11:32:00

Polowanie na czarownice

Polowanie na czarownice
Tytuł: The Crucible (English)
Autor: Arthur Miller
Rok: 1953
Sztuka wpisywana w kanon dramatu amerykańskiego przedstawia proces dotyczący czarów w miasteczku Salem. Akcja rozgrywa się w roku 1692. 

Grupa młodych dziewczyn zostaje przyłapana na tańczeniu w lesie. W celu uniknięcia pomówień o czary zaczynają one rzucać oskarżenia na mieszkańców miasteczka. W przerażający sposób autor pokazuje panikę, procesy psychologiczne i fanatyzm, które towarzyszą całemu procesowi. Oskarżenia powodowane są takimi osobistymi przesłankami jak zemsta, zazdrość i chciwość, podkreślając tym samym, że nikt nie ma tam nic wspólnego z czarami. Kłamstwa młodych dziewczyn przyjęte są za prawdziwe zeznania, sędziowie zapatrzeni są w swoje własne osiągnięcia, co nie pozwala im obiektywnie słuchać wszystkich stron procesu, a dobrych i uczciwych ludzi czeka najgorszy koniec z możliwych. 

Straszna sztuka, trzymająca w napięciu aż do ostatniej strony. Autor przedstawia jak mieszkańcy Salem wyrzynają się dla własnych korzyści lub z zawiści. Okazuje się, że nie trzeba wielbić Szatana, żeby być złym i okrutnym człowiekiem.

Tytuł angielski można przetłumaczyć jako tygiel. Tygiel, w którym każda z postaci jest metalem, który zaczyna zmieniać kształt i formę pod wpływem gorąca sytuacji, w której się znajdują. Osoby, które postanawiają trzymać się własnych zasad lub które nie przyznają się do czarów w celu uniknięcia stryczka, to osoby, których moralność wytrzymuje taką próbę. Ostatecznie jednak to właśnie one zostają skazane na śmierć. 

Tytuł polski to Czarownice z Salem. Nie dość, że sztuka odniosła sukces na Broadwayu, to została również zekranizowana i właśnie ten film z roku 1996 możemy kojarzyć najlepiej. Jedną z głównych ról grała tam Winona Ryder.
Inne przestawienia również zostały obsadzone znanymi nazwiskami. Gdy przedstawienie wróciło na Broadway w 2002 roku Liam Neeson wcielił się w główną rolę męską. 
Co więcej, w 2014 tę samą postać grał Richard Armitage znany z ekranizacji Hobbita!
Można się zastanawiać czy książka jest jedynie o czarownicach. Czy autor naprawdę chciał jedynie pokazać absurd pomówień i przerażającą ludzką naturę w kontekście procesów o czary? Otóż sztuka napisana w latach 50'tych dotyczy czegoś więcej. To alegoria makkartyzmu, który zbierał swoje żniwo w tym okresie w Stanach Zjednoczonych. Cytując Wikipedię, to:

"ogólna nazwa działań politycznych, pozbawionych skrupułów metod śledczych oraz tworzenia atmosfery strachu i podejrzeń, w walce z 'wewnętrznym zagrożeniem komunistycznym' w latach 1950-1954 w Stanach Zjednoczonych."

Historia zatacza koło. Obrzucanie się podejrzeniami, eliminowanie wpływowych ludzi, w celu osiągnięcia własnych korzyści, to podwaliny współczesnej Ameryki. Wniosek przykry, ale sztuka trzymająca w napięciu i poruszająca. Bardzo polecam!


21:51:00

Irlandia, policjanci, rowery i absurd

Irlandia, policjanci, rowery i absurd
Tytuł: The Third Policeman (English)
Autor: Flann O'Brien
Rok: 1939

Kolejna z książek przeczytanych na zajęcia. Zabrałam się za nią z ogromnym zapałem, ponieważ po moich studiach w Irlandii Północnej zdążyłam rozsmakować się w pisarzach z Zielonej Wyspy. Książka zachęciła mnie również swoją objętością, ponieważ łatwo wyrobić się z lekturą na kolejny tydzień jeśli książka ma około 200 stron. 
Ubolewam strasznie, że Biblioteka Uniwersytetu Łódzkiego jest tak skąpo wyposażona i ma jedynie 2 czy 3 egzemplarze. Że po polsku, to może i lepiej. Ale do żadnego nie miałam niestety dostępu. Książkę zatem zmuszona byłam czytać w wersji elektronicznej, za czym nie bardzo przepadam. 

Nie wiem co mnie jednak zgubiło podczas czytania. Moje wielkie nadzieje związane z narodowością pisarza, czy zdanie otwierające książkę: 

"Not everybody knows how I killed old Phillip Mathers, smashing his jaw in with my spade; but first it is better to speak of my friendship with John Divney because it was he who first knocked old Mathers down by giving him a great blow in the neck with a special bicycle-pump which he manufactured himself out of a hollow iron bar."

Zdanie to zachęca. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z lepszych zdań otwierających książki, które do tej pory miałam okazję przeczytać. Mamy podane intrygujące konkrety, zapowiedź zagadki i kryminału. 

I pierwsze 50 stron tak właśnie wygląda. Jest ciekawie i mroczno. Wspomniana przyjaźń okazuje się nie być prawdziwą, a wątek kryminalny się zagęszcza. Elementy horroru pojawiają się, gdy nasz bohater idzie po skrzynkę, którą skradł razem z przyjacielem zamordowanemu człowiekowi. Człowiek ten okazuje się być całkiem żywy i uniemożliwia znalezienie pożądanego obiektu, na wszelkie pytania odpowiadając prostym "nie".

I tu niestety kończy się to co mi się w książce podobało. Szukając skrzynki z pieniędzmi nasz bohater szuka policjantów, którzy zajmują się irracjonalnymi rzeczami, robią dziwne pomiary i kradną rowery ludziom, żeby ci mniej na nich jeździli. Wszystko to spowodowane jest przekonaniem funkcjonariuszy, że przez krążenie atomów ludzie stają się powoli rowerami, a rowery ludźmi! To jedna z niewielu tak niewiarygodnych teorii przedstawionych w tej książce. 

Absurd goni absurd i trudno wszystko racjonalnie wyjaśnić aż do zakończenia książki, które powraca do klimatu pierwszych rozdziałów. Znów robi się mroczno, a wyjaśnienie wszystkich tych zdarzeń zostawia po sobie swojego rodzaju katharsis. Jesteśmy w stanie mniej więcej zrozumieć fabułę, chociaż złożoność akcji wciąż sprawia kłopot. 

Co ciekawe, doczytałam się, że książka ta została wspomniana w serialu Lost! Jeśli ktoś oglądał choć kilka odcinków, jest w stanie wyobrazić sobie kontekst i porównać serialową wyspę z poczynaniami naszego bohatera. Co więcej, uznano, że to właśnie ta książka nadaje serialowi kontekst, który nie od początku był tak oczywisty. 
Spoilerów nie będzie. Nadal próbuję się otrząsnąć po lekturze, która jest swego rodzaju przedsmakiem książek postmodernistycznych. Jeśli kogoś zaintrygowałam, czytajcie! Ale jeszcze raz uprzedzam - środek książki mąci w głowie!


16:25:00

Akademii ciąg dalszy

Akademii ciąg dalszy
Tytuł: Przysięga krwi
Autor: Richelle Mead
Rok: 2009

Wiem co jest nie tak z tymi książkami! I odpowiedzią wbrew pozoru nie będzie słowo "wszystko". Te książki mają potencjał! Podoba mi się wątek głównej bohaterki. I dlatego czytam co się dalej z nią będzie działo. Minusem jednak jest język i styl gimnazjalistki. Problemem jest to, że fabuła rozwija się... no właśnie ja nie wiem nawet czy ona się rozwija. Rzeczy się po prostu dzieją. Rosja? Czemu nie. Pojedziemy na Syberię. Dlaczego? Bo tak. Dymitr mógł tam pojechać. Ale skąd to wiemy? Oh, nie napisałam tego w poprzednim tomie, ale teraz wspomnę, że Mason mi o tym powiedział. Tak właśnie wygląda tryb myślenia autorki. To nawet nie jest zbliżone do deus ex machina. To wszystko po prostu pach pach pach się dzieje!

Wiem też, że drażni mnie niemiłosiernie wątek Lissy - przyjaciółki głównej bohaterki. Ale nie jest tego aż tak dużo w tym tomie. Chociaż tyle dobrego!

Nie powiem, żebym czytała te książki wbrew sobie. Są przyjemne, akcja jest wartka, dostarczają rozrywki. Nawet będę czekać na nowe ekranizacje, bo już pierwszy film zakończył się motywem, który zostanie rozwinięty dopiero w trzecim tomie. Miła odmiana, żeby kilka książek wcisnąć w jeden film, zamiast rozwlekać wszystko, żeby zarobić na nastolatkach pędzących do kin.

Update: 
Ponieważ posta napisałam będąc w połowie książki, teraz muszę dokonać pewnych poprawek. 200 stron ze środka książki jest głupie i niepotrzebne. A ostatnie 2 jak zwykle mają taki plot twist, że mam ochotę przeczytać kolejny tom i tonąć w udręce. Ale muszę ochłonąć, zrobić sobie przerwę i sięgam po zupełnie innego autora.

17:30:00

Na odreagowanie...

Na odreagowanie...
Po emocjonalnym wyniszczeniu, które dokonało się za sprawą Sapkowskiego, postanowiłam odreagować i wrócić do lektury niższych lotów.

Tytuł: Pocałunek cienia
Autor: Richelle Mead
Rok: 2008

Ponieważ książka kurzyła się na półce, a zakładka pokazywała, że zostało mi tylko 100 stron do końca, rzuciłam się na nią błyskiem. Prawie jak główna bohaterka w wir walki ze strzygami. No i znów niektóre wątki pokazały mi jak płytka ta lektura jest. I podziękowania na koniec wyglądają śmiesznie, gdy autorka podkreśla jakim trudem było napisanie książki, która przypomina przeciętnej jakości fanfiction. 
Ale przeczytałam! Pochłonęłam te 100 stron w kilka godzin. I tak jak obiecywałam sobie, że już kolejnego tomu nie przeczytam, to teraz taki cliffhanger się wysupłał z fabuły, że no kurcze... chyba jednak muszę czytać dalej. Tzn. nie muszę. Ale o dziwo chcę!

O ile książka nie wnosi niż prócz przeciętnej rozrywki, to i tak uważam, że lepiej przeczytać kolejną pozycję z Akademii wampirów niż wpatrywać się bezmyślnie w kwejka lub Facebooka. 

Zatem... nie oceniajcie. Czytajcie! Czasem cokolwiek. ;) przynajmniej wyrobi się Wam jakaś opinia ;)

17:42:00

Światłość wiekuista

Światłość wiekuista
Potrwało, ale dotarłam do końca. Przeczytałam całą Trylogię husycką. Post nie będzie długi, bo nadal przeżywam.

Tytuł: Lux perpetua
Autor: Andrzej Sapkowski
Rok: 2006

Mam tak mieszane uczucia względem tej pozycji, że nie wiem od czego zacząć. W połowie książki pomyślałam, że jest to najnudniejszy tom. Trudno mi było przebrnąć przez pierwszą połowę. Ale doszłam do wniosku, że z każdym tomem tak miałam. 
W połowie również byłam zła, że Reynevan jest imbecylem, donosi wszystko wszystkim, bo ratuje Juttę. Nie myśli, a daje się prowadzić wszystkim za nos. Omamiony obietnicami, kto to mu nie pomoże lub groźbami, kto to czego jego ukochanej nie zrobi, najpierw miotał się od szpicla do szpicla, od hetmanów do książąt. I szlag mnie trafiał. 

Ale jak już zaczęłam się zbliżać do końca... Jak już dotarłam do największej niespodzianki w książce, to przestałam się złościć na Rejnevana. Zaczęłam się złościć na Sapkowskiego. Bo jednej śmierci się spodziewałam. To musiało nastąpić. Ale innej śmierci sobie nawet nie wyobrażałam. Opis wstrząsnął mną strasznie. I kumulacja emocji w przedziale zaledwie 30 stron doprowadziła mnie do płaczu. Do spazmów. I całe szczęście, że musiałam pędzić na zajęcia, że musiałam wrócić do rzeczywistości i ochłonąć, bo ryczałabym do tej pory... 

Końcówka i satysfakcjonująca i pozostawiająca pewnie pytania. Mieszanina uczuć.
Jednego jestem pewna... że nie wiem co dalej ze sobą zrobić teraz, jak już wszystkie trzy tomy przeczytałam. Ale dziękuję mojemu Wikingowi, że wmusił ze mnie te książki. Naprawdę było warto. Mimo emocjonalnej traumy.
 


Copyright © 2016 Redhead in Wonderland , Blogger