Rozróżnienie płci imienia i postaci może przychodzić polskiemu czytelnikowi z trudem. Irena Tuwim zdecydowała się sprawę uprościć i wybrała dla misia męskie imię. Drugie tłumaczenie natomiast, często uznawane jako bliższe oryginałowi, zachowuje żeńskie imię, ale czasowniki posiadają formy męskie - np. "Fredzia miał, powiedział" itp. 
Niedźwiedzica Winnie - źródło: Wikipedia
Sam autor natomiast przyznawał, że o ile sukces książki miał wyraźne przełożenie na jego sytuację materialna, zaszufladkował go jako pisarza specjalizującego się w literaturze dla dzieci. Osobiście nie ukrywam, że z chęcią zapoznałabym się z jego twórczością skierowaną do dorosłego odbiorcy. 

A Wy? Czytaliście inne książki Milne'a? A może macie swoje ulubione tłumaczenie?

14:45:00

Obsesja

Obsesja
Muszę przyznać od samego początku, że z każdą kolejną książką lubię styl autorki coraz bardziej. Zaczęło się od niewinnej zabawy z Book Tourem i Szeptuchą (link do recenzji znajdziecie tutaj: klik!), później przyszła kolej na Noc Kupały (klik!). Żerca z kolei już czeka na mojej półce.

Obsesja odbiega jednak od słowiańskich bóstw i bohaterów całego cyklu i nie wiedziałam jak wypadnie w porównaniu ze wspomnianymi właśnie pozycjami. A jak jest? Jest bardzo dobrze!
Tytuł: Obsesja 
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk 
Rok: 2017 
Wydawnictwo: W.A.B. 
egzemplarz przedpremierowy 

Młoda lekarka po rozwodzie przenosi się do Warszawy, gdzie rozpoczyna rezydenturę na oddziale psychiatrii. Pacjenci dają jej popalić, ma problemy z docieraniem do pracy na czas, w domu czeka na nią wiernie kot, a ten fakt tylko podkreśla jej lęki, że nie znajdzie mężczyzny, który chciałby spędzić z nią resztę życia. 

Jak każda silna i niezależna kobieta, powtarza, że świetnie daje sobie radę, jeden kot jeszcze o niczym nie świadczy, a faceci ogólnie to łajzy, więc nie ma co się przejmować gadaniem rodzicielki, że trzydziestka na karku to nie przelewki. 

[Korzystając z faktu, że momentami bardzo łatwo mi było utożsamiać się z bohaterką, chciałam pozdrowić mamę! :D] 

Po Warszawie grasuje seryjny morderca, który nagle zaczyna działać na terenie szpitala naszej bohaterki. Co więcej, zaczyna ona dostawać romantyczne, a później dość agresywne, anonimowe liściki. Ktoś na pewno zaczyna się nią interesować. Jakby tego było mało, w jej otoczeniu pojawiają się coraz to nowe postacie - kilku mężczyzn, którzy otwarcie są zainteresowani jej osobą. Nasza lekarka jednak nie jest gotowa na związek i daje o tym znać, czym doprowadza do nieprzyjemnych lub zabawnych sytuacji!
Napięcie rośnie, morderca staje się coraz bardziej napastliwy, ale autorka prowadzi fabułę w sposób lekki i zabawny. Owszem, makabra niektórych wydarzeń może zmrozić krew w żyłach, ale od książki nie sposób się oderwać i miałam problemy, aby zmobilizować się z pójściem do pracy. 

Katarzyna Berenika Miszczuk, która sama jest z wykształcenia lekarzem, wprowadza nas w tajniki działania szpitala, rozkładając też na czynniki pierwsze różnice między uduszeniem a zadzierzgnięciem lub lekarzem sądowym a lekarzem medycyny sądowej! 

Niektóre dialogi wywołują uśmiech, inne wprawiają w osłupienie. W pewnym momencie zaczynamy podejrzewać wszystkich w otoczeniu głównej bohaterki, a połączenie humoru, thrillera i lekkiego wątku romansowego tworzy mieszankę idealną! Jeśli książka będzie miała swoją kontynuację, to już nie mogę się doczekać! 

Obsesja pojawia się w księgarniach już 27 września.

Za zaufanie i egzemplarz przedpremierowy dziękuję wydawnictwu W.A.B.! Recenzowanie takich książek, to sama przyjemność!

14:12:00

BowlLove

BowlLove
Okres wakacyjny można śmiało uznać za zakończony, a nasze zbędne fałdki i boczki mogą się ukryć pod cudownie grubymi swetrami. Nie oznacza to jednak, że nasza dieta - w tym znaczeniu to co spożywamy - powinna stać się niezdrowa i doprowadzać naszą kondycję i zdrowie na skraj wyczerpania. 

Zdrowe jedzenie i odrobina ćwiczeń sprawiają, że nasze samopoczucie może się radykalnie zmienić! Jesteśmy mniej zmęczeni, czujemy się lżej, a co za tym idzie, nie tracimy energii w jesienne i szare dni.

Czasem jednak trudno znaleźć inspirację lub motywację, żeby nasze jedzenie było równie kolorowe jak nasze życie. I tutaj z pomocą przychodzi nam David Bez. 

Tytuł: BowlLove. Zdrowe i odżywcze miski pełne smaku
Autor: David Bez
Rok: 2017
Wydawnictwo: Buchmann
ISBN: 978-83-280-4603-0

David Bez z pasją i zaangażowaniem przedstawia nam swoje propozycje na zdrowe i pyszne jedzenie. Autor zainteresował się mniej przetworzoną żywnością już kilka lat temu, a temat, który do tamtej pory był mu obcy, zainspirował go do tego stopnia, że otworzył własną knajpkę i zaczął doceniać kontakt z prawdziwymi ludźmi, którego nie pobiją nawet tysiące lajków na Instagramie.

W swojej książce inspirowanej porą jesienną, gdy czas sałatek i owoców powoli zaczyna przemijać, Bez proponuje nam dania, które nie tylko dobrze wyglądają, ale i świetnie smakują. Ideą, która łączy wszystkie przepisy jest przygotowywanie ich z prostych, ale różnorodnych składników. Dla mnie jest to pozycja idealna, ponieważ zawsze zniechęcam się do potraw, które mają bajecznie wymyślne składniki, których nie mogę dostać w najczęściej odwiedzanych sklepach.

Mimo że proponowane potrawy to głównie zupy, to Bez podrzuca nam garść pomysłów, jak sprawić, aby były one bardziej treściwe, pozostawiając nam dużą swobodę, jeśli chodzi o proporcje składników. W książce znajdziemy jednak również przepisy na dania "na sucho", które także pięknie się prezentują w miseczkach i czasem są szybsze w przygotowaniu (nie musimy np. gotować bulionów lub kremów).

Autor zwraca uwagę na wartości odżywcze, jego dania w większości odpowiadają wegetarianom i weganom, ale mięsożercy też znajdą w książce coś dla siebie. Co jednak jest jeszcze jednym atutem proponowanych dań, to walory estetyczne! Autor pamięta o tym, że jedzenie też ma cieszyć oko, zwraca uwagę na obróbkę i przygotowanie produktów, ale też na ostateczną formę podania, co widać na kolorowych i cudownie apetycznych zdjęciach. 

Za pyszny egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Buchmann!

13:11:00

Małe kobietki

Małe kobietki
Całkowicie odnawiając bloga w ubiegłym tygodniu nie mogłam pominąć podstrony Sto tytułów BBC, którą znajdziecie pod tym linkiem (klik!) lub u góry strony. Zakładając ją, obiecałam sobie czytać co najmniej dwie książki rocznie z wymienionej listy, ale oczywiście ubiegły rok minął bezowocnie.

Dzisiaj natomiast mogę pochwalić się, że skończyłam klasyczną amerykańską powieść o dorastaniu, która została nagrana przez Annę Nehrebecką dla Zakładu Wydawnictw i Nagrań Polskiego Związku Niewidomych w Warszawie w 1992.

Tytuł: Małe kobietki
Autor:









17:49:00

Mleko i miód

Mleko i miód
W natłoku pracy i innych recenzji czasem trudno sięgnąć w porę po książkę, o której jest głośno w mediach. Mleko i miód to właśnie pozycja, którą kilka miesięcy temu czytali wszyscy, a którą zachwycała się większość. Ale zacznijmy od moich uprzedzeń!

Tytuł: Mleko i miód. Milk and honey
Autor: Rupi Kaur
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)
Wydawnictwo: Otwarte
ISBN: 978-83-7515-433-7

Otóż moje pierwsze wrażenia nie były związane z książką, ale z recenzjami, które się na jej temat pojawiały. Absolutny wybuch zachwytów na temat poezji odrobinę mnie zaskoczył. Może to brak wiary w polskiego czytelnika jest odpowiedzialny za takie nastawienie, jednak jeśli poezja ta dotarła do tak szerokiego grona i tak skutecznie podbiła serca, to... coś jest nie tak. 

Ale to właśnie ten prosty przekaz i brak poetyckiego patosu sprawia, że łatwo zrozumieć, co autorka chciała nam przekazać i może dlatego pojawiły się nawet głosy, że poezją tego nazwać się nie da.

Książka jest otwarcie kierowana do kobiet i porusza zagadnienia związane z kobiecym ciałem, miłością, ale też z krzywdzącą sytuacją społeczną. Wiersze podzielone są na cztery rozdziały: "Cierpienie", "Kochanie", "Zrywanie" i "Gojenie", ale co ciekawe, utwory pojawiają się i przed nimi i już po zakończeniu książki, co sprawia, że czujemy pewną specyficzną więź z autorką, która prowadzi z nami dialog. 

Pierwsze dwa rozdziały nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Niestety uznałam, że masowy zachwyt nie był uzasadniony, a wiersze, które czasem są tylko jednym zdaniem, niepełną refleksją, nie spełniają moich oczekiwań. Zaskoczyła mnie natomiast tematyka wierszy, ponieważ "Cierpienie" związane jest z molestowaniem, kazirodztwem, ale też z relacjami córka-ojciec i sytuacją kobiet, którym nie wolno zabierać głosu i które uczone są, aby były przezroczyste. 
Jest to uzasadnione pochodzeniem autorki, która jest Kanadyjką o indyjskich korzeniach. 

"Kochanie" dość pobieżnie mówi o miłości matki do dziecka i głównie skupia się na relacjach damosko-męskich, zarówno tych dotyczących sfery erotycznej, wzajemnych fascynacji oraz tego jak mężczyzna lub miłość do niego oddziałują na kobietę. 

Jednak to trzeci rozdział, "Zrywanie", zrobił na mnie największe wrażenie, bo to tutaj możemy dostrzec pewną głębię tych króciutkich utworów. Być może jednak coś jest w powiedzeniu, że prawdziwa sztuka bierze się z cierpienia. To rozdział głównie dla kobiet, które nie wiedzą, że są z nieodpowiednimi mężczyznami. Ci mężczyźni albo są źli z natury, albo są nieodpowiedni przez to, że są nieświadomi wartości swoich partnerek. Autorka przedstawia relacje z różnymi typami mężczyzn, ale wnioski są te same - jako kobieta, jesteś wartościowa, zasługujesz na to co najlepsze, ale miłość nie zawsze pomaga to zrozumieć. 

Zrywanie staje się czymś bolesnym, ale koniecznym, wynikającym z tego, że kobieta staje się mądrzejsza, silniejsza, jest porzucona lub trwa w związku, w którym nie ma miłości, a wzajemne zadawanie sobie bólu jest z nią nieraz mylone. 

Ostatni rozdział, "Gojenie", nie robi już tak silnego wrażenia jak jego poprzednik, ale też znajdziemy w nim wiersze, a może raczej sentencje, które mają nam uświadomić, że jesteśmy piękne, silne i jeśli ktoś nie potrafi tego docenić albo uszanować, to powinien z naszego życia zniknąć.


Jeśli chodzi o język, to jak już wspomniałam jest prosty, ale to właśnie na tym opiera się cały przekaz. Udało mi się wypożyczyć wersję dwujęzyczną, dzięki czemu najpierw miałam możliwość zapoznać się z wersją angielską, a później z polską. Przyznam, że tłumaczenie czasem nie potrafiło sprostać zwięzłości języka angielskiego i zdecydowanie bardziej do gustu przypadł mi oryginał. 

Wydanie samo w sobie jest eleganckie, minimalistyczne jak wiersze i opatrzone ilustracjami samej autorki. 

Całościowo jest to książka mądra, poruszająca tematykę zmysłowości, emocji i konfliktów - nie tylko tych towarzyszących relacjom z mężczyznami, ale i z całymi rodzinami i społeczeństwem. Pozycja z mądrym przekazem, ale odrobinę przesadzonym PR-em.






11:38:00

Stancje

Stancje
Tytuł: Stancje
Autor: Wioletta Grzegorzewska
Rok: 2017
Wydawnictwo: W.A.B.
ISBN: 978-83-280-4596-5

Poprzednia książka autorki - "Guguły" - zdobyła nominację do nagrody Nike, a jej przekład zdobył nominację do nagrody The Man Booker International Prize. Czytając liczne komentarze o Grzegorzewskiej, która jest poetką, prozaikiem i tłumaczem, spodziewałam się książki, która zachwyci mnie swoim językiem. 

I to jedno na pewno się sprawdziło. Książka, która przedstawia dość luźno powiązane ze sobą obrazy, tworzące na pierwszy rzut oka mało harmonijną opowieść, na pewno zachwyca językiem. Tego nie można jej odmówić. Opisy są pełne odważnych metafor, poetyckich porównań, które korzystnie wpływają na wrażenia czytelnika. Znajdujemy tam językowe refleksje na temat rzeczy zwykłych, pozornie bezbarwnych, a które autorka przedstawia w zmuszający do myślenia sposób, w sposób, który prezentuje nam te rzeczy od nowa, w bardziej wartościowym wydaniu.

Książka opowiada historię Wioli, bohaterki wspomnianej już wcześniej książki, która postanawia wyjechać ze swojej rodzinnej wsi i rozpocząć studia w Częstochowie. 
Akcja powieści rozgrywa się w roku 1994, co autorka często przypomina wtrącając informacje ze świata polityki lub znane przeboje, które można było w tamtych czasach usłyszeć. Ale osobiście miałam wrażenie, że opowieść raczej nie pasuje do tej epoki. Sięga wręcz głębiej w przeszłość i nie prezentuje tych lat 90tych, które sama pamiętam. 

Wiola, dziewczyna, która jest nieświadoma życia w mieście, zderza się boleśnie z dorosłością i życiem poza dobrze znaną wsią, z relacjami międzyludzkimi, ze świadomością własnego ciała. Rozpoczyna studia filologiczne, ale w trzyletnim przedziale czasu, do którego mamy dostęp, nie poznajemy wiele z jej życia studenckiego. Tak na dobrą sprawę nie wchodzimy zbyt głęboko w umysł Wioli.

Wędrujemy z bohaterką od stancji do stancji, zanurzamy się we wspomnieniach, ocieramy o realizm magiczny, doświadczamy absurdalnych zdarzeń, gubimy się w tożsamościach i niestety niewiele z tego wynosimy. 

Być może dzieje się tak przez to, że bohaterka jest ozięble zdystansowana, a to pozostałe postacie książki stanowią jej treść. To postacie z hotelu robotniczego tworzą fabułę pierwszego rozdziału, to siostry zakonne zamknięte mentalnie w wojennej historii miasta "podszytego wsią" są spoiwem drugiego. Bohaterka, która samodzielnie zaczyna egzystować w ostatnim rozdziale, dopiero wtedy zaczyna być interesującą postacią dla czytelnika.

Murzę przyznać, że najciekawsze z tego wszystkiego jest zakończenie książki, które otwiera przed bohaterką nowe możliwości, a czytelnika w końcu zasypuje pytaniami.

Bez wątpienia jest to powieść o niepewności, zagubieniu, poznawaniu innych ludzi, aby w końcu zacząć rozumieć samego siebie. Piękny zamysł, piękny język, ale opowieść pozbawiona "tego czegoś", tej iskierki, którą podszyta byłaby fabuła, niestety nie wzbudza oczekiwanego zachwytu.

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu W.A.B.

18:32:00

Dziewczyna z Brooklynu

Dziewczyna z Brooklynu
Tytuł: Dziewczyna z Brooklynu
Autor: Guillaume Musso
Rok: 2016 (Świat) / 2017 (Polska)
Wydawnictwo: Albatros
ISBN: 978-83-6578-133-8

Guillaume Musso już od dawna kusił mnie swoimi pozycjami. Trudno przejść obojętnie obok autora, którego książki wręcz piętrzą się w księgarniach i są tłumaczone na prawie 40 języków. Do tej pory jednak ograniczałam się do zapoznania się z opisami fabuły zamieszczonymi na okładkach, dopóki pożyczona książka nie wpadła w końcu w moje ręce. 

Przez moją pobieżną znajomość (a raczej kojarzenie) jego utworów, wydawało mi się, że są to książki obyczajowe, raczej opierające się na wątkach miłosnych, czasem fantastycznych. 

Wyobraźcie sobie zatem moje zdziwienie, gdy zorientowałam się, że czytam kryminał! :D Ale Dziewczyna z Brooklynu to kryminał, który czyta się dobrze i szybko. Akcja jest wartka, nie ma nużących opisów, sytuacja głównego bohatera rozwija się w zastraszającym wręcz tempie, dzięki czemu każdy rozdział dostarcza nam nowych zwrotów akcji, od których niestety czasem aż zaczyna kręcić się w głowie. 

Książka rozpoczyna się od sielskiego wieczoru, gdzie para zakochanych nagle zaczyna się spierać. On czuje, że dziewczyna coś ukrywa, ona nie chce się do tego przyznać. On mając już w przeszłości złamane serce nalega, naciska, wręcz wymusza na dziewczynie, aby przyznała się, co takiego robiła w przeszłości. Ona - zmęczona kłamstwami i pełna wiary w zrozumienie, które okaże jej mężczyzna jej życia - w końcu wyjawia straszną tajemnicę z przeszłości. 
Tylko, że on niestety nie potrafi zareagować jak należy i wszystko zaczyna się od tego momentu rozsypywać. Wzburzony kłótnią mężczyzna opuszcza dom, ale oddalając się od dziewczyny, którą jednak kocha, postanawia zawrócić, przeprosić i zrozumieć co tak naprawdę wyjawiła mu jego narzeczona. 

Gdy dociera na miejsce, jej już tam nie ma. Co gorsza, pełen złych przeczuć, zdaje sobie sprawę, że stało się coś złego. Postanawia ją odnaleźć i wplątuje się tym w aferę, która przerasta najśmielsze oczekiwania. 

Główny bohater jest pisarzem, zatem autor za jego pomocą uchyla nam rąbka tajemnicy o tym jak to jest pisać powieść i jak pisarza mogą zaskoczyć jego własne postacie. Ponieważ główny bohater też pisuje kryminały, bez trudu przeistacza się w detektywa, aby odnaleźć swoją ukochaną. 

Nowe poszlaki wypływają na światło dzienne, makabryczna zbrodnia okazuje się prowadzić do dużo poważniejszego spisku, który ma źródło w przeszłości i wszystko świetnie by się czytało, gdyby te rewelacje nie były tak szybko pozyskiwane przez naszego bohatera (wydaje się, że na dobrą sprawę wszyscy chcą z nim współpracować lub rozmawiać), gdyby nie było tych zwrotów akcji aż tak dużo i gdyby nie wkradł się w wątek bardzo dziwny sentymentalizm. 

Na to ostatnie, być może, ma wpływ fakt, że autor jest Francuzem i ten temperament romantycznego kochanka znalazł ujście w tekście. Jednak pewna doza szlachetnych emocji lub rozentuzjazmowanych, a wręcz rozszalałych objawów uczuć wydaje mi się nie na miejscu przy całym tym kryminalnym wątku. Taka skrajność wygląda w moich oczach odrobinę tandetnie, mimo że książka jest całkiem przyjemną lekturą. 

Cóż, na pewno sprawdzi się w pociągu lub na urlopie i jak na pierwsze spotkanie z Musso, stwierdzam, że nie było całkiem najgorzej. :)


12:44:00

Muminki!

Muminki!
Tytuł: Małe trolle i duża powódź
Autor: Tove Jansson
Rok: 1945 (Świat) / 1997 (Polska - pierwsze wydanie) / 2014 (Polska - omawiane wydanie)
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
ISBN: 978-83-10-12690-0

Chyba mogę śmiało zaryzykować stwierdzenie, że osoby z mojego pokolenia znają bajki o Muminkach, które były transmitowane jako Dobranocki. Czy je lubiliśmy, czy nie, nie da się ich wymazać z pamięci. 

Ja zawsze myślałam o nich z niepokojem. Nie przez słynną Bukę, której pojawienie się zwiastowały chłód i ciemność, nawet nie przez śmieszne żyjątka zwane Hatifnatami (teraz myślę, że są śmieszne), ale przez całą niezrozumiałą dla mnie atmosferę bajki. 

Skandynawski charakter tej opowieści nie wydawał się szczególnie radosny, mimo kolorów i ciekawych przygód. Pamiętam natomiast, że z niewyjaśnionych wtedy przyczyn (które później można było łatwo zdefiniować jako mój charakter ^_^ ) czułam sympatię do Małej Mi i jej babci oraz Włóczykija. 

I oto znalazłam tę pozycję w biblioteczce koleżanki, która ma całą kolekcję opowiadań o Muminkach w ślicznym wydaniu wypuszczonym na rynek z okazji setnych urodzin autorki. 

Książeczkę da się przeczytać dosłownie w kilka chwil - 60 stron opatrzonych oryginalnymi ilustracjami autorki pochłania się błyskiem. 

Jak wiadomo, jest to opowieść o małych, sympatycznych trollach - Muminku i jego mamie - które opuszczają ukochany i ciepły piec kaflowy, aby odnaleźć tatę Muminka. Żądna przygód głowa rodziny opuszcza dom, zwiedziona obietnicami podróży.

Mama Muminka i Muminek wyruszają zatem w pełną przygód podróż, zdobywając nowych przyjaciół i unikając wspólnie niebezpieczeństw, aby na końcu opowieści dotrzeć do cudnej doliny, z którą wszyscy kojarzą tę rodzinkę trolli. 

Mimo że opowieść jest kierowana do najmłodszych czytelników, zanurzenie się w tej historii sprawia bardzo przyjemne, dość nostalgiczne uczucie, a dzięki krótkiej notce biograficznej na końcu książki, możemy dowiedzieć się, że autorka za młodu chciała być latarnikiem i że została grafikiem prasowym nie mając jeszcze ukończonych 14 lat!

Polecam każdemu, kto chciałby przypomnieć sobie klimaty z dzieciństwa i tym, którym literatura skandynawska kojarzy się tylko z kryminałami i rozwlekłymi czasem do granic absurdu sagami ;)

09:59:00

Światło między oceanami

Światło między oceanami
Tytuł: Światło między oceanami
Autor: M.L. Stedman
Rok: 2012 (Świat) / 2016 (Polska)
Format: audiobook

O książce usłyszałam dopiero, gdy doczekała się ona swojej ekranizacji. Para znanych aktorów przyciągała uwagę, a po obejrzeniu pierwszego zwiastuna doszłam do wniosku, że przedstawiana opowieść zapowiada się ciekawie. 
Po książkę sięgnęłam jakiś czas temu z formie audiobooka i słuchałam jej w różnych odstępach czasu, dlatego tak długo widniała na mojej półce "Teraz czytam" na portalu lubimyczytać.pl.

Historia jest względnie prosta. Świat po pierwszej wojnie światowej jest rozdarty przez traumy i wspólne żale. Kwestia zaufania i czynienia tego co słuszne okazuje się ponad siły wielu osób, jednak wciąż da się dostrzec miłość i dobro wśród niektórych. 

Aby przytoczyć fabułę posłużę się opisem wydawnictw, które znalazłam na portalu lubimyczytać.pl


Rok 1920. Tom Sherbourne, inżynier z Sydney, wciąż nie może się uporać ze wspomnieniami z Wielkiej Wojny. Posada latarnika na oddalonej o 100 mil od wybrzeży Australii niezamieszkanej wysepce Janus Rock i kochająca żona Isabel, która decyduje się dzielić z nim samotność, stopniowo przynoszą mu spokój i pozwalają pokonać upiory przeszłości.
Los wystawia ich jednak na ciężką próbę. Po dwóch poronieniach i wydaniu na świat martwego chłopca, Isabel dowiaduje się, że nie będzie mogła mieć dzieci, i popada w depresję. I wówczas zdarza się cud: do brzegu wyspy przybija łódź ze zwłokami mężczyzny i płaczącym niemowlęciem. Ulegając namowom żony, kierując się głosem serca, a nie zasadami moralnymi, Tom podejmuje decyzję, której konsekwencje położą się cieniem na życiu wielu ludzi... 
 źródło:lubimyczytać.pl
Literatura australijska od dawna wzbudzała moją ciekawość. Jest to dla mnie obszar wciąż nieodkryty i za każdym razem zaskakuje mnie kunszt pisarzy pochodzących z tego odległego kontynentu. Światło między oceanami było debiutem, który podbił moje serce, ponieważ wbrew niektórym opiniom, że jest to książka o nieskomplikowanej fabule, jest ona dla nie pozycją nieoczywistą. 

Konflikt wewnętrzny głównych bohaterów, którzy mają wpojone pewne wartości, a których nie mogą przezwyciężyć nawet względem miłości łamie serce. Tragedia każdej postaci z osobna wzrusza i zmusza do myślenia jak czytelnik postąpiłby na ich miejscu. 

I zakończenie, które nie może być dobre. To nie jest klasyczny happy end, ponieważ nieważne jak ta historia by się zakończyła, ile wersji byśmy nie wymyślili, zawsze ktoś będzie cierpiał, a krzywd nie da się cofnąć. To właśnie taka rozdzierająca konkluzja sprawia, że pozycję tę doceniamy jeszcze bardziej.
Ale nie w formie audiobooka. Niestety książka czytana przez Annę Dereszowską staje się tragikomedią przez to, co aktorka robi z tekstem. Irytujące słuchowisko, w którym moduluje komicznie głos, co chwila zmieniając go z tubalnego głosu starego marynarza na piskliwy głosik dziecka, wybija z fabuły. Z przykrością również stwierdzam, że aktorka nie poradziła sobie z nazwami obcymi. Przed każdym zwrotem w języku angielskim robi ona denerwującą pauzę, jakby starała sobie przypomnieć poprawną wymowę. W pierwszych rozdziałach, które są opisowe, charakterystyczny głos Dereszowskiej brzmiał rewelacyjnie. Niestety dialogów już nie da się znieść. Lubię ją na deskach teatru, ale audiobooków w jej wydaniu raczej będę unikać. 

Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest piękna i wzruszająca i polecam ją każdemu. Tak jak mówiłam, opisując innego australijskiego pisarza, są książki, które trzeba czytać, bo nie liczy się tylko szczęśliwe zakończenie. Liczy się to jakie emocje wzbudza w nas opowieść.

16:57:00

Zawód: powieściopisarz

Zawód: powieściopisarz
Tytuł: Zawód: powieściopisarz
Autor: Haruki Murakami
Rok: 2015 (Świat) / 2017 (Polska)
Wydawnictwo: Muza
ISBN: 978-83-287-0633-0

Harukiego Murakamiego nie trzeba przedstawiać polskiemu czytelnikowi. Jest to autor znany i szanowany, chociaż przyznaję, że nie zawsze w pełni rozumiany. W pewnym momencie pojawiały się nawet stwierdzenia w naszym rodzimym świecie literackim, że modnie jest go czytać, ale ze względu na tak szeroko pojętą odrębność kulturową trudno jest nam go zrozumieć. Innymi słowy, jest w dobrym guście mieć jego powieści lub opowiadania na półce, ale już nikt nie wymaga od czytelnika, aby rozumiał o czym są te książki. 

Japoński autor już od pierwszych stron pozycji Zawód: powieściopisarz wyjaśnia, że nie ma na celu pisać o powieści jako o gatunku. Jest to pojecie zbyt szerokie, a on nie czuje się na siłach z nim zmierzyć. Postanawia zatem przedstawić obraz bardziej osobisty - jak to jest być pisarzem? Czytelnik dostaje zatem bardzo bezpośrednio sformułowany opis okoliczności, które sprawiły, że Murakami zaczął pisać, tego jak buduje swoje opowieści, bohaterów oraz jak traktuje samego odbiorcę jego książek. 
Dowiadujemy się zatem jak wygląda jego warsztat, proces twórczy, drobiazgowość i etapy wprowadzania poprawek. Fani pisarza dowiedzą się kto jest jego pierwszym recenzentem, jak autor reaguje na krytykę (zarówno osób najbliższych, jak i krytyków literackich), jak postrzega proces tłumaczenia (z perspektywy tłumacza i pisarza tłumaczonego na ponad 50 języków)  oraz co go skłoniło, aby wejść na rynek amerykański, a co za tym idzie i na rynek światowy. 

Murakami zdradza jak ważne jest zdrowie fizyczne podczas pisania powieści i jak jego przekonania odbiegają od standardowych wyobrażeń o neurotycznych i chorowitych pisarzach lub pisarzach, którzy żyli pełnią życia i doświadczali przeróżnych wydarzeń, będących bezpośrednią inspiracją dla ich dzieł. 

Trzeba zaznaczyć również, że pisarz znajduje w książce miejsce dla bardziej osobistej konfrontacji ze światem literackim, niejednokrotnie wbijając kij w mrowisko lub sprostowując pewne wyobrażenia o nim i jego postawach w jego rodzimym kraju.

Przyznaję, że w drugiej połowie książki pozwala on sobie również na pewnego rodzaju filozoficzne rozważania, zwłaszcza te dotyczące systemu szkolnego oraz społeczeństwa japońskiego w ogóle. Ponieważ pierwsze pięć rozdziałów ukazało się w postaci artykułów publikowanych w jednym z japońskich magazynów, taka postawa społeczna jest rozumiana jako osobisty komentarz Murakamiego do pewnych zachowań i wydarzeń społeczno-politycznych. 

Przede wszystkim jednak książka jest gratką dla wiernych fanów pisarza, ponieważ zdradza jego podejście do oryginalności, przedstawia kilka faktów z jego młodości oraz pokazuje proces pisarski od kuchni.

Książka pisana jest bezpośrednio do Czytelnika, do którego autor zwraca się z szacunkiem, jednak nie jest pewien na ile ta pozycja literacka jest zbiorem jego przemyśleń na temat ponad trzydziestoletniego doświadczenia zawodowego, a na ile poradnikiem dla przyszłych lub początkujących powieściopisarzy. Jeśli udziela rad mało trafnych, z góry za to przeprasza.

Dla osób, które za tym autorem nie przepadają, z treści książki wyraźnie może uwypuklać się jego arogancja i nadmierny, wręcz pedantyczny lęk przed uogólnianiem. Murakami wielokrotnie podkreśla, że nie mówi o wszystkich pisarzach, ale przede wszystkim o sobie. Jest on jednak świadomy swojego egocentryzmu i wielokrotnie za niego też przeprasza. 

Grono jego stałych odbiorców natomiast na pewno doceni język, którym pisana jest książka. Jest to charakterystyczny styl pisarza - język konstrukcyjnie prosty i przystępny. Tekst ma swoje powolne tempo, które jednak nie nuży. O tym jak Murakami wypracował swój styl (ten prosty, właśnie stosunkowo powolny rytm) również można przeczytać w książce, zatem Zawód: powieściopisarz wydaje mi się pozycją niezbędną dla każdego zadeklarowanego fana tego autora. 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza!






12:56:00

Nie mój jedyny

Nie mój jedyny
Tytuł: Nie mój jedyny
Autor: Melissa Pimentel 
Rok: 2017

W dzisiejszych czasach hasło, że stara miłość nie rdzewieje słyszy się tylko w zjadliwym i sarkastycznym kontekście. W szaleńczym tempie w jakim się uczymy, pracujemy i rywalizujemy, zapominamy o tym co w życiu jest ważne i najważniejsze.

Ruby i Ethan byli parą 10 lat temu. Dzisiaj spotykają się na ślubie siostry Ruby i najlepszego przyjaciela Ethana. Jakby do tej pory nie było niezręcznie, to Ruby cały czas coś czuje do swojego byłego chłopaka, a Ethan, który odniósł ogromny sukces finansowy, otoczony jest wianuszkiem chudych boginek Instagrama, których włosy wyglądają jak z reklam szamponów do włosów, a młodzieńczy metabolizm jeszcze się nie zbuntował. 
Od pierwszych stron książka wprowadza lekki i zabawny nastrój. Wiele odniesień do współczesnej kultury pozwala wczuć nam się nie tylko w atmosferę, ale i utożsamiać z główną bohaterką, która nie ma lekko ani w pracy, ani ze swoją rodzinką.

Książka na przemian przedstawia nam bieżącą historię - przygotowania do ślubu, histerię młodszej siostry, gafy, aferki i dramaty - oraz wydarzenia sprzed 10 lat - początek związku Ruby i Ethana, różnice charakterów oraz to, co zaczęło się psuć. W zgrabny sposób autorka splata wydarzenia, zatem otrzymujemy ładną konkluzję i nie mamy poczucia, że zagubiliśmy się w fabule. 

Jeśli historia wydaje Wam się znajoma, to plus dla Was! Nikt nie ukrywa faktu, że książka jest współczesną wariacją na temat Perswazji Jane Austen! Przyznaję, że to właśnie ten fakt skusił mnie najbardziej, ale książka już od pierwszych stron trzyma poziom i jest rewelacyjną lekturą - ciepłą, zabawną, bezpretensjonalną i romantyczną. 

Jako połączenie klasyki ze współczesnością i amerykańskich bohaterów z angielskim otoczeniem, książka zdaje egzamin! Polecam, choćby jako interpretację tej dobrze znanej powieści Jane Austen. 

Drobny minus należy się za tłumaczenie - na ostatnich stu stronach widać bardzo nieporęczne kalki z j. angielskiego, jakby tłumacza bardzo gonił termin i nie miał czasu pomyśleć nad tym jak lepiej oddać potoczne angielskie zwroty po polsku. Ale to już tylko moje zboczenie zawodowe. ;)

Za egzemplarz recenzencki bardzo dziękuję wydawnictwu Czarna Owca! To była sama przyjemność!


15:41:00

Doskonała

Doskonała
Tytuł: Doskonała
Autor: Cecelia Ahern
Rok: 2016

Doskonała jest kontynuacją Skazy, którą byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Są to kolejne losy Celestine North, dziewczyny, która żyje w społeczeństwie, gdzie skazy moralne są osądzane przez właściwy Trybunał, a karami za przewinienia są szpecące blizny oraz wykluczenie ze społeczeństwa.

Naznaczeni skazami niby żyją razem z pozostałymi członkami swoich społeczności, ale obowiązuje ich cała masa zakazów, od diety, sposobu ubioru, aż po życie zawodowe i godziny policyjne. 

Celestine, dojrzewająca dziewczyna, zawsze była uważana przez rodzinę i znajomych za osobę idealną, aż pewnego dnia, kierowana zwykłą ludzką empatią, współczuciem i logiką, postanawia pomóc Naznaczonemu, co w tym wspaniałym społeczeństwie jest zabronione. 

Uwikłana w konflikt wewnętrzny i polityczny, zostaje naznaczona w sposób szczególnie okrutny, ale też nieprzepisowy. 

Pierwsza część tej historii wciągnęła mnie niesamowicie, przedstawiała zupełnie nowe spojrzenie na powieści dla młodych dorosłych i nowe sposoby prowadzenia fabuły. Druga część kontynuuje zamysły autorki, jest bardzo spójna z charakterami i wydarzeniami Skazy, zatem zostajemy wciągnięci w fabułę już od pierwszych kartek. 

Co ważne, autorka nie poświęca początkowych kilku rozdziałów na przypomnienie wydarzeń z poprzedniego tomu. Są one wtrącane tam, gdzie trzeba, gdy fabuła tego wymaga. Duży plus. 

Byłam zaskoczona licznymi zwrotami akcji i nieco standardowym zakończeniem książki, ale czyta się ją błyskawicznie i nie sposób się od niej oderwać.

W porównaniu ze Skazą, Doskonała trochę bardziej wczuwa się w sytuację osiemnastoletniej dziewczyny i jej sposób postrzegania świata, w książce jest trochę za dużo pomyślnych zbiegów okoliczności, ale mechanizmy polityczne dalej zaskakują swoją adekwatnością, bezwzględnością i brutalnością. Celestine walczy nie tylko z Trybunałem, ale ze wszystkimi osobami, które próbują wykorzystać jej sytuację, aby zyskać coś dla siebie lub wprowadzić zmiany tak straszne, że nie sposób nie zdawać sobie sprawy, że w Europie również takie selekcje miały miejsce.

Książka przede wszystkim uczy, że należy wyciągać wnioski z popełnionych przez siebie błędów, a wszystkie blizny i skazy, które mamy umacniają nasz charakter i świadczą o tym, jakimi ludźmi jesteśmy. Wszyscy popełniamy błędy, a życie w idealnym społeczeństwie nie jest możliwe, bo nawet osoby wydające werdykty nie mają nieskalanych umysłów. 

Wbrew standardom na rynku wydawniczym, wydaje się, że cykl ten nie przerodzi się w trylogię, zatem wszystkie osoby zainteresowane losami głównej bohaterki powinny sięgnąć po tę pozycję! No i cały czas czekamy na film! :D

Dla przypomnienia podrzucam link do recenzji Skazy (klik!), bo warto sobie przypomnieć co dokładnie pisałam o pierwszym tomie, a za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Akurat!

08:10:00

Najsztub i Sumińska

Najsztub i Sumińska
Tytuł: Najsztub i Sumińska. O Polsce, strachu i kobietach.
Rozmawia: Irena A. Stanisławska
Rok: 2017

Co się stanie, gdy dwie całkowicie odmienne osobowości zaczynają rozmowę? Tworzy się piękna i mądra dyskusja, jeśli ludzie ci są na odpowiednim poziomie. I w tej książce właśnie coś takiego się dzieje. 

Piotra Najsztuba można kochać lub nienawidzić, ale nie można przejść obok niego obojętnie. Osobowość ekscentryczna, społecznie introwertyczna, jak sam siebie określa, co chwila zaskakuje swoją odmiennością i nawykami. Nie można mu odmówić otwartości, ponieważ w książce, która ma zaledwie około 160 stron, co chwila dowiadujemy się o nim zaskakujących rzeczy. Osobiście, znając go tylko z "Przekroju" i wypowiedzi społeczno-politycznych, dowiedziałam się wiele o jego zamiłowaniu do sztuki, ale również o podejściu do życia i płci przeciwnej. 

Dorota Sumińska stanowi dla niektórych autorytet jako miłośniczka zwierząt, która jednak mając trzy życzenia u złotej rybki, pozbyłaby się z powierzchni ziemi wszystkich stworzeń udomowionych. Równie ekscentryczna i zaskakująca w swoich przekonaniach co jej rozmówca. 

Irena Stanisławska jest najsłabszym ogniwem tej rozmowy. Ma kierować dyskusją, ale często jej pytania lub wtrącenia odstają od poziomu intelektualnego Najsztuba i Sumińskiej. Główni rozmówcy bowiem świetnie sobie radzą i ich dialog jest intrygujący i często zaskakujący. 

Książka podzielona jest na rozmowy i pisana jest jako ich zapis. Tytuł może wprowadzać w błąd, bo jest bardzo ogólny. Owszem, Najsztub i Sumińska rozmawiają o Polsce, strachu i kobietach, jednak są to rozważania niesztampowe i wykraczające poza te trzy i tak rozległe tematy. 
Nie sposób ich wyliczyć. Mowa tu o korzeniach, o tym jak się rozwijamy jako społeczeństwo i jako jednostka, czym jest kultura i czy człowiek tak bardzo się różni od zwierząt, o dominacji, kłamstwach, gotowaniu i sztuce! Ekscentryczne wypowiedzi dziennikarza przeplatają się z ciekawostkami ze świata zwierząt publicystki. A wszystko to w ciekawej atmosferze pozbawionej snobizmu. 

Serdecznie polecam!

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

21:43:00

Sztuka bycia i obycia

Sztuka bycia i obycia
Tytuł: Sztuka bycia i obycia
Autor: Maciej A. Brzozowski
Rok: 2017

Po książkę sięgnęłam przez ciekawość. Nigdy nie miałam do czynienia z pozycją, która opisywałaby poprawną etykietę, sposób zachowania lub odpowiednie rodzaje ubioru. A zdarza się przecież bardzo często, że nie jesteśmy świadomi popełnianych gaf. Gorzej! Często w całym naszym środowisku nikt nie zwraca na to uwagi, bo wszyscy powtarzają te same błędy. 
Książka podzielona jest na kilka rozdziałów, osobno prezentując rozwiązania dotyczące naszego ciała, ubioru, ale też sytuacji zawodowych lub towarzyskich. Pierwsze kilka stron bawi, wydaje się, że autor jest błyskotliwie zabawny, jednak przez powierzchnię humorystycznej nonszalancji przebija się zarozumiały mężczyzna, który patrzy na wszystkich z góry i, niestety, mentalnie pozostaje nadal w czasach PRL-u. Dopełnieniem całego tego niesmaku są rysunki Henryka Sawki, które rzadko bawią, chociaż silą się na odzwierciedlanie gaf omawianych w książce.

Nie zrozumcie mnie źle! Doceniam zapominane już w naszym społeczeństwie, a opisane w danej książce, reguły dotyczące klasycznych i eleganckich strojów. Szalenie istotne według mnie jest jak mężczyzna nosi marynarkę czy garnitur, ile guzików powinien zapinać i czym się różni frak od smokingu! Ważne jest, w jakim kieliszku podawać jaki alkohol i jak różne narodowości się witają (np. 1, 2, 3 cmoknięcia w policzek), co powinno się znaleźć w mailu służbowym albo jakich zwrotów nie używać w towarzystwie. Co dla mnie dziwne, autor twierdzi, że zdejmując buty, przychodząc do czyjegoś domu "wychodzimy na prostaka". Dla mnie zawsze był to wyraz szacunku, żeby a) nie brudzić gospodarzowi podłogi, b) nie niszczyć jej obcasami lub podeszwami.

Ale przyznaję, że z oburzeniem i niesmakiem czytałam rozdział mówiący o tym jak powinien się ktoś zachować w sytuacji, gdy spotyka znajomego (który jest po ślubie) z kochanką! To przepraszam bardzo, ja powinnam wiedzieć jak się zachować, gdy jakaś menda zdradza żonę i pokazuje się w miejscach publicznych z flamą, która nie rozumie czym jest przysięga małżeńska?! Jeśli moje zachowanie ma być wciśnięte w ramy etykiety (autor zaleca dyskrecję!), to przepraszam, gdzie jest rozdział poświęcony niezdradzaniu żony!? Bo tutaj chyba powinno się omówić bardziej podstawowe reguły!

Pomijając takie "kwiatki" autor, który chwali się, że pisze dla "Twojego Stylu", non stop epatuje pejoratywnymi określeniami dotyczącymi kobiet niezależnych. "Wojujące feministki" - to określenie pojawia się nagminnie - szyderczo określa kobiety, które np. nie chcą mieć obślinionej (i nadwyrężonej) ręki po tym jak jakiś stary oblech, który sili się na szarmanckość złoży mlaskający pocałunek na ich dłoniach. (Dla ścisłości: pan powinien się do damskiej dłoni pochylić, a nie przyciągać ją na wysokość swoich ust, ale jeśli czuje, że kobieta podaje mu rękę w sposób rzeczowy, biznesowy lub niech będzie, że "męski", to powinien to uszanować i odpuścić sobie niechcianą "elegancję".) Osobiście mam mocny uścisk dłoni i nie lubię, gdy ludzie podają mi dłonie przypominające śnięte ryby i mierzi mnie, gdy mężczyzna rzuca się do "całowania rączek" (zwłaszcza mężczyzna, którego nie znam albo z którym łączą mnie relacje zawodowe).

Wisienką na torcie natomiast jest podejście Brzozowskiego do tatuaży, które naprawdę w dzisiejszych czasach nie są oznaką infantylności czy przynależności do grup przestępczych. Można ich nie lubić i nie pochwalać, ale nie trzeba od razu krytykować. Nie chcesz, to sobie nie rób.

Tatuaż
Trwały, wykonywany igłą i tuszem, może spowodować zakażenie i głęboką depresję z powodu niemożliwości jego usunięcia. Pamiętajmy też, że kiedyś dorośniemy. ... Tatuaż jest dobrze widziany w dyskotekach i klubach, gorzej - w biurach i na rodzinnych uroczystościach.
(fragment książki)

Śmiem się nie zgodzić i podejrzewam, że wiele osób, z różnych pokoleń i różnych grup społecznych, również parsknie na widok takiego komentarza. Tatuaże można usuwać, poza tym często mają dla osoby je posiadającej głębokie przesłanie symboliczne.
Jak na autora, który prowadzi szkolenia z savoir vivre'u, "obserwuje zmieniające się obyczaje" i prowadzi rubrykę w jednym z najpopularniejszych czasopism dla kobiet, to niestety swoim szowinizmem, całkowitą ignorancją zmieniających się trendów i obcych kultur oraz, niestety, brakiem własnej kultury osobistej wystawia sobie bardzo marne świadectwo i nie stanowi wzoru do naśladowania. 

Powiem więcej, wygłaszając niektóre radykalne i ewidentnie potępiające komentarze, pokazuje raczej jak się nie zachowywać i czego nie mówić na głos w społeczeństwie coraz bardziej otwartym na nowości, a jednak wciąż uwrażliwionym ideologicznie. 

Za egzemplarz recenzencki jednak niezmiernie dziękuję wydawnictwu Muza.

15:53:00

Noc Kupały

Noc Kupały
Tytuł: Noc Kupały
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2016

Nie mogłam się powstrzymać! Tyle gadałam w domu o pierwszej części cyklu Kwiat paproci (klik - link do Szeptuchy), którą miałam przyjemność przeczytać ostatnio dzięki Sandrze z bloga Rosa Czyta, że rodzicielka się nade mną zlitowała i kupiła mi na imieniny dwa kolejne tomy! Czyli jednak nie ma czegoś takiego jak nadmiar książek! To bardzo budujące, biorąc pod uwagę, że już naprawdę nie mam ich gdzie upychać! ^_^ (Pozdrawiam mamę!)

Książka opowiada kolejne losy Gosi (Gosławy), której przeznaczeniem jest odnalezienie legendarnego kwiatu paproci, kwitnącego w Noc Kupały. Jej głównym zmartwieniem jednak jest to, komu oddać kwiat. Coraz większe grono bogów, ludzi i słowiańskich demonów zaczyna czyhać na jej życie. Bohaterka natomiast sporo ryzykuje, wdając się z nimi w układy, a do tego dochodzi jeszcze jej własna zazdrość, poczucie sprawiedliwości i miłość.

Robi się coraz bardziej dramatycznie, ale również coraz bardziej słowiańsko! Autorka w podziękowaniach opisuje jak przygotowała się do pisania o naszych starych obrządkach, dzięki czemu książka nabiera pewnej autentyczności. 

Język jest prosty, na początku miałam wrażenie, że autorka zapomniała jak stworzyła postać Mieszka. W pierwszych rozdziałach wydaje się on trochę inny niż Mieszko w pierwszym tomie, ale później wracamy już do pierwotnej koncepcji postaci i dowiadujemy się znacznie więcej o jego przeszłości. Ogólnie mam wrażenie, że książka była pisana w strasznym pośpiechu, co w dużej mierze można przypisać pracownikom wydawnictwa (tak, wszystko jest w podziękowaniach) i warto byłoby ją jeszcze stylistycznie dopracować. Ale nie zmienia to za bardzo faktu, że przeczytałam ją błyskiem. :D

Jeśli komuś spodobała się Szeptucha, to koniecznie musi sięgnąć po Noc Kupały, bo dopiero tutaj dowiadujemy się komu Gosława odda kwiat! Ponadto zwroty akcji na ostatnich kilkudziesięciu stronach stanowią duży plus!

15:05:00

Szeptucha

Szeptucha
Tytuł: Szeptucha
Autor: Katarzyna Berenika Miszczuk
Rok: 2016

Dotarła do mnie kolejna wędrująca książka! Tym razem Book Tour został zorganizowany przez Sandrę z bloga Rosa Czyta. Gdy tylko zobaczyłam, że Szeptucha może trafić i do mnie, od razu zgłosiłam się do zabawy.

Pozycja ta została wyróżniona mianem Najlepszej książki według plebiscytu portalu lubimyczytać.pl w kategorii "Literatura fantastyczna". I po przeczytaniu jej, wcale się nie dziwię!
Autorka już od pierwszej strony zachęca nas do lektury.

Drogi Czytelniku, 
czy  kiedykolwiek zastanawiałeś się, co by było, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Czy nadal wierzylibyśmy w pogańskich bogów? Jak dzisiaj wyglądałoby nasze państwo?
(fragment książki)

No cóż, długo mnie nie trzeba namawiać, gdy ktoś tak zarysowuje fabułę! Już od pierwszych stron dowiadujemy się, że akcja książki dzieje się w alternatywnej rzeczywistości. Mamy XXI w., owszem, są komórki i Internet, ale Królestwo Polskie nie dość, że nadal jest królestwem z monarchą na tronie, to jeszcze jest potęgą w Europie Wschodniej. Zachowała się również wiara w dawnych bogów i święta.

Główna bohaterka - Gosia (czyli Gosława) - skończyła właśnie studia medyczne i czeka ją obowiązkowy roczny staż u szeptuchy - znachorki, która jest pierwszą pomocą medyczną w każdej wsi, kobiety, która zna się na ziołolecznictwie i zaklęciach, ale która (nie dajmy się zwariować) wyśle do lekarza lub sama go wezwie, gdy choroba będzie tego wymagała. 

Gosia jako słowiańska ateistka oraz bardzo pragmatyczna i sceptyczna osoba wścieka się na samą myśl o tych praktykach, ponieważ nie chce być szeptuchą. Chce zostać lekarzem. Jednak mus to mus. Z przepisami nie wygrasz. Wyjeżdża zatem w rodzinne strony, gdzie okazuje się, że pogańskie bóstwa istnieją, ona od urodzenia wplątana jest w piękną legendę, a na horyzoncie pojawia się Mieszko - mężczyzna, dla którego zarwałam dwie noce.

Książka jest pisana językiem lekkim i przyjemnym, a fabuła wciąga od pierwszych stron. Jest przepowiednia, są zaklęcia, magia i miłość, ale przede wszystkim dawno zapomniane bóstwa, upiory i demony. Dzięki starodawnym imionom i obchodom np. Jarego Święta lub Zielonych Świątków w pogańskim, starosłowiańskim stylu autorka buduje magiczną i fascynującą atmosferę.

Kilka tygodni temu rozmawiałam z przyjaciółką o tym, że jej udało się przeczytać Starą Baśń Kraszewskiego, którą bardzo mi Szeptucha przypomina. Ja niestety poległam po kilkudziesięciu stronach i zarzekałam się, że nie wiem co by się musiało stać, żebym po nią znów sięgnęła. No cóż. Proszę jak wszystko się zmienia! :D Ada, odszczekuję wszystko, bo mitologia słowiańska zaczyna mnie fascynować jak dawno nic. 

Z drobnych minusów warsztatowych, autorka często w książce wyśmiewa amerykańską fantastykę dla młodych dorosłych, robiąc wyraźne aluzje do Zmierzchu, a sama powiela budowę powieści dla wspomnianej grupy docelowej, eliminując z fabuły rodziców i znajomych, czyniąc główną bohaterkę przeciętno-wyjątkową (szara mysza, która ma szczególne przeznaczenie lub zdolności) i przedstawiając nam postać tajemniczego i nieprzyzwoicie atrakcyjnego obiektu westchnień. Ale chyba dużo można wybaczyć, gdy ktoś porywa się na całkiem zapomnianą mitologię słowiańską i pisze tak lekko, że człowiek nie orientuje się, że na zegarku już 2 w nocy, a od rana trzeba wstać do pracy!

Książkę puszczam dalej w świat i bardzo dziękuję Sandrze z bloga Rosa Czyta za możliwość udziału w zabawie! 

Ekhm... i tak, zabieram się zaraz za czytanie drugiego tomu :D

Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger